Udało się? Naprawdę? Choć zaklęcie rzucone przez dziadka zdawało się działać, Penny wciąż pozostawała w stanie gotowości. Z różdżką w ręku była gotowa na posłanie kolejnego zaklęcia w kierunku tego, co pozostało z rośliny. Tylko czy był to dobry pomysł? Czy powinni byli zniszczyć to cholerstwo w całości? Nie, to nie tak, że ruda nagle zaczęła logicznie myśleć. W zasadzie to kwestia pozostawienia resztek rośliny do zbadania nawet nie przeszła jej przez myśl. Zamiast tego, poczuła lekkie zmęczenie. Kiedy bowiem zagrożenie zdawało się być zażegnane, świadomość tego, co miało tutaj miejsce, zdawała się nagle uderzyć młodą czarownice. Uderzyć w pełni.
- Potrzebujemy jeszcze czegoś? - zapytała, sama nie będąc w stanie podjąć żadnych decyzji. Albo może nie chcąc brać na siebie tego ciężaru? Wolała pozostawić to innym. Wolała, aby o wszystkim decydowały bardziej odpowiednie do tego osoby.
Pojawienia się aurorów nie zauważyła od razu. Zorientowała się w tym dopiero kiedy Ci zwrócili się z pytaniami do dziadka. Nie uważała, żeby sama mogła im się tutaj na coś przydać. Nie chciała też przeszkadzać im w wykonywaniu obowiązków. Dlatego też zdecydowała się przynajmniej chwilowo oddalić. Usiąść gdzieś na boku i zaczekać - na wypadek gdyby jednak ktoś potrzebował jej pomocy. Chociażby w ogarnięciu tego całego pobojowiska. Czuła, że powinna zostać i się tym zainteresować.
- Będę gdzieś w pobliżu. - poinformowała więc Pandorę, nie chcąc przeszkadzać dziadkowi i babci, zakładając że Ci mieli teraz na głowie aurorów. Pandora zaś znajdywała się najbliżej. Była więc sensownym wyborem.
Kiedy informacja została już przekazana, Penny oddaliła się tych kilka metrów dalej, znajdując sobie kawałek trawki, na którym mogła usiąść i odpocząć. Zaczekać na ewentualny ciąg dalszy. O ile cokolwiek jeszcze miało nastąpić. Bo, że przyjęcie dobiegło końca - to wiedzieli wszyscy.