- To szkoda, z drugiej strony może warto zastanowić się nad przebranżowieniem? - Rzuciła jeszcze, bo przecież sama całkiem niedawno, mimo dosyć młodego wieku zmieniła całkowicie swoje życie, porzuciła qudditch i wstąpiła do BUMu, co uważała za jedną z najlepszych decyzji swojego życia.
- Gdybym planowała brać ślub więcej razy niż raz, to chyba bym tego nie planowała. - Powiedziała jak zawsze rezolutnie, taka bystra z niej była dziewucha. Porównanie skromnego ślubu do złapania złotego znicza bez większego echa jednak rozbudziło jej wyobraźnię. Może faktycznie mężczyzna ma rację? Będzie musiała porozmawiać na ten temat z Cameronem, w sumie to sama przemyśleć całą sprawę, bo wiedziała, że narzeczony zgodzi się na wszystko, co ona sobie wymyśli. Miała z nim całkiem lekkie życie. - Dzięki za to, że dałeś mi do myślenia. - Odparła jeszcze, po czym gdy skończyła się piosenka podziękowała mu za taniec i ruszyła w stronę kocyków, żeby wrócić do Camerona.
Nie zamierzała go opuszczać na dłużej, bo skoro poświęcił się i wsiadł dla niej na miotłę to musiała się nim teraz odpowiednio zająć.
Nie spodziewała się, że znajdzie sobie towarzystwo. Gdy podchodziła do miejsca w którym go zostawiła dostrzegła obok chłopaka Florence Bulstrode, przyspieszyła tempa, żeby uratować go przed jej towarzystwem. Nie dość, że gnębiła go w pracy, to jeszcze tutaj? Na ognisku. Dramat.
Stanęła obok Florence, jakby nigdy nic, nie odezwała się do niej ani słowem, od razu zaczęła mówić do Lupina. - Camiś, słońce, czy jest jakiś problem? - Musiała zostać jego rycerzem.