Siedzimy przy jednym z okrągłych stolików razem z Geraldine i Erikiem
– Wieczór jeszcze... młody, kto wie co czeka nas przed przejściem do ruletki, choć sam nie jestem pewien czy chcę zostać tak długo, bo przyznam się, że nie czuję się najlepiej. – To nie było nawet formalnie kłamstwo, choć sugerowało stan ciała, a nie ducha. Eliksiry i maści od Prewetta robiły swoją robotę i fizycznie czuł się doskonale. Od pierwszych kroków w domu Agnes szybko zdiagnozował powód dla którego tutaj był i jeśli ten powód chciałby być z nim gdzie indziej... kimże był, żeby mu odmawiać? Trzeba było jednak wpierw wybadać grunt. Może panna Yaxley zamierzała hulać tu do białego rana? I Anthony mimo zbolałego serca, nie zamierzał testować w takich okolicznościach z kim wolałby pozostać siedzący między nimi Erik, a już na pewno nie w bezpośrednim pytaniu.
– Przyznam jednak, że o ile przemowa nie wzbudziła mojego zachwytu, to Celine gra dzisiaj wybornie, a obecnie rzadko kiedy występuje dla kameralnego grona. Zaraz... czy to w końcu Ravel? – odwrócił się ku instrumentowi z szerokim uśmiechem. Widząc dołączającą do duetu Lorriaine zapamiętał, że będzie musiał podziękować jej później. Domyślał się, że zmiana repertuaru była jej sprawką i to ona finalnie namówiła Celine na opuszczenie Węgier na rzecz Francji, choć oczywiście i tu pianistka musiała pozostać wierna miłości do Liszta – wszak to jego kompozycja była bezpośrednią dla Maurice'a inspiracją. Może to był właściwy moment, gdy powinien zamilknąć, aby nie przeszkadzać kroplom wody opadać pośród gości, ale wiedział przecież, że kilka słów o muzyce pozwala lepiej jej zadziałać, kształtować, poruszyć. Pochylił się więc ku dwójce rozmówców by niezbyt głośno opowiedzieć o granym utworze:– Dieu fluvial riant de l'eau qui le chatouille Bóg rzeki śmieje się, gdy woda go łaskocze. Motto pomaga w usłyszeniu "Wodnej Zabawy" Ravela. I taką wodę lubię, kto wie, może kiedyś wrócę do formy i znów będę mógł zagrać tę miniaturę... – westchnął ciężko, prostując się i spoglądając na swoje długie, ale zastałe palce, które we wspomnianej formie były piętnaście lat temu, gdy podczas obejmowania urzędu ambasadorskiego miał stanowczo za dużo czasu. Teraz próbował wrócić, odkurzył stary fortepian, nawet ćwiczył, ale dźwięki zdawały mu się zbyt toporne, by przed kimkolwiek chciał pokazać powrót do starych umiejętności.
A wtedy zdał sobie sprawę z ciszy, z braku rozmów, ze skupienia, z jakim wszyscy zasłuchali się w utwór i zrozumiał... O słodka ironio, nie potrzebował emocji wplecionych magią w kolejne opadające dźwięki Jeux d'eau, nie potrzebował aury skupienia na sobie uwagi roztaczanej przez drugą z artystek, która dosiadła się, by bielą palców pieścić czarne klawisze nabrzmiałej XX wiekiem chromatyki. Nie potrzebował tego wszystkiego aby słuchać, aby zachwycić się i aby w zwykłym, niemagicznym wzruszeniu trwać w pragnieniu posiadania przywileju pokazania drugiej osobie, jak bardzo mu na niej zależy, nie tylko w cieniu czterech ścian własnego mieszkania. Czyżby zupełnym przypadkiem Lorraine dała mu drugi prezent tego wieczoru? Rozejrzał się subtelnie po pomieszczeniu, choć wydawało mu się, że nie ma pośród zebranych jakiegokolwiek innego oklumenty. Okazja czekała dosłownie na wyciągnięcie ręki, przecież nikt nie zauważyłby... skąd więc wahanie? Przygryzł wargę i niepewnie spojrzał na dobrze znajomy profil, jakby widział go dziś po raz pierwszy.
oklumenta na koncercie willowego duetu![[Obrazek: 0f55c8d965cbd2202f45c1905bcaa067.jpg]](https://i.pinimg.com/564x/0f/55/c8/0f55c8d965cbd2202f45c1905bcaa067.jpg)
