• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi!

[Jesień 72, 8-9.09 Spalona Noc, sesja grupowa] Papa-paparazzi!
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
30.05.2025, 13:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2025, 22:11 przez Anthony Shafiq.)  

—09/09/1972—
Anglia, Londyn
Quintessa Longbottom, Morpheus Longbottom, Jonathan Selwyn, Henry Lockhart & Anthony Shafiq
[Obrazek: 0aWD6Lx.png]

We are the crowd, we're c-coming out
Got my flash on, it's true
Need that picture of you, it's so magical
We'd be so fantastical
Leather and jeans, garage glamorous
Not sure what it means, but this photo of us
It don't have a price, ready for those flashing lights
Cause you know that, baby, I

I'm your biggest fan
I'll follow you until you love me
Papa-paparazzi



Były takie dni, które jawiły się Anthony'emu jako prawdziwe piekło.

Pomimo trzaskających płomieni, krzyków, jęków, żali - to nie był jeden z tych dni. Jonathan mógł gadać co chce, Morpheus mógł patrzeć zbolałym wzrokiem i kaszleć swoimi płucami na ziemię. Ze wszystkich miejsc na świecie Anthony chciał być właśnie tutaj. Z nimi. Nawet jeśli było tak wściekłe ciężko, nawet jeśli przedzierali się przez Londyn, żeby przejść z Pokątnej na Horyzontalną i dotrzeć do punktu w którym mogli otrzymać pomoc Ci, którzy stracili dach nad głową, ale chcieli dożyć rana. Chcieli dożyć następnego dnia swojego życia.

Nie wiadomo czyj to był pomysł, być może - jak mawiał przed laty Clemens - ich zbiorowej jaźni, która pomimo chęci zerwania jakiejkolwiek znajomości prywatnych niesnasek zdawała egzamin i teraz, na polu nierównej walki z żywiołem. Piekło trwało, ale zwycięzcy pisali historię i to oczyma Henry'ego Lockharta londyńczycy będą mogli obejrzeć to, co się działo podczas tej tragicznej nocy.

Umowa była prosta. Oni zapewniali mu ochronę i godziwą zapłatę, on dawał im wgląd w treści, które chciałby później opublikować. Jonathan napomknął o finansowaniu wystawy u Averych, co nie było już aż tak potrzebne skoro Lockhart się zgodził, ale w gronie starszych mężczyzn toczyła się przecież inna gra, o której fotograf nie miał pojęcia. Obecnie była to gra o jego względy. Anthony momentalnie zapewnił o pomocy prawnej i wsparciu w wynegocjowaniu najlepszych kontraktów z redakcjami. Jonathan już otwierał usta, ale nim licytacja rozpoczęła się na dobre, Morpheus przynaglił do marszu i temat szczęśliwie został na razie odłożony.

Po drodze zgarniali ludzi, cywilów, poparzonych, zapłakanych, zagubionych. Utworzyli pewien charakterystyczny szyk, w którym Morpheus i Jonathan przewodzili torując drogę, Anthony z grupką cywili byli za nimi, a Henry rotował wkoło i czynił swoją reporterską powinność. Byli w drodze do Quintessy Longbottom, do jej antykwariatu, a Shafiq w gruncie rzeczy cieszył się, że będzie miał szansę zobaczyć się choć na moment z przyjaciółką. Nie wierzył, że będzie to normalne spotkanie, jednak nie miało to znaczenia. Kiedyś zwykł myśleć o sobie, że kolekcjonuje ludzi, dziś zbierał koraliki dobrych wieści a to, że kobieta tak wyjątkowa jak Quintessa nie tylko przeżyła, ale z właściwą dla siebie werwą i energią ogarniała tak wiele i niosła pomoc, był co najmniej krzepiący. 
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#2
31.05.2025, 17:55  ✶  
Plusem posiadania Henry'ego w pobliżu bylo to, że po pierwsze obecność fotografów dobrze wpływała na jego samopoczucie, a po drugie mieli w końcu przecież plan jak pracę tego fotografa wykorzystać, a to już samo w sobie sprawiało, że Jonathan szedł wciąż wyprostowany i pewny siebie, mimo tragedii dzisiejszej nocy i zmęczenia.

Niestety obecność Henry'ego miała taki minus, że nie wypadało mu już, aż tak głośno wytykać Anthony'emu... W sumie to wszystkiego. A szkoda, bo Selwyn paradoksalnie wciąż miał naprawdę dużo nowych rzeczy do powiedzenia na temat przyjaciela i tego, że dalej nie poszedł do Ministerstwa Magii. Najwyraźniej bóg wiktoriańskich sierot, nie że Anthony zasługiwał wciąż na to czułe określenie, dodał jakiś haczyk do umowy, gdy splótł jego losy z Shafiqiem.

Szedł przodem z Morpheusem, raz po raz zerkając czy Henry, Anthony i grupa cywili byli bezpieczni, a sam robił wszystko, aby nie tylko wypadać jako bohater przed dziennikarzem, ale też jednocześnie naprawdę bohaterować tak bardzo jak tylko mógł.

Miał tylko nadzieję, że antykwariat dalej stał bezpiecznie i nie będą musieli w żaden sposób ratować Tessy.

Z oddali nie wyglądało jednak na to aby antykwariusz był szczególnie naruszony, natomiast... Natomiast płonęło coś innego. Jonathan w sumie nie powiedział nic co by sugerowało, że zaraz rzuci się do gaszenia sklepu z kociołkami, który zajął się ogniem. Jedynie szybko ruszył na przód i już z różdżką w pogotowiu znalazł się przed powoli pochłanianym przez ogień jednym z budynków. To chyba był biznes jakiegoś mugolaka. Tak mu się wydawało, ale ostatnie doświadczenia z kupowaniem kociołków miał prawdopodobnie za czasów Hogwartu. Nie ważne. Nie było czasu na zastanawianie się. Nie było czasu na omawianie planu działania. Przez chwile był tylko on i ogień, który należało jak najszybciej powstrzymać.

Jonathan złapał mocniej różdżkę i spróbował ukształtować strumień wody, który ugasiłby pożar. Ogień na razie nie zajął jeszcze całego liczył więc na to że uda mu się jak najbardziej ograniczyć zniszczenia.

Rzut kształtowanie (III) na wyczarowanie wody do ugaszenia płonącej się kamienicy.
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!


Zawada: Kompleks Bohatera, Jonathan rzuca się przodem do gaszenia pożaru
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#3
03.06.2025, 17:36  ✶  
Było zdecydowanie coś cynicznego w fotografowaniu ludzi bohatersko gaszących pożar. Gdyby to jeszcze było spontaniczne, dałoby się to z łatwością uzasadnić. Tyle, że Henry'emu obiecano pieniądze. Tak, jakby wszystko było zaplanowane, pod publiczkę. Może ta propaganda miała służyć ostatecznie dobrym celom, kto wie. Tyle, że nie zmieniało to faktu, że altruistyczny akt pomocy zamieniał się w coś performatywnego, niemal sztucznego. A Lockhart, zdając sobie z tego doskonale sprawę, godził się na to. Najzwyczajniej w świecie. Oszukiwałby samego siebie, gdyby uznawał Proroka Codziennego za gazetę neutralną i obiektywną. Czy miało więc znaczenie, dla kogo te zdjęcia robił, skoro nie byli to śmierciożercy ani żadni inni wyznawcy idei czystokrwistej supremacji?

Ubieganie się o względy Henry'ego przez tych dwóch podstarzałych czystków, kłócących się jak stare dobre małżeństwo, stanowiło farsę, którą chłopak obserwował jakby z dystansu. Mógłby zniknąć, a ci i tak by się o coś kłócili. Ciekawe, czy po takich awanturach Selwyn i Shafiq powracali do siebie? Z pewnością dało się wyczuć między nimi napięcie. Żaden był z Henry'ego aurowidz, ale każdy z choć odrobiną rozumu, potrafił zauważyć, że było między nimi coś. Niezidentyfikowanego, dziwnego, skandalizującego. Przyjaźń stojąca gdzieś na skraju zerwania i czegoś więcej.

Żadna praca nie hańbi. Nawet fotografowanie gaszących pożar szych z Ministerstwa, dla których Henry bez aparatu byłby absolutnie nikim. Może wyjątek stanowił Jonathan Selwyn, ale tylko dlatego, że chłopak znał Hannibala i wiedział, że co po niektóre czystokrwiste rody nie były tak złe, jak inne. Longbottoma dobrze nie kojarzył, choć wiedział, że jego ród również był całkiem postępowy. Inaczej było z Shafiqiem. Coś w jego manieryzmach i sposobie mówienia przypominało Henry'emu, że istnieli ludzie, którzy żyli w warunkach takiego zbytku, o jakim mu się nie śniło. Arystokraci tego świata, którym rzeczywistość przypominała o sobie dopiero, gdy płomienie trawiły miasto. Te wszystkie propozycje prestiżowych wernisaży, niestworzonych cudów, były dla Lockharta kompletnie nietrafione. Nie chciał osiągnąć sukcesu przez patronat jakiegoś bogatego typa. Mimo wszystko, marzył o tym, by kiedyś móc nazywać się niezależnym dziennikarzem.

Kasa więc absolutnie wystarczyła. Henry już tej nocy był tak zmęczony, że mógł tak naprawdę zgodzić się na każdy tego typu deal, byle potem móc wrócić do domu i odpocząć. Pieniądze zaś zawsze były mile widziane, szczególnie w obliczu ryzyka tego, że jego mieszkanie strawił ogień. Nawet nie miał czasu tego sprawdzić. Przeklęty Prorok...

Dlatego, kiedy Selwyn rzucił się na pomoc, już bez większych emocji (ileż on dziś płonących domów widział?) zaczął robić zdjęcia. Zupełnie, jakby był to jakiś ślub czy sesja zdjęciowa do gazety. Dobrał kąt, wykadrował dobrze obraz i nawet udało mu się złapać całkiem niezłą ostrość. Cóż za apatia... To właśnie ta noc robiła z człowiekiem.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
04.06.2025, 18:33  ✶  

Wszystko było absolutnie w porządku. Absolutnie.

W agresywnym rozdarciu bólem, miał nadzieję, że jego zwierzęcy okrzyk, który z siebie wydarł, był słyszalny przez mury Horyzontalnej 14. Miał nadzieję, że astrolabium zrobiło fikołka, że kołatanie, które teraz czuł, brzmiało jak wpis do Księgi Umarłych. Mózg, odcinający się od koszmarnej rzeczywistości, zaczął namyślać się nad tym, czy może to wywoływać u tamtego torsje. Będzie musiał zapytać, jeśli przeżyje do rana. Wytarł krew z uszu, udawał, że dobrze wszystko słyszy, wytarł krew z nosa. Gdyby to węch chciał się uszkodzić, byłoby wspaniale. Ale musiał czuć smród płonącego miasta, huk czuć w kościach. Płomienie nigdy nie były milczące, ale przecież, przecież! Feniks nie płonie.

Jonathan pięknie ugasił płomienie jednego miejsca, ale obok jeszcze ogień lizał zatrzaśnięte okiennice budynku obok, parapety, donice, płonął na ramach okiennych, wspinał się do środka, górne piętro traciło swoją stabilność, dachówki zaczynały odpadać, gdy krokwie przeżerał potwór bez cienia, bez prawdziwej materii. Zwykła kamienica, jak każda kolejna, jedna po drugim padała ofiarą żywiołu, bo nie wszyscy mieli dość mocy, dość odwagi, aby stanąć przeciwko jego potędze. Rozumiał to. Jego dłoń trzęsła się, gdy próbował wyjąć różdżkę i wycelować.

Na ten moment chciał przemienić się w bóstwo wiatru, Aeolusa z brodą i berłem, który kontroluje powietrze, chaos natury, nawet jeżeli miała nienaturalny początek, teraz już wyrwała się spod panowania Czarnego Pana i rozwiała na cztery strony świata, pożerając, pożerając, pożerając wszystko, co może ją nakarmić.

Wdech, wydech.

Zupełnie jakby palce przeznaczenia go nie goniły, jakby pył i dym i ogień nie sięgały ku niemu swoimi osmolonymi palcami, aby złamać mu kark za to, że nie schylił go przed samozwańczym panem ciemności, że stał na straży ostatnich bastionów porządku. Ręka się trzęsła, ale przytrzymał ją drugą, stabilizując. Zacisnął zęby, gdy ból wbijającego się paznokcia w miękką skórę nadgarstka uziemił jego głowę. Tu jest ból, w tym miejscu, nie w twojej głowie, Morpheuszu.

Utrzymał różdżkę i rzucił zaklęcie, aby zabrać oddech ogniu, zabrać tlen, przesunąć go wysoko w niebo, z dala od ognia. Przygnieść żar kocem z pustki, z braku tego, co pozwala palić paliwo.


Translokacja ◉◉◉○○: Próba ugaszenia płomieni drugiej kamienicy przez wyrzucenie tlenu z otoczenia ognia
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
04.06.2025, 19:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2025, 22:11 przez Anthony Shafiq.)  
Shafiq - oblany farbą, nieco chaotyczny, gubiący co chwila angielski na rzecz dowolnego innego nowożytnego języka był daleki od swojej "salonowej" czy może bardziej trzeba byłoby napisać - jedynej swojej słusznej wersji. Trzymał się z tyłu. Pilnował, aby ich mały pochód się nie rozwarstwiał, rozglądał się za ewentualnymi napastnikami lub kolejnymi cywilami do "wchłonięcia".

Szedł na końcu, ale nie umykały mu detale działań jego przyjaciół i gdzieś w głębi, bardzo głębi swojego serca pomyślał próżnie, jak bardzo cieszy się z dostępu do zdjęć. Jak bardzo cieszy się, że będzie mógł zobaczyć nie tylko te, które finalnie trafią do prasy. Okoliczności były mizerne, ale... jakkolwiek to nie zabrzmiałoby karykaturalnie w obliczu ulicy rozjarzonej legionem płomieni... były i jasne strony całej sytuacji.

No i Tessa. Może dałaby mu zwilżyć usta dobrze przyrządzoną herbatą? Może dałaby mu zwilżyć gardło swoją Brandy.

– Mama plose ja już nie mam sił, nogi mnie bolą... – Głos z poziomu chodnika zdawał się być niecierpliwy, płaczliwy. Mała dziewczynka próbowała namówić umęczoną kobietę, żeby ta wzięła ją na ręce. Wyglądała podobnie do tej, której dał dmuchanego dzika na Lammas. Może nawet to była ta sama? Shafiq nie był tak dobry w rozpoznawaniu dzieci. I ich zapamiętywaniu. Matka dziewczynki kiwała głową, próbując jej jakkolwiek wytłumaczyć sytuację. Jej pozycja była bardzo kiepska, bo widać że w pośpiechu zgarnęła kilka toreb i worków z dobytkiem, które teraz pieczołowicie ze sobą nosiła.

Pozostałe dusze nie rwały się do pomocy. Anthony też początkowo chciał porzucić temat, udać że tego nie widział nie słyszał. Ostatecznie jednak...

– Ja to wezmę, proszę wziąć córkę, to... to dobrze Wam zrobi, jesteśmy już niedaleko. – zapewnił, choć nie widział jeszcze znajomego obejścia przyjaciółki. Zaraz potem zaś wziął część rzeczy i spróbował najcięższą z toreb zmusić magią translokacji do lewitowania przed nimi.

Translokacja II, telekinezowanie torby przed sobą
Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana

Trochę został w tyle siłując się z zaklęciem, mechając obrażoną różdżką z włóknem ze smoczego serca, które pozostawało głuche na tak trywialne zadania. W końcu zrezygnowany westchnął i z głuchym sapnięciem zarzucił ją na siebie. Nie miał pojęcia jak kobiecina dawała sobie z tym radę, musiała być jakąś kulturystką. Próbował trochę nadgonić, ale ciężar go dociążał, podobnie jak jego szorujące bruk magicznych dzielnic morale

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
07.06.2025, 01:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2025, 01:10 przez Jonathan Selwyn.)  
Jeden pożar ugaszony. Dwa pożary. Morphy też działał. Kątem oka zarejestrował, że Morpheusowi też udało się ugasić ogień, więc zerknął na niego i skinął głową z uznaniem. Chciał coś zrobić. Pomóc mu w jakikolwiek sposób, upewnić się, że pod koniec tej nocy jasnowidz będzie wciąż kontaktował, nie cierpiał i przede wszystkim żył, ale obecnie jedyne do czego mógł się ograniczyć, to zerkanie co chwila na niego. Bo przecież Londyn dalej płonął, a chociaż sklep z kociołkami został uratowany (może kupi Enid jakiś najdroższy model od tego sprzedawcy, aby pomóc w biznesie po pożarze) to jednak złośliwy ogień trawił również sklep obok spopielając właśnie plakaty o cudownym jesiennym rabacie.

Wielkie czyszczenie magazynów. Kolekcja letnia 50% taniej.

No cóż... Jeśli Jonathan szybko nie zadziała to rzeczywiście tak będzie i to zapewne nie w tym znaczeniu, który mieli na myśli właściciele.

Przeszedł nieco dalej, aby lepiej móc wycelować kolejnym strumieniem wody w budynek. Najwidoczniej wizja opublikowanych zdjęć z heroicznej sesji zdjęciowej, jak i obecność widowni, wpływała korzystnie na jego zaklęcia. Oby tak było i tym razem. Po raz kolejny tej nocy uniósł różdżkę i po raz kolejny wyczarował strumień wody.

Kształtowanie III, strumień wody do ugaszenia pożaru

Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!


I tak! Rzeczywiście, najwyraźniej nic tak nie pobudzało jego zdolności kształtowania, jak obecność osób postronnych i przede wszystkim fotografa. W triumfie, gdy już upewnił się, że woda zdziałała swoje, odwrócił się prosto do aparatu i uśmiechnął się dumny z siebie. Możliwe, że kątem oka zerknął też czy przypadkiem ktoś jeszcze mu się nie przygląda. Ale tylko możliwe.
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#7
07.06.2025, 19:41  ✶  
Bohaterowie jego zdjęć tak dobrze sobie radzili, że nawet nie czuł potrzeby, by im pomagać. A zresztą, co on mógł hipotetycznie zrobić? Nie bez powodu nie zdał Owutemów. A może w przyszłości mógł poprosić Selwyna o lekcję magii kształtowania? Zaklęcia wychodziiły mu nienagannie, już dawno Henry nie widział, by ktoś tak dobrze wyczarowywał wodę. Oczywiście nie sądził, by Selwyn znalazł dla niego kiedykolwiek czas. Był to zarobiony człowiek, jeden z tych ważniejszych w Ministerstwie. Taki, który nie zawracał sobie głowy biednymi chłopakami, którzy nawet nie mieli potencjału czarodziejskiego.

Okej, pojawił się samokrytycyzm, co znaczyło, że Henry padał z nóg. Ta noc była długa, a wręcz zdawała się nie kończyć. Minęła północ, to na pewno. Pojawiła się nawet w jego głowie myśl, że powinien był pójść spać o dziesiątej, bo przecież jutro praca. System tak pięknie go ukształtował, że nie był w stanie nie myśleć o pracy nawet, gdy całą noc mierzył się z permanentnym zagrożeniem życia i zdrowia. Może nadszedł czas, by wreszcie zostać prawdziwym komunistą?

Może kiedy indziej... Na razie trzeba było pracować.

Uchwycił całkiem niezły profil Morpheusa Longbottoma. A i Selwyn prezentował się na zdjęciach całkiem zacnie. Shafiq też, oblany farbą przypominającą krew, pomagał na fotografii potrzebującym cywilom. Nieważne były skutki nieudanego zaklęcia. Aparat pokazywał go jako altruistę zdeterminowanego, by pomóc matce i dziecku. Henry miał nadzieję, że równie mu zależało na tym, by wprowadzać prawo, które by chroniło tych ludzi. Takie działania u podstaw, w dzisiejszych czasach, stanowiły tak realnie jedynie maleńki odłamek tego, co ci ludzie mogli zrobić. A jak znajdowały się na zdjęciach, mogły budować zaufanie do ludzi, którzy... no właśnie? Co robili? Henry oczywiście nie miał na tyle siły i odwagi, by otwarcie przed tymi mężczyznami wyrazić własne poglądy. A może rzeczywiście mieli odrobinę dobrej woli? Może też chcieli naprawić ten rozbity na kawałki kraj?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
11.06.2025, 08:43  ✶  

Dysocjacja to sztuczka, którą psychika płata samej sobie. Pozwala żyć dalej, dzieląc nieznośne doświadczenie i rozprowadzając je do różnych przedziałów umysłu i ciała. Samo doświadczenie staje się nieciągłe, porozrywane, a wyobrażenia mentalne mogą być oddzielone od świadomej wiedzy. Pojawiają się wspomnienia doznań pozornie oderwanych. Nienawidził tego, co działo się w tym momencie z jego umysłem.

W jednym momencie gasił ogień, a w drugim zatrzymywał trzęsącą się rękę, podchodząc zbyt blisko ognia, jakby próbował ogrzać wewnętrzny chłód o jego ogień. Swój własny ogień, powinien płonąć, płonąć, tak mówiły gwiazdy jego urodzenia, ale pierwszy raz w życiu w nie zwątpił. Słońce wyjdzie, jeszcze wyjdzie, znów będzie pięknie. Musiał czymś zająć głowę. Na chwilę patrzył na wodę, kapiącą z ugaszonego przez Jonathana budynku, wpatrywał się w krople zmieniające się w toksyczną parę. Coś w nim zostało usunięte, a coś innego zajęło jego miejsce. Coś, co nie jest jeszcze całkiem złe. Zalążek czegoś złego.  Jeszcze jedna tortura, jeszcze jedno uderzenie serca, a potem już nic. Grób się otwiera, ciało wpada do środka, a chwasty zapomnienia, które wkrótce ukryją grób, rosną wiecznie wokół jego próżności.

— Długo pan fotografuje? Dzisiaj, nie w ogóle — zapytał Morpheus ochrypłym głosem, podchodząc do Lockharta. Bez względu na to, jaki układ miał z nim Anthony, Longbottom miał swoją ukrytą agendę, chociaż pewnie nie tak bardzo ukrytą. Był bardzo świadom tego, że widział więcej niż inni. W powietrzu, w przestrzeni. W ogniu. Zmęczenie dawało się we znaki ciału, słowa nie chciały układać się tak, jak powinny. — Będę potrzebował odbitek do dokumentacji, może to pomoże znaleźć antidotum na zaklęcia tego typu.

Oczywiście nie mówił teraz o wodzie, o powietrzu, o przemocy, a tym, co ją wywołało, pyle padającym z nieba, klątwach, które pełzły w ich stronę, wyciągając w ich stronę swoje paskudne, czarne paluchy.

Znów spojrzał w górę, na ciemną, ciemną noc, a później dalej, wypatrując kolejnych świateł płomienia. Dobrze, że nie byli jedynymi, którzy działali na tym polu, bo Morpheus czuł ogromne poczucie nieprzygotowania. Mogli tyle zrobić, ale nie mieli żadnych sensownych planów, które by ich zorganizowały. Na szczęście znali się dostatecznie dobrze, aby skonstruować na kolanie cokolwiek, co działało, co prawda na ślinę i modlitwę, ale działało.

— Tam! — wskazał na kolejne miejsce i ruszył ku niemu, aż znalazło się w zasięgu jego zaklęcia.

Płonął sklep z Kartami Tarota. Sklep płonął tak, jakby sam ogień szukał zemsty, nie tylko na drewnianych regałach pełnych kadzideł i oprawnych w skórę tomów, ale na samej idei, że coś tak efemerycznego jak przeznaczenie można było zamknąć w obrazkach i symbolach. Sufit zapadł się częściowo, odsłaniając niebo zadymione jak w proroczym śnie, z tym, że to nie był sen. To był koniec tego miejsca.

Zawieszone pod sufitem miedziane dzwonki topniały w żarze, wydając pojedyncze, spazmatyczne tony, jakby same nie mogły się zdecydować, czy umierają, czy wciąż chcą śnić. Talie kart, limitowane, często jedyne na świecie, spalały się powoli, tusz spływał po popękanych kartonikach, a twarze Wielkich Arkanów skręcały się w parodiach grymasów. Cesarz bez twarzy, Wieża bez podstawy, Głupiec lecący w ogień z uśmiechem, jakby tylko tego chciał.

Morpheus powtórzył swoje zaklęcie. Niech przestanie płonąć, Hefajstosie, zabierz ten ogień! Bogowie Wiatru, zabierzcie powietrze.


Translokacja ◉◉◉○○: Próba ugaszenia płomieni sklepu z kartami tarota przez wyrzucenie tlenu z otoczenia ognia
Rzut Z 1d100 - 46
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#9
11.06.2025, 11:27  ✶  
Pochód szedł i zbliżał się nieubłaganie ku antykwariatowi Quintessy Longbottom. Jego właścicielka mogła w sumie już zobaczyć tę oryginalną grupę, która metodycznie tamowała rany zadawane przez płomienie, budynek za budynkiem.

Tymczasem co innego ściągnęło jej uwagę - na progu jej antykwariatu z którego obecnie utworzono bezpieczny punkt, schronienie dla wielu, którzy chcieli umknąć przed ogniem i gniewem Śmierciożerców, słaniała się w histerii funkcjonariuszka Brygady Uderzeniowej. Szary ubrudzony mundur nie pozostawiał złudzeń, młodziutka buzia dziewczyny świadczyła, że jest w tym zawodzie nowa i zdecydowanie los postanowił wrzucić ją od razu na głęboką wodę. Czy raczej... w głębokie płomienie.

Dziewczyna zataczała się w histerycznym szlochu, jej ciemne włosy były splątane, a twarz rosił pot. Jedną z dłoni wpychała sobie w usta próbując zmusić się do wymiotów. Niestety bezskutecznie.

– Nie chcę, nie mogę, to nie... nie... nie... to nie może być prawda... nie mogłam.... błagam... nie chcę... nie chcę tego czuć... – zawodziła w malignie, w trwającym szoku, w stuporze uniemożliwiającym jej działanie.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#10
13.06.2025, 00:00  ✶  
Na samym początku nawet nie widziała ich imponującego pochodu, który nadchodził z drugiej strony ulicy. A zwracali na siebie uwagę, to trzeba było im przyznać. Czy to samą prezencją i osobowością; czy to widocznymi, ale nadal umownymi, chmurami, które kłębiły się nad ich głowami; czy też zwyczajnie fleszem aparatu. Tego ostatniego nie dało się w żaden sposób przeoczyć, choć popiół nie przestawał padać, a ogień połykał i trawił wszystko dookoła.
Tessa odgarnęła loki, przyklejające się do spoconego czoła i powstrzymywała ludzi z wnętrza antykwariatu od wychodzenia na ulicę. Byli bezpieczni, na razie, dlatego nie mogła pozwolić, żeby nagle, w przypływie paniki wybiegli na zewnątrz. I zginęli w płomieniach. Dlatego stała chwilowo na progu, szukając wzrokiem osób potrzebujących pomocy.
— Merlinie… — zdołała tylko wymamrotać, zauważając w końcu drużynę, która nieubłaganie kierowała się w jej stronę. Przy okazji systematycznie gasili ogień, a wszystkiemu towarzyszył… reporter? Dziennikarz? Nie była pewna, ale w chwili, kiedy miała już wyjść im na spotkanie, zatrzymała się w miejscu.
Zdołała ledwie machnąć w ich stronę ręką, kiedy zauważyła dziewczynę, opierającą się plecami o ścianę kamienicy. Była funkcjonariuszką i przez chwilę Tessa była pewna, że przyszła, żeby im pomóc, ale te wyobrażenia zniknęły niemalże od razu, niczym liść niesiony na wietrze. Longbottom wzięła głębszy wdech i podeszła do niej ostrożnie, zdejmując plecioną narzutę z własnych ramion. Na początku jednak trzymała dystans, nie chcąc jej przestraszyć. Wydawała się być w opłakanym stanie, ale Tessa działa instynktownie. Z jakiegoś powodu zachowaniem przypominała jej matkę, a przynajmniej w tych ostatnich chwilach życia.
— Spokojnie, dziecko — zaczęła najpierw miękko, słysząc jak jej głos brzmiał nienaturalnie gładko i spokojnie w porównaniu do sytuacji, w której się znajdowali. — Wszystko będzie dobrze. Na razie oddychaj, dobrze?
I tutaj Rzut na Charyzmę, żeby uspokoić dziołchę z BUM-u.
Charyzma ◉◉◉○○
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1743), Dearg Dur (389), Henry Lockhart (1637), Jonathan Selwyn (1187), Morpheus Longbottom (1393), Quintessa Longbottom (627)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa