Prezent nie był problemem. Sprowadzone z Francji, pokryte srebrem jajo, zawierało w sobie zestaw srebrnej zastawy śniadaniowej, idealnej na miesiąc miodowy. Tak zachwalano to mu w każdym razie, gdy wspomniał, iż jest to prezent ślubny. Nie miał doświadczenia w kwestii otrzymywania takich prezentów. Problemem nie był czas, tego zawsze miał trochę wiecie niż inni i nawet niefortunna data tuż po Mabon i pożarach, w końcu czym były te dwa tygodnie, jedynie wyceną strat i początkiem dzieła odbudowy. Mógł siedzieć pośród zaproszonych gości i jednocześnie zajmować się sprawami wyższej wagi w zaciszu jednego z pokoi w apartamencie Shafiqa na Horyzontalnej, który mu zarekwirował jeszcze przed wydarzeniami Spalonej Nocy, tylko i wyłącznie dlatego, że wygodnie było mieć jakieś miejsce w centrum życia magicznego, a jeszcze wygodniej, gdy całym zarządzaniem zajmuje się ktoś inny. Problemem nie były krótkie wiadomości od Vasilija. Jedyne trzy jakie mu pozostały po upadku Warowni. Pierwszy, zatroskany, drugi, pełen groźby i trzeci, szyderczy. Taki obraz jego dobytku na ten moment. Z kolekcji setek talii kart Tarota pozostały dwie, ta którą miał przy sobie oraz ta, którą zostawił u Antoniusza i była przeznaczona na wróżby dla niego.
Problemem było ubranie, jakie miał założyć. Żaden z jego przyjaciół nie nosił podobnego rozmiaru, żeby próbować zrobić jedynie poprawki, a w szafie na Horyzontalnej wisiały jedynie utylitarne stroje do pracy, nic odświętnego, dlatego zdecydował się na innego krawca, który uszyje mu szatę w terminie. Dosłownie udawał się na przyjęcie bezpośrednio po odbiorze. Zabrakło więc biżuterii, którą zwykle nosił Morpheus, nie było kukułczego diademu, jak u Blacków, chociaż wyglądał dość podobnie.
Ogolił się, nie z chęci, ale dlatego, że jego broda przypaliła się w jednym miejscu i poddał się podczas próby wyrównania jej bez użycia lustra. Czarne loki zaś były dużo mniej krucze, a dużo bardziej szpakowate. Wyglądał dobrze z fałszywym uśmiechem na twarzy.
Nie dlatego, że nie lubił Geraldine, wręcz przeciwnie. Ambroise właściwie nie znał, ale wysoka kobieta zawsze wzbudzała w nim swojego rodzaju podziw, lubił specyficzną dzikość panny młodej, klasyczną dla całego rodu, organiczną siłę natury, ukrytą pod ludzką skórą. Cieszył się, że jej historia miała szansę na dobre zakończenie, biorąc pod uwagę tragizm ich ostatniego spotkania. Wtedy obawiał się, że widzi ją po raz ostatni i niedługo jej życie tragicznie się skończy.
Odpłynął myślami, idąc w stronę miejsca ceremonii, za tłumem gości, wyginając sobie palce dłoni, aby nikt nie zauważył, jak dziwnie drga. Jeszcze nie umiał nad tym zapanować.
Wpatrywał się bardziej w swoje lakierki, idąc, niż w mijanych ludzi, nadsłuchując dźwięku rozpalanych papierosów, aby uniknąć widoku żaru. Żaru który pali i pali i spala kości, topi włosy, śmierdzi bólem i histerią i pali i pali i...
Wdech i wydech.
Właściwie nie chciał podchodzić do Vakela, ale to zdarzyło się samo, jakby jego serce szukało własnego echa i było przyciągane do tych podwójnych rytmów. Chciał znaleźć Antoniusza lub Charlotte, ale tak się nie zdarzyło. Znalazł Vasilija i jego żonę... Która przywoływała go do siebie. Zmrużył oczy, zastanawiając się do jakiej pułapki wchodzi.
— Dzień dobry pani Dolohov, panie Dolohov — przywitał się kurtuazyjnie i chociaż wcale nie chciał, to jeżył się cały w sobie. Bał się, że pojawią się maski. Że coś się stanie. I to będzie jego wina. Jego. Jego wina. — Jak odnajdujecie państwo wystrój? Obiecuję, że nie powiem nowożeńcom, słowo Niewymownego.
Zabrzmiało to mocno sztucznie, ale o czym miał z nimi rozmawiać, kiedy chciał krzyczeć w eter swoją frustrację i ból porażki, wyrwać sobie żyły i ułożyć na nowo układ nerwowy.
— Może zajmiemy miejsce i mi opowie pan jak przebiegają prace nad pana projektem i czy pożary mocno ją sabotują
I będzie jak w słowach proroka, które sam rzekłeś, chuju. Samospełniająca się przepowiednia.
!Trauma Ognia
Spoiler![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)