Rejwach na emigracji w Dziurawym Kotle
To miała być jego date night z Jonathanem Selwynem. Kojarzycie, Ekstaza Merlina, ja i Johnny, a tymczasem on mianuje gości honorowych, gdy mieliśmy być razem w loży. Razem we dwóch, a tu jacyś dygnitarze, cuda-wianki. Tarp miał tego Selwynowi do końca roku nie wybaczyć.
Trudno, nic to straconego, bo bawić zamierzał się mimo tego przednio, nawet lepiej niż w teatrze, gdzie sztywne zeszmacone towarzystwo dygnitarzy państwowych i innych marionetkowych kurew na arystokratycznym kiju właziło sobie nawzajem w dupę. Na dobry humor recepty były dwie: alkohol i kąśliwość. Lepszej daty toteż nie mógł sobie stary wymyślić na przeprowadzenie badania rynkowego.
Jak być może część z was wie, w Rejwachu przygotowania do grzańca zaczęły się 1 sierpnia, kiedy razem z Aseną wyjęli gar — znaczy Woody wyjął, Asena narzekała. Grzaniec była to tu tradycja prawie święta. Nie godzi się, aby jakikolwiek patałach w Londynie miał lepszy. Na Białego Wiwerna i tak by nikt o zdrowych zmysłach nie spojrzał, więc nie było przeszkód, aby jury na pierwszy cel obrało Dziurawy Kocioł. Nie, na te zajęcia nie można było przynieść zwolnienia, a już na pewno nie mógł go przynieść Lewis, który był koniecznie potrzebny do degustacji.
Gdy wesoła gromada rejwachowa wychynęła z Nokturnu i przemierzyła Pokątną, było późno, ale tak nie za późno — sobota dzień roboczy, nie zostawimy przecież swojej własnej knajpy zamkniętej na zbyt długo. Stary szedł odziany w charakterystyczny długi prochowiec, kowbojki i oczywiście kapelusz. Dziki zachód wędrował ku cywilizacji.
— Nieważne co się stanie, nie wyglądajcie na zbyt zadowolonych — pouczył jeszcze swoją gromadę Woody, zanim otworzył drzwi i wkroczył na włości konkurencji. Sam przybrał performatywnie naburmuszony wyraz twarzy.
Choć nie była to restauracja pięciogwiazdkowa, w porównaniu do Rejwachu mimo wszystko Francja-elegancja. Aż dziwnie było wejść do miejsca, w którym nikt nie wyglądał, jakby trudnił się bezdomnością.
Rejwach jednak miał nad tym lokalem pewną zasadniczą przewagę: w Dziurawym Kotle brakowało duszy. A mianowicie Enjolrasa, choć polotu, stylu i wyjątkowości również.
Rejwachowcy zajęli duży stół, taki rodzinny prawie, bo rodziną przecież byli.
— No, poczekajcie tu, rozgośćcie się, hehe, jak w domu. — Wcale nie. Spróbuje ktokolwiek z was porównać miejscówkę do domu, to go straci. — Ja idę po grzaniec. — Z fakturą na firmę. Jest to spotkanie biznesowe, i to nawet nie jest żart. Szpiegostwo przemysłowe można wpisać w koszta prowadzenia działalności (miejmy nadzieję).
Jak powiedział, tak zrobił: wziął zamówił tyle grzańców, ile mord miał do wykarmienia (policzył je raz jeszcze, już będąc przy ladzie, dla pewności). Więcej miał dzieci niż rąk, toteż na powrocie wspomagał się magią: lewitowały wokół byka z Nokturnu miniaturowe kociołki z grzanym winem niczym elfy wokół gości na balu Lestrange’ów (kolejnym burżujskim spędzie, którym gardzimy). Trunki dotarły nawet nierozlane — oto lata doświadczenia w wykonywaniu podobnych zaklęć we własnym przybytku.
![[Obrazek: albus-dumbledore-clapping-vp8ir0xpk9xix0y9.gif]](https://gifdb.com/images/high/albus-dumbledore-clapping-vp8ir0xpk9xix0y9.gif)