• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange

[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#121
17.12.2025, 02:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2025, 11:18 przez Eutierria.)  
Kiedy Longbottom postanowił zagrodzić mu drogę, był już w połowie zakładania na głowę maski. Zauważywszy, że nie uda mu się ten zryw absolutnego tchórzostwa, fuknął sfrustrowany i zmierzył go oceniającym wzrokiem, zupełnie jakby to spojrzenie miało zadziałać jak jakieś zaklęcie odganiające z jego trasy kompletnych leszczy. Nawet nie próbował uciekać się do rozwiązania siłowego – Spalona Noc dosyć dobitnie uświadomiła go w tym, że nie miał z nim w takim starciu żadnych szans. Miał za to olbrzymie, gargantuiczne wręcz szanse w walce na słowa i już w połowie swojej wypowiedzi Longbottom mógł zobaczyć w wyrazie jego twarzy, że łzy sprzed chwili nie powstrzymają go przed absolutnym zmiażdżeniem kogoś, kogo uznał za swojego oponenta.

A uznał go za niego? Chyba tak! Myślał przed chwilą o miłości i o własnej zachłanności. Wstydził się okrutnie tego, jak bardzo chciał widzieć go przed sobą na kolanach, a teraz kiedy go na nich miał to nie smakowało już tak jak w jego wyobraźni – bo dureń powiedział o kilka zdań za dużo i już nie dało się nie pamiętać o najbardziej bolesnych doświadczeniach, na które Dolohov został skazany według siebie niesłusznie.

Longbottom klęczał więc, płakał, próbował wymusić jakąś odpowiedź, a Dolohov wpatrywał się w niego tymi samymi pustymi oczyma co wcześniej. Oczyma człowieka, który kochał Annaleigh Lestrange i uczynił ją swoją żoną. Oczyma człowieka, dla którego mięso oddzielające go od zamkniętych drzwi było zbędnym elementem do usunięcia, bo odgradzało go od ukochanej, która teatralnie zmartwi się na widok rozciętej ręki i zacznie przeklinać po francusku. Oddychał spokojnie, z radością odkrywając, że odzyskał całkowitą kontrolę nad swoją mimiką i ciałem.

Chciał stąd wyjść. Chciał stąd wyjść, ale gdyby stąd wyszedł byłby cholernym hipokrytą. Pierwszy raz? Nie. Ale możliwe, że pierwszy raz by tego pożałował.

– Jesteś szalony – stwierdził nagle, dobitnie akcentując drugie słowo. – Nie musiałem nawet widzieć tego jak się trzęsiesz, jak boisz się swojego odbicia, jak ci się plączą słowa... Masz to w oczach. Czyste szaleństwo. Czasami zastanawiam się ilu twoich wrogów zrobiło już zakłady o to jak długo jeszcze pociągniesz. Zapuściłeś się, Morpheus. Wyglądasz tak, jak wygląda twój szalony umysł. Gdybym cię nie znał wcześniej, to bym pomyślał, że jesteś jednym z tych uczonych, którym tak odbiło, że zamieszkali na śmietniku i zaczęli wierzyć w wyssane z palca teorie spiskowe. – W Dolohovie podobnych objawów widać nie było. Owszem – ktoś nazywający się bogiem nie mógł mieć idealnie równo pod sufitem, ale w ogóle nie przypominał szalonego maga, kim Morpheus niewątpliwie się stał. – Tylko wiesz co? Mi to nie przeszkadza. – Rozłożył bezradnie ręce. – Nigdy mi to nie przeszkadzało, nawet kiedy odkryłem, że się spuszczasz do wizji zostania zjedzonym, albo kiedy ci się nagle odpalała w głowie płyta nawiedzonego Greka. Byłeś najdziwniejszym kurwa dzieckiem jakie poznałem, a i tak dałem ci owinąć się wokół palca i robiłem z siebie pajaca, żeby tylko uzbierać pieniądze na założenie razem firmy. Chciałem uciec do innego kraju, żebyśmy mogli być razem. I ty się mnie pytasz kim dla mnie jesteś? Pierdol się, naprawdę. To, że się nie wpakuję drugi raz w bagno bycia twoim ostatnim wyborem nie znaczy, że można tak po prostu przestać kogoś kochać. Oooooh i – nagle sobie o tym przypomniał – wspaniały sposób na to żebym zwątpił w chwile, które do tej pory uważałem za prawdziwe. Zamierzam wypalić sobie w głowie to „nIe WiEm CzYm JeStEśMy WoBeC sIebIe” oraz wybitne – „nIe Ma SeNsU...” Ah kurwa, nawet nie będę tego powtarzał. – Machnął ręką. – Się stary, siwiejący chuju dziwisz, że jestem złośliwy? Przepraszam, że z tym durnym eliksirem padło na ciebie, ale za inne rzeczy nie przeproszę. Otworzę ten instytut z tobą albo bez ciebie, więc albo pójdziesz za mną i będziesz budował to w dobrej wierze, że może któremuś z młodych badaczy życie potoczy się lepiej niż nam, albo będziesz oglądał mój sukces z daleka. – Głos mu od tego ochrypł. Nie pamiętał kiedy ostatni raz miał chrypę. Fuknął więc jeszcze raz, ostatni, po czym wykonał rękoma gest przesuń się. Nie chciał już tego czuć. Serce waliło mu tak mocno, że słyszał w uszach szum. Przecież to właśnie było jego marzeniem. Taniec na oczach wszystkich zebranych. Wesele, które nie było ustawioną pokazówką, tylko pozbawionym fałszu wyznaniem miłości. Żeby jedynym domem, jaki posiadał, był ten, w którym mieszkali razem. To było okrutne. Więc przesuń się, ty chamie!


with all due respect, which is none
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#122
19.12.2025, 08:54  ✶  
Na sali balowej gdzieś z boku

Okropne to było. Znaczy może nie aż takie okropne, ale w pierwszej chwili chyba spodziewał się czego zupełnie innego i zwyczajnie wzięło go z zaskoczenia. Smak uderzał gwałtownie i był mocno ziołowy, ale kolejny łyk siadał już o wiele lepiej. Podobnie z kolejny i następnym. A im więcej im było, tym spokojniejszy Atreus się wydawał.

Nagle ta okropna potwarz pana, co to nie umiał rąk przy sobie trzymał, nie wydawała się aż taka zła. Znaczy no była okropna, ale każdemu zdarzały się pomyłki, prawda? Każdemu czasem też miłość zawróciła w głowie. Pewnie gdyby dalej za nimi szedł, to wciąż czułby się podburzony, ale im dalej od nich mężczyzna zostawał, tym Atreus mniej się nim przejmował. Tym bardziej, że w międzyczasie zatrzymali się na krótką chwilą przy ochroniarzach, wskazując winowajcę.

- Chciałbym kiedyś zobaczyć, jak bijesz kogoś na jakimś balu. Ale fakt, skandale nie wypadają - szczególnie w aktualnych klimatach i cieniu artykułu, który w ostatnią niedzielę ukazał się w Proroku Niedzielnym. - Eh, i się tutaj proś o cokolwiek. Ale niech ci będzie, zero pokera. Trening w sumie może być, czemu nie, przydałoby się czasem coś poćwiczyć. - upił kolejny łyk zielonkawej nalewki. - A co zrobić. Możemy albo o przysługę bez zadawania pytań. Jedną, o nieograniczonym terminie ważności. A jak nie to żeby było po równo, sama będziesz musiała w niej paradować. Z tego co pamiętam ma strasznie dużo... piór? A może to była ta druga? Najchętniej bym ci zaproponował żebyś przebrała w nią Erika za karę, ale on by tu bardziej cierpiał - wzruszył ramionami. - No więc jak wolisz.

Po prawdzie to miał wrażenie, że Brennie nawet by się udało w tę sukienkę wcisnąć brata, ale nie chciał go zanadto męczyć. Wyobrażał sobie trochę, co mogło się dziać w domu Longbottomów w odpowiedzi na artykuł Aristy, a chłop przebrany za babę w niczym by nie pomógł.
- W ogóle jak tam sobie staliśmy to słyszałem, że podobno mają tutaj podejrzane rzeczy w sadzawkach. Może chcesz się przejść do oranżerii? Ale z drugiej strony szkoda przegapić... - zmarszczył z zastanowieniem brwi i wykonał niesprecyzowany gest w kierunku sceny. - Cokolwiek się tam będzie działo.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#123
19.12.2025, 10:46  ✶  
Z Victorią przy drinkach

– Prawda? – podchwycił Christoper. Niby wśród czarodziejów szybkie śluby nie były zaskakujące. Może i już odeszli trochę od aranżowanych związków i świat się zmieniał, ale to wciąż się zdarzało. Czasem wynikały z oczekiwań rodziny i chęci połączenia rodzinnych interesów, czasem w dniach, w jakich żyli, ludzie po prostu nie chcieli czekać. Niemniej Rosier uważał, że Cressida była trochę… zbyt agresywna.
Dwa miesiące. Przez pierwsze dwa tygodnie był, o wstydzie, nią zafascynowany. Avery była piękna, pewna siebie, nie bała się próbować nowych trendów, lubiła błyszczeć i potrafiła być urocza, kiedy chciała. Potem zaczął dostrzegać jej spryt, wredność i nieposkromioną ambicję… i nie przeszkadzały mu one szczególnie, nawet jej drobne intrygi go bawiły.
Ale potem to, jak daleko sięgała jej zazdrość, zaczęło go męczyć. Dzikie wybuchy zazdrości jest w stanie zwykle tolerować tylko mężczyzna głęboko zakochany, a Christopher jej nie kochał. Podobała się mu, może przez mrugnięcie okiem wydawała się odpowiednią partnerką, ale sam miewając wahania nastrojów, zwłaszcza gdy pracował nad wielkim projektem, nie potrafił funkcjonować przy kimś tak niestabilnym.
– Nie jestem pewien – przyznał uczciwie, choć z pewną niechęcią. – Mogła jej nie znać, chociaż biorąc pod uwagę, jak ciotka przypomina moją matkę, nie było to coś, co wymagałoby poskładania wielu tropów – oświadczył, bardzo chcąc, aby Cressida faktycznie zachowała się wtedy tak wariacko, jak uważał, że to zrobiła. Zresztą, nawet jeśli nie wiedziała, że to jego ciotka, kobieta z klasą powinna to rozegrać inaczej, a nie urządzać dziką scenę zazdrości w chwili, gdy po prostu jadł z kimś lunch. Na litość Merlina, to mogła być sponsorka wystawy, emerytowana modelka, dziennikarka, ktokolwiek. Wypadało przynajmniej zapytać.
– Chcesz opowiedzieć mi jakąś historię o dziwnych zachowaniach byłych, żebym poczuł się lepiej? – zażartował na jej wyrazy współczucia, ruszając z Victorią ku tym drinkom. Rozglądał się jednak uważnie, bo obawiał się trochę teraz, że dostrzeże gdzieś charakterystyczną fryzurę Cressidy, która miała naprawdę bardzo, bardzo dużo jasnych włosów. Nawet na balu maskowym mogło to służyć jako system wczesnego ostrzegania. – Masz ochotę popić to czekoladą? – rzucił, gdy wyłapał tęskne spojrzenie, jakie posłała fontannie z czekoladą. Patrzyła na nią tak, jak niektóre kobiety na mężczyzn, których pragnęły albo na sukienkę na wystawie, będącą daleko poza zasięgiem ich możliwości finansowych. Tyle że nic nie stało na przeszkodzie temu, aby Lestrange napiła się tej czekolady.

!plonacedrinki

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#124
19.12.2025, 10:46  ✶  
Szmaragdowa zieleń
Drink, który smakuje jak mocna, ziołowa nalewka. Odrobinę przypomina w smaku absynt. Po jego wypiciu czujesz się błogo, jakbyś stąpał po chmurce, i pozytywnie patrzysz na świat przez 3 kolejki.
Widmo
Lost in the serenity
Found by the water
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Mirabella była czarownicą nieznanego statusu krwi, która zakochała się w trytonie i zamierzała wziąć z nim ślub, czemu głośno zaprotestowała cała jej rodzina. Rozczarowana tym kobieta zamieniła się w rybę (plamiaka).

Mirabella Plunkett
#125
19.12.2025, 11:47  ✶  
Narracja

Mimo przygotowań do aukcji, które zainteresowały sporą część gości, na parkiecie wciąż wirowały długie suknie balowe, a maski skrzyły się w świetle żyrandoli. Mgła na parkiecie została rozwiana przez ruchy nóg tańczących. Gdy wybrzmiały ostatnie takty, większość par na parkiecie zatrzymała się jak na komendę. Mężczyźni skłonili się swoim partnerkom, a te uniosły rąbki sukien w kulturalnym dygnięciu. Na moment zapanowała cisza.

- Szanowni państwo - magicznie wzmocniony głos potoczył się echem po sali balowej, docierając także do innych zakamarków posiadłości. Na podeście na scenie stał wysoki mężczyzna w złotej masce i garniturze, z różdżką przy gardle. Z pozoru wyglądał tak, jak większość gości, jednak ci co bardziej bystrzy mogli dostrzec broszę, przypiętą do klapy marynarki, z herbem Lestrange. - Jest nam niezmiernie miło, że tak licznie odpowiedzieliście na nasze zaproszenie. Wiemy, że wydarzenia z 8 września dotknęły nas wszystkich - niezależnie od statusu krwi czy zajmowanego stanowiska.
Z tej odległości nie widzieliście jego wzroku, ale mogliście być pewni, że omiata on spojrzeniem otoczenie. Część z gości podeszła bliżej sceny: nie dlatego, żeby lepiej słyszeć, ale dlatego, by lepiej widzieć.
- I chociaż organizowanie balu może dla niektórych z was wydawać się lekko niestosowne... Tak uważamy, że jest to najlepszy moment, by zebrać środki dla najbardziej potrzebujących członków naszej społeczności - mężczyzna zrobił lekki krok w bok, odsłaniając stolik, na którym znajdowały się skrzyneczki. - Ród Lestrange potroi całą zebraną podczas licytacji kwotę, która w całości trafi do odpowiednich organizacji zajmujących się pomocą oraz Szpitala Św. Munga, by móc zakupić niezbędne do pomocy poszkodowanym środki.
Maska zakrywała jego twarz, lecz coś w tonie głosu sugerowało, że ten pomysł nie powstał naprędce. Że był przemyślany, a każde słowo - starannie dobrane.
- Zapraszam chętnych do licytacji, wszystkie przedmioty, które trafiły na aukcję, pochodzą z naszego rodzinnego skarbca i z wielką przyjemnością podarujemy je wygranym, by mogły przysłużyć się większemu dobru - zakończył, opuszczając różdżkę. U jego boku pojawiła się kolejna osoba, tym razem kobieta. Zgrabna, w białej sukni, podkreślającej jej talię. Nie miała nigdzie broszy, sugerującej, by była powiązana z rodem Lestrange. Maska była czarna, kontrastująca z bielą sukienki, wytworzona z kruczych piór. Zakrywała tylko górną część twarzy.

Ze względu na utrzymanie porządku, stworzyłam osobny temat na licytację: tutaj. Na ten moment wątek jest zamknięty, zostanie otwarty 28 grudnia, o czym poinformuję na discordzie. Licytacja jest nieobowiązkowa, nie zatrzymuje też akcji dla postaci, które licytować nie chcą (pamiętajcie jednak o zachowaniu logiki, żeby nie pchać w swoich postach tu akcji zbyt do przodu). Na czas licytacji nie gra muzyka i nie ma tańczących na parkiecie. Zasady licytacji znajdują się w podlinkowanym wątku. Kolejna narracja pojawi się po skończonej licytacji.


Lost in the serenity
Found by the water
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#126
20.12.2025, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2025, 18:40 przez Anthony Shafiq.)  
Razem z Ceolsige, już chce wyjść do ogrodu, ale zawraca, ponieważ szykowana jest licytacja.

Anthony nie narzucał jej swojej woli w tym czy chce umoczyć usta w tajemniczej zawartości fiolki czy nie, ale z pewną niekłamaną ulgą przyjął, że jego towarzyszka stroni od tego typu atrakcji.
– Zaskakuje mnie to, jak wielka moda panuje w czarodziejskim światku na tego typu... niespodzianki. Na weselu, które miało miejsce ledwie dwa miesiące temu, część osób zamieniała się w bardzo duże szczury. Chomiki może? – Nie był pewien, słowo które było nazwą tego zwierzęcia potrafiłby przetłumaczyć na każdy nowożytni język od ręki, ale najpierw w sumie musiałby je poznać. Pamiętał, że Perseusz wspominał mu o swojej fascynacji tymi stworzeniami, ale gdzieś umknęło mu jak je nazywał. – Cóż, sądziłem, ze Lestrangówie nie podążą za tą modą, jednak jak widać, potrzebujemy jeszcze trochę czasu, aby się ona wygasiła. Pani nie była na tym Czarnym Weselu prawda? Tam też były czarne róże, niektóre nawet się ruszały. Te podejrzewam, będą jednak mniej krwiożercze. – Uśmiechnął się serdecznie, prowadząc kobietę ku wyjściu do ogrodów Maida Vale.

– Droga pani, ta suknia, ten strój... absolutnie wpadają w moje gusta, budując we mnie również przyjemne przekonanie, że osobisty asystent wiedział co robi, kiedy odwiedziła z nim pani wskazany butik. – Gusta i guściki, Anthony nie lubił zbytnio chwalić się z tym jaką przyjemność sprawiają mu odzwierzęce dekoracje na ludzkim ciele. Łuski, zwłaszcza złote wiodły w tej małej słabości prym, ale pióra i wszelkie ptasie przymioty również znajdowały się na podium. Był to powód, dla którego nie wzdrygał się w obrzydzeniu na widok Rowlów obciążonych smoczą łuską. Był to powód, dla którego dziś był bardziej niż zadowolony z towarzystwa sowiej partnerki.

– Pani słowa, pani komplementy otulają moje serce, zaiste aż lękam się, że nie dostarczę tylu rozrywek ile jest przez panią wyczekiwane. Ogrody i rośliny per se nie są moją mocną stroną, choć opowieści o nich... to już inna sprawa. – sprawnie przepływali między innymi parami, skłaniając głową, jeśli ktoś postanowił się z nimi przywitać, rozpoznając go po głosie. Tym razem zdecydował nie zmieniać sobie głosu na okoliczność balu maskowego, nie wiadomo czy na pewnym etapie maski nie zostaną zdjęte a tożsamość i tak ujawniona.

Nagle dosłyszał, że za moment zacznie się licytacja.
– Oho... Proszę wybaczyć tę nagłą zamianę planów, ale nie mogę... nie mogę sobie odmówić. Być może wystawią coś ze smokami, a moja kolekcja od dawna nie uraczyła żadnego nowego eksponatu. – Trajektoria ich przechadzki zmieniła się z oczywistych względów. – Obiecuję później spełniać każde pani życzenia i jeśli taka będzie pani wola, możemy resztę przyjęcia spędzić w ogrodach – zarzekał się, ujętą dłoń przysuwając do maski w miejscu, w którym powinny być usta. Nie musnął jej jednak nawet oddechem, stłumionym księżycową łuną ukutą ręką mistrza jubilerstwa.

Zawada: zbieracz


Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#127
21.12.2025, 10:50  ✶  
Razem z Anthony, szykowała się na wyprawę do ogrodu. Poddaje się jednak uprzejmej prośbie towarzysza.

Czujnie obserwowała otaczającą ja scenerię. Twarz jednak nadal przyozdabiał uśmiech uprzejmego rozbawienia. Spektakl magicznych efektów eliksirów, może nieco groteskowy, może nieco zuchwały posiadał w sobie charakterystyczną nutę dekadencji pasującą do tego typu grup. Cynizm podpowiadał jej celową, buńczuczną deklarację "nam maski nie zagrażają, my jesteśmy w maskach" w wykonaniu rodu Lestrange. Równie dobrze jednak mogła to być zwykła próżność lub desperacka potrzeba zachowania kontroli i oddzielenia się od niepewności losu. Ostatecznie nawet typowa obojętność na sprawy, które ich ostatecznie nie dotyczą.

- Hazard zawsze był w modzie. Kwestią wyboru pozostaje stawka. W momencie kiedy majętność i pieniądze widziane są jako niegodna przyziemność pozostaje godności i honor. - Prowadziła rozmowę tonem spokojnej lekkiej pogawędki, jakby nie mówiła o niczym ważnym. Nie spojrzała jednak w stronę rozmówcy obserwując niemal hipnotyczne wirowania i eleganckie kreacje. - W stawce o wygranie chwili chichotu. - W ostatnim zdaniu, mimo lekkiego tonu wkradła się nuta nie do końca zamaskowanej pogardy.

- Muszę z żalem przyznać, że ominęło mnie tamto wydarzenie. Dotarły do mnie jednak liczne liczne fakty, pogłoski oraz zgoła złudzenia. - powróciła płynnie za rozmówcą do bardziej zajmujących tematów. Podążała za nim pod ramię w kierunku wyjścia do ogrodów.

Odchyliła twarz w jego stronę przechylając nieco głowę. Kilka blond kosmków spłynęło jej z barków na dekolt. Badawczym spojrzeniem spłynęła po masce, kryjącej maskę, której teraz nie dało się interpretować. - Rzeczywiście okazał się bardzo profesjonalnie przygotowany w dziedzinie stylizacji i zrozumienia charakteru obecnego okresu. - Ponownie spojrzała przed siebie. Delikatnie odchyliła głową, dłonią zgarniając kosmki z powrotem na plecy. - Takt i kurtuazja jego komentarzy zasługuje na szczerą pochwałę. Mimo, że mogło być to dal niego niecodzienne zadanie to nie dał tego po sobie zauważyć. - Jedno małe, półprawdziwe, pochlebne zdanie. Uważała, że byłoby to prawdziwe dla każdego, kto by Lazarusa nie znał. - Dziękuję za tak trafny dobór doradcy na tą wyprawę.

Położyła mu uspokajająco dłoń na ramieniu o jakie się "wspierała". - Nie szczycę się znajomością botaniki. Niemniej niezwykłe i wyjątkowe budzi moją zawodową ciekawość. Proszę mi urozmaicić ten spacer zgodnie z Pana talentami. - Już wypatrywała interesujących ogrodów kiedy się zatrzymali i Anthony zawrócił.

- Licytacja bez uprzedzenia, bez katalogu obiektów i bez wcześniejszego dostępu? - W jej głosie wypłynęła delikatna nuta profesjonalnej przygany. Z gracją użyczyła mu dłoni doceniając teatralność gestu, zarówno w tym jak się prezentował oraz jak omijał skórę jej dłoni. - Jak widać wszystko może być dekadencką zabawą. Dobrze mój Panie. - Uprzejmie skinęła głową dając poprowadzić się ku aukcji.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#128
21.12.2025, 12:29  ✶  

Muzyka cichła, goście znajdowali drogę do tego, co interesowało ich najbardziej. Spośród gości kilku gości wyróżniało się nietypowym zachowaniem lub strojem...

Król i królowa prosto z szachownicy



Białe stroje były dość krzykliwe. Obszyte złota nicią ściągały wzrok najbardziej za sprawą swoich kapeluszy, które królowały nad większością strojów. Detale nie pozostawiały złudzeń, że królewska para należy do popularnej szachowej gry, co mogło nieść ze sobą przypuszczenie, że pod strojem ukrywa się Francis Nott ze swoją narzeczoną. Para jednak zachowywała się dość statecznie przemieszczając się po sali balowej i mało krzykliwie jak na zwykle głośnego Notta, rozmawiając głównie ze sobą, mimo że szachowa królowa aż rwała się do ploteczek z innymi, król trzymał ją blisko przy sobie.

Eksperymentator



W przeciwieństwie do królewskiej pary, ten niski mężczyzna nosił na sobie prostą w kroju czarną szatę, a głowę w całości miał ukrytą pod maską szakala. Dopiero kiedy wiedźma czy czarodziej podchodzili bliżej, mieli szansę zobaczyć, że ta czerń wypisana jest starożytnymi runami, bez ich znajomości jednak ciąg znaków tworzył ładny, mieniący się pod różnymi kątami wzór. Nie to jednak ściągało wzrok, a jego dość dziwaczne zachowanie. Właściwie od początku balu zajął stanowisko przy drinkach i napojach zamawiając wszystkie dostępne magiczne eliksiry. W jego dłoniach obracana sprawnie była pipetka, gdy kropla po kropli nakładał sobie specyfiki na odsłoniętą skórę przedramienia.

Trojaczki z obstawą



Być może, gdyby nie krzykliwość stroju, byłyby wzięte za siostry Parkinson, które zwykle pojawiały się na takich wydarzeniach we trójkę. Ten sabat jednak był dość specyficzny: każda z kobiet nosiła bogato zdobioną wenecką kreację całkowicie zasłaniającą ciało. Czerwień i złoto królowały w pięknym ubiorze ręcznie wyszywanym z drobnym namiarem krynolin i falbanek. Każda z tych sukien była taka sama - różnił je tylko jeden mały detal, kamień szlachetny osadzony na czole: rubin, szafir i szmaragd. Co istotne, za każdą z dam przemieszczała się dwójka mężczyzn, zachowująca się bardziej jakby byli na służbie niż na przyjęciu. Ich eleganckim czarnym szatom brakło tylko insygni aurorskich, ale nie trzeba było być geniuszem dedukcji by rozpoznać funkcję, którą pełnili na przyjęciu. Kobiety pojawiły się spóźnione i niemal od razu rozpełzły po przestrzeniach udostępnionych przez Lestrangów. Szmarag ruszył do ogrodu, rubin kręcił się w okolicach licytacji, a szafir wyraźnie krążył w okolicach drinków i napoi.

Jeśli ktoś miałby ochotę na interakcję z tajemniczym, ale z pewnością czystokrwistym gościem, proszę otagować mnie w swoim poście z podejmowaną próbą rozmowy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#129
21.12.2025, 13:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 22:48 przez Brenna Longbottom.)  
– Dlaczego akurat na balu? To ma coś wspólnego z tym, że ty ostatnio się na jakimś pobiłeś? – spytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko. – Masz pojęcie, jak trudno się bić w takiej sukni? – dodała jeszcze, przeciągając dłonią po połach spódnicy. Wprawdzie wybrała strój, który w miarę możliwości jak najmniej krępował ruchy, ale suknie balowe miały to do siebie, że nie tworzono ich z myślą o wymierzaniu celnych kopniaków. A trochę szkoda, ten delikwent, którego przed chwilą zostawili za sobą, pokazywał, że to mogło być bardzo przydatne. – Jak przegrasz zakład, to się w sumie przekonasz…
Było to tak absurdalne, że aż miała ochotę się roześmiał, ale powstrzymała się, bo muzyka zaczęła cichnąć, i wyglądało na to, że zaraz jeden z organizatorów postanowi przemówić. Brenna nachyliła się więc ku Atreusowi, nieco ciszej wypowiadając kolejne słowa.
– Może być o przysługę. Inaczej to nie fair, bo ja te suknie na bal sprowadzałam, a nie będę tak zadręczać mojego biednego brata. Założenie tejże nie byłoby w końcu dla Brenny żadnym bólem, nie wystawiłaby przecież na licytację projektu, którego sama by nie aprobowała i uważała, że przyniesie wstyd kobiecie, która go założy. Jeśli zaś szło o Erika… cóż, założył kiedyś strój kota. Brenna być może prośbą, groźbą i podstępem byłaby w stanie skłonić go do tego, aby ubrał się w tę suknię, ale na pewno nie chciała, aby brat cierpiał w wyniku jej zakładu. W dodatku zakładu, o który prosił Atreus. – Sądzisz, że mają tam topielce? – spytała, absolutnie w to wątpiąc, ale oczywiście gotowa iść sprawdzić. Nawet jeśli przy spotkaniu z topielcem z powodu jej stroju rzeczony topielec miałby przewagę.
Gdy rozpoczęła się przemowa i ogłoszono licytację, grzecznie milczała, wzrok wbiwszy w scenę. Nijak nie skomentowała, chociaż sama raczej nie rwała się do udziału. Chętnie dała równowartość paru swoich pensji w teatrze Selwynów dla artystów, z Pandorą przekazały trochę środków bezpośrednio jej sąsiadom, ale poza tym chyba wolała w najbliższych dniach zrobić bezpośrednią dotację na jakiś cel, bo zbiórek na pewno będzie mnóstwo, niż coś kupować.
– Coś cię interesuje i chcesz wziąć udział? – zapytała, ani myśląc jednak protestować czy ciągnąć go do oranżerii, jeżeli sam zamierzał dołączyć do grona licytujących.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#130
21.12.2025, 20:18  ✶  
Rozmawiam z Christem, piję drinka przy stole z drinami

Nie było nic złego w fascynacji osobą, z którą się spotykało. Ba, jeśli to nie był przymus rodziny, a ich własny wybór, to było to wręcz wskazane. Normalne, że w miarę upływu czasu pewne rzeczy się weryfikowały i często wygląd drugiej osoby po prostu nie wystarczał i zaczynało się dostrzegać te z początku drobne, a później całkiem duże rzeczy, które wadziły. Albo były wręcz nie do przeskoczenia.

– Wiesz co, w sumie nie ma to większego znaczenia, czy wiedziała czy nie – stwierdziła w końcu. – W sensie… No nie wyobrażam sobie, że obściskiwałeś się z własną ciotką, nie? Rozmowa z nią, albo nawet wzięcie jej pod rękę to nie był powód do tak wielkiej awantury – rzecz jasna oceniała to tylko przez pryzmat opowieści Christophera, nie było jej przy tym i może wyglądało to inaczej… Ale nie zamierzała tego weryfikować to po pierwsze, a po drugie nie miała powodu mu nie wierzyć. – Mogła to po prostu jakoś z tobą wyjaśnić zamiast…. – machnęła dłonią, jakby to miało uzupełnić brakujące słowa, a chodziło o te karczemna awanturę, a później sceny z jakąś inną dziewczyną. Prawdę mówiąc, gdyby podeszła do nich dzisiejszego wieczoru, raczej wątpliwe, by Victoria dała się wciągnąć w jakąś scenę, skoro teraz wiedziała, czego się spodziewać.

– Ciągłe przyrównywanie mnie do idealnej matki, która wie wszystko najlepiej i zna się na wszystkim się wpasowuje? – zapytała, mając rzecz jasna na myśli jego kuzyna. – Brak własnego zdania? Ściąganie każdej rozmowy na tory tego, co powiedziała mamusia? – nie podawała przykładów, bo chyba nie było potrzeby, za to te zachowania… tak. Były męczące i sprawiały, że Victoria była przerażona i wściekła jednocześnie, że taki ma być jej mąż. Bogowie ją wysłuchali i do ślubu nie doszło, lecz jakim kosztem… – Oboje nie mieliśmy szczęścia – dodała i uśmiechnęła się pod nosem. Na Rookwooda nie chciała nic mówić, nie czuła się z tym w porządku ani komfortowo, bo była to zupełnie inna relacja, w której wcale nie było nienawiści, choć o tym Chris raczej nie wiedział. Malo kto wiedział.

Upiła łyka wina i spojrzała zaraz na kieliszek z zaskoczeniem, smakując powoli. Miało dziwną konsystencję, której się nie spodziewała i przez moment zastanawiała się, czy przypadkiem nie wypiła czegoś, co było przygotowane dla ewentualnych wampirów, którzy mogli się tu pojawić… Krew? Po chwili dotarł jednak do niej rzeczywisty smak, ukryty pod tym pierwszym, wytrawny. Bardziej winny.

– Przez moment myślałam, że piję krew – odezwała się do Chrisa i upiła drugiego łyka. – Cierpkie jak… – nie wiedziała, do czego to porównać. – Po tym zdecydowanie będzie moment na owoce w czekoladzie – wymamrotała, zerkając znowu na tę fontannę. Tak, Rosier trafił.

W tym czasie zrobiło się na scenie pewne zamieszanie i ogłoszono licytację. Victoria w niej nie planowała brać udziału, w końcu było to wszystko organizowane przez jej rodzinę, trochę dziwnie byłoby płacić za rzeczy, które i tak mogła otrzymać ze skarbca, tak samo jak mogła później przekazać sumę, którą rodzina mogłaby dołożyć dla potrzebujących, ale może Chrisa to interesowało?

– Chcesz wziąć udział? – zapytała, zerkając na Rosiera.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (820), Anthony Shafiq (1550), Astoria Avery (2600), Atreus Bulstrode (3714), Baba Jaga (1429), Basilius Prewett (215), Brenna Longbottom (4076), Cedric Avery (211), Ceolsige Burke (1532), Charlotte Mulciber (1529), Christopher Rosier (4157), Dearg Dur (927), Deirdre Malfoy (997), Elliott Malfoy (1589), Gabriel Montbel (1661), Hannibal Selwyn (1963), Jonathan Selwyn (453), Lana Dolohov (670), Laurence Lestrange (3774), Laurent Prewett (1629), Leviathan Rowle (2123), Lucy Rosewood (1380), Lyssa Dolohov (1545), Mirabella Plunkett (3432), Morpheus Longbottom (2810), Oleander Crouch (1688), Pan Losu (1777), Robert Albert Crouch (794), Rodolphus Lestrange (2205), Urd Nordgesim (1079), Vakel Dolohov (4968), Victoria Lestrange (5081), Zachary Burke (1417)


Strony (22): « Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 … 22 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa