• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[27 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... cz. 3

[27 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... cz. 3
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
04.03.2023, 14:53  ✶  

Wysłuchał uważnie co wszyscy mieli do powiedzenia. Co kraj to obyczaj, co człowiek to opinia. Tak też było w tym momencie. Wszyscy mieli swoją wizję i w zasadzie to mogli tak jeszcze siedzieć z dwa dni, a i tak nie ustaliliby nic więcej. Pomysłów jak rozliczyć się ze zdrajcą było kilka. Pytanie, który powinni wybrać?

Na całe szczęście wraz z nimi był tutaj Robert. Głowa całej operacji, która wysłuchała to co mieli jej do przekazania. Ich pomysły jednak nie przypadły do gustu staremu Mulciberowi, co nie omieszkał podkreślić, niejako karcąc ich. Stanley nie wiedział jak dwójka pozostałych mężczyzn w pokoju ale on brał pierwszy raz udział w takiej akcji. Wcześniej przecież działał po drugiej stronie barykady. Chociaż powiedzenie, że wcześniej też nie jest jakoś dokładnie, ponieważ nadal pracuje w ministerstwie. Teraz po prostu zaczął to rozgrywać na dwa fronty.

- Okeej… - powiedział z minimalnym zawahaniem w głosie kiedy usłyszał swoją część. Na pierwszy rzut oka wydawało mu się, że otrzymał najtrudniejsze zadanie. W ministerstwie przecież w każdym momencie są setki, jeżeli nie tysiące czarodziejów. Jeżeli cokolwiek pójdzie po drodze nie tak, jest on całkowicie odcięty w paszczy lwa. Tymczasem Sauriel wraz z Wilhemem wykonają swoją część pod osłoną nocy. W momencie w którym nikt im nie będziesz przeszkadzał i za pewnie nikt się nie zainteresuje nimi za bardzo.

Stan podrapał się po głowie z lekkim grymasem. Teraz, w końcu po latach poznał co to znaczy “bojowe zadanie” o których już tyle słyszał. Z drugiej strony nikt raczej nie otrzymał nigdy takiego polecenia od swojego ojca. Kim jednak on był aby mu odmówić? Nie po to tyle lat zabiegał o tę relację. W dodatku przecież zrobił tyle rzeczy aby ziściło się jego marzenie, że nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. Myśl, że wszystko może zostać zatracone po tej jednej operacji dodawał mu tylko stresu.

Poczuł wzrok Roberta na swojej twarzy. Nie pozostał mu dłużny i również wbił swoje oczy w niego, a następnie kiwnął do niego głową - Rozumiem - odparł na pytanie starszego. Brak większej wiedzy na temat Mulcibera nie umożliwiał mu możliwości rozpoznania jego intencji. Nie wiedział na ile mówił, a na ile blefował. Wszystko jednak wskazywało na to, że jest to całkowicie poważne i jego wcześniejsze obawy mają rację bytu. W ministerstwie będzie w środku gniazda żmij. Jeden fałszywy ruch i zostanie ugryziony.

- Kiedy dokładnie jest Beltane? - zapytał aby mieć pewność - Dostarczenie prezentu o poranku w dniu kiedy będzie święto powinno być chyba wystarczające? - spojrzał na wszystkich po kolei. Nie zadał de facto pytania retorycznego. Oczekiwał jakiejkolwiek odpowiedzi, chociaż nie wiadomo na ile mógł od nich taką otrzymać. Przecież musi się wykazać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Wilhelm Avery
#12
05.03.2023, 14:40  ✶  
Bardzo szybko zauważył, że istniał pewien problem, który tak naprawdę wynikał z najprostszej rzeczy, która zwie się...zrozumieniem. Owszem, instrukcja była prosta... I w tym cały wampir pogrzebany. Mieli wykonać zadanie, ale nie było powiedziane jak. Mieli po prostu ogół, a nie szczegół. Przechodzenie do ustalania tych detali było ich pracą. Co jednak słyszy? Że jest nimi rozczarowany? Zmrużył oczy i w odpowiedzi cisnęły mu się słowa, które mogły sprowadzić na niego kłopoty. I to dosyć poważne. Potrzebował krótkiej chwili, by nad sobą zapanować. W jego duszy coś chciało się wykłócać. Mocno i zdecydowanie, by pokazać, jak ułomne to było myślenie. Osąd pośpieszny. Poznał Mulcibera na tyle, by wiedzieć, jak głupie byłby sprzeciw teraz. Rozmowę można poprowadzić w bardziej dogodnych warunkach, gdzie autorytet nie ucierpi. Duma, wynikająca oczywiście z pewnych rzeczy, których jeszcze nie poznał do końca, była przecież czynnikiem, który nie mógł zostać pominięty. Jednakoż nie uszło mu uwagą to, że w jakiś sposób plan opierał się na jego spostrzeżeniach. Fakt, że ciało ma zniknąć, nie pozostawiając żadnych śladów, było dokładnie tym, o czym mówił - niewiedza, co się stało, dawała znać. Oczywiście będzie badane to, aczkolwiek wszystkie ślady walki można spreparować, ukrywając to, co czego faktycznie doszło. Nie wiedział wszystkiego o magii, bo nie był teoretykiem, ale istniały sposoby, by nawet odkryć prawdę ukrytą. Można pewne rzeczy ukryć, ale do tego potrzebował kilku badań, a nie miał na to czasu. Jeszcze Sauriel dodał kilka swoich słów, które go zastanowiły, ale w istocie miał rację. To była iw sumie pewność. Trzeba dać tyle fałszywych tropów, ile się oczywiście da. Pomysł z głową go nieco zniesmaczył, bo to było bezsensownie okrutne.; Nie przyniesie im nic, poza wzmocnieniem nienawiści. Tego nie popierał.
- Transmutacja głowy nie będzie problemem. Można ją zamienić w kopertę lub te papierowe samolociki, których tam używają. Jeśli poznamy godziny pracy, możemy przewidzieć moment, kiedy czar powinien stracić moc i się odmienić. Wtedy też Stanley będzie bezpieczny, jeśli nie wyskoczy nic niespodziewanego. - Tu spojrzał na Sauriela i parsknął śmiechem, przypominając sobie wydarzenia z klasy transmutacji. Zdecydowanie to nie była jego forma magii. Zastanawiał się, jakim cudem zdawał egzaminy.
- Nie zostawiłbym ci nawet tego, bo jak w przypadku zamiany zapałki w igłę, stworzysz coś dziwnego. Nawet sam profesor nie wiedział, jak to się stało. Mina była bezcenna. Co to w sumie było? Dziwny, zniekształcony grzyb? - I cała klasa w śmiech wtedy. Tak, to były te dobre czasy, kiedy wszystko wydawało się prostsze. Nie mniej, nie było to jednak coś, co miało większe znaczenie. Sauriel był przypadkiem krukona, który był swoistym wypaczeniem tego domu. Jakim cudem tam się dostał, to jedynie Tiara przydziału wie.
- Co planujesz zrobić z ciałem? - Wolał dopytać, bo jak będzie to coś głupiego lub faktycznie nierozsądnego, może powinien go powstrzymać lub mu pomóc? Wszystko w zależności od odpowiedzi. Nie, żeby mu nie ufał, ale raczej wyglądał mu na kogoś impulsywnego. Najpierw działał, potem myślał.
- Zajmę się nim. - Potwierdził krótko, bo o ile sam pożar nie był faktycznie czymś trudnym, to jednak nawet ze śladów można uzyskać pewne informacje. Kilka czarów powinno zostawić odpowiednie znaczniki. Zwłaszcza, jak wiedziało się, jak z nich odpowiednio skorzystać. Wszystko to kwestią percepcji.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#13
05.03.2023, 15:45  ✶  

Niewiele było trzeba, by wśród zebranych zapanował porządek. Był on co prawda daleki od ładu typowego dla gabinetu Mulcibera, albo chociażby wnętrza szafy znajdującej się w jego sypialni, aczkolwiek w obecnej sytuacji powinien okazać się co najmniej wystarczającym. Tym samym wszystko zdawało się układać w odpowiedni sposób. Swojego, co prawda niewielkiego, zadowolenia Robert nie okazywał. Zamiast tego utrzymywał tę samą postawę, co wcześniej. Charakterystyczną dla jego osoby. Wszystko to, co działo się wewnątrz, zachowywał dla samego siebie.

Czasami pomagały mu w tym słowa ojca, które nadal - od czasu do czasu - zdarzało mu się przywoływać. Frank nawet po swojej śmierci miał spory wpływ na syna. Przez lata, swoją obecnością zdołał odcisnąć na życiu Roberta aż nazbyt wyraźne piętno.
Nie jest to jednak dobry moment na zagłębianie się w te kwestie.

- Oby było zrozumiałe. To nie zabawa, tutaj nie ma miejsca na pomyłki. - mimo swojego zadowolenia, nie mógł nie zareagować nieco ostrzej na słowa, które padły ze strony Sauriela. Nie tracił przy tym czasu na odwracanie się w stronę wampira. Takiej potrzeby nie było. Zamiast tego wrócił do układania kolejnych książek, połączonego z po części tylko uważnym przysłuchiwaniem się rozmowie.

Nieco konkretniejszą reakcje z jego strony, wywołało pytanie zadane przez Stanleya. Konkretniejszą w sensie dłuższej, bardziej rozbudowanej wypowiedzi.

- Święto ma miejsce pierwszego maja, ale to powszechna wiedza, zakładam więc, że nie tego dotyczyło pytanie. - delikatna uszczypliwość? Od innych Robert oczekiwał pewnego minimum, to żadna nowość. - Na ile nam wiadomo, przygotowania do święta już trwają. Każdego dnia angażuje się w to coraz więcej osób. Nie powinniśmy jednak zwracać na to uwagi. Ostatni dzień kwietnia lub poranek w samo Beltane to dobra data. Przy czym w tym drugim przypadku różnie mogą się potoczyć sprawy. - pochylił się po kolejną książkę, ostatnią z kolekcji. Umieścił na półce, zrobił krok do tyłu. Uważnie przyjrzał się efektom swojej pracy. - Podczas samego Beltane, w Ministerstwie powinni już o wszystkim wiedzieć. Musimy więc zadbać o to, żeby zabrakło im czasu na to, aby na całe to zdarzenia zareagować w bardziej konkretny sposób. To Twoje zadanie. - po tych słowach wreszcie odwraca się do swoich ludzi. Ludzi wybranych nieprzypadkowo. - Musicie zadbać o każdy element tej układanki. Wszystko powinno trafić w odpowiednie miejsce. Efekt końcowy ma być taki, jak to co widzicie na tym regale. Odpowiednie podejście, wybrane założenia, właściwe zajęcie się sprawą. Metodyka. Dzięki temu całość prezentuje się prawidłowo. W sposób miły dla oka.

Następnie jeszcze poświęcił chwilę na zapoznanie swoich chłopców z Greybackiem oraz na przekazanie Wilhelmowi i Saurielowi świstoklika mającego przenieść ich we właściwe miejsce. Razem z Rookwoodem mieli okazje skorzystać z niego już wcześniej. Kiedy wszystkie kwestie zostały dopięte, nie było potrzeby, żeby dłużej zajmował im czas. I tak mieli go raczej niewiele. Na odchodnym poprosił o przesłanie informacji o wykonaniu zadania. W sposób bezpieczny. Minimalizujący ryzyko, że cokolwiek trafi w niepowołane ręce.

Postać opuszcza sesję
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
07.03.2023, 17:35  ✶  

Kiedy tu weszli zapowiadało się, że będzie sztywno.

Sauriel lubił pozytywne rozczarowanie. Zaprzeczenie? Ahaaa~. Pozytywnie się rozczarował, że sztywno nie było.

To, jaki to Robercik był niezadowolony czy rozczarowany puścił mimo uszu. Robert rzadko był zadowolony z czegokolwiek. Bo nic nigdy nie było perfekcyjne. I zawsze brakowało mu wyobraźni. Okej, Sauriel też lubił rozwiązania sprawdzone... bo nie wymagały one więcej wysiłku i marnowania energii na tę wspaniałą czynność, jaką jest myślenie, ale mogli się trochę bardziej wysilić. W końcyu Czarny Pan chciał manifestacji siły. Siła zaś, jak to zostało zauważone, mogła zostać zmanifestowana na bardzo wiele sposobów. Że też nigdy wcześniej nie miał okazji docenić kreatywności Wilhelma w jej absurdalnie wręcz minimalistycznej formie. Co jednak najbardziej zrobiło na nim wrażenie to to, że ktoś tutaj przyszedł z faktyczną wiedzą o działaniu ludzkiej psychiki. Czarnowłosy znawcą nie był. Jego pogląd na ludzi był nieco wypaczony. W końcu sam już człowiekiem nie był. Co jednak nie znaczyło, że zapomniał, jak to jest nim być, czy co człowieka napędza. W jego świecie po prostu nieobecność czegoś - czy kogoś - nie kojarzyła się z niebezpieczeństwem. Wręcz przeciwnie. I to ewidentnie wpłynęło na jego pogląd na tę sprawę. Wilhelm pociągnął za sznurek ciekawości niedoszłego, felernego Krukona i napędził tę małą falę myśli, na które niby energii tracić nie chciał.

Tak, to był świat pełen zaprzeczeń. Głównie samemu sobie.

- Ooo - machnął ręką w kierunku Wilhelma, niby urażony, ale wcale nie był - nie przesadzaj, przynajmniej to był grzybek halucynogenek. - Aha, Sauriel był tym typem Krukona, na którego wszyscy klęli, ale tylko pod nosem i za plecami. Klęli, bo był tym dzieciakiem, przez którego dom tracił punkty, a po cichu, bo nikt nie chciał chodzić z krzywym nosem. I stracić dla domu jeszcze więcej punktów. A legenda o tym, jak Sauriel ukończył Hogwart jest legendą miejską - że go przepuścili, żeby już brońcie słodcy bogowie nie zostawał tam przez kolejne lata. - Poza tym wyglądał uroczo. Miał kształt małego peniska. - Ponoć jak człowiek dojrzewa to żarty o kutasach wychodzą z mody. Cóż. Ja mam prawie 30 lat i z mody nie wyszły. Ale może po prostu niedostatecznie dojrzałam. Sauriel razem ze mną.

- No nie wiem. Zjeść? Podobno mózg smakuje jak lasagne. Jadłeś kiedyś lasagne? - Ze strony Wilhelma była to dobra ocena, bo czarnowłosy był impulsywny. Czasem nawet za bardzo. - W świecie mugoli mają piece. Piece kremacyjne. Temperatura w nim jest tak wysoka jak sm... bardzo wysoka. Spopiela nawet kości. Więc zostaje popiołek.* - Spojrzał na swoje paznokcie, teatralnie nimi zainteresowany. Chciał powiedzieć, że jak "smoczy ogień", ale sobie uświadomił, że nie zna temperatury smoczego ognia. Porównanie tym nie mniej adekwatne było ze względu na to, że smoczy ogień też wszystko spopielał. Cóż. Gdzie magii nie ma, tam technologia da radę. Czarodzieje byli zbyt zacofani pod tym względem.

Kiedy już wszystko było zamknięte i ustalone, Sauriel zdjął ze swojej głowy różaną koronę i spróbował ją położyć na głowie Stanleya. Słowo klucz - spróbował. Bo jakoś wątpię, że Stanley na to pozwolił. Tym nie mniej przekazanie wianka się odbyło, a Sauriel wraz z dwójką towarzyszy udali się po samego Greybacka. Bo od niego trzeba było zacząć. Odcięcie łba było czyściutkie. Może i wampir nie wyglądał jak człek z arbuzami pod pachami, ale był cholernie silny. Wszędzie była krew.

On sam zajął się ciałem, a Stanleyowi i Wilhelmowi zostawił resztę. Czyli transmutacje głowy i dostarczenie jej gdzie trzeba. On zaś najpierw udał się do tego niemagicznego Londynu, żeby namierzyć odpowiedni zakład z takim piecem i upewnić się, że pod osłoną nocy może ciało przenieść i je spalić. Zadbał o to, żeby piec potem wysprzątać, wychłodzić, żeby nie było żadnego śladu po jego bytności tutaj. I świstoklikiem wrócił do domu.


*Wiedza o świecie 4


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
08.03.2023, 23:19  ✶  

Jeszcze do niedawna nie obchodziły go za bardzo jakiekolwiek święta. Zmieniło to się dzięki pewnej dziewczynie ale nie o tym teraz mowa. Robert sądzać, że nie o to chodziło Stnaleyowi, odpowiedział kiedy odbędzie się to święto. 1 maja, a więc poniedziałek - pomyślał. Przesyłka będzie jeszcze prawie gorąca. I za pewne będzie to świetnie rozpoczęcie tygodnia dla niektórych pracowników ministerstwa.

Wysłuchał co jeszcze starszy Mulciber miał do powiedzenia, a następnie skupił się na Saurielu. Ten wydawał mu się nadwymiar ekscentryczny? Z jednej strony był ich “kompanem”, z drugiej zaś był po prostu dziwny. Borgin nie wtrącał się w rozmowę Rookwooda z Wilhelmem. Nie miał raczej nic więcej do dodania, a panowie i tak byli zbytnio zajęci wzajemną konwersacją. Przynajmniej w jego odczuciu.

Skrzywił się lekko na słowa mężczyzny, dotyczące lasagne… I mózgu porównanego do lasagne. Kto mu takich bzdur nagadał? Jakim cudem mózg człowieka miał smakować jak to danie?! Ten, który wypowiedział te słowa pozostawał nadal jedną wielką niewiadomą. Stanowił bardzo ciekawy obiekt obserwacji na podstawie którego można by napisać na pewno nie jedną dobrą książkę.

- Wiesz co… Może innym razem… Pobawimy się w ten teatrzyk… - odparł na próbę założenia korony na swoją głowę. Stanley wystawił rękę, aby odepchnąć jego dzieło od siebie, a następnie złapał je i powoli ściągnął na ziemię, kręcąc przecząco głową. O tyle o ile pomysł z ozdobieniem głowy ofiary był jak najbardziej okej, o tyle próba założenia mu to na głowę powodowała u niego pewien niesmak. Coś jakby sam miał się stać ofiarą. A tak przecież nie miało być.

Robert opuścił ich skromne grono, a oni we trójkę przeszli do praktycznej części zadania. Byli niczym trójka muszkieterów. Każdy z nich miał swoje określone zadanie. Przeszli do pomieszczenia obok, gdzie Sauriel pozbawił Greybacka głowy. I to zrobił to w swój sposób - brutalny i krwisty.

Nie oceniał jego metody działania dopóki była skuteczna. Potwierdzeniem jego fachu była idealnie odcięta głowa ofiary. Chapeau bas mimo wszystko. Co by o nim nie mówić to miał jednak jakiś talent. Może spełniłby się u Munga jako jakichś chirurg?

- Ja się tym zaopiekuję - oznajmił pozostałym towarzyszom, a następnie założył koronę cierniową na czerep zdrajcy. List do samej Harper włożył w usta. Była to naprawdę ciekawa kompozycja. Może gdyby była to jakaś rzeźba to znalazłaby poklask wśród fanów sztuki. Zapewne niektórzy kolekcjonerzy zabijali by się o nią, aby tylko zdobiła ich salony.

Następną akcją jaką wykonał Borgin była transmutacja całego prezentu w pakunek z podpisem “dla Harper Moody”. Chwilę później był już gotowy, aby opuścić pomieszczenie - Powodzenia - rzucił i wyszedł wraz z pakunkiem. Jedyne co mu pozostało to podrzucić to do ministerstwa w poniedziałek. To nie mogło być przecież, aż tak trudne.


W niedzielę rano udał się wraz z pakunkiem do biura. Uprzednio upewnił się, aby nałożyć czar transmutacji ponownie na przesyłkę.

Kiedy dotarł do biura, wziął kilka mniejszych przesyłek czy listów, które udało mu się zebrać od kolegów w piątek i poszedł zostawić całą pocztę na ich piętrze. Trochę tych pakunków się uzbierało. Jednak najważniejsza była paczka z podpisem “dla Harper Moody”. Według szacunków Stanleya powinna wystarczyć do jutrzejszego poranka, aby sama szefowa biura aurorów mogła ujrzeć piękno tej paczki w momencie rozpakowania… Ewentualnie rano nastąpi niemiłe zaskoczenie co dla niektórych pracowników. Nie zmienia to faktu, że tak czy siak, jutro będzie niezła chryja w ministerstwie.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#16
11.03.2023, 17:20  ✶  
Rzut O 1d100 - 14
Akcja nieudana


Rzut na wiedzę o świecie w celu sprawdzenia czy udało się podrzucić list bez zwracania na siebie uwagi
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Wilhelm Avery
#17
11.03.2023, 19:12  ✶  
Osobiście uważał, że ciężko jest zachować porządek i systematyczność, kiedy działanie samo w sobie ma elementy chaosu. Kolejny temat do prywatnych rozmów z Mulciberem. Przyjął jego uwagi bez słowa komentarza. Dyskusja z nim jedynie może nadszarpnąć autorytet dumnego człowieka. To spory błąd. Nie znał jeszcze granicy, której nie należy oczywiście przekraczać, więc dopóki jej nie pozna, woli oczywiście słuchać. Inaczej natomiast było z dawnym kolegą po roku. Jakoś inaczej pamiętał jego wyczyn. Fakt, że było to tak dawno temu, mógł oczywiście zaburzać jego pogląd, bo wspomnienia lubiły się zacierać.
- Ten glut nie przypominał żadnego znanego mi grzyba. - Zauważył z nutką ironii w głosie. Oczywiście nie miał w głowie atlasu, aczkolwiek to, co on wtedy stworzył, było swoistą abominacją. Sauriel oficjalnie był tym groźnym w krukońskim domu, a on sam do grzecznych nie należał. Sporo pojedynkował się na błoniach lub w pustych klasach, ale nigdy nie krzywdził. Mijali się tak często, że chyba obydwoje nie do końca byli świadomi swego istnienia. Ok, spali w jednym dormitorium, ale co mogli powiedzieć o sobie? Jedynie jakieś rzeczy, które wymuszały skupienie, czyli głównie w klasie, a i tak tego nie było tak dużo.
- A więc to ty byłeś odpowiedzialny za te malunki od czasu do czasu w szkole. - W sumie, to tak naprawdę to zmyślił, ale patrząc na temat żartów, nie zdziwiłby się, gdyby jego bujda okazała się prawdziwa. Hogwart był duży, więc każdy mógł rysować wiele rzeczy w różnych miejscach. Na początku słysząc o pomyśle zjedzenia, westchnął ciężko, a po chwili parsknął śmiechem. Było to tak głupie, że aż śmieszne.
- Kości też? Skoczyć ci po przyprawy? - Zapytał, a kąciki ust uniosły mu się nieznacznie. Przy czym musiał przyznać, że kolejny pomysł faktycznie był niezły. Przynajmniej z tego opisu, który powiedział. Jest jeszcze kwestia realizacji, jednak on miał swoje zadane i nie będzie mógł mu pomagać.
- Dobry zamysł. - Nie miał problemu, by powiedzieć mu w ten sposób. Niestandardowe wykorzystanie możliwości było godne byłego krukona i co by nie powiedzieć, on sam by na to nie wpadł. W pewien sposób musi na niego uważać, bo choć działa, jak działa, wciąż umysł był groźną bronią.

Po tym, jak zostało wszystko ustalone, udała się do domu zdrajcy, który oczywiście musiał przygotować. Ten oczywiście nim spłonie, musi nosić ślady ciężkiej walki, dlatego użył bardzo różnych czarów, mających pokazać skale zniszczeń. Zaklęcia tnące, wybuchowe i wszystkiego innego typu, które pokażą, że walka była potworna. Zniszczenia powinny być tylko i wyłącznie w jednym pomieszczeniu - salonie. Dopiero wtedy, jak uzna, że są spore, podpali ten dom i teleportuje się niedaleko, upewniając się, że pożar będzie widowiskowi i mocny. Może nawet zahaczyć o sąsiednie budynki, jak są w pobliżu. Mając pewność, że wszystko poszło po jego myśli, wróci do domu i da znać Robertowi.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (18), Robert Mulciber (2277), Sauriel Rookwood (2248), Stanley Andrew Borgin (2007), Wilhelm Avery (1845)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa