• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia

[Listopad 1970, Londyn] Pragnienia |Louvain X Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#11
22.05.2023, 23:06  ✶  
Nigdy nie rozumiała formy rozrywki, którą przyjął z kolegami, nie wspominając już o Quidditchu, bo nie umiała latać i miała lęk wysokości. W szkole zawsze mieli ją za chłodną, niewielu miała znajomych, a jakiekolwiek ślady swobody i spontaniczności miewała przy Victorii Lestrange, która była jej najlepszą przyjaciółką i dzieliły od pierwszego roku sąsiednie łóżka. Flintowie wcale nie byli aż tak potężni i poważani, jak inne rody, które mogły szczycić się czystością krwi oraz konserwatywnością, ale byli dość bogaci, a jej ojciec przez przepis na smoczą oliwę i morskie szlaki handlowe, miał wielu przyjaciół poza granicami Wielkiej Brytanii. Gdyby dziesięć lat temu ktoś jej powiedział, że Louvain będzie w stanie ją skłonić do zrobienia czegoś dla niego, pewnie by wyśmiała takiego żartownisia. A jednak tkwiła tu w tym jego burdelu, przesuwała leniwie spojrzeniem po tak dobrze znanej sobie twarzy, dostrzegając w nim rzeczy całkiem nowe, niepokojące, a jednocześnie pociągające. Wiedziała lepiej, a jednak rozsądek pozostał w jej domu, z którego się teleportowali.
Uśmiechnęła się pod nosem, bo ów pomruk sprawił jej dziwną satysfakcję, faktycznie przypominał trochę kota, a dźwięku tego z jego strony jeszcze nie słyszała. Co mogłaby z niego wydobyć, gdyby się postarała? Znała kilka sztuczek, nawet jeśli wszystkich nie miała jeszcze okazji w praktyce wykorzystać. Powstrzymała się jednak przed sprawdzeniem kolejnej pieszczoty, skupiając rozbiegane myśli na mugolce wśród tłumu, którą sobie wybrała. Może trochę za bardzo się na niego gapiła. Gdy przez ułamek sekundy zacisnął palce na jej dłoni, odwróciła twarz w jego stronę i spojrzała mu w oczy, błyszczącymi z zaskoczenia oczyma, zaraz jednak uśmiechając się zadziornie i w momencie, w którym ją puścił, odchodząc.
Zdobycie uwagi ludzi było proste, trochę komplementów, uśmiechu i odkrytego ciała, dzikości. Nie rozumiała tego pociągu człowieka za wszystkim, co kojarzyło się z wolnością i nieprzestrzeganiem reguł, ale działało. Na jego słowa uśmiechnęła się mocno, pogodnie w sposób, którego na co dzień na próżno było u niej szukać. - Uwielbiam Twoje włosy. - rzuciła w kierunku dziewczyny, nachylając się odrobinę w jej stronę i zgarniając pasmo między palce, wymownie spojrzała na jej usta, a następnie posłała jej głębokie spojrzenie w oczy, całkiem usatysfakcjonowana zaskoczonym, ale i chyba zadowolonym rumieńcem na bladych licach. Dziewczyna nie była jakaś brzydka, miała cień potencjału, ale daleko było jej do nazwania szlachetną lub piękną. On mógł truć swoją cudowną krwią przyniesione drinki, a ona mogła zastanawiać się, które z zaklęć manipulujących siłami witalnymi powinna wykorzystać. Była w nich przecież dobra to była jedna z jej słodkich tajemnic. Bo kto podejrzewałby uroczą blondynkę o tak przykrą, powiązaną z czarną magią fascynację, którą powszechnie uważano za zakazaną? Nawet chyba Louvainowi nie mówiła. Upiła swojego różowego drinka, odrobinę zbyt słodkiego, ale z wyczuwalną nutą jakiegoś alkoholu. Dziwne były te mugolskie mieszanki, pasowały jednak do tego miejsca.
- Widziałeś, tylko byłeś zajęty innymi kobietami. - odpowiedziała mu dziarsko, odwracając się w jego stronę i posyłając mu słodki uśmiech, odgarnęła włosy do tyłu, eksponując odrobinę dekolt zamknięty w skórzanym odzieniu. - Popularny z Ciebie facet, co? - dodała z błyskiem w oczach, oczekując chyba profitów płynących ze znajomości z nim, mogąc mu widocznie wiele zaoferować, bo niby przypadkiem musnęła jego udo.
Cynthia milczała, zakładając jedynie nogę na nogę, przysuwając bliżej swój czarny plecak, gdzie schowaną miała różdżkę, którą mogłaby użyć w odpowiednim momencie. Jej paznokcie stuknęły o kieliszek z szybko znikającym napojem, a na widok jakiegoś jegomościa, który obdarzył spojrzeniem jej dekolt, wywróciła tylko oczami. Wrażenie, że mogłaby zrobić wszystko, było coraz silniejsze. - Obiecałaś, że zdradzisz mi swoje imię. - zwróciła się do ich nowej koleżanki z łagodnym wyrazem twarzy, widocznie kibicując jej w zdobywaniu wartościowych kontaktów, a przynajmniej takie sprawiając wrażenie. - Powinnaś spróbować tego drinka, to ulubiony Anthonyego. - dodała z niewinnym wzruszeniem ramion, puszczając czarnookiemu oczko. W graniu głupiej i słodkiej miała największą wprawę. Mimowolnie zerknęła w stronę dłoni dziewczyny, zanim zrobiła kolejnego łyka swojego drinka. Co za bezczelna szlama - nawet jeśli ona sama zrobiła kilka minut wcześniej to samo, ale Cynthia zwyczajnie mogła.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#12
25.05.2023, 19:26  ✶  
To fakt, zdobycie uwagi większości osób nie było zbyt wymagające, ale utrzymanie tej uwagi mogło już czasem stwarzać wyzwanie. Mając w zanadrzu przygotowanych kilka sztuczek i znając socjotechniczne zagrywki, takie sytuacje były czasami wręcz dziecinnie proste. Dajmy na to taki stary Slughorn, niby wiekowy człowiek, z doświadczeniem na salonach od kilku dekad, dał się podejść początkującemu urzędnikowi ministerstwa jak podekscytowana dzierlatka. Chociaż wiarygodność Lou w instytucje prawne i tak była znikoma, to kiedy mógł odczuć to na własnym przykładzie jak wiotkie są filary władzy w magicznym świecie, ta sama wiarygodność poleciała na łeb i na szyje. Dlatego manipulowanie mugolki było bardziej, niż proste, właściwie nie musieli uciekać się do żadnych magicznych sztuczek gdyby chcieli. Była to właściwie wyłącznie zabawa, taka niewinna i prosta niczym w piaskownicy. Zarówno Louvain jak i Cynthia będąc w posiadaniu czystokriwstych genów, wyróżniali się ponad tłum już w pierwszym spojrzeniu. Atrakcyjni i piękni, o gładkim licu, lub wyraźnych rysach twarzy wzbudzali niemałe wrażenie pośród mugoli. Może to tylko jego własna obserwacja, ale to co zwykło się mówić wśród magicznej społeczności o cechach wynikających z rodowodu czystej krwi, tutaj w niemagicznych skupiskach ludzi uwypuklało się jeszcze bardziej. Zresztą było to widać na załączony przykładzie.
Nie do końca rozumiał intencji Cyny. Przyprowadzając dziewczynę do ich loży, obsypując ją podszytymi kłamstwem komplementami, jakby podsuwała mu na tacy bezradną ofiarę. Cóż, nie obliczał na wstępie tego, że dzisiejszego wieczoru ktoś przez ich spontaniczność może nabawić się kłopotów, ale skoro taka była zachcianka panny Flint, to kim był żeby ją strofować? Kiedy dziewczyna odpowiedziała mu zaczepnie, uśmiechnął się nienachalnie, być może lekko rozbawiony. - Oooj... - zareagował udając parodie zawstydzenia, cmokając przy tym. - to znaczy, że to Ty mnie obserwowałaś. Niepotrzebnie tyle zwlekałaś z rozmową. - zakończył urokliwym uśmieszkiem i nie wiedząc kiedy, przysunął się blisko swojej rozmówczyni na tyle, by przesunąć między opuszkami palców kosmyk jej włosów. Nie umknęło jego uwadze klika nerwowych ruchów Cynthii. Czyżby robiła się zazdrosna o jego uwagę? Jeśli tak, to jemu bardzo to schlebiało. W tym momencie poczuł też rozwijającą się ekscytacje, podobną kiedy był topką sportowców w tym kraju, a dziewczęta potrafiły krzywdzić się wzajemnie o jego względy. Postanowił, że przetestuje granice cierpliwości swojej towarzyszki. - Bogaty i przystojny do tego. Która z tych cech najbardziej Ci się podoba? - ciągnął gierkę dalej, zbliżając się niebezpiecznie blisko jej ramienia, by wyłapać nosem woń jej perfum. Tania i paskudna tak jak się domyślał, więc sięgnął po swój gin, zabijając poprzedni zapach ulubionym alkoholem. Z ledwością ukrył parsknięcie śmiechem, kiedy usłyszał swoje nowe imię, chowając twarz za ramieniem, udając krótką serię kaszlnięć wywołaną palonym wcześniej kryształem. Szybko dołączył się do zachęty skosztowania zatrutego drinka dla ich nowej koleżanki i była chyba to jedyna interakcja z Cynthią w przeciągu ostatnich kilku chwil. Z premedytacją w całości skupiony był tylko na młodej mugolce, ciekawe co z tego dla niej wyniknie.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#13
28.05.2023, 00:46  ✶  
Zgodziłaby się z wizją oraz oceną przyjaciela, odnośnie do działania Ministerstwa i naiwności Slughorna. Stary głupiec poleciałby na wszystko, co miało wcięcie w talii i podkreślało dekolt, bo miał syndrom niespełnionego casanovy. Żałosne. Większość pracowników pełniącej władze instytucji niestety taka była — łatwa do oszukania, przekupienia i owinięcia sobie dookoła palca. Niewielu zostało czarodziejów z prawdziwym powołaniem do zawodu — na siebie oczywiście nie spoglądała, bo do przeprowadzania sekcji zwłok to nie było nigdy wielu chętnych. Pomagało jej to zachowywać stabilność w codzienności, a także pracować w sekrecie nad tajnikami nekromancji, która tak błędnie i krzywdząco była postrzegana przez prawo.
Mugole byli głupi, jeszcze bardziej chciwi piękna, pieniędzy i długowieczności. Snuli marzenia o magii, insynuowali to, jak wyglądałby świat z eliksirem nieśmiertelności, młodości lub takim, który leczył wszystkie rany, zupełnie nieświadomi tego, że wszystko to było dostępne na wyciągnięcie ręki, byli po prostu ślepi. A czaordzieje zbyt łaskawi, chroniąc ich przed wiedzą, ukrywając się w magicznych barierach i zasłonach. Dlaczego silniejsi właściwie się chowali? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, bo ją to nie obchodziło, ale widocznie używka od Lovaina i alkohol sprawiały, że jej umysł wędrował w nieznanych lub zepchniętych gdzieś na bok kierunkach.
Obydwoje byli przyzwyczajeni do spojrzeń, chociaż te mugolskie Cynthii wcale nie schlebiały. Nie raz już ktoś rozbierał blondynkę wzrokiem, ale nie w tak ordynarny sposób, jak w tym nieszczęsnym barze, który lubił jej czarnooki towarzysz. Znosiła to jednak dzielnie, skupiona na innych sprawach i priorytetach wieczoru.
Rozumiał jej intencję, tylko jeszcze o tym nie wiedział. Skoro ją tutaj przyprowadził, pokazywał swój sekret i maskę, której nawet Loretta mogła nie znać, znaczyło, że obcował z mugolami na wielu różnych płaszczyznach. Chciała sprawdzić, na jakich oraz w jaki sposób, a wpatrzona w niego dziewczyna była prostą ofiarą, która sama się wykładała no i nie wzbudzała podejrzeń, skoro rozglądała się za nim od dłuższego czasu. Przesunęła palcami po jasnej kitce, przenosząc wzrok w swojego drinka, gdy ich nowa koleżanka wprowadzała swój nieudolny podryw, nie mając zupełnie pojęcia o sztuce, jaką była kokieteria. Gdyby była czarownicą i do tego z przyzwoitą krwią, Cynthia może by jej czegoś nauczyła.
- Louise. - odpowiedziała w końcu, puszczając Flintównie oczko, a potem skupiła się już na siedzącym obok mężczyźnie. W jakiś sposób to imie zupełnie do niej nie pasowało, ale kim była, aby o tym dyskutować? I tak ją to nie obchodziło, mogła być nawet Rickym. Przysunęła kieliszek do ust, ukrywając subtelne rozbawienie jego zaangażowaną w małą grę reakcją, aż uwierzyła, że się przejął. Niemniej jednak, czy nie sugerowało to trochę, że lubił bawić się brudnymi laleczkami? - Może czekałam, aż będziesz gotowy i odważny?
Cynthia kaszlnęła, krztusząc się odrobinę, jednak zaraz spoważniała, otwierając swój plecak i jedynie wyjmując chusteczkę, którą przetarła wargi, a potem nałożyła na nie nową warstwę szminki.
Nie była nigdy kobietą zazdrosną, a przynajmniej tak sądziła, bo też nie było człowieka, który wywołałby u niej takie emocje. Teraz przecież też na pewno irytowało ją to, co robiła ta szlama, dlatego, że była po prostu gorsza od niego. Pomijając te jego latającą karierę, był z dobrego rodu, miał unikalną krew o ciekawych właściwościach, a grzeszył, pozwalając jej na tak śmiałe zagrywki. Był to jednak jego wieczór, jego świat i nie mogła zrobić niczego, poza obserwowaniem. Lub ewentualnym znalezieniem sobie własnej zabawki.
- Łączysz w sobie dwie najlepsze, więc nie ma powodu wybierać jednej, skoro mogłabym mieć wszystko. Dać Ci wszystko, za wszystko. - szepnęła mu figlarnie do ucha, przysuwając się jeszcze bliżej, aby przygryźć jego płatek, a potem chcąc widocznie zaimponować Anthonyemu — którego rozbawienie nie umknęło błękitnookiej, zrobiła kilka większych łyków specjalnego drinka, co sprawiło, że kąciki ust delikatnie jej drgnęły ku górze. Doskonale znała czas, którego potrzebowała jego prywatna trucizna, żeby zadziałać, więc pozostało jedynie czekać.
- Chcesz iść zatańczyć? - zapytała go z dość wymownym wyrazem twarzy, widocznie wierząc w jego szczere zainteresowanie i fascynacje jej osobą.
- Na pewno chce. - odpowiedziała za niego uroczo, odstawiając pusty kieliszek. - Anthony uwielbia tańczyć.
Nie była pewna, czy to prawda, ale patrząc na to, co tutejsi ludzie nazywali tańcem, nie mogło to być aż tak skomplikowane. Przesunęła plecak na swoje kolana, decydując się na schowanie szminki do bocznej kieszeni, a kilkanaście sekund później z niewiadomego powodu — zapewne nadmiar alkoholu, wrażeń lub ćpania, Louvain mógł poczuć kilka kropel krwi na swojej szyi, które uciekły z nosa jego nowej koleżanki. Cynthia nawet nie zauważyła, zapinając swój tobołek i odkładając na bok. - Pójdę po jeszcze jednego drinka, zostawię was samych.
Puściła im oczko, wstając od stolika i po chwili znikając w tłumie, decydując się ostatecznie na zabranie swojego plecaka ze sobą. Zamierzała jednak mieć ich na oku.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#14
04.06.2023, 22:30  ✶  
Międzynarodowy Kodeks Tajności. Brzmi równie żenująco i absurdalnie jak jego zawartość. Nigdy nie potrafił zrozumieć dlaczego ktokolwiek był w stanie się na coś takiego zgodzić, a jeszcze bardziej nie rozumiał jakim cudem kodeks ten był respektowany już prawie trzecie stulecie. Przecież to było całkowicie jasne, że w tym sporze to czarodzieje byli górą nad mugolami i gdyby tylko istniała wola w całym magicznym społeczeństwie to ci drudzy skończyliby w tragiczny sposób. Czarodzieje oddali cały świat pod dyktando tych niegodnych. Cały impakt na rzeczywistość leżał wyłącznie w dyspozycji mugoli, a ich globalne wojenki między sobą oddziaływały na oba równoległe światy. To jak jakby oddać władanie nad krajem dziecku i jego kaprysom. Plugawcy prędzej zniszczą sami siebie i wszystko wokół nich, niż będą w stanie zbudować coś co chociaż odrobinę będzie porównywalne do dziedzictwa magii.
Właściwie to nie do końca oczekiwał takiej reakcji ze strony Cynthii po swoim nagłym zainteresowaniu się szlamą. Chyba naiwnie oczekiwał, że rozładuje swoją złość i zazdrość na młodej dziewczynie, ale przecież była na to zbyt dumna. No i zbyt inteligentna, by tak po prostu dać mu satysfakcję z oglądania aktu jej zazdrości o niego. Chociaż zdążył już ją nieco poznać, dlatego w jej mikroekspresji zdążył zauważyć oburzenie wywołane jego zachowaniem i słusznie. Pod całą tą intrygą, wewnątrz czuł się brudny i oślizgły, jednak na potrzeby zabawy emocjami Cynthii chwilowo mógł odłożyć swoje przekonania na bok, a używki i alkohol zdecydowanie ułatwiały ten zabieg. - Oh, uwielbiam. - odrzucił, lekko poirytowany, przewracając teatralnie oczami. Tak naprawdę to niezbyt, jeśli już, to tańce tradycyjne przy okazji ważnych wydarzeń no i czasami w tym klubie, ale przy obecnej pani Flint nie zamierzał, aż tak skracać dystans i podrygiwać w tłumie plugawców. Momentalnie stracił zainteresowanie Louise, kiedy Cynthia ich opuściła. Mimowolnie jego ciało przeszła fala gorąca wywołana rosnącą złością tym faktem. To on ją tutaj przyprowadził i nie zamierzał dopuścić to takiej samowolki podczas której oddala się od niego. Dotknął palcami plam krwi na swojej skórze i to było już za dużo. Sięgnął do kieszeni swojej kurtki i chwycił za różdżkę, nie wyjmując jej, ale celując prosto w zdezorientowaną dziewczynę przed nim. Nigdy nie był najlepszy w uroki, nie to co Lorreta, ale palący gniew nie pozwolił mu na nic innego, niż zaklęcie
Imperiusa. Kiedy zobaczył w jej tęczówkach jak traci własną wolę, stając się jego marionetką uśmiechnął się szyderczo. Objął ją w uścisku i nachylił nad jej uchem, by z boku wciąż wyglądali na uroczą parkę. - Nie będę z tobą tańczył brudna, szlamowata szmato. - zaczął półszeptem, dając upust swojemu gniewu. Wiedział, że teraz mówi wyłącznie do siebie, bo osobowość Louise póki co nie istnieje. - To był największy błąd w twoim bezwartościowym życiu, pomyśleć, że możesz być blisko mnie, lub niej. Jesteś śmieciem i należy cie zutylizować. - dokończył puszczając z objęć swoją nową zabawkę. Przestała mu się podobać ta "operetka", więc pora było ją zakończyć w eleganckim stylu. Prawdą było, że zarówno Lou i Cynthia pogwałcili kilka praw w tym ten o kodeksie tajności, więc nie mogli pozwolić na zostawienie samopas świadka tego występku. Wstał i wyszedł z loży, a zaraz za nim dziewczyna nad którą przeją kontrolę. Trzymał ją mocno za dłoń by nie stracić z nią kontaktu i zaczął przesuwać się dość szybko w kierunku w którym oddaliła się pani koroner, wiedząc, że lada moment jego krew może ściąć brudną laleczkę z nóg, wywołując spore zamieszanie, czego naprawdę nie potrzebowali teraz. Kiedy był już wystarczająco blisko pierwotnej towarzyszki, przełknął z goryczą ostatnie upodlenie i zainscenizował ostatni taniec w życiu Louise, tylko po to by zrobić sobie przestrzeń pod kolejne zaklęcie. Trzymając bezwolną kukiełkę blisko siebie, wykonali razem kilka ruchów, choć jego mina sugerowała że raczej robi to z przymusu, niż z potrzeby pragnienia. Jego ręka wraz z różdżką powędrowały pod ubranie mugolki, a końcem swojej różdżki wycelował w sufit nad nimi, by prostym zaklęciem uruchomić system przeciwpożarowy wraz z zraszaczami wody. Głośny alarm i cieknący deszcz na głowy wszystkich imprezowiczów wywołał spore zamieszanie, a u niektórych może nawet panikę. Korzystając z tej okazji wymierzył mocne kopnięcie w łydkę gościa, który stał najbliżej Cynthii. Nieważne czy tylko na nią spojrzał, czy próbował nawet zagadać i zdobyć trochę jej uwagi. Alkohol wymieszany z narkotykami, aż nadto wyciągnął z niego eksterytorialne zapędy, no ale cóż, nie zawsze był gentelmanem za którego starał się uchodzić. To ona miała być zazdrosna o niego, ale wyszło całkiem na odwrót. Kopnięty gość wylądował na podłodze i stratowany, przez ściskający się tłum nie podniósł się już z powrotem, nawet nie mówi się trudno. - Wychodzisz z nami, czy zostajesz? - zawołał stojąc na przeciwko srebrnowłosej z dobrze już jej znanym, zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Jedną ręką ciągnął za sobą Louise, a drugą wyciągnął w kierunku panny Flint. Wiedząc, że nie posiada umiejętności teleportacji, nijako jest skazana na przyjęcie jego propozycji. Skoro przyszła z nim, to musi wyjść razem z nim, innej możliwości nie widział.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#15
06.06.2023, 21:12  ✶  
Cynthia starała się nad tym nie myśleć, przynajmniej dopóki nie wpływało to na rozwój jej kariery. Ojciec wychował ją w taki, a nie inny sposób i również nie rozumiała, dlaczego magiczna instytucja u władzy tak bała się tego, że mugole się dowiedzą o istnieniu świata czarodziejów. Jaką mieli szansę z magią? Dlaczego to czarodzieje chowali przysłowiową głowę w piasek, drżeli na myśl o wydaniu sekretu? Dodatkowo świat ludzi niemagicznych pozostawiał wiele do życzenia we wszystkich płaszczyznach życia, poza może gotowaniem oraz trunkami, bo w tym byli naprawdę nieźli. Nie umie rządzić, nie umieli budować, nie umieli doceniać i nie umieli współpracować.
Jasnowłosa tylko pozornie zlewała się z tłumem przedstawicielek Londyńskiej śmietanki panien z dobrych lub względnie dobrych rodów. Wyglądała, owszem przyzwoicie, ale miała w głowie znacznie więcej. Znała się też na ludziach, była wybitnie dobra w kłamstwie oraz kokieterii, nic więc dziwnego, że Louvaina mogło jej zachowanie oraz wybory zaskoczyć. Nie był przyzwyczajony, a właściwie nie znał Cynthii, która była pod wpływem czegokolwiek, a do tego całkiem pozbawiona masek. Nawet jeśli on ją tu sprowadził, zasugerował odpowiednie środki, to nie znaczyło wcale, że odda mu kontrolę nad sytuacją, że nie będzie w żaden sposób go sprawdzała. Dokładnie obserwowała, wyciągała wnioski i starała się dowiedzieć o czarnowłosym więcej, niż chciał jej pokazać. Owszem, podsunęła mu szlamę — raz, że ją irytowała, a dwa — była ciekawa, co z nią zrobi. Sugerowała, że bywał tu wcześniej, a do tego błękitnooka wiedziała, że nie stronił nigdy od towarzystwa kobiet. Czyżby nie przeszkadzało mu pochodzenie, jeśli była dość ładna? Wstała więc z uśmiechem, niewinnym i uroczym, uwieńczonym posłanym mu spojrzeniem spod wachlarza czarnych rzęs.
Nie odeszła daleko, na tyle, aby obserwować i napić się zamówionego w barze drinka, przy okazji może spławić jakiegoś pijanego kobieciarza, posyłając mu spojrzenie z góry, wypełnione pogardą i chłodem. Odrobinę straszne, zwłaszcza gdy oczy jej tak błyszczały od zażytych przez nich środków. Dopijała trunek, gdy włączyły się zraszacze. Przymknęła oczy, odchylając głowę do tyłu, pozwalając, aby krople spłynęły po skórze, zostawiając za sobą gęsią skórkę, aby ubranie leniwie przyklejało się do ciała, podobnie jak jasne pasma włosów. To było orzeźwiające. Panujący dookoła popłoch i harmider zupełnie jej nie wadził, mugole w panice próbujący opuścić lokal nie robili na niej wrażenia. Los chciał, że zerknęła na bok, gdy Louvain potraktował kopnięciem stojącego obok mugola, co sprawiło, że z zaciekawieniem rozchyliła usta, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce i po trzymanej przez niego szlamie, która przypominała jedynie marionetkę. Niezależnie od tego, ile by wypiła i co by wzięła, miała wykształcenie uzdrowicielskie oraz długi staż w szpitalu, oraz kostnicach. Kukiełka oberwała czymś więcej.. Czyżby jej Drogi przyjaciel stracił cierpliwość i potraktował ją zaklęciem niewybaczalnym? Pokręciła głową z rozbawieniem, zwilżając usta językiem, aby pozbyć się z nich resztek drinka. Przesunęła plecak na ramię, odwracając się przodem do niego na stołku, który zajmowała. Miała wrażenie, że chociaż cały lokal gnał i pędził, ich czas i ich rzeczywistość trwała w zupełnie inny sposób, w innym tempie. Nie była pewna, czy to efekt zażytych środków, ekscytacji, czy może jakichś kłębiących się w niej emocji sprawiał, że odniosła wrażenie tkwienia w jednym, konkretnym momencie dłużej, niż było w rzeczywistości. Po prostu na niego patrzyła, odważnie wychodząc naprzeciw czarnym niczym onyksy oczom, obserwując snujące się po jego twarzy krople wody, leniwie spływające po szyi. Nie powinna była brnąć w to dalej, doskonale wiedziała.
Jej dłoń zacisnęła się na tej, którą wysunął Lestrange i przysunęła się do niego, zerkając jedynie przelotnie na Louise — z jakąś odrazą, ale i iskrą, której sama nie umiałaby nazwać.
- Nie znudziła Ci się zabawa? - zapytała najpierw, odchylając nieco głowę, aby spojrzeć na niego bezpośrednio, podczas gdy wolną dłoń oparła o jego tors, czując pod palcami mokry materiał koszuli. Woda leciała i leciała z sufitu, a Ci głupcy nadal nie zauważyli, że żadnego pożaru przecież nie było. - Pamiętasz starą szopę na końcu terenów posiadłości mojego ojca? Zabierz nas tam.
Poinstruowała go tylko krótko, a kąciki ust drgnęły jej subtelnie, unosząc się leniwie ku górze. Nie mogło być przecież tak, że tylko on zdradzi jej swoje sekrety, ale nie znaczyło to też, że Cynthia mu odpuści i że prędzej czy później, nie zada mu kilku pytań. Najpewniej niewygodnych. Skoro jednak zdecydował się z nią na ten rodzaj szczerości, co mogło stanąć na przeszkodzie?

Postacie opuszczają sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (5609), Louvain Lestrange (3999)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa