• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Czarodzieje Kroniki Zakamarki Duszy W jaki sposób postać obchodzi Yule?

W jaki sposób postać obchodzi Yule?
god (self-diagnosed)
If we swallow all the friends we have,
who will be there to blame
for things we've done

when the worlds collapse?
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, widzący, twórca
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#11
31.01.2025, 19:35  ✶  
W rodzinnym domu Dolohova święta obchodziło się na sposoby charakterystyczne dla krajów zza żelaznej kurtyny, toteż niektóre jego nawyki wyniesione z dzieciństwa różnią się nieco od tych brytyjskich i zna zupełnie inne świąteczne piosenki (i to jedne z niewielu rzeczy, jakie jest w stanie powiedzieć po rosyjsku - bo kolęd nauczyli go ci, którzy z rosyjskiego jeszcze korzystali). Nie były to jednak święta szczególnie radosne i ciepłe. Po pierwsze Dolohov nie był w swoim domu szczególnie lubiany, a po drugie - Dolohovowie to generalnie nie są mili ludzie, więc to była dla nich okazja od picia, przepychanek, wynoszenia najmniej ulubionego brata do ciemnego lasu i płakania w poduszkę, bo noworocznym prezentem okazywało się jebnięcie w twarz od ojca. Nie wyniósł z tych czasów szczególnie dobrych wspomnień, więc i jako dorosły, usamodzielniony już mężczyzna, nie wiązał z nimi szczególnie ciepłych uczuć. Yule jest dla niego pretekstem do pokazania się szerszej publiczności. Wszyscy chcą wtedy poznać wróżby na nowy rok, zamawiają portrety numerologiczne i tak dalej, a on dodatkowo angażuje się w różne wystąpienia. Któż ma zawiesić pierwszą bombkę na świątecznym drzewku jak nie on? Kogo usłyszycie w radiu tego radosnego dnia, przepowiadającego Brytanii pomyślność i szczęście? Któż inny miałby pojawić się na reklamach świątecznych pachnideł i zestawów do medytacji, które chcesz sprezentować swojej mamie? Poza tym to dla niego okazja do zwyczajnego odpoczynku. Do posiedzenia na kanapie z kubkiem herbaty i odsapnięcia, bo generalnie mało ma w roku dni wolnych - ciągle gdzieś pędzi, coś robi, coś załatwia, a tutaj dosyć łatwo o złapanie oddechu i przemyślenie spraw, które zwykle spycha się na drugi plan. Nienawidzi spędzać czasu z rodziną, więc nigdy już tam nie wróci, ale gdyby ktoś zaprosił go na jakieś eleganckie przyjęcie, to prawdopodobnie rozważyłby wybranie się tam z żoną i innymi osobami z Horyzontalnej 14. Psa nie posiada, ale dzik mógłby się w wigilię odezwać. Byłoby śmiesznie.


with all due respect, which is none
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#12
31.01.2025, 20:10  ✶  
Nie ma pojęcia czy i w jaki sposób święta obchodziła jego biologiczna rodzina i raczej już o tym nie myśli. Oczywiście jako dziecko głęboko nad tym rozpaczał, ale Bellowie postarali się, żeby i odludek Flynn znalazł w cyrkowym świętowaniu coś dla siebie - tym czymś był (czego spodziewa się pewnie każdy, kto tę postać przynajmniej odrobinę poznał) świąteczny bufet złożony z ciast i ciasteczek. Flynna się do kuchni nie wpuszczało i nie wpuszcza, bo przynosi pecha (na serio!), ale lukrować gotowe pierniczki i ciasteczka mógł, nawet jeżeli nie widział kolorów - nikt przecież nie mówił, że choinki nie mogą być niebieskie. Flynn lukrowanie ciasteczek lubi do dzisiaj, inne tradycje julowe są mu głęboko obojętne (co go obchodzi jakieś migoczące drzewko z kolorowymi bombkami). Po ucieczce z cyrku ciepłe, rodzinne święta przestały być częścią jego życia. Z Fontaine spędzał święta różnie. Czasami pili szampana i cały wieczór nie wychodzili z łóżka, innymi razy zabierała go do jakiejś restauracji na zdecydowanie zbyt wyszukane jak na niego przyjęcie, ale spędzali je razem, więc nie miał na co narzekać (właściwie to rok, w którym spędzili wigilię i sylwestra w Ritzie uważa za jedne z najlepszych świąt w swoim życiu). Narzekał za to kiedy nie spędzali ich razem, co nasiliło się pod koniec ich relacji i ostatnie Yule będąc z nią w związku to była dla niego kompletna samotność - naćpał się po prostu w jej sypialni i nigdy nie doczekał jej powrotu przed otrzeźwieniem. Po powrocie do cyrku ciepło świąt wróciło - od tej pory mógł znowu narzekać na to, że każą wieszać mu jakieś zjebane girlandy i bombki (jest na to zbyt Edgy), a później udawać, że wcale nie chce dekorować z dzieciakami pierniczków. Ale życie się zmienia i Flynn nie ma pojęcia, co będzie robił w Yule w tym roku. Wie na pewno, że będzie (jak zawsze w cyrku), wiązało się z jakimiś występami, ale z kim tego dnia zje kolację? Z Bellami, czy z Laurentem? Nie ma pojęcia. Nie ma też szczególnie wygórowanych oczekiwań. Zwyczajnie nie chce być w ten dzień sam, niezależnie od tego co mówi (a pewnie mówi, że mu totalnie nie zależy).


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#13
31.01.2025, 20:22  ✶  
Raczej nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że Miles Yule zwyczajnie nie obchodzi. Nie ma to oczywiście związku z tym czy jest wierzący, czy nie - po prostu kiedy jedni ludzie świętują, inni muszą pilnować ich bezpieczeństwa, i skoro Alastor bierze każdą, nawet najbardziej upierdliwą zmianę, to Miles nie ma czego szukać w domu. Oczywiście musi znosić skwierczenie Bertiego, który regularnie zaprasza ich do Doliny, musi znosić utyskiwania Brenny i kosze z warowniowym żarciem, bo przecież wiadomo, że Moody żyją na kawie i fajkach. Z resztą od śmierci matki, która dbała o takie rzeczy, nastrój świąteczny dla Millie nie istnieje, podobnie jak jakikolwiek sens modlenia się, skoro bogowie nie dali spełnić jej modlitw o zdrowie rodzicielki. Szczytem świątecznej atmosfery jest regularne dopajanie się grzanym winem i wypicie lepszej butelki whisky po służbie świątecznej. Raz Erikowi dała się złapać na wgapianie w swoje dziecięce marzenie - magiczną kolejkę z której komina wylatuje dym, a małe światełka oświetlają drogę lokomotywie. Raz i ostatni. Nie lubi dostawać prezentów, nie lubi ich dawać. Nie składa życzeń, bo trzeba byłoby dobrze życzyć też tym, którym dobrze się wcale nie życzy.

Jest przekonana, że to jej własny, bardzo dorosły wybór, ale zapewne rozmiękczyłoby ją totalnie, gdyby usiadła tego dnia do wspólnego stołu z bratem, zakonnikami i kilkoma przyjaciółmi spoza feniksowego kręgu. Może nawet nie klęłaby zbyt dużo, może nawet nie wypiłaby cichaczem całego ajerkoniaku. Może usiadłaby gdzieś z boku, by wszystkich namalować, kompulsywnie licząc, czy przy stole nie siedzi 13 osób, bo to jedyna zasada wspólnego biesiadowania o jakiej pamięta. Może potem usiadłaby ze starymi kartami od Morpheusa w kącie i powróżyła każdemu, kto chciałby słuchać o tym jak as buław jest kartą masturbacji, bo zobacz ta laska wygląda totalnie jak chuj. Na ten moment jednak jest strasznym grinczem płci niewieściej, ostentacyjnie patroluje ulice i cieszy się, kiedy może spuścić wpierdol typowi, który nie szanuje świętowania innych. Albo jak ucieka... idealny prezent świąteczny. Och, i co roku daje Alastorowi jedną parę skarpetek z jakimś świątecznym na drukiem. Słyszała że skarpetki to najbardziej męski prezent z możliwych.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
31.01.2025, 20:32  ✶  
Jako dzieciak wracała na święta do domu właściwie co roku i jeśli ogłoszono by świąteczny bal w Hogwarcie, pewnie byłaby jedną z niewielu osób w szkole bardzo z tego faktu niezadowoloną. Przy okazji miała też w zwyczaju chętnie zapraszać każdego, kto przypadkiem nie mógł lub nie chciał wracać do siebie, a w gąszczu gości, przewijających się przez Warownię grudniową porą, pewnie niektórzy domownicy nawet się nie orientowali, że ktoś spędza tam całą przerwę świąteczną. Dekorowanie domu było dla niej największą przygodą – miała też w zwyczaju lekką ręką rozdawać ozdoby, bo jakoś zawsze przygotowała ich za dużo, a do kupowania prezentów mniej więcej odkąd skończyła jedenaście lat, podchodzi jak do kampanii wojennej: zawsze chce wybrać odpowiedni prezent dla każdego, ale tak, by obdarowany przypadkiem nie poczuł się głupio, spędzała więc o tej porze roku nieprzyzwoicie dużo czasu w sklepach. Rodzice zazwyczaj dawali jej prezenty udane, ale umówmy się, Brenna nie jest trudną osobą do wręczania prezentów: uwielbia słodycze, książki, sztylety i noże, a kosmetyki Potterów też zawsze zdają egzamin jako upominki.
Sam wieczór Yule najczęściej spędzała z rodziną, a w dni tuż przed nim i tuż po nim chętnie zapraszała lub odwiedzała krewnych i przyjaciół. Lepienie bałwana, łyżwy i śnieżki, gdy była dzieciakiem, stanowiły jedną z niezbędnych atrakcji tego okresu.
Dorosłość zmieniła tyle, że – choć nieodmiennie dba o dekoracje i prezenty oraz by pod koniec grudnia poświęcić trochę czasu przyjaciołom – wiele świąt spędziła nie w Warowni, a w biurze, biorąc dyżury za tych żonatych, zamężne i dzieciatych. Najgorsze Yule spędziła u boku Stanleya Borgina, gdy pewien szalony cukiernik postanowił ich oboje nauczyć latać, a powrót do domu nawet na sam finał rodzinnej kolacji okazał się absolutnie niemożliwy. W tej chwili nie sięga myślami w przyszłość na tyle, aby zaplanować tegoroczne Yule, chociaż zakłada, że bardzo prawdopodobne jest, że spędzi z bliskimi ranek albo późny wieczór, a reszta święta upłynie pod znakiem służby. Innym wolne może przydać się bardziej, a po atrakcjach z okazji Beltane podczas sabatów zrobiła się bardziej nerwowa niż kiedykolwiek.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#15
31.01.2025, 20:42  ✶  
Dni poprzedzające i następujące bezpośrednio po Yule to niewątpliwie jeden z gorętszych i bardziej zabieganych okresów w roku. Zarówno pod kątem prywatnym, jak i zawodowym. Przez wiele lat, zanim postanowił zmienić swoje kawalerskie nawyki i zacząć myśleć o planach wykraczających poza czubek własnego nosa, spędzał Yule w pracy. Nigdy nie miał wyjątkowej potrzeby uczestnictwa w oficjalnych ucztach wyprawianych przez którąkolwiek ze stron swojej rodziny. Jeśli mógł się z tego wymigać dyżurem w Mungu, rzecz jasna, to robił. Oczywiście, od czasu do czasu pojawiał się przy wspólnym stole albo na jakiejś fecie, nigdy jednak nie uznawał tego za swoją ulubioną część dnia czy wieczoru. Zdecydowanie wybierał spędzanie tego czasu z kubkiem grzanego wina na kanapie w domu, zwłaszcza wtedy, gdy nie robił tego sam.
To nie zmieniło się nawet mimo upływu lat. W dalszym ciągu najlepiej wspomina czas we dwoje spędzany na swoim ustroniu nad morzem przy rozpalonym kominku. Ze śniegiem sypiącym za oknem i odległym szumem fal. Była to zdecydowanie miła odmiana po raczej głośnym  świętowaniu w Dolinie Godryka albo w jeszcze bardziej aktywnych i chaotycznych odwiedzinach w Snowdonii.
Te czasy są już jednak wyłącznie wspomnieniem. W dalszym ciągu nie jest to jego ulubiony okres w roku, szczególnie że poprzednie Yule spędził już na powrót w kawalerskim stanie zamiast jako szczęśliwie zaręczony. Przyszłe? Raczej też zapowiada się równie standardowo - pomiędzy informowaniem Horacego, że marynowanie przypadkowych na pewno zjadliwych grzybków jest raczej średnim pomysłem a pozbywaniem się treści żołądkowych z kitla.
Nie planuje jednak całkowicie zignorować istnienia Yule.
Od lat, by tradycji stało się zadość, zabiera ze sobą drobne podarunki dla wszystkich tych, z którymi ma w zwyczaju wymieniać się prezentami (a o dziwo jest to całkiem liczne grono; na tyle szerokie, że widuje się z nimi na przestrzeni kilku dni) wcześniej przez kilka miesięcy stopniowo je zbierając. Raczej nie zostawia tego na ostatnią chwilę, zdecydowanie nie przepadając za tłumami oblegającymi wtedy sklepy w magicznej i mugolskiej części Londynu. W podarki zaopatruje się przy okazji, mając ku temu możliwość i przelotną myśl o tym, że coś jest warte zakupu, więc to kupując. W efekcie prezenty są... ...co najmniej różnorodne. Wyciągnięte z szafy, do której je upycha, nie raz potrafią zaskoczyć i samego Greengrassa. Raczej nie wymagającego rewanżu, jednak z pewnością doceniającego pamięć.
Rok za rokiem jakoś to leci.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Bloody brilliant
Soft idiot, a sappy motherfucker, a sentimental bastard if you will
wiek
33
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Wysoki, bo 192 centymetry wzrostu, postawny, dobrze zbudowany mężczyzna. Czarnowłosy. Niebieskooki. Ma częściową heterochromię w lewym oku - plamę brązu u góry tęczówki. Na jego twarzy można dostrzec kilka blizn. Jedna z nich biegnie wzdłuż lewego policzka, lekko zniekształcając jego rysy, co nadaje mu surowy wygląd, mimo to drobne zmarszczki w kącikach oczu zdradzają, że często się uśmiecha lub śmieje. Inna blizna, mniejsza, znajduje się na czole. Ma liczne pieprzyki na całym ciele. Elegancko ubrany. Zadbany. Bardzo dobrze się prezentuje.

Cornelius Lestrange
#16
31.01.2025, 21:22  ✶  

Cornelius od zawsze cenił sobie tradycje i rodzinne wartości. Jako tradycjonalista, spędza Yule w atmosferze pełnej rodzinnych wartości i zwyczajów. Zwykle rozpoczyna przygotowania na długo przed samym świętem. Każdego roku, Cornelius decyduje się na spędzenie części Yule w domu swojej żony, Amandy, gdzie cała jej liczna rodzina zbiera się, aby wspólnie celebrować ten wyjątkowy czas. Nie zmieniło się to po jej śmierci, stara się, aby jego syn miał możliwość poznania zarówno tradycji ojca, jak i matki. Ostatecznie, Corio pragnie, aby jego syn wzrastał w atmosferze miłości, tradycji i szacunku do rodzinnych korzeni, które odgrywają kluczową rolę w ich życiu.

W rezydencji w Londynie, u podstarzałej ciotki, Cornelius spędza resztę sabatu. To miejsce jest dla niego ucieczką do przeszłości, dzieciństwa, ostatnim miejscem odwiedzanym tego dnia, szczególnie, że jego ciotka, mimo swojego wieku, wciąż potrafi zaskoczyć go swoimi opowieściami o przeszłości. Ciotka dba o to, by każdy szczegół sabatu był perfekcyjny, od ozdobionych gałęzi świerku i ostrokrzewu po aromatyczne potrawy, które wypełniają stoły, oczywiście, jak na damę przystało, przygotowane i serwowane przez skrzaty domowe, nie przez nią.

Nie może też zapomnieć o bliskich zmarłej pierwszej żony, z którymi utrzymuje bliskie relacje. Przed lub po Yule odwiedza ich, aby wspólnie uczcić pamięć zmarłej, przynosząc drobne upominki oraz wspominając chwile, które spędzili razem.

Mimo, że Cornelius spędza większość sabatu w Londynie, w Yule stara się zorganizować czas tak, by nie zapomnieć także o swoim ojcu i jego nowej rodzinie. Czasami odwiedzają ich na chwilę, przekazując sobie życzenia i opowiadając o swoich osiągnięciach i planach na przyszłość. Są to krótkie wizyty, miłe, ale bywa, że również pewne napięcia, gdyż Cornelius jest tradycjonalistą, a nowa rodzina jego ojca reprezentuje zupełnie inne wartości. Choć jego relacje z nową żoną ojca są nieco napięte, Corio stara się skupić na pozytywnych aspektach tej relacji, mimo napięć, stara się zachować spokój i otwartość, pragnąc, aby Fabian miał możliwość poznawania różnych perspektyw. Yule to dla Corneliusa czas refleksji, miłości i więzi rodzinnych, które są dla niego najważniejsze.

Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#17
31.01.2025, 21:28  ✶  

Heather Wood jak przystało na bogatą gówniarę, większość świąt spędzała w rezydencji swoich rodziców na jednej z hiszpańskich wysp na Atlantyku. Świętowanie kojarzy jej się głownie z siedzeniem na plaży, piciem drinków z palemką i tańcami do białego rana z lokalsami. Jako, że pogoda była całkiem atrakcyjna sporo czasu też spędzała pływając w ciepłym oceanie. Nie do końca lubiła leżeć plackiem na plaży z racji na swój temperament. Nie mieli problemu z tym, aby zapoznawać się z mugolami i ich tradycjami, to był akurat spory plus tych wypadów, gdzie mogła się sporo nauczyć.

Odkąd pamięta rodzice zabierali ją tam, aby przeżyć ten czas w spokoju, poza granicami Wielkiej Brytanii. Wood nie widziała w tym nigdy nic złego, raczej przepadała za tym wyjściem, bo przynajmniej nikt tam nie zagadywał ciągle jej matki, a później i jej. Mogli nacieszyć się swoja obecnością, był to czas, który poświęcali tylko i wyłącznie ich trzyosobowej rodzinie. Może nie był to typowy sposób na obchodzenie sabatu, ale była zadowolona, że mieli swoją własną, rodzinną tradycję.

Przywoziła stamtąd masę prezentów dla, bo Ruda uwielbia obdarowywać swoich znajomych i przyjaciół podarunkami, im bardziej dziwne, tym lepiej.

Dużo czasu spędzali na wędrówkach po wulkanicznej okolicy, bo nie było dla nich standardowe leżenie plackiem i jedzenie. Wracała więc zawsze nieco zmęczona, z zakwasami na nogach, ale też z opalenizną, której mogli jej pozazdrościć koledzy i koleżanki (czasem z poparzeniem słonecznym, gdy nie nałożyła odpowiedniej ilości kremu z filtrem).

Integrowali się z lokalsami, bywali na jarmarkach świątecznych, które różniły się od tych, które widywała w Wielkiej Brytanii.

Aktualnie raczej nie zamierza powtarzać już tych wypadów z rodzicami, bo sporo się w jej życiu zmieniło. Bardzo chciałaby, aby ona i Cameron znaleźli swój własny sposób na celebrację Yule, tak samo jak było to w przypadku jej rodziny, wierzy, że najbliższe święta będą wyjątkowe i warte zapamiętania.

Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#18
31.01.2025, 21:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2025, 22:04 przez Lewis McKinnon.)  
Dla Lewisa żadne święta nie są szczególnie rodzinne, ale w Yule odczuwa odrobinę magicznej magii. Jednak głównie jest to dla niego czas przygotowań, długich godzin spędzonych w kuchni i to niejednej. Yule to czas gdy biznes się kręci, jak gówno w przerębli.

Najpierw przygotowuje świąteczne dania w Rejewachu. na pierwszym planie indyk pieczony. Nadziewany, soczysty (w teorii, bo w praktyce czasem wychodzi suchy jak wiór, jeżeli Woody i Asena próbują za dużo pomagać), podawany z żurawinowym sosem i sosem pieczeniowym, który ratuje każdą przesuszoną porcję. Obok warzywa, brukselka, której nikt nie lubi, ale wszyscy jedzą z poczucia obowiązku, marchewka polana miodem, pasternak i ziemniaki pieczone w gęsim tłuszczu, chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku. Nie może zabraknąć kiełbasek owiniętych w bekon, które kończą się szybciej niż wszystko inne. Na deser pudding, ciężki, ciemny, nasączony alkoholem i podpalany przed podaniem, bo nic tak nie mówi Yule, jak płonące jedzenie. Kto ma szczęście, znajdzie w środku monetę, kto ma pecha, połknie ją i spędzi ten czas w Mungu. Lewisowi zdarzyło się to tylko raz!

Później odwiedza Kościany Zamtuz, rozdając swoim ulubionym kurwom oraz rodzinie drobiazgi, zwykle kradzione, ale kto by się przejmował? Na koniec kolejna praca i wielkie przygotowania w garkuchni. I tutaj królują świąteczne przyprawy i małe paczuszki ze słodyczami dla najmłodszych. Rozdaje świąteczne jedzenie najbardziej potrzebującym Nokturnu oraz tym, którzy nie mają bliskich, z którymi mogliby spędzić Yule, czasami broni co chciwszych bab, które próbują ukraść ze stołów nie najlepszej jakości poncz z dodatkiem trzech cytryn.

Cała reszta Yule tak wygląda. Picie, jedzenie, gotowanie, gotowanie i jeszcze raz gotowanie,  a później trochę spania, jeżeli wystarczy mu czasu. Generalnie po świątecznym chaosie bierze dwa dni wolnego, gdy odsypia, aby wypocząć przed Nowym Rokiem, bo na sylwestra ma dwa razy tyle pracy i jeszcze mniej pomocy, bo połowa jego pomocy jest najebana na dzień dobry. Czasami przez to tęskni za paleniem papierosów.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#19
31.01.2025, 22:06  ✶  

Święta to czas bardzo pracowity dla panny Figg. Jak przystało na cukierniczkę z krwi i kości spędza wtedy w kuchni niemalże cały grudzień. Przygotowuje słodkie wypieki, które później sprzedaje na lokalnych jarmarkach. Pracuje od rana do wieczora, praktycznie nie ma z nią kontaktu, bo zamyka się w kuchni. Bywa wtedy bardzo zmęczona i okropnie wkurzona, jak typowa matka, która bierze na siebie całe świąteczne przygotowania. Wysyła swoim przyjaciołom i znajomym masę wypieków, które są jej prezentami świątecznymi, ale nie tylko, każdego stara się też obdarować jakimś drobiazgiem.

Poza tym, że spędza wtedy całe dnie w kuchni, to zajmuje się również przygotowaniem rodzinnego domu do przybycia gości. Norka uwielbia, kiedy dom jest barwnie udekorowany. Zazwyczaj podczas Yule spotykają się w rezydencji Figgów, gdzie dom jest pełen kotów i jej rodzeństwa, które normalnie jest porozrzucane po całym świecie. W tym świątecznym czasie wszyscy trafiają do domu, aby spędzić czas razem.

Dużo czasu zajmuje pannie Figg sprzątanie, w końcu trzeba umyć okna dla Merlina, zadbać o to, aby pod każdą szafką był porządek. Nigdy nie lubiła zostawiać matki samej z tymi całymi przygotowaniami, aż w końcu wzięła na siebie większość obowiązków, lepiej jej wtedy nie wchodzić pod nogi, bo potrafi ziać ogniem, kiedy ktoś niepotrzebnie jej przeszkadza.

Przygotowania są zwieńczone kolacją, którą spędzają przy wielkim stole, dla których jest miejsce dla wszystkich. Dom jest zawsze pełen życia, dzieci i kotów, które są ich najlepszymi przyjaciółmi.

Śpiewają świąteczne piosenki, jedzą masę słodyczy i starają się cieszyć upływającym czasem. Tylko i wyłącznie w dobrej atmosferze.

Czas po Yule Norka spędza na odwiedzaniu swoich przyjaciół, rozdaje wtedy przygotowane przez siebie prezenty i roznosi im ciasteczka. Stara się odwiedzić każdego, żeby nikt nie poczuł się przez nią zapomniany.

Bardzo lubi ten świąteczny czas, mimo, że jest dla niej bardzo ciężki i pracowity, taki niestety już jest żywot cukiernika, nie ma innego wyjścia, jak się z tym pogodzić.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#20
31.01.2025, 22:45  ✶  

Nie każde święto z czarodziejskiego kalendarza odnajdywało dla siebie szczególne miejsce w domu rodziny Lestrangów. Yule, choć w rezydencji zwykło się też nazywać ten czas Noël, obchodzone było w sposób szczególny i przykładano do niego wiele starań oraz uwagi. Nie było nawet mowy o tym, żeby kogoś zabrakło w ten dzień, chociaż tak naprawdę to nigdy nie był tylko jeden dzień. Obchody zimowego przesilenia najczęściej trwały kilka dni, a pierwsze jego oznaki najwcześniejsze były widoczne w ogrodzie tuż przy głównej rezydencji. Maida Vale na ten okres zmieniało się w charakterystyczny sposób dostosowując się w swojej prezencji do świątecznej atmosfery. Ogrom dekoracji, światełek i ozdób cieszyły swoim pięknem niejedną parę oczu. Zaczarowane lampiony oświecały ścieżki oraz alejki, lilie unoszące się na stawie promieniowały ciepłym, jasnym światłem, a muzy z posągów przygrywały świąteczną, nastrojową muzykę. W oranżerii za to stała wysoka choinka, ozdabianiem której osobiście zajmowało się całe rodzeństwo bez wyjątku. Rodzice Louvaina przykładali sporo uwagi do tego by ich dzieci wiedziały co jest reprezentatywne dla ich rodziny i z czego powinni być dumni jako potomkowie tak dumnego rodu.


Sam dzień świąteczny również był wypełniony stałymi punktami programu. Prezenty były przewidziane dla każdego, jednak należało na nie zasłużyć, bowiem żeby móc odpakować swoją niespodziankę należało wyrecytować wierszyk, bez zająknięcia i to w języku francuskim. Wspólne przeglądanie albumów ze zdjęciami przy kominku i wspominanie okoliczności przy których były robione zapisane na nich momenty. Nie obywało się też bez nużących pytań o oceny w szkole. Dla Louvaina za każdym razem był to nieprzyjemny moment, bo zwykle odstawał w stopniach od Loretty i zdecydowanie wolał zasłaniać się osiągnięciami na boisku na którym szło mu zdecydowanie lepiej, niż na zajęciach lekcyjnych. W tych momentach ojciec uwielbiał straszyć syna, że w końcu się doigra i przyjdzie po niego kiedyś dziwny Pan. Ale nie taki byle jaki tylko tajemniczy Père Fouettard, którego niepokojący wizerunek z ilustracji w książkach wywoływał dreszcze od najmłodszych lat, chociaż nawet niedokońca wiedział kim był ten cały Père. Na stole przy wspólnej kolacji również nie brakowało francuskich akcentów. Domowe skrzaty podawały typowe świateczne przysmak czyli foie gras, oraz Bûche de Noël czyli ciasto w formie, symbolizujące dawne świąteczne drewno kominkowe.


Jednak oprócz tradycyjnych obchodów Yule istniało też kilka alternatyw. Zdarzało się też tak i to właściwie dość często, że na święta przyjeżdżała cała rodzina Lestrangów, wraz z kuzynostwem od Blacków i jeszcze kilku najbliższych krewnych. Rodowa rezydencja była przecież spora, na tyle duża by pomieścić wszystkich krewnych jednego wieczoru. Dla Louvaina i właściwie wszystkich dzieciaków była to świetna okazja, by zniknąć dorosłym z oczu i poganiać się po korytarzach domostwa. Zasadniczo Lou lubił kiedy goście wpadali, bo w domu panował wtedy większy chaos w którym odnajdywał się całkiem sprawnie. Więcej zabawy, więcej prezentów i więcej kuzynek którym mógł dokuczać. Wartą wyróżnienia alternatywą spędzania świąt był też wspólny wyjazd zza granicę. Do Francji, do Paryża konkretniej. Wtedy też, podczas pobytu w rodzimej krainie, całą zgrają odwiedzali tych dalszych krewnych, którzy nie emigrowali tak jak Lestrangowie z Londynu. Jednak najważniejszym elementem takiego kilku dniowego wyjazdu, był spacer po bożonarodzeniowym jarmarku w magicznej części Paryża. W takich okolicznościach dzieciaki same mogły sobie wybrać prezent jaki chciałaby dostać, pod warunkiem że sami będą w stanie o niego poprosić sprzedawcę, lub sprzedawczyni na stoisku czy w sklepie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa