Uśmiechnął się do Aarona wesoło, kiwając głową bo tak, była to porządna robota i dokładnie wiedział co robił, wybierając do tej roboty sąsiadów z Doliny. Bertie spędził zbyt dużo czasu na noszeniu koszyczków, smakołyków i dziemów, pukając z uśmiechem na ustach czy pomagając w trudach dnia codziennego, by udawać że nie znał każdego jednego majstra, który w tej budowie pomagali. Było więc to dla niego coś wiecej, niż tylko jego własny kawałek podłogi. To była praca wielu znajomych dusz. Każdą znał z imienia, tak samo jak ich liczne rodziny.
- Doktor Prewett ma niewątpliwie gust i to przez duże 'G' - zaśmiał się krótko. Znał Basiliusa bardziej jako pacjent, ale biorąc pod uwagę jak Millie się o nim wyrażała, w życiu prywatnym Basilius też musiał być niesamowitym człowiekiem. Wystarczyło spojrzeć tylko na koszulę, którą miała na sobie Moody. - Te na szwie przy kieszonce, bo wyglądają jakby ze sobą tańczyły - odpowiedział, podchwytując zabawę z łatwością, ale ta niestety skończyła się przedwcześnie, kiedy kobieta nieuważnie trąciła kieliszek. Ten zatoczył się, Alastor próbował go złapać, ale wszystko tylko poleciało dalej.
- Nie, naprawdę... - nie trzeba zgubiło się gdzieś na języku, kiedy prężące się na kręgosłupie uczucie niepokoju, wspięło się po nim nieco wyżej, w nieprzyjemny i chłodny spokój. Znał je, a przynajmniej doświadczał go tyle razy ostatnimi dniami, że zdążył już rozpoznawać uderzenia klątwy, która dręczyła go po Spalonej Nocy. Alastor nie był jedynym, który mierzył się z pokłosiem tamtego wydarzenia i teraz blondyn na moment zawiesił się, czując w nosie nieprzyjemny zapach i kroki. Obejrzał się mimowolnie, wołany wyimaginowanymi dźwiękami, akurat kiedy rodzeństwo nurkowało pod stołem, wyławiając strącony kieliszek. Wrócił uwagą do stołu z ociąganiem.
- Zaraz - pauza, kiedy nieco mętnym spojrzeniem rozejrzał się znowu. - Miałem tu zestaw sprzątający, zaklęty cud techniki. O tam - wystarczyło machnąć różdżką, żeby wiadro ze ścierką ruszyło w tany, robiąc dokładnie to do czego zostało zaprogramowane, czyli posprzątanie rozlanej zawartości kieliszka. Alastor nie miał więc powodu by uciekać do kuchni, chociaż Bertie przez moment patrzył na niego troskliwie. Wiedział, że praca była dla niego ważna. Szczególnie teraz, gdy tak dużo rzeczy szło nie tak. Teraz, kiedy ludzie cierpieli.
- Za miesiąc, 21 października - zwrócił się do Aarona. - Planuję wtedy taki dzień otwarty. Każdy będzie mógł wejść i spróbować przygotowanych potraw z menu. Zupa, pierwsze i drugie danie, no i deser. Przygotujemy też takie smakołyki do wylosowania, typu ciasteczka czy czekoladki. Ale proszę, jedzmy, bo wszystko wystygnie - wskazał na czekający obiad i sam nałożył sobie dyniowych placuszków.