• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)

[Lato 1972] Święto Żniw - Kiermasz (Wątek główny)
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#561
07.07.2024, 14:10  ✶  
Opuszczamy Strefę Gastronomiczną i ruszamy w stronę Widowni

— W przeciwnym razie będziemy zmuszeni improwizować. — Matthias wychodził z założenia, że dobre miejsce na widowni to podstawa, jeśli chodzi o komfortowe obserwowanie jakiegokolwiek widowiska. Jako czarodzieje mieli znacznie więcej możliwości i jeśli jakimś cudem zabrakłoby dla nich miejsca na trybunach to przecież mogą spróbować innych rozwiązań. Sam mógł użyć sztuki perswazji, a w ostateczności sięgnąć po swoją różdżkę i wyczarować dodatkowe siedzenia dla dwóch osób.

— Do obu chętnie dołączyłbym. Może najlepiej będzie zwrócić się z tym do cioci Agnès. Ona z pewnością posiada tego rodzaju znajomości. — Zaczął zastanawiać się na głos. Z oczywistych względów czarownica wydawała mu się być odpowiednią osobą, która mogłaby ułatwić mu dostanie się klubu pojedynkowego. Niewykluczone, że znała odpowiednią osobę i była w stanie napisać mu stosowną rekomendację albo szepnąć o nim parę słów do odpowiedniego ucha. — Skontaktuje się w takim razie z panią Avery... chyba, że... jesteś w stanie mi w tym trochę pomóc? Twoja pomoc byłaby naprawdę nieoceniona w takich sprawach. — Zwrócił się do swojej kuzynki ze szczerą prośbą, za którą tak naprawdę stała jego własna wygoda i możliwe korzyści, jakie mógł osiągnąć. Bo to nie chodziło wyłącznie o te finansowe. Po tym jak sam dopił swoją herbatę on również odstawił pustą szklanki. Nietopiące się kostki lodu stuknęły po raz ostatni o ścianki wysokiego naczynia.

— Zdecydowanie możemy. — Przytaknął powoli podnosząc się ze swojego miejsca. Powinien odnieść jeszcze te szklanki do punktu zwrotu naczyń, jednak to nie wydawało mu się to takie istotne. Przecież i tak zapłacił z góry za zamówione przez nich napoje. Występy znacznie bardziej go intrygowały. Oglądanie ich w towarzystwie kuzynki to prawdziwa przyjemność.


@Celine Delacour
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca około 160 cm blondynka, o czarnych oczach oraz ustach które praktycznie zawsze podkreśla czerwienią. Dba o swoją prezencje, zawsze stara się starannie dobierać stroje, fryzury, makijaż. Celine roztacza wokół siebie wyrazistą, ale i przyjemną woń, w której mieszają się ze sobą frezja, konwalia, wanilia, nuty drzewne i czarna porzeczka.

Celine Delacour
#562
07.07.2024, 16:16  ✶  
Opuszczamy Strefę Gastronomiczną i udajemy się na Widownię

Agnès. Tak. Agnès rzeczywiście mogła być tą właśnie osobą, której znajomości byłyby w stanie pomóc Matthiasowi. Ciotka znała... zdawało się, że wszystkich, których znać należało. Jeśli uważała, że dana znajomość mogła jej się kiedyś przydać, to wybrana przez nią osoba nagle znajdywała się na celowniku. Zaczynały się mniej lub bardziej przypadkowe spotkania. Próby nawiązania niezobowiązujących rozmów. Zaproszenia na przyjęcia. W wielu przypadkach zdawało się to przynosić całkiem niezłe efekty.

- Na pewno. Ciocia Agnès, ona chyba zna wszystkich. - uśmiechnęła się, po prawdzie będąc zadowoloną, że sama nie musiała próbować się od tego rodzaju pomocy wykręcić. Wolałaby się za dalekim krewnym tak szybko nie wstawiać. Za krótko i przede wszystkim nie dość dobrze znała Matthiasa. Wydawał jej się całkiem sympatyczny, ale śpieszyć się Celine nie zamierzała. Z niczym. - Oh. - na szczęście w kwestii pani Avery, łatwo było jej odmówić. Nie była blisko z tą rodziną. Jedynie co, to kilka osób o tym nazwisku kojarzyła z widzenia. Raczej nie planowała tego zmieniać. Takiej potrzeby zwyczajnie nie miała. Nie odczuwała. - Bardzo bym chciała Ci pomóc, Matthias,  naprawdę. - tutaj musiała wzbić się na wyżyny swoich skromnych, aktorskich zdolności. - Nie znam jednak zbyt dobrze nikogo z tej rodziny. Sama też nigdy do tej organizacji nie należałam.

Powinna być wystarczająco przekonująca. Zresztą, dlaczego niby miałby jej w tym aspekcie nie zaufać? Nie uwierzyć temu, co mówiła? Matthias nie miał do tego tak naprawdę praktycznie żadnych podstaw. Oczywiście cały ten brak zaufania nie musiał być uzasadniony, ale może aż tak daleko się w to nie zagłębiajmy.

Kiedy kuzyn zgodził się, że mogą już udać się w kierunku tej nieszczęsnej widowni, ruszyła wraz z nim w odpowiednim kierunku. W ogóle przy tym nie pomyślała, że szklanki wypadałoby odnieść do jakiegoś punktu zwrotu naczyń czy czegoś podobnego. Nie była przyzwyczajona do tego, że cokolwiek musiała po sobie odnosić. Gdyby ktoś ją teraz o takiej konieczności poinformował, uznałaby że panują tutaj iście barbarzyńskie zwyczaje. I że najpewniej nigdy się do tego nie zdoła przyzwyczaić. Nie, żeby chciała się do tych jarmarcznych klimatów przyzwyczaić. Nie oszukujmy się może w tym temacie. To przecież całkiem bez sensu.

W międzyczasie wcześniejsze występy dobiegły końca, a w ich miejsce zaczęły się następne. Widać podziwianie tego, co przygotowali przedstawiciele Artemis nie było im niestety dane. Nie tym razem.

- O, proszę. Departament Przestrzegania Prawa. - zauważyła, kiedy do jej uszu dotarły pierwsze słowa Millie Moody. Te, które wygłaszała właśnie na scenie. Nawet rzuciła przy okazji okiem na scenę. Tyle tylko, że im bliżej byli, tym mniej dane było im zauważyć. Ot, im dalej w las tym więcej drzewa, a w tym przypadku - po prostu wyższych od panny Delacour czarodziejów.

Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#563
07.07.2024, 22:58  ✶  
słodkości nory -> świeczki mulciberów

Dora oderwała kolejny i bardzo duży kawałek waty cukrowej, a następnie zmięła go w palcach i wpakowała sobie do ust, tym samym próbują chociaż odrobinę ograniczyć możliwość zwiedzania reszty kiermaszu będąc owianą ledwo zauważalną, ale połyskującą w słońcu mgiełką waty cukrowej. Jasne, zmienione wcześniej w domu kosmyki, teraz z blondu nabrały nieco wyraźniejszego połysku, przypominającego samo złoto. Jakby ktoś złapał promienie słońca i wplótł je w jej włosy. Dziewczyna nie przyjęła tej rewelacji w żaden sposób, głównie dlatego że była zbyt zajęta dalszym nawijaniem waty cukrowej na palce i jedzeniem jej, podczas gdy odchodziła od stanowiska gastronomicznego i szła dalej przez kiermasz, rozglądając się z zaciekawieniem.

Ze sceny dobiegły ją znajome głosy i na moment zatrzymała się, podnosząc spojrzenie właśnie w tamtym kierunku. Millie wyglądała ładnie - miała na sobie jakąś wersję munduru ze spódniczką i bardzo ładną peleryną, najwidoczniej na pierwszego ochotnika biorąc właśnie Morpheusa. Crawley przez moment stała tak, uśmiechając się na ich widok, ale wreszcie otrząsnęła się i zwróciła większą uwagę na otoczenie. Świeczki. Świeczki zawsze się przydadzą. Dlatego też podeszła bliżej straganu, a potem poprosiła o parę białych, klasycznych świec.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#564
07.07.2024, 23:25  ✶  
Widownia -> Stoisko z loterią
Siedzę przez chwilę pod sceną, po czym przechodzę pod stanowisko loteryjne.

— Hmm? — Zmrużył pytająco oczy, gdy Anthony go zaczepił tuż po tym, jak zszedł ze sceny. — Ah, tak. Wpadnę pod koniec. Zostaw dla mnie jakąś lepszą butelkę. No i... Później też się zobaczymy.

Uśmiechnął się pod nosem, skacząc spojrzeniem od Shafiqa do sceny, a kiedy mężczyzna ruszył z powrotem do swojego stoiska, postanowił poświęcić całą swoją uwagę kolejnym występom. Niestety, zanim panna Moody miała szansę w pełni przejąć pałeczkę pierwszeństwa, na podwyższenie wkroczył prowadzący. Och, cóż to był za okropny wybór.

Już chyba lepiej by było zatrudnić kogoś z cyrku Bellów. Oni przynajmniej umieją rozbawić publikę, skomentował bezgłośnie Longbottom, przyglądając się z założonymi rękami kolejnym popisom. Nie miał pojęcia, skąd organizatorzy wytrzasnęli tego gościa, jednak zdecydowanie się przeliczyli, jeśli wydawało im się, że ten będzie jakąś dużą atrakcją. Jak na razie... Jak na razie było po prostu żałośnie.

— Kurs samoobrony, tak? — mruknął pod nosem, zerkając na Mildred, która najwyraźniej podczas pobytu w ośrodku zdążyła wymyślić genialny plan na swój powrót do społeczeństwa. — Coraz lepiej...

Rozchylił usta w zdziwieniu, gdy Morfeusz został wciągnięty na scenę. Pokaz samoobrony w tym wydaniu? Och, publiczność będzie miała świetną zabawę, kiedy Departament Tajemnic pokaże się zwykłym ludziom od tej strony. Erik pokręcił głową i zaczął powoli wycofywać się na tyły widowni, zerkając jednak co jakiś czas w kierunku wuja i przyjaciółki z pracy.

Wolał nie peszyć swego ukochanego wujaszka, toteż zdecydował się odejść na tyły, dając tym samym nieco więcej wolnego miejsca innym gościom. Zwłaszcza że po drodze minął parę osób, którym najwyraźniej znudziło się już bezcelowe krążenie po straganach i postanowili sprawdzić, co się dzieje na scenie.

Dopiero gdy Erik znalazł się już w odpowiednio dużej odległości, zdał sobie sprawę, że... przecież nie odwiedził jeszcze stanowiska loteryjnego! Był tak zajęty tymi wszystkimi spotkaniami z bliższymi i dalszymi znajomymi, że zupełnie wypadło mu to z głowy. Podczas Ostary nie miał za bardzo okazji sprawdzić swojego szczęścia, więc tym razem nie miał zamiaru pozwolić, aby koło fortuny przeszło mu koło nosa!

Longbottom przeszedł pod odpowiedni stragan i odczekał swoje w kolejce, zanim dostał szansę zakręcić kołem fortuny. Zanim dał szansę na zdobycie paru fantów kolejnej osobie, dopłacił jeszcze za kilka kolejek, kiedy kilka prób okazało się w gruncie rzeczy niewystarczające, aby uzbierać odpowiednio dużą kolekcję fantów. Po zebraniu wszystkich swoich tobołów Erik zniknął pośród tłumów, pozwalając innym gościom cieszyć się obchodami Lammas bez jego nadmiernego towarzystwa.

Postać opuszcza sesję


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#565
07.07.2024, 23:53  ✶  
Odwaga nigdy nie należała do jego mocnych stron. Zawsze był cichy, wycofany i cholernie niepewny. Rzadko kiedy próbował nowych rzeczy, a jeśli już się tak zdarzyło, było to wynikiem miesięcy przygotowań mentalnych. Cedric lubił swoje życie, głównie dlatego, że wszystko w nim znał. Może dlatego tak kurczowo trzymał się tej pracy w Mungu, przesiadując tam nawet po godzinach? Z pewnością nie było to zdrowe ani też normalne, ale to właśnie praca i ten cholerny pracoholizm pomogły mu przetrwać rozstanie z Dandelion. Nawet gdy sypało mu się życie, to jedno miejsce pozostawało niezmienne. Przez te tygodnie tylko tam czuł się bezpiecznie. Monotonne przyjmowanie kolejnych pacjentów wypełniało kolejne godziny jego życia, pozwalając mu chociaż na chwilę skupić się na czymś innym niż przykrym fakcie, że nikomu na nim nie zależało. W tamtym okresie był wręcz przekonany, że nie czeka go już nic dobrego. Żył z tą myślą do dnia, czy raczej wieczoru, gdy na jego drodze stanęła Viorica.
W pierwszej chwili nawet nie przykładał do tego większej wagi. Ot kolejna znajoma z czasów szkolnych, która potrzebuje recepty. Krótka rozmowa, diagnoza i zniknie z jego życia na kilka kolejnych lat. Tak jak wszyscy inni. W tamtym momencie nawet nie podejrzewał, że to losowe spotkanie może tak bardzo wpłynąć na jego życie. Jak? Wciąż nie był w stanie na to odpowiedzieć, ale już sama jego obecność na Lammas świadczyła, że nie jest to zwykła znajomość. Bo przecież rzadko kiedy uczęszczał na tego typu imprezy, a gdyby tego było mało — zrezygnował dla niej z dyżuru. Brzmiało to może nieco absurdalnie, ale trzeba pamiętać, że mówimy o Cedricu.
Nie byli parą, w zasadzie to nawet nie randkowali. Na pierwszy rzut oka nie łączyło ich nic więcej, a jednak nie potrafił wyrzucić jej z głowy. Spędzał z nią coraz więcej czasu i wcale nie chciał się zatrzymywać. Pierwszy raz od naprawdę dawna naprawdę czuł chęć do życia.
— No widziałem, ale... niech będzie, dam radę — rzucił w końcu, tuż po tym jak wspomniała o jakiejś loterii. Nie wiedział nawet, co można było na niej wygrać, ale skoro chciała się na to załapać, czemu miałby jej nie pomóc. — Jeśli nie jesteś pewna godzin otwarcia, to może lepiej nie zwlekać? Mamy mniej klientów, także to chyba dobry moment? — dodał jeszcze, posyłając jej pytające spojrzenie. Głęboko w środku aż się wzdrygał na myśl zostania z tym wszystkim samemu, ale po prostu nie potrafił jej odmówić. Nie miał też ignorować tych rażących braków w zdrowym rozsądku. — Jeśli wszystko będzie zamknięte, to zaciągnę cię do mnie. Uprzedzam — rzucił, grożąc jej palcem. Tak na wszelki wypadek, gdyby chciała przedłużyć stoisko na tyle, żeby akurat nie mieli gdzie i czego zjeść. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że mogło to zabrzmieć dość dwuznacznie.
Speszył się nieco, gdy wspomniała o nocowaniu. Wciąż było mu głupio za to, że się przy niej upił. Niepokoiło go też, że wspomnienia tamtego wieczoru były dla niego nieco mgliste, ale chyba było okey? W końcu powiedziałaby mu, gdyby zrobił coś niestosownego.
Cieszyło go, że Vior faktycznie zaczęła planować rozwijanie swojego biznesu. Co prawda na detalach takich rzeczy się nie znał, ale ewidentnie brzmiało to, jakby miała na to konkretny plan. Patrząc na popularność jej towarów na Lammas, nie powinna się nawet zastanawiać.
Gdy temat przeszedł na odwiedzenie Doliny, oczy rozbłysły mu nieco bardziej. Naprawdę dawno nie był w tym miejscu, ale och, naprawdę lubił tam być. Tyle miłych wspomnień no i oczywiście znajomych twarzy. Tak, Menodora wpadła na wręcz genialny pomysł. Z racji na to, że idea wyszła od niej, nie wtrącał się, gdy opisywała Warownię. — Skoro już tam będziemy, to może pochwalisz się nam jakimiś swoimi wytworami? Obiecuję wziąć mieszek i coś kupić — rzucił jeszcze, naprawdę ucieszony wizją takiego wypadu. Gdy zaoferowała pomoc przy składaniu stoiska, pokiwał głową, zerkając jeszcze w stronę Vior, chcąc mieć pewność, że jej to nie przeszkadza. W sumie to nie powinno, ale zadział tutaj odruchowo. Na odchodne jeszcze ją uściskał, obiecując w najbliższym czasie napisać list i ustalić plan planowanej wycieczki. Co prawda niedługo mieli wyjechać nad jezioro, ale miało to trwać raptem kilka dni, także odwiedzenie Doliny mogli umówić, gdy tylko wrócą.
Był tym wszystkim zaabsorbowany na tyle mocno, że dopiero po kilku sekundach odnotował pojawienie się nowych osób. Najpierw Atreus, a teraz... Crow. Oczywiście podał mu rękę, szczerze się przy tym uśmiechając, ale widać było, że nieco się zaskoczył. Z jakiegoś powodu nie tak wyobrażał sobie przyjaciół Vior. — Cedric, miło mi Was poznać — mówiąc to, wysunął jeszcze dłoń w stronę Laurenta. — Zaraz, to Ty przed chwilą występowałeś, prawda? Nie mogłem podejść pod scenę, ale nawet stąd robiło to spore wrażenie. Zajmujesz się tym zawodowo? — rzucił jeszcze, zerkając z ciekawością na Crowa.
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#566
08.07.2024, 05:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2024, 05:16 przez Sophie Mulciber.)  
Mulciber Moonshine - Arteus oraz Florence.

Sophie nadal wyglądała na trochę roztrzepaną, jednak uśmiechnęła się do potencjalnych klientów. Na pewno nie zrobiłoby jej się miło, gdyby usłyszała, że ktoś nazywa jej trunek “podłym”. Jak do tej pory wszyscy, którzy spróbowali cytrynówki, nie mieli żadnych zastrzeżeń. Nie był to również alkohol produkowany masowo. Pędziła go sama, a przepis był jej sekretem.
- Dzisiaj robię jedynie degustację. Mulciber Moonshine to cytrynówka mojej własnej roboty. Przepis również jest mój.- Powiedziała, podając jedną ulotkę Artreusowi, a drugą Florence. Nie miała pojęcia, że byli w jakimś stopniu spokrewnieni.
- Jeśli chcą państwo zamówić butelkę, lub kilka butelek, to proszę wypełnić formę z ulotki i zostawić ją u mnie, lub wysłać sową. Realizacja zamówienia - do miesiąca.- Powiedziała, a kiedy mężczyzna spróbował jej trunku, spojrzała na niego wyczekująco.
- A to dla pani. Cytrynówka ma czterdzieści procent.- Sophie dostrzegła, że kobieta nie sięgnęła po kieliszek, więc chciała jej go podać. Zdecydowanie była bardzo podobna do swojej matki - tak samo ruda i piegowata. Na pewno miała też w sobie dużo z Roberta, jednak jej rudowatość wychodziła na pierwszy plan.


"Mulciber Moonshine" pachniał cytrynami, był bladożółty i pływały w nim drobne kawałeczki obranych cytryn, które osadzały się na dnie kieliszka. Trunek miał czterdzieści procent, jednak pijąc go, nie dało się tego odczuć. Był lekko słodki a zarazem kwaskowaty, przez co orzeźwiający. Zostawiał na języku przyjemny posmak cytrusów.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#567
08.07.2024, 17:40  ✶  
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

Najedzony pysznością jaką sobie kupił na stanowisku Nory, jakiej niestety nie udało mu się złapać, ruszył dalej na poszukiwania. Ruch to zdrowie, takie dzisiaj miał podejście, szczególnie, że ten ruch zaprowadził go do jego poniekąd konkurencji. No czas zobaczyć z czym walczy, choć i tak uważał, że jego są lepsze, bo wiedział co w nie wsadza. Odkąd dorwał go incydent z kaktusem to dość sceptycznie podchodzi do wyrobów, leków, świec, kadzideł, jedzenia, napojów i bibelotów... ogólnie do wielu rzeczy jakie kupuje od czarodziejów.
W czyście dobrą wolę i nieszkodliwość nie uwierzył nawet gdy zobaczył skrzynkę na datki, ulotki i cel. Na ładne oczy go nie otumanią! Z resztą sam mógłby skorzystać z pomocy finansowej. A gdyby tak tę skrzynkę ukraść?
Już otwierał usta aby zapytać o cenę, ale cena była podana. Chciał też do sprzedawcy zagadać o skład, ale ten również był podany, tak samo jak właściwości. Czyżby właściciel był introwertykiem chcącym jak najbardziej ograniczyć rozmowę z klientem? Możliwe.
- Tę poproszę. - rzucił, wskazując na jedną z liliowych świeczek. Jak nie pogada o świeczkach, to chociaż coś kupi. Skład zapamiętał już i tak na pamięć.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#568
08.07.2024, 17:58  ✶  
Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
Obsługiwanie Menodory i Neila.

Czekając aż Charles znajdzie w końcu chwilę i dołączy do niego, siedział na skrzyni i dopalał papierosa, obserwując otoczenie. Gdy ktoś podchodził i zwracał na siebie uwagę pytaniami lub wykazując chęć dokonania zakupu, wstał i podszedł obsłużyć klientów. Udzielał odpowiedzi na to, co sam wiedział. Wymienił nawet parę miłych zdań z klientami bardziej rozmownymi i pożegnał.

Na scenę zaglądał sporadycznie. Ważniejsze było pilnowanie straganu i dzieciaków, czy czegoś znów nie odwalą. I tak też na moment również zerknął w kierunku straganu Sophie, zauważając że zatrzymało się u niej rodzeństwo Bulstrode. ”Gdyby teraz zaczęli nawalać się butelkami, przeszliby kolejny poziom…" – pomyślał z westchnieniem.

Uwagą musiał wrócić do swojego stoiska, gdyż w tym momencie podeszła kolejna osoba. Nie kojarzył jej akurat (Menodora Crawley). Może to i dobrze? Poza znajomymi twarzami, choćby nawet ze zdjęć, nie tylko znajomych i rodziny, pojawiały się zupełnie nieznane mu osoby. Gdy poprosiła o parę białych, klasycznych świec, zapakował je w papier odpowiednio zabezpieczając. Aby się nie połamały, czy też nie wypadły z opakowania. Przedstawił jej kwotę do zapłaty i podał zapakowany towar.

Kończąc obsługiwanie jednej klientki, pojawił się kolejny. Młody chłopak (Neil Enfer). Jemu to chyba Richard uważniej się przyglądał. Jeżeli miał pytania, mógł pytać. To, że wiele produktów posiadało składniki, właściwości i tak dalej, to w celu ułatwienia klientowi w zapoznaniu się z produktem. Sprzedawcy również ułatwiało coś wyszukać i z czymś nie pomylić.

- Jedną?
Dopytał chłopaka. Biorąc do ręki liliową świeczkę, aby zaraz móc zapakować w papier i podać kwotę do zapłaty.
Czarodziej
Życie to sztuka, którą uprawia niewielu. Większość tylko wegetuje.
wiek
33
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
Złotnik / Kowal
Wysoki brunet, mierzący 193 cm o zielonych oczach. Ubierający się jak zwyczajni mugole, nie rzucając się w oczy. Szczupły, z dobrze zbudowaną sylwetką.

Tristan Ward
#569
08.07.2024, 19:26  ✶  
Stoisko Magiczne Różności.

Rozmasował sobie kark i kiedy rozejrzał się ponownie po pobliskim otoczeniu, dostrzegł swoją rudą piękność, która wracała do ich stoiska. Uśmiechnął się na jej widok. I wdzięczny był nawet za to, że przyniosła jedzenie, nawet dla niego. Odebrał od niej kanapkę i  w języku migowym jej podziękował. Była jego aniołem. Wyglądało na to, że nie musiał już teraz zamianę warty robić i iść coś sobie kupić.

Na jej pytanie, kiwną głową w potwierdzeniu. Klientów na razie nie było zbyt wielu, przy stoisku, skoro uwagę na siebie zwracała scena.

Przy pytaniu o ilość klientów, to postanowił jej jednak napisać w notesie: "Kilkoro się przewinęło." Pokazał jej, dla informacji. Źle nie było. Ale na pewno kilka przedmiotów w jego wykonaniu zeszło, jak i jej eliksiry. Mogła zauważyć pewne braki. Tristan jeszcze nie uzupełniał stolika i metalowych półeczek.

Na przedmioty jakie wylosowała, zgodził się je zobaczyć dopiero później. Na spokojnie, nie w tym harmiderze wydarzenia. Aż go ciekawiło o jakich śmiesznych butach mówiła. Bo na eliksiry mają ostatnio szczęście, aby wygrać.

"Też nie wiem. Ale widocznie szybko rozwiązali z nim problem."
Zdążył jeszcze to jej napisać i pokazać, kiedy do ich stolika podszedł Leon. Miłe z jego strony, że ponownie postanowił zajrzeć a co więcej, poczęstować winem od innego stoiska. Tristan nie ukrywał zaskoczenia, ale też podziękował skinieniem głowy z lekkim uśmiechem. Kubeczek degustacyjny to małe procenty. Sięgnął więc po jeden dla siebie przeznaczony i pozwolił sobie spróbować. W sumie nawet idealnie do przyniesionej przez Olivię kanapki. Przy okazji ciekaw był, co też Leon miał dla jego dziewczyny.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#570
08.07.2024, 20:20  ✶  
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber

Wybrał świeczkę i było to całkiem dziwne uczucie kupować coś takiego od kogoś innego wiedząc, że samemu mógł sobie coś takiego zrobić. Czasem jednak należy się rozpieszczać, a jedna świeczka nie kosztuje go majątku, do tego wydał dużo pieniędzy i tak, po co więc przezywać dalej? Będzie się martwić, jak mu na rachunki nie starczy, a to jeszcze nie teraz.
Pokiwał głową na pytanie sprzedawcy. Tak, jedna, jedna mu starczy, położy ją na półce dla ozdoby, tuż obok innych bibelotów i nostalgicznych roślinek.
Wygrzebał też z plecaka portfel, gotów płacić. Wiedział ile, cena była podana, tylko nie był pewien czy trzeba dopłacać za zapakowanie jej, czy w ogóle powinien ją pakować. Nie złamie mu się ona w plecaku? Cóż, to świeczka, jak się złamie, to ją na nowo sklei nadtopieniem, nie ma ty problemu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2811), Alexander Mulciber (4325), Ambrosia McKinnon (2308), Anthony Shafiq (13006), Asena Greyback (342), Atreus Bulstrode (6235), Augustus Rookwood (565), Bard Beedle (4738), Basilius Prewett (3993), Bertie Bott (3456), Brenna Longbottom (9044), Cameron Lupin (5396), Cathal Shafiq (1674), Cedric Lupin (6856), Celine Delacour (3526), Charles Mulciber (10002), Charlotte Kelly (291), Christopher Rosier (238), Dora Crawford (3056), Electra Prewett (1888), Erik Longbottom (10493), Eutierria (8599), Florence Bulstrode (5713), Geraldine Greengrass-Yaxley (3069), Guinevere McGonagall (2805), Hades McKinnon (2232), Heather Wood (4157), Isaac Bagshot (5008), Jagoda Brodzki (1208), Jessie Kelly (204), Jonathan Selwyn (4937), Laurent Prewett (20629), Leon Bletchley (5751), Leonard Mulciber (4181), Lorien Mulciber (11709), Lorraine Malfoy (3812), Lyssa Dolohov (6483), Mabel Figg (1776), Millie Moody (5575), Morpheus Longbottom (3877), Neil Enfer (6738), Nora Figg (2382), Olivia Quirke (5659), Penny Weasley (8907), Peppa Potter (1865), Perseus Black (947), Philip Nott (5342), Rabastan Lestrange (653), Ralitsa Zamfir (845), Richard Mulciber (12798), Robert Mulciber (6395), Sauriel Rookwood (10864), Sebastian Macmillan (6887), Sophie Mulciber (3225), Stanley Andrew Borgin (8303), The Edge (17219), The Lightbringer (5945), The Overseer (762), The Tempest (2037), Thomas Figg (2417), Thomas Hardwick (2127), Tristan Ward (5342), Ula Brzęczyszczykiewicz (1797), Vera Travers (2350), Victoria Lestrange (17246), Viorica Zamfir (7441)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 

Strony (88): « Wstecz 1 … 55 56 57 58 59 … 88 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa