Miała więcej szczęścia niż rozumu - jak zawsze. Udało jej się wyczarować tarczę, która ochroniła ją i kapłana przed nadlatującym pociskiem. Dodało jej to odwagi. Była gotowa walczyć dalej. Na całe szczęście kapłan jej posłuchał, chociaż zauważyła wahanie, które skutecznie zostało rozwiane przez nadlatujące w ich kierunku zaklęcie. Miała nadzieję, że tam gdzie pobiegł będzie bardziej bezpieczny.
Zauważyła kątem oka, że jej towarzysze nie mieli tyle szczęścia co ona. Najwyraźniej dostali zaklęciem, coś jeszcze poszło nie taky, bo w ich stronę poleciał jeden z kamieni, który wzbił się w powietrze.
Niestety nie udało im się dorwać napastnika. Skutecznie uniknął rzucanych przez nich zaklęć. Musieli go w końcu dorwać, w końcu nie będą tutaj walczyć do następnego dnia.
Zauważyła, że czarnoksiężnik wymierza w ich kierunku kolejne zaklęcia. Nie pozostawało jej nic innego, jak wsiąść na miotłę i podlecieć bliżej, musiała go dorwać. Dosiadła miotły i odbiła się od ziemi, chciała polecieć przed siebie w bok, aby umknąć tym zaklęciom, które leciały w jej stronę, a przy okazji machnęła różdżką, aby wyczarować liny, które spętają oprawcę.
Slaby sukces...
Sukces!