- na odpisy po moim jest 96 godzin, ja będę próbowała robić swój albo w pierwszych godzinach po terminie, albo gdy będzie komplet (jeśli ten wpadnie wcześniej)
- nie trzymajmy się kolejki – chyba że czekacie na czyjąś reakcję/ktoś musi odpisać pierwszy – po prostu piszcie, kiedy macie chwilę
- jeśli ktoś naprawdę nie może, niech da znać, przedłużymy czas o dobę
- jeżeli ktoś nie odpisuje/na dłużej wyjeżdża, a akurat postać nie robi czegoś mega kluczowego – będziemy pomijać, a w razie zagrożenia rzut wykonam ja
- na akcje rzucamy kośćmi – acz dopiero od drugiej tury, w pierwszej po prostu proponuję uznać, że każdy zrobił to, co miał zrobić – ona stanowi wstęp
- opiszcie w postach, co postać ma ze sobą: uwaga, nie szykowali się na jakąś wielką wyprawę, tylko rozbrajanie drzwi
- pierwsza grupowa sesja w tym temacie z podstawowymi informacjami była tutaj: http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=1519
…zabawne?
*
To nasza ziemia, nasza wioska, nasze królestwo, teraz i zawsze, i nikt nam jej nie odbierze, powiedział Augustus tamtego dnia o świcie. A potem przyszedł zmierzch, i nasza ziemia nas pochłonęła, nasza wioska stała się naszym grobowcem, nasze królestwo stało się królestwem duchów.
***
Walijska, czarodziejska wioska, pogrzebana na skutek katastrofy od dobrych pięciuset lub sześciuset lat, znów – przynajmniej w części została odkopana. W bladym blasku świtu widać było częściowo zniszczone mury, odkopane budynki, dawne ścieżki. Te bezpieczne już fragmenty oznaczono specjalnymi taśmami i chorągiewkami, a tam, gdzie terenu jeszcze nie sprawdzono – przejście odgradzały czerwone wstęgi.
Udało się im dotrzeć do budynku, który zdawał się szczególnie ważny. Stał w centrum wioski, dość spory, zachowany w zadziwiająco dobrym stanie – bez wątpienia wznosili go nie tylko doskonali rzemieślnicy, ale też bardzo utalentowani czarodzieje. Przedwczoraj większość dnia spędzono na upewnianiu się, że żadna pułapka, klątwa ani zaklęty przedmiot nie zabije kogoś, kto wejdzie do środka. Wczorajszy dzień z kolei poświęcono na pierwsze prace, sprawdzanie, czy oni niczego nie uszkodzą, wchodząc do środka, dokumentację fotograficzną, katalogowanie znalezisk.
Dziś przyszła kolej na próbę zajęcia się najbardziej interesującym znaleziskiem. Przejściem, które wiodło albo do podziemi, albo – co zdawało się bardziej prawdopodobne do jakiejś pracowni umieszczonej pod domem. Umieszczona w kamiennej podłodze szeroka klapa była wykonana z jakiegoś dziwnego metalu, zapewne wzmocnionego magią. Naniesiono na nią runy i pieczęcie, zamek posiadał zabezpieczenie – przy próbie otwarcia z pewnością uruchomiłaby się pułapka oraz klątwa – a w dodatku aby go otworzyć, trzeba było rozwiązać skomplikowaną, numerologiczną zagadkę. Wszystko wskazywało na to, że pod spodem ukryto albo coś bardzo ważnego, albo cennego, albo niebezpiecznego…
…albo wszystko na raz.
Ze względu na to, że w domu namierzono dwa przedmioty dość podejrzane, Cathal wolał mieć na miejscu nie tylko siebie, specjalistkę od pułapek, klątwołamaczkę i numerologa, ale także spirytystów.
– Pamiętajcie, że nigdzie się nam nie spieszy. Mam pewne obawy, że jeśli coś pójdzie tu nie tak, wszyscy zginiemy – powiedział Shafiq. Może nie z beztroską, ale na pewno ze zdumiewającym spokojem, jak na taką wizję. Takie zachowanie mogło wynikać zarówno ze stoickości charakteru, jak i tego, że jednak wierzył w ich umiejętności… ewentualnie po prostu przywykł do podobnych sytuacji.
Mężczyzna – odziany w robocze spodnie, koszulę i znoszone, ale porządne buty na grubej podeszwie – ostrożnie postawił ostatni znak. Pieczęć, chroniąca drzwi, zalśniła, a potem wygasła: została przełamana. Shafiq przesunął się i teatralnym gestem wskazał na przejście.
– Piękne panie? Chyba że ty chcesz zacząć swoją część, Ulysses? – spytał. Shafiq miał przy sobie narzędzia do stawiania i usuwania run, a także manierkę z wodą i aparat zawieszony na szyi. Nic więcej, bo i nie spodziewał się, że w tej chwili coś jeszcze będzie mu potrzebne.