• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [11.05.72, Walia, wykopaliska] Pochłonie nas ziemia

[11.05.72, Walia, wykopaliska] Pochłonie nas ziemia
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#21
15.08.2023, 00:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2023, 00:56 przez Cathal Shafiq.)  
Pandora nie mogła skupić się i na rozbrajaniu pułapki, i na rzucaniu zaklęć - jeżeli chciała otworzyć te drzwi, potrzebowała poświęcić im niepodzielną uwagę... i normalnie byłoby to trudne. Zwłaszcza, że kamienny posąg, który Leta chciała unieść, był ciężki, a ona sama nie była mistrzynią translokacji.
Tego dnia jednak uśmiechnęła się chyba do niej sama Bogini Księżyca.
Jedno jej zaklęcie okazało się haniebną porażką, bo po prostu rzeźba była zbyt ciężka. Drugie jednak... ach, drugie: ono poderwało w górę posąg i cisnęło nim z wielkim impetem w pozostałe, obalając je na podłogę z potężnym hukiem (który był też słyszalny po drugiej stronie muru). Gdyby to był egzamin, z pewnością profesorowie wstaliby i zaczęli klaskać. Być może któryś nawet uroniłby łezkę wzruszenia na widok wprawy, z jaką czarownica użyła magii.
Posągi nie były zniszczone, ale po tak potężnym czarze, poruszały się niemrawo. Nie zdążyły wstać na nogi, nim Pandora nie znalazła właściwego układu. Kamienie, tworzące mur, zaczęły się przesuwać, tworząc wąskie przejście...
*

- Zawiodłeś mnie - wyszeptał Chester, zbliżając się do Ulyssesa. Czary Rookwooda były rzucone poprawnie, ale albo Ulysses był nadmiernie zdenerwowany, albo za mało skupił się na wizji samochodziku, bo nie wyrządził boginowi krzywdy. - Zawsze nas zawodzisz. Wszystkich zawodzisz.
Cathal wahał się. Przez sekundę, dwie, trzy. Nie chciał: bardzo nie chciał - aby mężczyźni zobaczyli jego bogina. Ale to był Ulysses i stało się jasne, że z jakichś powodów jego walka z boginem nie idzie tak dobrze, jak iść powinna. Poza tym Shafiq był odpowiedzialny za tych ludzi. On tu ich wprowadził, on musiał zadbać, aby wyszli z tego bez szwanku.
Z przekleństwem na ustach wpakował się między Ulyssesa i jego "ojca". Trzasnęło. I nagle nie stał już przed nimi Chester, a inny mężczyzna, na oko gdzieś tuż po czterdziestce. Nie wyglądał strasznie. Dość wysoki, porządnie ubrany, o rysach może nieco ostrych, ale na pewno nie szpetnych ani nawet niezbyt surowych. W jego spojrzeniu nie krył się gniew czy pogarda.
- Ya gorzhus' toboy - powiedział. Ani Sebastian, ani Ulysses nie mogli go zrozumieć, choć ten drugi z pewnością zapamiętał te słowa.
Cathal znowu zaklął, szpetnie i odruchowo po rosyjsku. Wiedział, że go tutaj zobaczy, a jednak na pewne rzeczy ciężko było się przygotować i chłód zdawał się wypełniać mu żyły. Shafiq machnął ręką, skupiając się na wyobrażeniu... i odetchnął z prawdziwą ulgą, gdy szata bogina nagle się zmieniła, i stanął przed nimi mężczyzna w stroju tancerki rewiowej.
Cathal parsknął, wprawdzie bez prawdziwego rozbawienia, ale bogin rozpadł się z trzaskiem.
W tym momencie ściana otworzyła się.

Rzuty za Letę, translokacja:
Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!


Rzuty dla Cala - Riddikulus (bo muszę wiedzieć, co zrobi bogin)
Rzut O 1d100 - 79
Sukces!

Rzut O 1d100 - 32
Akcja nieudana


Kolejna tura: 18.08, godzina 20.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#22
15.08.2023, 01:42  ✶  
Ulysses po prostu bał się ojca. Bał się ojca tym strachem, który go paraliżował i niszczył od środka. Bał się w sposób nieuzasadniony i w pewien sposób okrutny nawet dla samego Chestera. Tak naprawdę ten nigdy nie powiedział mu, że jest niewystarczający, że zawsze robi za mało i nigdy nie dorówna stawianym wobec niego oczekiwaniom.
To jego syn wiedział, że jest niewystarczający, że zawsze robi za mało i nigdy nie spełni pokładanych w nim oczekiwań. Wiedział o tym od lat, od małego, gdy chęci sprawienia ojcu przyjemności spełzały na panewce, bo może i się uśmiechał, ale uśmiech nie gościł w jego oczach. Czy dlatego, że nie doceniał starań syna czy też chodziło o to, że w tym czasie umierała jego żona? Może nawet Chestera cieszyło, że syn był doskonałym uczniem, dobrze zdał egzaminy i nieźle radził sobie w pracy, ale jednocześnie, w oczach samego Ulyssesa, to było za mało.
Widział własne braki jak na dłoni. Widział jak bardzo jego umysł obciążała choroba, z którą się urodził. Widział, że zawsze interesował się nieodpowiednimi kobietami. Widział, że jego zainteresowania nijak nie licują z tymi, które miał jego ojciec. Nawet zachowywali się zupełnie różnie i mieli całkiem inne poglądy w bardzo podstawowych kwestiach. Ulysses panicznie bał się dnia, w którym ojciec albo zrozumie jak bardzo nie udał mu się najstarszy syn, albo zginie bo najstarszy syn nie zdążył zapobiec jego śmierci.
To nie miało żadnego sensu, ale strach rzadko bywał racjonalny. Zaklęcie nie zadziałało, bo strach zwyciężył. Młody Rookwood cofał się przestraszony. Niby wiedział, że ma przed sobą tylko bogina, ale… ale jeśli jednak nie? Jeśli jednak…?
Plecy Cathala zasłoniły mu twarz ojca. Trzask. I już nie było Chestera Rookwooda. Słowa w obcym języku. Jęk cichej ulgi, jak upokorzenie, wyrwał się z ust Ulyssesa. To tylko bogin. Więc to naprawdę był tylko bogin. O jak dobrze.
Stał jak słup soli, patrząc na otwierającą się ścianę. W ręku trzymał pochodnię błyszczącą niebieskim światłem. Wiedział, że powinien zareagować, ale nie zareagował nijak. Nadal był jeszcze słupem soli.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#23
18.08.2023, 07:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2023, 18:39 przez Leta Crouch.)  
- No nie? - mruknęła z wyraźna duma w glosie. Nie, Leta nie należała do szczególnie skromnych osób - spisała się i dobrze o tym wiedziała. Zresztą, nie po to poświeciła życie - miedzy innymi - usuwaniu pozostawionej przez innych magii, żeby teraz nie moc dać sobie rady z jakimś cholernym posągiem sprzed paru wieków, prawda? Tyle ze powtórzenie tej sztuki to inna sprawa.
Przez krótką chwilę miała wrażenie, ze serce wręcz się zatrzymało, gdy to cholerstwo ani drgnęło pod wpływem jej zaklęcia. Ponowiła próbę, wkładając w kolejny czar cale swoje serce. Cóż, Leta musiała chyba reprezentować tę grupę osób, która najlepiej radziła sobie pod presją - bo teraz, gdy w głowie kołatała się myśl, ze albo się uda, albo obie skończą jako mokre plamy na ścianach ruin walijskiej osady, naprawdę dala z siebie wszystko. I tym samym Pandora miała potrzebny czas, żeby pomajstrować przy mechanizmie. Nie podejrzewała figur o to, że szybko się zbiorą i znów zagrożą - na spokojnie więc podjęła próbę ich unieszkodliwienia, żeby mieć już czystą drogę, gdyby tu wrócili.
Zgrzyt przesuwających się kamieni zasygnalizował, że cokolwiek Pandora robiła - udało się.
- Dobra robota - rzuciła krótko, ruszając w stronę przejścia. Nie wbiegła tam tak po prostu - zatrzymała się najpierw i zerknęła do środka, przyświecając sobie różdżką. Dopiero wtedy, jeśli nic nie wyglądało mocno podejrzanie, rzuciła "idziemy" oraz wcisnęła się w przejście.


Rzut PO 1d100 - 60
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#24
18.08.2023, 22:56  ✶  
Spoglądała na Lete z nieukrywanym podziwem, przytakując jeszcze ochoczo na jej pokaz umiejętności magicznych. - Zdecydowanie, jesteś niesamowita! - oznajmiła jej jeszcze z uśmiechem, bo uważała, że sukcesy innych należało chwalić. Ona sama nie lubiła chwalić siebie, ale wywoływanie u innych uśmiechu było jej hobby, jakimś celem w życiu. A widok zadowolonych i jawnie dumnych z siebie oczu kobiety był tego wart. Brunetka westchnęła cicho, odgarniając ruchem głowy brązowe pasma spiętych włosów na plecy, bo usilnie próbowały jej przeszkadzać. A miała przecież takie ważne rzeczy na głowie — jak rozbrojenie mechanizmu i przeżycie.
Nie mogła spoglądać na posągi i walkę, gdy pochłonięta była schematami i rozwiązywaniem zagadki, która była kluczem do otworzenia czegoś — taką miała nadzieję, bo równie dobrze mogła otworzyć zapadnię, uwolnić więcej posągów lub je zalać, ale za wszelką cenę chciała być dobrej myśli i nie iść w ślady Cathala z pesymizmem. Odetchnęła, słysząc kliknięcie, świetlik aż podskoczył jej na głowie. Wstała, przetarła czoło i omiotła wzrokiem izbę, upewniając się, że jej bohaterka jest cała i zdrowa.
- Dziękuję. - odparła wciąż uśmiechnięta, patrząc na kobietę z podziwem jeszcze większym, gdyż posągi wróciły do bycia martwymi i bezpiecznymi, w większości upuszczając broń. Pandora poprawiła tobołek i ruszyła za nią. Leta wciąż miała swojego świetlika, który dodatkowo rozświetlał jej drogę-sugerując się miejscem, w które kobieta patrzyła. Świetlik Turczynki wciąż tkwił na jej głowie, a mechaniczny koliberek latał obok nich, gotowy do ewentualnego ataku lub obrony któreś z kobiet. Wsunęła śrubokręt za ucho, pozwalając sobie rozluźnić dłonie — tak, aby opadły wzdłuż ciała. Wciąż trzymała różdżkę, starając się skupić na wszystkim dookoła — nieco bardziej na podłodze, którą rozświetlał robaczek. Nie chciała, aby uruchomiły jakąś pułapkę lub przerwały linkę, która blokowałaby toczące się kulę lub inne ustrojstwo, gotowe pozbawić je życia. - Myślisz, że trafimy do Cathala i reszty? - zapytała cicho, nie dostrzegając jeszcze w mroku ich towarzyszy, co było odrobinę niepokojące.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#25
18.08.2023, 23:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2023, 19:15 przez Cathal Shafiq.)  
Strach Cathala leżał na wielu poziomach. Bał się ojczyma i wciąż wyraźnych wspomnień o nim – ale nie był też już małym chłopcem ani nastolatkiem, a ten człowiek nie żył od lat i lęk przybladł, stając się mniejszym niż ten choćby przed szaleństwem. A jednak, widział wciąż jego, nie obłąkaną matkę, nie siebie z mętnym wzrokiem, syczącego – nie mówiącego, a syczącego właśnie – jakieś nonsensy na temat szlam. Bo były jeszcze inne składowe.
Jak świadomość, że w wielu sprawach byli podobni.
Jak myśl o tym, czy nie pójdzie jego śladem.
Opuścił różdżkę i z jego płuc uleciało powietrze, kiedy bogin rozpadł się. A potem spojrzenie Cathala powędrowało w stronę Pandory i Alethei, które wyszły przez otwarte drzwi, pozostawiając za sobą posągi – wciąż jeszcze całe, ale już bardzo niemrawe, na pewno unieruchomione przynajmniej na parę minut. Ogień pochodni, trzymanej przez Ulyssesa, napełniał okolicę błękitnym blaskiem. Ich twarze przybierały w tym świetle dziwne, niezdrowe odcienie, a poza granicą światła zdawały kłębić się cienie.
- Jesteście całe? – upewnił się Shafiq, mierząc je obie wzrokiem. Pozornie doszedł do siebie błyskawicznie, ale przed oczyma wciąż widział twarz ojczyma, twarz swojego strachu. – Coś przydatnego?
A potem obrócił się ku korytarzowi. Poruszył… i westchnął.
– Teleportacja nie działa – poinformował, choć nie było to żadne zaskoczenie. Takie miejsca często były przed nią zabezpieczone, musiał jednak spróbować tego najprostszego rozwiązania. W każdym razie, w tej chwili pozostawała im tylko jedna droga: wzdłuż tego korytarza. – Pandora, chodź ze mną na przód. Możemy natknąć się na pułapki. Za nami Leta, na wypadek klątw. Sebastian i Ulysses, zamknijcie pochód – poinstruował. Taki układ zdawał się mu w tej chwili najrozsądniejszy, z prostego powodu: w tej chwili to towarzyszące im panie mogły przestrzec przed niebezpieczeństwem.
*
Korytarz wiódł w dół. Nie mieli problemów z oddychaniem, choć w powietrzu czuć było stęchliznę i wielowiekowy kurz. Ich kroki były jedynymi dźwiękami, rozbrzmiewającymi w okolicy. Minęli jedno przejście, ale zasypane tak mocno, że nawet magia niewiele by tu pomogła – musieli liczyć, że ten korytarz, którym idą, jest tym właściwym.
W pewnym momencie zobaczyli wreszcie jego kres. Za drzwiami, u góry zakończonymi owalem, znajdowała się kamienna sala. Niegdyś musiały stać tu jakieś sprzęty, ale czas – a może katastrofa, która zasypała wioska? – poważnie je uszkodziły. Na podłodze leżało między innymi coś, co było chyba rozwaloną, magiczną lampą. Na jednej ze ścian Leta i Pandora dostrzegły malunek, stary i podniszczony, ale wciąż dało się na nim rozpoznać twarz, którą widziały wcześniej: była podobna do tych, jakie darowano posągom.
Sebastian, od chwili przekroczenia progu, czuł się nieswojo. Zdawało mu się, że ktoś na niego patrzy. Obserwuje. Że temperatura nagle obniżyła się, a coś chłodnego dotknęło jego karku. Może to odzywała się krew Trelawneyów, a może… jego doświadczenie jako egzorcysty.
Na drugim krańcu pomieszczenia znajdowały się… drzwi. Dość przedziwne. Zwierzęce rysunki otaczały drzwi: na tych znajdował się napis Augustus Blackwood. A pod spodem… mechanizm: dało się nim manipulować, aby ustawić jedną z bestii z obrazka, a następnie – po ustawieniu tej właściwej – wsunąć ten przycisk do środka. Ulysses łatwo mógł odgadnąć: to jakaś zagadka numerologiczna: musiał znaleźć właściwą cyfrę. Podpowiedź zaś musiała kryć się w napisie na drzwiach…
Kolejna tura 22.08
Odkryj wiadomość pozafabularną
Podpowiedź dla Ulka, wynikająca z jego umiejętności:
1 2 3 4 5 6 7 8 9
A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R
S T U V W X Y Z
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#26
20.08.2023, 19:37  ✶  
Puściła Pandorze oczko; tak, nie dało się ukryć, że była niesamowita. I właściwie naprawdę dała wręcz mistrzowski popis magii, aż wręcz żal, że nie widział tego nikt inny. Najlepiej jakaś komisja, której zadaniem było ocenianie umiejętności i wręczanie nagród. No ale, tak po prawdzie, już mniejsza z tym – bo to nie tak, że naprawdę żałowała. Zwłaszcza że hej, nie skończyli „zwiedzania” i z cała pewnością jeszcze niejeden sekret tu czekał na odkrycie!
  - Prędzej czy pó… o, o wilku mowa – bo tak, nie wątpiła, że prędzej czy później trafią. Cal nie był w ciemię bity, miał doświadczenie, zresztą nie wyobrażała sobie – a raczej nie chciała wyobrażać – że może dojść do rozdzielenia. Takiego mocno ostatecznego – Całe, całe, aczkolwiek nie jestem pewna, czy już nie wolałabym skorpionów niż… to – parsknęła, kręcąc głową. Nie. Niczego przydatnego nie widziała, zresztą, pozostałe posągi zdawały się być oporniejsze wobec jej zaklęć. Wolała już wziąć nogi za pas i ruszyć dalej niż ryzykować, że zdążą się zebrać i ponownie trzeba będzie się ratować.
  - Wspaniale – skwitowała sucho, aczkolwiek bez paniki. To nie były jej pierwsze wykopaliska, zdawała sobie sprawę z istnienia takich obszarów i… och, cóż, z pewnością do paru uwięzień w przeszłości by nie doszło, gdyby istniała możliwość aportowania się. Ale to była cecha tego typu miejsc: niechętnie oddawały swoje sekrety. I o ile już kogoś wpuściły do środka, to brnięcie dalej oraz opuszczenie ich stanowiło swego rodzaju wyzwanie.
  Nie protestowała, gdy Cal ustalił kolejność, w jakiej mieli się poruszać. Ba, rzecz jasna, starała się mieć oczy i uszy otwarte, co chwilami mogło być dość trudne – kurz potrafił porządnie podrażnić, przez co Leta po drodze zaliczyła parę kichnięć.
  Dotarli w końcu do sali; w pierwszej chwili zdawała się nieomal pusta. Ale nie – choć drzwi naturalną koleją rzeczy przyciągały najwięcej uwagi, to jednak znajdowały się tu i inne detale. Jak chociażby…
  … przystanęła przy ścianie, zadzierając łepetynę. Przymrużyła nawet oczy, rozważając coś. Hmmm. Hm.
  - Malowidło na ścianie ma podobną twarz, co tamte posągi – wymruczała, zastanawiając się. Może nawet nie tyle podobną, co taką samą…? Z pominięciem szczegółów takich jak zarost – Różniły się detalami, ale wydawały mi się bardzo podobne do siebie – dodała jeszcze. I nie sądziła, że to był przypadek – zwykle nie był.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#27
21.08.2023, 16:11  ✶  
Trzeba przyznać, że Pandora nie spodziewała się tak dużych atrakcji już na samym początku wykopalisk i prac archeologicznych. Ludzie zwykle nazywali to nudną i mozolną pracą, a ich wessała klapa w podłodze, a do tego napadły magiczne posągi. Potrzeba było znacznie więcej, aby brunetkę zniechęcić lub wystraszyć, więc uśmiech wciąż nie schodził jej z twarzy. Dziewczyna posłała Letcie jeszcze jeden uśmiech, tym razem pełen entuzjazmu na jej wspomnienie o wilku, którym był Cathal. Pomimo pesymizmu, miał doskonałe wyczucie czasu. Odetchnęła nieco, lustrując wzrokiem twarz mężczyzny, a następnie Sebastiana oraz Ulyssesa, którzy być może poza bladością — jednak to mógł być efekt siedzenia w podziemiach — wyglądali również na całych i zdrowych. Poprawiła torbę na ramieniu, a świetlik zerwał się z jej głowy i zatoczył w powietrzu koło. Mechaniczny koliber wielkości kota przysiadł na Cathalowym ramieniu, zainteresowany i gotowy do pracy.
- Skorpiony wydają mi się jednak większym zagrożeniem, niż całkiem spore posągi, zwłaszcza że tak sobie z nimi poradziłaś. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, przystając obok szefa. - Jeszcze więcej niespodzianek, co? - dodała pod nosem na wieść, że teleportacja tutaj nie działała. Musiało być to efektem nałożonych na katakumby zaklęć, bo nie chciało się jej wierzyć, że magia z sabatu dotarła aż tutaj. - Nie ma sprawy.
Było jej to na rękę. Wykonanie polecenia nie było żadnym problemem. Jeden świetlik zostawił niechętnie Lete, bo chyba się przyzwyczaił i poleciał do Ulyssesa oraz Sebastiana, służąc im za źródło światła. Drugi, krążący nad głową Pandory, usiadł na czubku włosów Cathala, bo ten był wyższy i światło inaczej padało.
- Jeśli potrzebujesz więcej światła, wystarczy je powiększyć. - wyjaśniła mu jeszcze, podczas gdy koliberek ułożył się na jej torbie, bo widocznie Pandora uznała, że jej mechaniczne zwierzaki nie powinny Shafiqa tak oblegać.

Zejście w dół nie było pocieszające, sugerowało oddalanie się od wyjścia, którego na dobrą sprawę i tak nie mieli, ale głowa jej podpowiadała w ten sposób. Rozglądała się uważnie, przypatrując ścianom, podłodze oraz sufitowi, chcąc znaleźć pułapki, zanim któreś z nich je uruchomi i wydarzy się następne nieszczęście. Na przykład zasypałoby ich tak, jak mijany korytarz, chociaż to i tak było lepsze, niż zalanie. Kichanie Lety nieco wybiło ją z zamyślenia, zwłaszcza gdy echem roznosiło się po korytarzu. Prewettówna przesunęła dłonią po szyi, drapiąc się nieco i omiotła salę, w której się znaleźli, skupiając spojrzenie na rysach twarzy widniejących na malunku. Świetlik podleciał, a ona przekręciła głowę. - Podobny do tych z kamienia. Mieli bardzo dużą rodzinę o charakterystycznych rysach twarzy i jednakowej aparycji albo osoba, która to zbudowała, była bardzo zapatrzona w siebie.
Skrzyżowała ręce pod biustem. Milczała chwilę, a potem zabrała się do obejścia salki w celu zbadania, czy nie było tutaj mechanizmów do rozbrojenia — zrobiła to bardzo ostrożnie.


Rzucam, gdyby Cathal życzył sobie więcej światła, jak nie - rolle można zignorować.
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!

Rzut N 1d100 - 44
Slaby sukces...
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#28
21.08.2023, 22:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 22:42 przez Sebastian Macmillan.)  

Bogin zdecydowanie nie miał zamiaru odejść, dopóki nie napędzi stracha absolutnie wszystkim, którzy wybrali się na tę małą wycieczkę. Najpierw on, potem Ulysses, aż w końcu przyszła kolej na Cathala. Na dźwięk wschodniego języka w ustach zjawy, zmarszczył lekko czoło, jednak po prawdzie i tak nic nie zrozumiał. Duch mógłby równie dobrze ostrzegać przed czymś dowódcę ich wyprawy, jak i gawędzić z nim w wyjątkowo... złowrogim tonie. No co? Na to też była spora szansa! Wbrew pozorom.

— Nie powinniśmy zwlekać — wykrztyusił w końcu z siebie, gdy droga stanęła w końcu przed nimi otworem. Wciągnął głośno powietrze do płuc, obserwując z uwagą twarze swych towarzyszy. — Myślicie, że ciężko nam będzie...

Odetchnął z ulgą, gdy z ciemności wyłoniły się twarze Pandory i Lety. A więc jednak nie było tak źle. Najważniejsze, że znowu byli w jednej grupie. Zdecydowanie wolał mieć wszystykich na podorędziu, niż zgubić się w tym na wpół zniszczonym labiryncie.

— Chodź, będę szedł jako ostatni — odezwał się do Ulyssesa, gdyż ten wyglądał na niemrawego. Czyżby ten facet, który mu się ziścił, tak na niego wpłynął? A może martwił się, co może ich spotkać w głębi ruin, skoro już na początku trafili na bogina?

Kiedy przeszli do okrągłej sali, Sebastian od razu poczuł dreszcz na plecach. Rozejrzał się czujnie na boki, z niejakim niepokojem spoglądając za siebie, jednak z początku nie skomentował tego dziwnego uczucia. To nie byłby w końcu pierwszy raz. Może i towarzyszył Shafiqowi w jego wyprawach, jednak nie nazwałby się jakimś wielkim poszukiwaczem przygód. A każdy się trochę bał nieznanego, czyż nie? Nawet egzorcysta i historyk.

— Może to jakiś punkt główny tych ruin, które pochłonęła ziemia? — rzucił w przestrzeń, licząc, że ktoś chwyci się tej myśli i być może doda coś od siebie.

Macmillan zaczął krążyć wzdłuż ściany komnaty, starając się wychwycić, co też podświadomie zwróciło jego uwagę, gdy tylko wszedł do środka. Może kryło się za tym coś więcej niż tylko zwykły niepokój?


Percepcja: Seba sprawdza, co też sprawia, że czuje się on obecnie "nieswojo" x2 (jak nie można, to proszę zignorować rzut)
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#29
23.08.2023, 23:11  ✶  
Ulysses milczał, gdy kobiety przedostały się do nich. Patrzył ponuro na własne ręce, niespecjalnie zastanawiając się nad tym jak mało sympatycznie musiał się w tym momencie prezentować. Jego strach był płaski, brakowało w nim zawiłości: bał się ojca i bał się o ojca. A teraz czuł się nieswojo z myślą, że Cathal i Sebastian wiedzieli, jak wyglądał jego bogin. Ostatnio dużo przypadkowych osób zdobywało tę wiedzę.
Nie protestował, gdy Shafiq poinstruował ich, jakie miejsce w szeregu mieli zająć. Raz, że jeśli istniał ktoś, komu młody Rookwood bezgranicznie ufał to był to właśnie Cathal. Dwa, że był wprawionym archeologiem, z pewnością wiedział czyje umiejętności i kiedy mogły się przydać.
- Jeśli chcesz – odpowiedział tylko MacMillanowi. I znowu zabrzmiało to dość kwaśno i nieprzyjemnie, choć raczej przez to, że Ulysses bardzo zastanawiał się w tym momencie, czy powinien nawiązać do bogina, czy też udawać, że cała sprawa nie miała miejsca.
Był spięty, gdy schodzili w dół, ale rozglądał się z zainteresowaniem, doświecając sobie pochodnią (jeśli mijali inne, dość obcesowo sprawdził, czy dało się i je podpalić niebieskim światłem). Zazwyczaj starał się nie patrzeć aż tak uważnie, ale tym razem, próbował – po prostu – przykryć sylwetkę ojca innymi wspomnieniami. Wiedział, że nigdy ta nie zblednie, nic nie bledło w jego umyśle, ale w natłoku innych obrazów, nie będzie też aż tak silnie oddziaływała na jego pamięć.
Po wejściu do komnaty najpierw powiódł po niej wzrokiem a potem zbliżył się do osobliwych drzwi. Parsknął, w pierwszej sekundzie źle odczytując imię i nazwisko, bo nie przeczytał wcale Augustus Blackwood, ale Augustus Rookwood. Co dla niego miało tyle sensu, że o jednym – jak mu się zdawało nic nie wiedział, ale drugi był już mu dobrze znany. Marszczył brwi, przyglądając się imieniu i nazwisku. Dotykał palcem wskazującym palców drugiej ręki. Liczył. Dodawał. I znowu dodawał. Czy zagadka mogła być aż tak prosta? Czy też jej prostota była w rzeczywistości dość złudna i złe rozwiązanie mogło za sobą ponieść jakieś przerażające konsekwencje? Liczba imienia, liczba nazwiska, osobowość i dziedziczenie. Czy ich suma dałaby zwierzę, do którego mógłby zostać przypisany Blackwood?
Odwrócił głowę w stronę reszty. Popatrzył po nich krótko. Może warto byłoby im powiedzieć, że cokolwiek majstruje przy drzwiach? Jakieś kwestie bezpieczeństwa?
- Spróbujmy tak – rzucił cicho, a potem postarał się ustawić ósme zwierzę i wcisnąć przycisk do środka.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#30
23.08.2023, 23:44  ✶  
Shafiq nie poświęcił wielu myśli Rookwoodowi jako boginowi Rookwooda, bo… sam w tej chwili próbował pozbyć się z głowy rozmyślań o własnym ojcu. I chyba nie był specjalnie zaskoczony widokiem Chestera. Jedno było jednak pewne: nigdy o tym nie wspomni, tak jak miał nadzieję, Ulysses nigdy nie wspomni o sylwetce, jaką zobaczył, kiedy Shafiq rozdzielił go od bogina.
Niektóre sekrety chciało się zachować w wiecznym mroku, nigdy nie wyciągając ich na światło dzienne.
Światła przybyło, gdy Pandora rzuciła swoje zaklęcie. Nie wypatrzyła żadnych pułapek: jedynym mechanizmem w pomieszczeniu były drzwi. Sebastian z kolei…
Gdy Macmillan chodził po sali, coraz wyraźniej czuł, że nie są tutaj sami. Coś ich obserwowało, jego obserwowało. Poczucie obecności było niemalże namacalne i całe jego doświadczenie, wszystkie zmysły, zdawały się szeptać do egzorcysty dokładnie to samo.
Był tutaj duch.
Cathal rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym na dłużej zatrzymał wzrok na malunku, o którym kobiety powiedziały, że wygląda jak twarze posągów.
- Albo była to linia krwi… w tak małej, odciętej od świata miejscowości, zapewne żenili się między sobą – stwierdził w zamyśleniu. Co oczywiście generowało prawdopodobnie obciążenia genetycznie. Cathal, potomek Gauntów, którzy mieli w zwyczaju poślubiać własnych kuzynów i w efekcie ich potomkowie często cierpieli na genetyczne choroby, wiedział o tym bodaj najlepiej. To mogło decydować też o tym, że w pewnym momencie większość ludzi w wiosce była do siebie podobna… A może tylko w jednej rodzinie?
Odwrócił się i podszedł nieco bliżej, przypatrując Rookwoodowi. To nie tak, że nie ufał w jego umiejętności. Nie ufał natomiast absolutnie właścicielom tego miejsca. To mogła być przecież pułapka: mogło być tak, że do rozwiązania należało na przykład dodać jeden, bo tak naprawdę nie chcieli, aby ktokolwiek tę zagadkę rozwiązał… Dlatego stał w pobliżu, z różdżką w ręku. Na wszelki wypadek.
Zagadka zresztą złudnie była prosta, ale ktoś nie znający numerologii, by jej nie rozwiązał. Coś szczęknęło i drzwi rozwarły się powoli.
– Dobra robota – powiedział Cathal. Gdyby Ulyssesa nie było z nimi, mogliby być w kłopotach. Shafiq chciałby wierzyć, że daliby jakoś radę, ale prawdopodobnie w najlepszym wypadku skończyłoby się to wielkimi problemami, w rodzaju najeżonych ostrzy, które by ku nim wystrzeliwały, przebijania się przez ściany, walącymi się na nich sufitami i tym podobnymi... Tak eleganckie rozwiązanie sprawy stanowiło niesamowicie miłą odmianę. A potem obejrzał się na Letę i Pandorę. – Leta, Pandora, chodźcie bliżej – poprosił, chcąc, by zajrzeli do środka we trójkę z określonych względów: pułapki, klątwy oraz…
- …krąg runiczny… i chyba pułapka? – mruknął, dostrzegając linię tuż za drzwiami. Dalej kłębiła się nieprzenikniona ciemność: ani światło pochodni, ani to wyczarowane przez Pandorę, zdawały się jej nie sięgać. Prewettówna mogła potwierdzić, że poza runami, które trzeba było usunąć, pozostawał drobny mechanizm do rozbrojenia. Nie widzieli tego, co jest dalej - może przez runiczną barierę.
Shafiq przykląkł. Wyciągnął rękę ku runom, by zabrać się za ich usuwanie, tak jak i Prewettówna mogła usunąć własną pułapkę.
Wtedy dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie.
Ledwo dotknął podłogi, uaktywniła się klątwa i coś ciemnego zaczęło piąć się po jego ręce.
Z kolei tuż przed Sebastianem, ze ściany wyłoniła się nie cała sylwetka, ale widmowa twarz. Podobna do tej na malunku na ścianie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (4923), Leta Crouch (3295), Pandora Prewett (3495), Sebastian Macmillan (1568), Ulysses Rookwood (2703)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa