Lyssa spojrzała na trzymanego w rękach sierściucha, kiedy Lorien sama zwróciła na niego uwagę, w pierwszym odruchu mając ochotę poinformować ją, że to przecież kot. Postanowiła jednak nie być aż tak niegrzeczna, bo Mulciber wydawała się przyjemną kobietą, nie mówiąc o tym ze wracając od stoiska ze świeczkami wyglądała trochę, jakby ją ta cała sytuacja przyprawiła o ból głowy.
- Można było je adoptować na tym stoisku ze słodkościami. Podobno wszystkie kociaki, które tam do oddania to ofiary jakichś klątw dzieciaków. Ten niby nazywa się Gburek Gburson, ale szanujmy się - westchnęła, sugerując dobitnie, że to nie będzie już długo jego imię. - Ale patrz jak ładnie patrzy na wszystko dookoła. I podobno mu się zmienia liczba prążków na futrze wraz z upływem czasu - pogłaskała kociaka po głowie, a ten zrobił dokładnie to samo co robił do tej pory, czyli spojrzał na nią oceniającym wzrokiem.
- Oczywiście - zgodziła się chętnie, z ładnym uśmiechem przyklejonym do ust. Dotrzymała kroku Lorien, razem z nią kierując się w stronę Château des Dragons, które wystawiało chyba tylko wino. Uwagę dziewczyny przykuły jednak nie możliwe do degustacji trunki, a rzeźba która tkwiła nad stoiskiem.
- Dzień dobry, bardzo chętnie - przywitała się grzecznie z Shafiqiem, obdarzając go ładnym, wesołym uśmiechem, na jego propozycję dodatkowo kiwając głową, bo kimże ona przecież była, żeby odmawiać specjalnego traktowania.