-Tak, jesteś moim światełkiem.-Powiedział prawie że pieszczotliwie i wyciągnął dłoń, żeby popuciać Erika po policzku.-Ciężko jest zdusić w sobie wyrzuty sumienia, ale jeśli skupisz się na tym, ile dobrego zrobiłeś, to może będzie ci łatwiej?- Jeśli Longbottom'owi udało się uniknąć puciania, to Isaac spróbował ponownie, tym razem atakując drugi policzek.
-Tak, mówiłem Ziemniaczkowi o moich planach pisarskich. Pisze artykuł do Proroka Codziennego o śmierciożercach. O tym, że są udawanymi patriotami.-Wyjaśnił.-Mam już wstępny zarys i tak właściwie, to mógłbym Ci go przesłać. Przeczytasz i powiesz co myślisz, okej?-Poprosił, patrząc na Erika uważnie. Brenna powiedziała mu, że powinien działać powoli. Bagshot obiecał jej, że się nad tym zastanowi i tak właśnie zrobił. Długo o tym myślał, analizując wszystkie za i przeciw. Ostatecznie doszedł do wniosku, że “powoli” trochę do niego nie pasuję. Chciał mieć jakiś wkład w tocząca się wojnę i postanowił zrobić to po swojemu. Czy była to dobra decyzja? Nie wiedział. Czy przyjaciele, którym opowiedział o swoich planach, mogliby na niego jakoś wpłynąć, przeprowadzając z nim poważną rozmowę? Możliwe. Isaac sam był swoim sumieniem oraz doradcą, ale brał pod uwagę zdanie ludzi, na których mu zależało.
Bagshot miał nadzieję, że Erik popiera jego pomysł pisania pod własnym imieniem i nazwiskiem. Nie było im jednak dane dłużej o tym rozmawiać, ponieważ parkiet sam się nie wytupcze, a piosenka nie zatańczy!
Isaac'owi bardzo podobała się energia, którą miała w sobie Tessa. Z przyjemnością porwie ją do tańca po raz kolejny, ale najpierw powinni trochę ochłonąć. Uśmiechnął się i zaproponował swoje ramię. Ruszyli z powrotem do baru, a kobieta odeszła na chwilę na stronę. Bagshot ponownie zajął więc miejsce obok Erika i uśmiechnął się do przybyłych. Sięgnął po serwetkę i przetarł nią czoło. Nadal miał niebieskie włosy. Potrzebował chwili, żeby ogarnąć wszystkich stojących przy barze.
– to have someone see you.
Atreus stał obok Brenny, przyglądając się temu całemu cyrkowi z opatrywaniem ręki. Wsunąwszy ręce do kieszeni, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że w tym momencie Lupin aż do bólu przypominał jego, kiedy próbował wmówić albo Florence, albo właśnie Basiliusowi, że absolutnie nie ma problemu i w sumie to nic mu nie było. Tyle że ich rozmowy na ten temat, zazwyczaj kończyły się zupełnie inaczej i nie zawierały spokojnego, może trochę znudzonego aktualną sytuacją tonu. Florence zwykle patrzyła na niego oceniająco i to wystarczało. Z Prewettem natomiast było różnie, ale ostatecznie obydwoje zawsze osiągali swój cel i doprowadzali krewniaka do stanu używalności.
Lupin dostał ładny opatrunek, trochę eliksirów na bolącą rączkę i został odstawiony na przeznaczony mu kocyk. Znaczy że sprawa została zamknięta i nie mieli co dłużej się nad tym roztrząsać. Nawet Prewett schował swoje szpargały, odstawiając torbę i postanowił powziąć poważną decyzję o alkoholizowaniu się. Na zdrowie.
Ale Atreusa niezbyt kusiło teraz, żeby wrócić z kuzynem na wcześniej okupowany kocyk i samemu też sięgnąć po jeden z kolorowych drinków, które w namiocie przy barze przygotowywał jakiś dzieciak.
- Chcesz zatańczyć? - zapytał, przenosząc ciężar ciała tak, że przysunął się nieznacznie do stojącej obok Brenny. Uniósł też dłoń, w geście podkreślającym zadane pytanie i jednocześnie uśmiechając się do niej lekko.
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
Niekiedy można było odnieść wrażenie, że Woody nie posiada w czaszce żadnego innego płata poza wspomnianym Płatem Longbottoma, co dowodziło temu, że co za dużo, to niezdrowo. Choć może to Mopheusowi za rzadko się on uaktywniał. Czasami Clemens zastanawiał się, czy Morpheusa przypadkiem nie podmienili w Mungu za niemowlęctwa, ale dochodził zawsze do wniosku, że po prostu dużo w jego bracie z matki. Miał też teorię, że to wina tego przeklętego jasnowidzenia.
Czarodziej nawet nie zawiesił na dłużej oka na niedźwiedziu przemierzającym plażę. Niezmiennie sączył leniwie piwo, do którego wrócił po drinku, a w jego głowie kiełkował efekt wypitej mieszanki. Nie mógł się powstrzymać, aby od czasu do czasu nie zerkać na żonę z Isaaczkiem. Chciał zobaczyć szok w oczach Bagshota, gdy przyjdzie mu prychać paskudną morską wodą, do której zostanie wrzucony — oto figiel, który podpowiadał mu drink i jego własna wyobraźnia. Sytuacja wymagała jednak, aby energię przekierować gdzie indziej. Był na tej plaży incognito nie bez powodu. Owszem, ujawnił swoje prawdziwe oblicze większości członków Zakonu, ale wolał, aby ktokolwiek nieobjęty ich tajnym porozumieniem nie dowiedział się o jego obecności. Nawet ci, z którymi łączyły go raczej sympatyczne stosunki, chociażby Geraldine. Miał od początku do końca pozostać jedynie jednym z licznych przyjaciół Longbottomów, który zjawił się tu, bo ściskała go nieznośna tęsknota za starym druhem, Morpheusem.
— Johnny, jakie potem? — Pozostał w konwencji, którą narzucał Selwyn. Clemy mierził go jak płachta byka, ale przełykał to grzecznie. Do czasu. — Po co zwlekać? Wyłóż mi to od razu.
Wstał ochoczo, gotów odbyć spacer choćby w tej chwili. Niech Jonathan zostanie ofiarą jego figla, niech on krztusi się wodą. Najlepiej za jakąś ustronną skałką, gdzie nikt nie zwróci na Tarpa uwagi.
Przewrócił oczami, gdy usłyszał głos wyroczni. Wróżenie nigdy go specjalnie nie grzało; jasnowidze i wróżbici dzielili się w jego głowie na oszustów oraz tych, którym brakowało piątej klepki. Tylko Morpheus jakoś uparcie nie pasował do żadnej kategorii.
— Muszę koniecznie napomknąć Ger o tym koncepcie gratisu. Kto wie? Brelok? Albo kapcie z futra chimery? — Wróżby wróżbami, ale dostanie czegoś za darmo było proroctwem, które mógł zaakceptować. — I oby nasz wróż się nie mylił! — Dołączył do toastu Jonathana.
czy to jest ten moment gdy chwalisz się pierścionkiem? mam tremę xD
Rozładowanie napięcia przychodziło łatwo, kiedy można było swobodnie zmienić się w niedźwiedzia, wbiec do wody, wytarzać się w niej i wyjść jak gdyby nigdy nic. Żaden pies go nie znienawidził, nie miał wyrzutów sumienia, a Nora, Nora śmiała się cały czas, a jej śmiech dźwięczał mu w uszach jak najpiękniejsze trele świergotnika. W połowie powrotnej drogi przemienił się znów, z pleców zsunął sobie swoją narzeczoną na ręce całując ją na ślepo po twarzy, ignorując fakt że jego nimfa miast jeziorną wodą smakuje teraz morską.
– Wiesz, że jesteś najpiękniejsza? Najsłodsza. Najwspanialsza. Jedyna. Moja. – szeptał jej do ucha przyciskając do siebie mocno i uch, całe szczęście (albo nieszczęście, zależnie od perspektywy) był na tej plaży ktoś jeszcze i to dużo ktosiów. Sam ostatecznie postanowił opanować swoje romantyczne zapędy i zaniósł swoją przyszłą żonę do baru, zakładając, że jest spragniona.
Tu już zaczęły się schody, czy może raczej napisać, zaczęli się ludzie, z którymi być może trzeba było jednak wejść w interakcję. Muszla dodawała rezonu, nie tracił dobrego i pozytywnego nastawienia, w odruchu jednak ustawił Norę między sobą a pozostałymi. Nie zaczął rozmawiać, jakoś tak się wygiął, żeby wyglądać na mniejszego, mało inwazyjnego, takiego no... niegroźnego? Niebieskie ubrania zyskały na niebieskości po zmoczeniu, ale z tego akurat zdawał się nic sobie nie robić. Podał jednego drinka Norze, drugiego sobie i zaczął powoli go... nie. Wypił na raz, tak dla kurażu.
!drinkzniespodzianką
— I za to wypiję — oznajmił bratu i przyjacielowi, po czym nadal niewidzialny, podążył w stronę baru, aby zamówić kolejnego zabawnego drinka od Teddiego. Młody miał smykałkę do tej roboty i jeżeli wyleją go... Gdzie tam pracował, nie bardzo się orientował, to mógłby pracować u Clemensa z powodzeniem. Może jednak nie dawać drinków pozwalających na niewidzialność na Nokturnie, stwierdził w duchu Morpheus po kilku krokach, które zaznaczyły się jedynie wgłębieniami na piasku.
Stojąc bliżej baru ujrzał dymek drinka, który zaczął się składać w dziwne essy-floresy. Zmęczenie dawało mu się we znaki, bariery blokujące głosy bogów opadały, a on widział. znów widział.
Jodła (sukces artystyczny)
Thomas Figg poczuł obecność za plecami, czyjś oddech który poruszył włoskami na jego karku, ciepły, pachnący bergamotką i piżmem. Za nim jednak przecież nikogo nie było.
Głos brzmiący echem innych głosów, głęboki, nieco wypaczony przez wiatr, jakby Posejdon nie zgadzał się na machinacje Apollina tak blisko swojego dominium, odezwał się szeptem obok niego. Thomas mógł poczuć podskórnie, że ten głos był do niego.
— Graj, Marsjaszu, tkaj Arachne, bogowie nie będą zazdrośni...
Zaraz po tym Morpheus odszedł na drugi koniec baru i zamówił drinka, materializują się z powietrza. Przy takim gwarze i muzyce nie będzie przecież słychać tego pyknięcia teleportacji.
Ta krótka ucieczka w stronę wody okazała się być naprawdę cudownym przeżyciem. Mogli nacieszyć się swoją obecnością, a przy okazji całkiem nieźle bawić. Na plecach niedźwiedzia czuła się bezpiecznie, nie musiała martwić się o to, że wpadnie do morza i się utopi. Po ostatniej przygodzie nad jeziorem trochę obawiała się powtórki, jednak zupełnie niepotrzebnie. Tym razem wszystko ułożyło się idealnie. Zabawnie musieli wyglądać z oddali, ale powoli zaczynała przywykać do tego, że jej rumakiem był niedźwiedź.
Skończyli w końcu się pluskać i ruszyli ponownie w stronę plaży. Wypadałoby, aby spędzili trochę czasu z przyjaciółmi, wszak taki był cel ich pojawienia się na ognisku. Samuel miał poznać jej najbliższych, a oni jego, oficjalnie jako narzeczonego Nory.
Samuel wrócił do swej ludzkiej postaci jakoś w połowie drogi, nie pozwolił jej jednak stanąć na nogi. Złapał Norkę w swoje ramiona i niósł ku znajomym twarzom. Panna Figg czuła się jakby miała znowu szesnaście lat, dawno nie zachowywała się tak beztrosko. Kiedy jednak, jeśli nie tu i teraz? Na plaży było bezpiecznie, nie musieli przejmować się niczym.
Chichotała w jego ramionach, nie dało się zauważyć, że jest w wyśmienitym humorze. - Sam nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. - Warto było czekać i wierzyć, że ich drogi się jeszcze spotkają, bo teraz, teraz miała wszystko.
Sam postawił ją na ziemi dopiero przy barze. Niby dyskretnie wyciągnęła w górę dłoń ze świecidełkiem na palcu, uśmiechała się przy tym od ucha do ucha, ale nic nie mówiła. Liczyła na to, że ktoś zauważy jej jakże subtelną sugestię. Wzięła w dłoń drinka, którego podał jej mężczyzna i upiła z niego niewielki łyk.
!drinkzniespodzianką
Użytkownicy przeglądający ten wątek: