Leon postanowił zastanowić się słowami swojego sąsiada. I w zasadzie był w stanie się z nim zgodzić, jednak to nigdy nie było takie proste jakby się mogło wydawać.
— To prawda. Olivia stawała w mojej obronie w czasach szkolnych, ale teraz na to patrzę zupełnie inaczej. Z perspektywy czasu to nie było właściwe, tak jak teraz nie było to właściwe. Jak widać, ludzie w tego typu okolicznościach są zdolni do bezsensownej przemocy. Co nie powinno miejsca. — Jako skrajny pacyfista i przyjaciel tamtej dziewczyny starał się spojrzeć na całą sprawę znacznie głębiej. Jednocześnie potępił stosowanie przemocy - w dzisiejszych czasach nie brakowało zwolenników rozwiązań siłowych i jak i tych, co potrafili przelewać krew niewinnych na rzecz chorej ideologii.
— Ja jak dotąd nie mam z tym problemu. — Odpowiedział na słowa swojego sąsiada. Po to zarabiał aby mieć pieniądze na tego rodzaju wydatki.
— Pani Zamfir... to mój znajomy, Neil. — W tym momencie postanowił przedstawić swojego towarzysza. Na tym kończyła się jego rola - stworzył mu podwaliny pod prowadzenie rozmowy z prowadzącą to stoisko czarownicą.
— Bywam co jakiś czas w tym szpitalu, może następnym wypijemy razem herbatę. W dalszym ciągu pracuję w Ministerstwie Magii. Dlatego staram się wykorzystać go jak najlepiej. — Zwrócił się kobiety, kiedy ta pakowała wybrane przez niego przetwory. — Wszystko ma swój czas i miejsce. Przemijanie i powstawanie nowego życia, tak samo jak potrzebny jest czas i odpowiednie warunki do uzdrowienia. W takim razie wezmę i to. — Leon nie odwoływał się w tym momencie do postaci Matki, jakby preferował perspektywę bezcielesnego kręgu życia i tak właśnie było. Nie należał do grona ludzi poszukujących oparcia w wierze. Nie odejdzie stąd bez tego alkoholu.
— Dziękuję, pani Zamfir. — Przyjął od kobiety kieliszek śliwkowej rakiji i z przyjemnościom oddał się degustacji. — Zdecydowanie wezmę tę z miodem. — Powiedział odstawiając kieliszek.
— Matce najbardziej spodoba się ta z motywem roślinnym i tą poproszę. — Zadecydował po chwili, dobrze znając gust swojej matki.