Zacisnęła drobne usta, formułujący się wokół niej mur pomagał choćby dlatego, że zbierał do kupy jej rozhisteryzowane emocje, układając je w ciasny gorset interakcji z cywilem.
– Nie jestem pani dzieckiem – odpowiedziała oschle, choć pewnym było, że gdyby nie obecność pani Longbottomowej, być może dalej pełzałaby po chodniku rozchwiana. –...przyjmę jednak coś do osłonięcia twarzy. Nie chcę... nie chcę używać poły swojego munduru – wytrzymała spojrzenie Quintessy nie odwracajac wzroku, choć nerwowy tik zdradzał, że owa poła mogła mieć coś wspólnego z jej stanem. Chwilę to potrwało (dosłownie jedno uderzenie serca), gdy złączyła przed sobą rozdygotane dłonie, by przestały drżeć. – I szklankę wody – dodała, po czym zgniotła zęby by zgnieść swoją czystokrwistą dumę. Była funkcjonariuszem policji, dochodziło do niej to z kim rozmawiała. Wszędzie te Longbottomy się panoszyły... – Poproszę. – wydukała, choć wcale nie cicho, po czym oparła się o ścianę i rzeczywiście żelazną wolą ścisnęła swój oddech, by miarowo zmusić się do życia dalej...