• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [22.09.1972, Maida Vale] Krew nie woda

[22.09.1972, Maida Vale] Krew nie woda
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
15.11.2025, 20:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 20:29 przez Victoria Lestrange.)  
22 września 1972
Mabon, Rezydencja Lestrange

Rodziny są jak gałęzie na drzewie,
rośniemy w różnych kierunkach,
ale nasze korzenie pozostają jednością.

Tego dnia słońce wychynęło zza gęstych chmur, a pył w końcu opadł i londyńczycy mogli chyba po raz pierwszy od czasu Spalonej Nocy cieszyć się jaśniejszym dniem. Porywisty wiatr hulał jednak między ulicami, zmuszając przechodniów do opatulenia się szczelniej grubszymi płaszczami, bo choć było słonecznie – to jednak zimno. A wiatr w końcu przygonił szare chmury, które teraz nie były widoczne. Zapadł bowiem zmrok. Latarenki w ogrodzie Maida Vale próbowały go rozświetlić, ale nadaremnie. Jakiś mrok, tajemnica nadal wyczuwalne były, gdy przechadzało się jego drużkami, by dotrzeć do drzwi posiadłości. Nie było słychać zwyczajowego brzęczenia elfów, te pewnie poszły już spać, a wiele kwiatów, które układały się już do jesiennego snu, przyćmione były pięknem i grozą czarnych róż, nadal obecnych w ogrodzie.

Z okazji dzisiejszego święta, rodzina zebrała się w przestronnej jadalni na parterze wielkiej, starej rezydencji* zbudowanej w stylu gotyckim. Pomieszczenie było duże, z wysokim sklepieniem wspartym na rzeźbionych filarach. Ciężkie, burgundowe kotary przysłaniały wysokie, ostrołukowe okna, pozwalając jedynie blaskowi kominka i licznych świec unoszących się przy suficie i ustawionych na stole zapanować nad oświetleniem sali. Cienie tańczyły po wyłożonych drewnem ścianach udekorowanych licznymi obrazami i dwojgiem luster – wszystko w misternie rzeźbionych, pozłacanych ramach. W centrum komnaty, na grubym dywanie, stał imponujących rozmiarów stół z ciemnego drewna, zdolny pomieścić wszystkich członków rodziny, nakryty obrusami w odcieniach głębokiej zieleni, zdobionymi haftem we wzory celtyckich węzłów. Pośrodku stołu ustawiono dekoracje z suszonych ziół, gałązek jarzębiny, małych dyni, liści klonu i dębu, a wszystko to przeplatane połyskliwie czarnymi świecznikami, na które zatknięto czerwone świece.

Zastawa była misternie wykonana z czarnej porcelany z delikatnymi, srebrnymi zdobieniami, a kielichy – ze szkła kryształowego ręcznie malowanego na czarno. W powietrzu unosił się zapach korzennych przypraw, pieczonych jabłek i miodu pitnego, mieszając się z subtelną wonią starego drewna i świec, a w tle słychać było cichą, nienachalną melodię.

Stół uginał się od przeróżnych tradycyjnych potraw. Na zdobionych i zdecydowanie drogich półmiskach spoczywały pieczone przepiórki nadziewane kasztanami i żurawiną, zapiekane pierożki podawane z gęstym, szałwiowym masłem o orzechowym aromacie do wyboru z dynią, mięsem z kaczki lub jelenia, placki dyniowe o delikatnym, korzennym aromacie, chrupiące paszteciki z dziczyzną oraz leśnymi grzybami i polędwica z jelenia w malinowym sosie z dodatkiem jałowca i jadalnego złota. Na później czekały pieczone jabłka z kremowym sosem waniliowym, ciasto dyniowe, kandyzowane orzechy, mus z karmelizowanej gruszki z dodatkiem rozkruszonego piernika dekorowany czekoladą czy czekoladowy fondant z dyniowo-korzennym nadzieniem. Do picia serwowano dzisiaj dojrzewające wino, wzmacniane nalewki, gęsty miód pitny, ale również sok dyniowy.

Wokół stołu stały masywne, zdobione krzesła wyściełane miękkim burgundowym obiciem. Każdy z rodziny mógł zająć dowolne miejsce, nie były w żaden sposób podpisane. Przy stole siedziała już Dorinda Lestrange, ze swoim zwyczajowym, zagadkowym uśmiechem, Lorelei wraz z młodymi synami, wasi rodzice i inne ciotki, wujkowie czy kuzynostwo, którzy zechcieli pojawić się na rodzinnej i jakże wyczekanej kolacji, która w obliczu tragedii, jaka dotknęła Anglię kilka tygodni temu, miała bardzo symboliczne znaczenie. Tym bardziej, że i Lestrange się od niej nie uchronili, o czym zapewne większość z was już dobrze wiedziała.


Victoria tego dnia była załatwić kilka rzeczy, a jedną z nich było wybranie się na ruiny ich domu rodzinnego w Dolinie Godryka. To, co tam zastała, było… Osobliwe i mocno alarmujące, ale nie zamierzała od tego rozpocząć rodzinnej kolacji, potencjalnie psując ten rodzinny nastrój, uzbroiła się więc w cierpliwość. Ubrana była w czarną sukienkę z długimi, rozszerzającymi się rękawami, w kwieciste wzory obszywające złotą nicią szeroki trójkątny dekolt schodząc do pasa i obejmujące talię. Na jej dłoniach próżno było szukać pierścionków, miała za to naszyjnik w kształcie sierpa księżyca na długim, złotym łańcuszku na szyi. Długie, niemal czarne włosy, zebrane były z boku spinką.

Wybrała miejsce przy stole tak, by nie siedzieć obok Isabelli Lestrange, która zasiadła obok swojego męża Alexandra, ale po drugiej stronie stołu, na ukos od matki, z którą relację zawsze miała… trudną. Napiętą. A to lato tego nie poprawiło. Najpewniej wpływał na to fakt, że obie, matka i córka, miały charakter mocny i trudny, nie chcąc przyznać, jak bardzo są do siebie podobne – tak pod jego względem, jak i z wyglądu, bo Victoria była skórą zdjętą z matki. I teraz, gdy nałożyła sobie na talerz przepiórkę, a jeden ze skrzatów kręcący się w pobliżu nalał jej do pucharu wina, bardzo nienachalnie rozejrzała się po reszcie stołu, leciutko uśmiechając się do tych, którzy akurat na nią spojrzeli.



// Nie wiem kto dokładnie się pojawi (jak ktoś nie ma ochoty, to nie ma żadnego przymusu) i w której kolejce (dając możliwość ewentualnego poślizgu i wbicia w kolejnej, bo widziałam posty w nieobecnościach), dlatego nie wymieniłam nikogo z was w poście, ani nie zagadałam do nikogo, mam nadzieję, że to nie problem.

Wstępnie ustaliliśmy, że kolejki będą trwały 5 dni, więc czas na odpis jest do 20.11 do 23:59. Jako, że jest to sesja grupowa, prośba o posty maksymalnie do długości 500-600 słów, żeby sprawniej nam się pisało, oczywiście jak ktoś chce krótsze, to się nie krępujcie (mój jest trochę dłuższy, ale potrzebowałam tutaj zawrzeć wszystkie opisy, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie).


* – tutaj znajduje się ogólny opis rezydencji, pozwoliłam sobie nie kopiować tego wszystkiego do posta wprowadzającego

@Cornelius Lestrange @Daphne Lestrange @Laurence Lestrange @Louvain Lestrange @Primrose Lestrange @Rodolphus Lestrange @William Lestrange
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#2
15.11.2025, 20:45  ✶  

Gdy dostał zaproszenie na Mabon, jego oczy szybko przebiegły po starannie nakreślonych literach. Nie spodziewał się, że rodzina nagle postanowi trzymać się razem, by świętować ten dzień. Było to działanie dość osobliwe i niepasujące do tak licznego rodu, jakim był Lestrange. Do tej pory Mabon spędzali w mniejszym, bliższym gronie - przez lata on, Rabastan i ich rodzice mieli zwykłą kolację, po której każdy rozchodził się do swojego mieszkania. A potem przestali w ogóle świętować. Naprędce jednak skreślił odpowiedź na czystym arkuszu pergaminu, potwierdzając swój udział w rodzinnej kolacji.

Gdy wybiła wieczorna godzina, zjawił się w Maida Vale. Przeszedł dróżką, oświetlaną nieśmiało przez latarnie, poprawiając rękaw czarnego, wełnianego płaszcza. Gdy przeszedł przez drzwi, skrzat niemalże od razu odebrał płaszcz i szalik (przecież żaden szanujący się śmierciożerca nie mógł pozwolić sobie na katarek - w Kromlechu mieli przecież niepisaną zasadę, że nie wolno im było chodzić na misje z katarkiem), a potem próbował Rodolphusa zaprowadzić do jadalni. Ten jednak tylko uniósł zirytowany dłoń. Znał drogę. Przeszedł korytarzem, a miękki dywan wygłuszał odgłos jego kroków. W przeciwieństwie do kobiet, znajdujących się w posiadłości, on wyglądał tak, jak zwykle - pewnie dlatego, że czarne garniturowe spodnie, śnieżnobiała koszula (czym ktoś upierdoli ją tym razem? Krew? Wino? Można było obstawiać zakłady, ubrudzona koszula to był już pewien standard, do którego zdążył się przyzwyczaić, ostatnio notorycznie ludzie wylewali na niego napoje albo obficie krwawili na biały materiał z ran), eleganckie buty i czarna marynarka były czymś, co nosił codziennie. Dzięki temu nigdy nie miał problemów w stylu "co dziś założyć", co oszczędzało mu całkiem sporo czasu rano. Na nadgarstku miał srebrny zegarek, na palcu serdecznym lewej ręki: sygnet z wężem. Czarne włosy zaczesał w tył.

Gdy wszedł do jadalni, jego rodzice już tam byli. Matka uśmiechnęła się do niego promiennie, z kolei ojciec posłał mu surowe spojrzenie. Powinieneś przybyć tu z nami, zdawało się mówić, lecz z ust Reynarda nie wydobył się żaden dźwięk. Rodolphus przeszedł wzdłuż stołu, bo matka zachowała mu krzesło obok siebie. Tylko jedno.
- Rabi jest chory - powiedziała szeptem, nachylając się do Rodolphusa, by ucałować go w policzek i szepnąć mu te kilka słów do ucha. Chory... Chory z tęsknoty? Z miłości? Wiedział, że z bratem nie było dobrze, lecz nie naciskał. Być może samotność w jego jamie była mu potrzebna. Tak się złożyło, że obok Rodolphusa siedziała Victoria, obok której zapewne zarezerwowane były miejsca dla jej sióstr. A może i nie? Rolph zerknął najpierw na kuzynkę, a potem na jej rodziców. Gdzie usiądą jej siostry? I czy aż tak bardzo nie cierpiała swojej matki, że wybrała miejsce z dala od niej? Nachylił się do Victorii nieznacznie.
- Zawsze wyglądasz pięknie, ale dzisiaj przeszłaś samą siebie - powiedział gładko, ściszonym tonem. Był ciekaw, kto się zjawi, a kto postanowił zdezerterować. Czy pojawi się Daphne? A Prim? Louvain na pewno będzie, jednak co z Lorettą? Nie miał od niej wieści od początku czerwca.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#3
17.11.2025, 22:51  ✶  

Dzisiejszy dzień, jak i ostatnie, było zawodowo męczące. Zwłaszcza po ukazaniu się ostatniego artykułu w Proroku Codziennym, dotyczącemu działań jego departamentu. Laurencowi aż wierzyć się nie chciało w większość treści jaka została tam zamieszczona. Prowadzone rozmowy z pracownikami, szefami biur, wydawanie poleceń, podział obowiązków i rozmowa szefem. Cud, że dzisiaj udało mu się wyrobić ze wszystkim, aby zdążyć na kolację rodzinną w Maida Vale. Jeszcze parę dni temu, potwierdził kuzynce swoją obecność.

Dotrzeć na miejsce, zdążył krótko przed czasem. Nie mógł sobie pozwolić na spóźnienie się. Korzystając jeszcze z chwili wolnej, pozwolił sobie na obejrzenie ogrodu. Czarnych róż, o których "problemie" przeczytał w liście od ciotki. Niestety, po dopiero po swoim powrocie. Chciał ocenić, czy zapanowano nad nimi. Jak bardzo to miejsce się mogło zmienić. Kiedy on tutaj był ostatnio. Od swojego ślubu? Od któregoś z ostatnich świąt?

Po oględzinach w ogrodzie, nie zapuszczając się głębiej w teren, gdyż czas gonił, zawrócił i wszedł do rezydencji. Rękawiczki schował do kieszeni płaszcza. A ten po zdjęciu, podał skrzatowi, włącznie ze swoim szalikiem. Zapewnił, że drogę zna, więc nie potrzebował odprowadzenia do jadalni. Tak też, ruszył korytarzem w znanym sobie kierunku. Na sobie miał czarny wizytowy garnitur, posiadający lekkie złocenia wykończeniowe na kołnierzu i mankietach. Biała koszula, czarny krawat i obuwie. Z biżuterii posiadał złoty zegarek na skórzanym brązowym pasku, obrączkę na prawej dłoni palca serdecznego, wciąż po zmarłej żonie. Na drugiej dłoni sygnet.

Wchodząc do jadalni, wyczuł zapach wielu przepysznych potraw. Lecz jego spojrzenie powędrowało na zebranych już członków rodziny przy stole. Czy był chciany, czy nie chciany, był tutaj. Zachowywał spokój, ale gdzieś w środku, mały stres się gnieździł. Bowiem nie wiedział, jak ojciec przyjmie jego obecność.

Przywitał się z Dorindą i rodzicami. Następnie z wujostwem, ciotkami i kuzynostwem. Jeżeli i rodzeństwo było już na miejscu, to z nimi także. Podszedł także do Victorii, aby uścisnąć dłoń, czy ucałować jej wierzch, nie chcąc aby wstawała ze swojego miejsca. Rodolphusowi uścisnął dłoń na powitanie. Nie ukrywając, że widok ich go cieszył.
Swoje miejsce zajął po stronie, gdzie miała zasiąść jego rodzina. Być może obok swojej matki.

Być może zaskoczeniem dla wielu osób będzie, że Laurence przyszedł sam, bez swojego syna Louisa. Chłopiec pozostał we Francji pod opieką Camille Delacour. W ciągu tych paru dni, nie dałby rady go tutaj sprowadzić. Sytuacja w kraju, też nie była stabilna i bezpieczna. A potomek ich nazwiska był przecież ważny jak i jego bezpieczeństwo. Laurence nie chciał ryzykować. Może na Yule to się zmieni?

Nie chcąc na razie wychodzić z jakimkolwiek tematem, nałożył sobie placki dyniowe i pozwolił skrzatowi napełnić swój kielich winem. Skoro większość kosztowała już posiłek, skorzystał również.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
21.11.2025, 00:59  ✶  

Gdy Louvain przekroczył bramę Maida Vale, ogarnęło go znajome napięcie, które zawsze towarzyszyło mu podczas rodzinnych zgromadzeń. Zwykle czuł się nimi przytłoczony; atmosfera Lestrangeów była dla niego zbyt gęsta, zbyt oczekująca, jak lepki dym przesiąknięty oceną. Tym razem jednak było w nim coś innego. Ciche, ostrożne pragnienie zobaczenia rodziny, upewnienia się, że wciąż istnieje między nimi cokolwiek poza tradycją i obowiązkiem. Kiedy wszedł do jadalni, zatrzymał się na krótką chwilę, pozwalając, by światło świec i ciężkie aromaty tego miejsca wypełniły mu zmysły. Po raz pierwszy od dawna poczuł, że ta elegancka przestrzeń nie budzi w nim jedynie napięcia, ale również coś w rodzaju ulgi.

Podeszł najpierw do Victorii. Lekko dotknął jej ramienia, pochylając się, by ucałować ją w policzek. - Dobrze cię widzieć, V. - wyszeptał, pozwalając sobie na rzadką miękkość w głosie. Ten jeden moment, prosty i cichy, uspokajał go bardziej, niż chciałby przyznać. Następnie skierował się do Rodolphusa. Wyciągnął dłoń w manierze, której nauczył się jeszcze jako chłopiec, pewnej, eleganckiej, ale nieprzesadzonej. - Rolf. Miło cię widzieć - powiedział tonem już bardziej opanowanym, choć od środka wciąż drgało w nim zmęczenie ostatnich tygodni. Pożyczył zdrowia dla jego brata, żałując że nie mógł zobaczyć tych Lestrangów w pełnym skłodzie. Kiedy przeszedł kilka kroków dalej, zauważył Laurenca, starszego brata, którego obecność zawsze działała na niego nieco inaczej niż reszta rodziny. Podszedł bez wahania. Jego dłoń powędrowała najpierw ku ramieniu brata, pewnym, nieco mocniejszym ruchem, jakim zwykle obdarzał tylko nielicznych. Dopiero potem połączyła się z jego dłonią w krótkim, solidnym uścisku. - Laurence… dobrze, że jesteś - powiedział cicho, ale z szczerością. W głosie brzmiała ulga, niemal niewidoczna dla obcych, ale doskonale odczuwalna dla kogoś, kto znał jego sposób bycia.

Dopiero po powitaniach z bliskimi ruszył dalej, mijając kolejne postacie przy stole i wymieniając z nimi uprzejmości. Każde skinienie głowy, każde powitanie było mieszanką ulgi i wyczerpania, jakby obecność rodziny jednocześnie go wzmacniała i obciążała. Usiadł blisko swoich rodziców, trochę bliżej ojca, niż zwykle się odważał. Tym razem potrzebował tej bliskości, niewypowiedzianego potwierdzenia, że mimo trudnych miesięcy wciąż stanowili całość, nawet jeśli popękaną. Ujął kielich, wziął spokojny oddech i postarał się na moment wyciszyć myśli. Pytania o Lorettę przemęczały go chyba najbardziej ze wszystkich rzeczy, które musiał znosić. Za każdym razem kiedy pytały od weselach Blacków, słyszał je bardzo wyraźnie, choć brzmiały jak kolejne uderzenia w tę samą, przeciążoną strunę: „Czy przyjdzie?”, „Co u niej?”, „Masz z nią kontakt?” Jedno po drugim, jakby wszyscy próbowali rozbić nim jego spokój. Poczuł znajome napięcie w barkach, choć twarz zachował spokojną. Był kurewsko zmęczony tłumaczeniem się za dorosłą kobietę, zmęczony odpowiedzialnością, którą od zawsze mu przypisywano, niewypowiedzianą, lecz nieusuwalną. Jego palce zacisnęły się nieco mocniej na kielichu, ale oddech pozostał równy. Przesunął palcem po krawędzi szkła i wziął powolny łyk wina, pozwalając sobie na krótką chwilę wytchnienia. Wiedział jednak, że nie ucieknie od tych rozmów. Nie dziś. Mabon wymagał równowagi, konfrontacji, domknięcia starych spraw. I wiedział, że ten wieczór będzie wymagała od niego szczerości, albo przynajmniej milczenia, które również będzie odpowiedzią.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
21.11.2025, 21:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2025, 18:10 przez Victoria Lestrange.)  

Z jednej strony mogło się wydawać dziwne, że dwa tygodnie po wielkim pożarze, jaki strawił dużą część Londynu, ale też innych miast i miasteczek, rodzina Lestrange postanowiła zebrać się na uroczystej kolacji. Z drugiej zaś strony kiedy jak nie teraz najlepiej było pokazać, że zjednoczeni są silniejsi? Że ogień się ich nie ima, bo oto tradycja zwyciężyła nad mugolacką propagandą. Konserwatywne wartości górowały nad liberalnym słowem o otwartości i rozrzedzaniu krwi z tymi, którzy nie byli tego godni. Victoria nie była nazbyt zdziwiona, że spotykali się właśnie tutaj… Jej rodzice nie mogli wyprawić kolacji, mieszkali teraz w Maida Vale, być może więc ktoś pomyślał, że to wspaniała okazja, by zaprosić również resztę rodziny. I tak oto spotykali się właśnie przy jednym stole.

To nie do końca tak, że nie cierpiała swojej matki… To była relacja z serii „to skomplikowane” chyba na każdym poziomie i choć Isabella grała teraz niewzruszoną, to Victoria podejrzewała, że musiało ją zapiec to, że najstarsza córka usiadła gdzieś zupełnie indziej… Tak, że miała u swojego boku młodszego kuzyna. Ojciec uśmiechnął się do niej, a ona to odwzajemniła, nim nachyliła się do Rodolphusa, kiedy i on odezwał się do niej.

– Mmm, dziękuję, słodzisz jak zawsze – uniosła lekko jeden kącik ust w górę. – Też dobrze wyglądasz – odwzajemniła komplement, całkiem zresztą szczerze, bo Rodolphus zawsze ubierał się stosownie.

Podała dłoń Laurencowi, gdy podszedł się przywitać i naprawdę się ucieszyła, że go widzi, chociaż spodziewała się tego po odpowiedzi na list.

– Szkoda, że nie mogłeś przyprowadzić Louisa – wiedziała, że chłopiec został we Francji i być może była to dobra decyzja, zważywszy na niepokoje, jakie przetaczały się przez Anglię.

– Ciebie również – zwróciła się do Louvaina, kiedy i on zjawił się, witając po kolei z bliskimi. Nadstawiła zresztą ten policzek i przymrużyła oczy z zadowoleniem – ta kolacja to był wspaniały pomysł. Kochała swoją rodzinę, nawet jeśli nie ze wszystkimi utrzymywała stały i bliski kontakt. Nawet jeśli darli koty. Martwiła się o nich wszystkich po Spalonej Nocy, a teraz, gdy mogła ich wszystkich zobaczyć na własne oczy, to była prawdziwa ulga.

Zastanawiała się, czy pojawi się William z żoną (która też była źródłem skandalu, bo nawet jeśli Czarownica pomyliła Williama z Alexandrem Mulciberem, to jednak Lestrange widzieli – i mogli sobie poczytać plotki o kłopotach małżeńskich Willa i Eden, a potem pooglądać Eden pozującą do zdjęcia z Mulciberem), albo czy Loretta się zjawi… Ale pytać o nią nie zamierzała, mając na uwadze kolejny skandal, z niepokorną kuzynką w roli głównej. Nawet jeśli widziała ją pod koniec lipca, to zamieszanie wyszło później. I chyba nadal nie zostało to rozwiązane, w ten czy inny sposób.

Zamiast tego postanowiła zagaić rodzinę na zupełnie inny temat.

– Jak sobie teraz radzicie? Pewnie macie mnóstwo pracy – większość zebranych tu osób pracowała w końcu albo w Ministerstwie (będącym w pudrze jak to określił wczorajszy artykuł w Proroku), albo w Mungu i mogła się tylko domyślać, że mieli roboty po pachy, chociaż mierzyła to własnym doświadczeniem – a niemalże z tej pracy nie wychodziła.


// Kolejka do 26.11 do 23:59.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#6
25.11.2025, 13:10  ✶  

Wszystkich było wspaniale zobaczyć. W jednym miejscu, mimo ostatnich wydarzeń. Niezależnie od relacji jakie między nimi istniały. A w szczególności, między rodzicami a dziećmi. Przynajmniej każdy miał pewność, że wszyscy mają się dobrze, pomimo strat, o których Laurence dowiedział się od kuzynostwa.

- Wierz mi, że chciałbym. Ale nie miałem wystarczająco czasu, aby niego wrócić.
Odpowiedział szczerze Victorii. Myślami wciąż był za synem, ale głową musiał być tutaj. Potrzebny był, tutaj. Potrzebował tych paru dni, aby zapoznać się z sytuacją swoją, w rodzinie, w kraju i samym Ministerstwie.
Louvain. Z bratem pozwolił na głębsze przywitanie się i spojrzenie sobie w oczy. A także dla siebie, zlustrował go dokładniej, jakby upewniał się, że jest cały.
- Dla was zawsze.
Odpowiedział bratu. Dla niego i dla swojego rodzeństwa, Laurence był zawsze. Gotowy pomóc w każdy możliwy sposób. Cokolwiek by potrzebowali, nawet samego wsparcia, jego obecności. Co już nie raz udowodnił. Mimo tych małych i dużych skandali. Choćby nawet we wspominanej często ich siostrze Lorettcie.

Zajmując swoje miejsce, można było się częstować i rozmawiać. A tym samym czekać na pozostałych. Widząc jednak, że Louvain odważył się usiąść obok ojca, zaprzątało mu w głowie jedno pytanie, "Czy coś się w relacjach w jego rodzinie, coś pozmieniało?" Było coś, o czym jeszcze nie wiedział? Co jeszcze ważniejsze, czy William pojawi się?

Słysząc pytanie Victorii, kierowane zapewne do wszystkich, przeniósł na nią swoje opanowane spojrzenie. Rodzinna kolacja i rozmowy o pracy. To chyba w genach pozostaje dziedziczne. Gdy pomyślał o tym, jaki bałagan zastał po swoim powrocie, szkoda szukać na to słów.

- Szkoda mówić. To co zastałem w pracy, to totalny chaos. Mam nadzieję, że u was jest choć odrobinę lepiej w organizacji.
Nie powiedziałby, że mieli znacznie lepiej, bo przecież Departament Przestrzegania Prawa jak i Magicznych Wypadków i Katastrof, mieli prawie tyle samo pracy. Ale może mieli lepiej ogarniętego szefa? Bo tego o swoim Laurence nie potrafił powiedzieć.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
26.11.2025, 16:21  ✶  

Oczywiście przywitał się z Laurencem oraz Louvainem, gdy tylko przyszli. Temu drugiemu przyjrzał się uważniej, widząc ślady zmęczenia na jego twarzy. Nie mówił jednak nic, nie kiwnął porozumiewawczo głową - on wiedział, że Rodolphus wie, że z nich wszystkich musiał być najbardziej wykończony. To, że udało mu się zjawić na tej kolacji, było cudem. Nie wyobrażał sobie nawet, jak wiele planowania wymagała od niego Spalona Noc.
- Louis jest przynajmniej bezpieczny - powiedział w stronę kuzyna, w zasadzie ciesząc się, że ominęło go to piekło. To był istny chaos i nie wiadomo, jak Lestrange Junior by zareagował. Być może tak samo gwałtownie, jak jego kuzynka, Primrose? Wciąż w uszach dźwięczał mu ten wyjec, którego wysłała, by pożalić się, że spaliły się jej sukienki. Przesunął wzrok na Victorię. - Czy lepiej... Można tak to określić.
Nie mógł za dużo mówić o tym, co działo się w Departamencie Tajemnic, sięgnął więc po szklankę z wodą. Każdy z tu obecnych wiedział, że jeżeli chodzi o pracę Rodolphusa, to nie był to najlepszy temat do rozmów. Nawet gdyby chciał, nie mógłby im zbyt wiele powiedzieć. To, co działo się w poszczególnych Komnatach, owiane było tajemnicą.
- Jak miewają się twoje siostry, Victorio? Nie jest wam ciasno u ciebie w mieszkaniu? Czy znalazły już zastępcze lokum? - znów ściszył głos, nie chcąc rozjuszać niepotrzebnie jej matki. To, że nie dopilnowali wszystkich siedzib rodziny, było nieuniknione, aczkolwiek niefortunne. Jego ojciec chrząknął znacząco, jednak Rolph wytrzymał jego spojrzenie. Niewygodne tematy były niewygodne dopóty, dopóki się ich nie poruszało w towarzystwie.
la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka w lecznicy dusz
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#8
29.11.2025, 01:35  ✶  
Primrose nie pojawiła się jeszcze w pomieszczeniu, w którym gromadziła się reszta rodziny. Tak, zdawała sobie sprawę z tego, że jest już solidnie spóźniona, ale zamiast wejść tam i przywitać się ze wszystkimi, stukała obcasikami pantofli o drewnianą podłogę i bawiła się perłowym naszyjnikiem, którego kilka godzin temu dopasowała do długiej, białej przylegającej sukienki, mówiąc sobie w myślach: będziesz wyglądała spektakularnie.

Aktualnie jej pewność siebie nie istniała. A jeżeli istniała, jej resztki dogorywały w żarze, za moment spopielą się i całkowicie ulegną narastającym w jej głowie lękom.

Dwa, może trzy wdechy i wszystko będzie w porządku.

Raz.

Zastukała pantoflami o podłogę jeszcze raz. Poprawiła włosy, które wydłużyła specjalnie na tę okazję. Wyciągnęła z torebeczki szminkę, którą obmalowała jeszcze raz i tak idealnie wyglądające usta.

Dwa.

Kilka razy uderzyła dłońmi w policzki, a później zaczęła naciskać od góry do dołu na coraz czerwieńsze uszy. Później naciskała na dłonie, dokładnie w tym miejscu, który miał załagodzić narastający ból głowy. Nie miała pojęcia jak powiedzieć rodzinie, że nie czuła się w Lecznicy Dusz dobrze. Tak strasznie bała się kolejnego pytania o obraną drogę zawodową i porównań do którejkolwiek z sióstr robiących znakomite kariery w Ministerstwie.

Chciała odetchnąć trzeci raz, ale zamiast tego podskoczyła. Do pokoju, w którym się tak na sobą użalała, wszedł nie kto inny jak William.

– Oh! – Pisnęła, czerwieniejąc jeszcze mocniej, jakby ją nakrył na Matka wie czym. – Billy, sto lat cię nie widziałam – rzuciła, przybliżając się do niego, nim zdołał zareagować i objęła go mocno na przywitanie. Jak zawsze, pachniała przyjemnymi perfumami i czystością. Delikatne, wychudzone dłonie były kościste, ale sama Primrose była tak samo żywa, ciepła i (sztucznie) wesoła jak zawsze. Kto nie wiedział, ile w tym obrazie kryło się panikarstwa, pomyślałby pewnie, że dziewczyna była naprawdę urocza. – A gdzie jest Edenka? Nie przyjdzie? – Przekręciła głowę w bok. – Zgubiłeś się, co? – Niezbyt dała mu wejść sobie w słowo. – Chodź, zabiorę cię tam, gdzie wszyscy siedzą.

Wcale nie dlatego, że trzymając cię pod ramię i mówiąc „zobaczcie, kogo znalazłam po drodze!!” będzie czuła się milion razy pewniej.


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
29.11.2025, 23:27  ✶  

Lekko pokręciła głową, patrząc ciągle na Laurenca.

– Wiem, to chyba lepiej, że jest we Francji – była pewna, że kuzyn tęskni za synem, ale przynajmniej nie musiał się o niego martwić aż tak bardzo, gdyby był tu na miejscu, gdzie oni wszyscy sprzątali wciąż bałagan po tamtej okropnej nocy. Dwa tygodnie to było jednak trochę za mało…

Praca była tylko zagajeniem tematu, zburzeniem murów niezręczności i lodów obcości. Dawno nie widzieli się w takim składzie, nie zawsze było wiadomo jak tę rozmowę zacząć, by potem przeszła gładko, a Victoria nie była przesadną gadułą. To znaczy… Potrafiła mówić sporo, zwłaszcza na tematy, które żywo kręciły się w jej głowie, lecz dzisiaj przy tej kolacji, gdzie widziało się twarze członków rodziny, których nie miała okazji oglądać od miesięcy, czasami słowa więzły w gardle. Ta praca była pomostem, wyciągnięciem ręki, jakby chciała powiedzieć „hej, nie jesteście sami”.

– Obawiam się, że u nas lepiej nie jest. Jakby nie to, że też potrzebuję jednak spać, to bym pewnie nie wychodziła z pracy – ale przecież potrzebowała. I potrzebowała też odpocząć, ale nie miała na to za wiele czasu. Tego dla siebie znaczy się – dzisiaj był chyba pierwszy dzień, który miała cały dla siebie, bo w poprzednie ciągle coś się działo. Oprócz dzisiejszego świętowania, to po drodze zaliczyła jeszcze pogrzeb, ale to też… Z munduru w sukienkę, nie miała wiele więcej czasu.

Miała jakieś pojęcie o tym, co robią w Departamencie Tajemnic, bo tuż przed Spaloną Nocą złożyła oficjalne podanie, by dopuszczoną ją do zespołu, który badał Polanę Ognisk. Czekała ciągle na odpowiedź, a choć zgodę szefowej biura aurorów miała, to domyślała się, że noc, która spopieliła tak wielką część Anglii, mogła trochę wstrzymać decyzję szefa Departamentu Tajemnic.

– Hmm, dobrze. Jest jeszcze trochę miejsca, to nie jest ciasna klitka – w przeciwieństwie do Rodolphusa, swojego głosu wcale nie ściszyła, mówiła tak samo jak wcześniej. Była w stanie dać dziewczynom osobne pokoje, każda miała swój. Mogły też dowolnie korzystać z jej rzeczy, Victoria nie miała nic przeciwko, tym bardziej, że i tak w większości tych dni paradowała w mundurze. – Myślałam, że przyjdą, chociaż Daphne nie była pewna, czy nie będzie potrzebna w pracy. Miałam jeszcze coś do załatwienia wcześniej, więc się minęłyśmy – przyznała zresztą, zerkając kątem oka na swoją matkę, która zdawała się nie słyszeć tematu. Albo tak dobrze udawała. Prim za to nie mówiła nic, że zjawić się nie będzie mogła, więc prawdę powiedziawszy Victoria faktycznie była zaskoczona jej nieobecnością. – Byłam w Dolinie Godryka – dodała za to i sięgnęła po swój puchar z winem. – Ktoś się świetnie bawił na zgliszczach – nie planowała tematu poruszać tak prędko, ale… samo się nawinęło.


// Kolejka do 5.12 do 23:59.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#10
02.12.2025, 12:33  ✶  

Czy kogokolwiek z ich rodziny można było nazwać gadułą? Jeżeli chodzi o osoby, które zdążyły zasiąść przy stole, to raczej nie.
- Może się spóźnią - dawno ich nie widział - Prim widział w zasadzie całkiem niedawno, ale przez chwilę. Z kolei z Daphne widzieli się na początku września, a potem mijali na korytarzach Ministerstwa. Podejrzewał jednak, że obie kobiety miały nie mniej pracy, niż oni, patrząc na miejsce, w którym pracowały i czym się zajmowały. Rodolphus sięgnął po kieliszek, który był napełniony wodą. Dla nikogo tu nie było tajemnicą, że jeżeli brał alkohol do ust, to były jego naprawdę niewielkie ilości i zwykle było to na pokaz. Tu nie musiał udawać: każdy znał jego stosunek do alkoholu. Woda była bezpieczniejszym wyborem. Przez myśl przemknęło mu jeszcze pytanie, czy jakakolwiek potrawa będzie zawierała lubczyk, na który niedawno odkrył, że ma uczulenie, ale na razie nie poruszał tego tematu. Jego dieta w ostatnich miesiącach zmieniła się dość naturalnie.
- Co masz na myśli, mówiąc że się doskonale bawił na zgliszczach? - przeniósł wzrok na Victorię, bo nie słyszał nic o Dolinie Godryka poza tym, że sporo budynków spłonęło. Czy wiedziała coś więcej? On sam starał się nie interesować w pracy tym tematem bardziej niż powinien, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Zwilżył gardło wodą. Kaszel nie dokuczał mu już aż tak, w zasadzie praktycznie go nie było. Czas oraz eliksiry z Munga leczyły lepiej, niż domowe sposoby z Czarownicy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (528), Laurence Lestrange (2988), Louvain Lestrange (976), Primrose Lestrange (1317), Rodolphus Lestrange (2328), Victoria Lestrange (4378), William Lestrange (1027)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa