• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange

[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#61
07.12.2025, 22:08  ✶  
Lewituję, a potem spadam i próbuję nie upaść

– Zależy, co masz na myśli – bo zabawa… a zabawa… Nie uważała za właściwe stanie w miejscu i nie pozwalanie sobie na rozrywkę, bo miesiąc wcześniej chłop z manią wielkości zaatakował ich świat. Po drodze ludzie brali ślub, wystawiono jakiś bal z okazji spektaklu w teatrze. Nie pojawiła się ani na jednym, ani na drugim, bo – cholera jasna – ktoś musiał pracować, ktoś musiał próbować zaprowadzić porządek. Ale ludzie już dawno przestali się przejmować sprawianiem pozorów, więc dlaczego mieliby to robić oni teraz? Miesiąc to jednocześnie bardzo mało i bardzo dużo czasu, a czasami Victoria miała wrażenie, że ten jest jak z gumy. – Nie zamierzam płakać w kącie i podpierać ściany – dodała jeszcze, posyłając mu uśmiech. Ale czy miała nastrój do zabawy…? Mogli o tym porozmawiać… Ale wtedy te ich eliksiry zaczęły działać.

Uczucie, jakie ją ogarnęło, było tak obezwładniające, że Victoria zdążyła zapomnieć o wszystkich swoich zmartwieniach – również tych, związanych z oderwaniem nóg od posadzki. To musiał być naprawdę silny eliksir, skoro zdołała zapomnieć właśnie o tym, że ma lęk wysokości i co się stanie, gdy efekt przestanie działać. A przecież przestanie! Rozejrzała się bardzo szybko po sali, na której działy się bardzo dziwne rzeczy, najpewniej związane z tymi eliksirami, które można było dostać przy wejściu, jednak ręka Chrisa trzymała ją w tu i teraz, gdy znowu zaśpiewał, jakby w odpowiedzi do niej. Bardzo pięknie śpiewał. Już miała mu to powiedzieć, kiedy zamachała jeszcze kilka razy tymi skrzydłami, nie do końca wiedząc jak to się właściwie dzieje i… wtedy to poczuła.

W pierwszej kolejności uświadomiła sobie, że jest w powietrzu. W drugiej, że jej skrzydła złożyły się, a pióra rozpierzchły na wszystkie strony w białej, pierzastej chmurze, która miała za chwilę zniknąć. W trzeciej odczuła panikę, a dłoń Christophera działała jak kotwica. Nie była bardzo wysoko – prawdę mówiąc powinna po prostu opaść na nogi i nie powinno się wydarzyć nić bardziej nadzwyczajnego, ale panika była zbyt nagła i zbyt mocna, by mogła jakoś nad tym zapanować. Słyszała głos Rosiera, zarejestrowała jego słowa gdzieś końcem świadomości, a potem…

Potem po prostu opadła (a w jej głowie to wręcz runęła w dół) i w panice, dość odruchowo, objęła Christophera, próbując nie stracić równowagi, mając nadzieję, że ten w razie czego ją przytrzyma.

– Przepraszam! – wydusiła jeszcze tylko z siebie.


// Zawada: lęk wysokości; czy zachowam równowagę
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#62
07.12.2025, 22:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2025, 22:27 przez Hannibal Selwyn.)  
śpiewa przy Gabrielu i Lucy

Hannibal przełknął eliksir - słodkawy i smakujący jak słaby drink z palemką - i poczuł nieprzepartą ochotę, żeby zaśpiewać. To musiał być efekt miksturki - był pewien, że nie zdoła odezwać się w normalny sposób. A zatem należało szybko wybrać odpowiednią piosenkę. Miał co prawda uświetniać wieczór swoim głosem nieco później, ale co mu szkodziło poddać się zabawie już teraz? Uśmiechnął się lekko, podjąwszy decyzję kreatywną - jedyną, jaka w tej chwili należała do niego - i niby mimochodem zaintonował:

- Fly me to the moon and let me play among the stars,
Let me see what spring is like on Jupiter and Mars
In other words - hold my hand,
In other worlds - baby kiss me…


Wybrał wyciągniętą, liryczną wersję zamiast swingującej, bo lepiej pasowała do śpiewania a capella i - jego zdaniem - do rozgrywającej się przed nim sceny. Zaczął cicho, ale jego śpiew z każdym wersem nabierał głośności i pewności. W bezpośrednim sąsiedztwie zrobiło się jakby ciszej. Selwyn wysunął się spomiędzy gości i stanął w pobliżu pary, nawet nie udając, że nie robi im za soundtrack. Jego głos był dobry i bez wspomagania, ale eliksir dodatkowo wygładził wszelkie możliwe niedoskonałości spowodowane czy to brakiem rozgrzewki, czy jakimiś losowymi drobiazgami. Wykonanie było idealne.

- Fill my heart with song and let me sing for ever more,
You are all I long for, all I worship and adore
In other words: please, be true
In other words: I love youuuUUUUUuuuuu…


Nigdy nie używał eliksirów do śpiewania na scenie, skoro jednak całkiem przypadkiem trafiła się okazja, postanowił wykorzystać ich potencjał w pełni. Przyjemnie było tak śpiewać - niemal bez wysiłku, bez ryzyka jakiegokolwiek załamania, gardło pracujące jak doskonale wyregulowana maszyna, płuca pełne powietrza. Zakończył imponująco wysokim tonem, niemożliwie rozciągniętym i modulowanym. Porwany na chwilę muzyką, nieświadomie zamknął oczy, skupiając się na tej ostatniej, długiej nucie - przyzwyczajenie było przyzwyczajeniem i artysta wpakował w “youuuuuu!” całą resztę swojego oddechu, pewnie, ale starannie odmierzając, by dośpiewać do końca z jednakową mocą.

Uśmiechnął się i otworzył oczy. Ktoś gwizdnął, ktoś tuż obok zaklaskał. Hannibal skinął głową w podziękowaniu, udając zakłopotanie.
Nie był zakłopotany. Był zachwycony.
Spojrzał na parę przed nim i napotkał wzrok mężczyzny w wysadzanym rubinami garniturze (ile to mogło ważyć? czy wygodnie było się w takim ubraniu poruszać?).  Kobieta wciąż unosiła się nad ziemią, nie wyglądało jednak na to, by skrzydła pozwalały wzlecieć wyżej, niż na kilkadziesiąt centymetrów. Puścił do niej oko, niepewny, czy w ogóle widać to spod maski.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#63
07.12.2025, 23:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2025, 23:35 przez Morpheus Longbottom.)  
Łazienka z Dolohovem

W głowie Morpheusa wyglądało to następująco. Siedzieli w Instytucie Dolohova, nad pracą badawczą. Miał nawet bardzo konkretną wizję, jakie to było badanie. Moment w którym prawie zapomnieliby, co ich kiedyś łączyło i zwyczajnie pracowali nad przełomem umieszczenia czystej energii wyciągniętej z któregoś z nich do fiołki, która wprawiała w ruch maszynę i eksponowała energie, jakie wpływają na danego człowieka i pozwalała je zmieniać, aby jednym przesunięciem palca oczyszczać ludzi z klątw oraz złej przyszłości. Nie będzie wypadków, hipnoz czy parszywych eliksirów. Praca wielu studentów pod ich okiem, owocująca w przełomowe odkrycie. I wtedy wróciłaby żarliwość, ciepło na widok drugiej osoby. Ale tak się nie wydarzyło i tak się nie wydarzy.

Dolohov go pocałował i przez chwilę Morpheus jeszcze myślał, że to coś zmieni, a rozmowa o lepszym jutro to tylko kwestia głębszych wdechów. To była bardzo krótka chwila, gdy myślał o tym, jak prorocze mogło być wróżenie rano Antoniuszowi, wraz z rewelacją, że zeszli się z Jonathanem. Bo przyjaźń się posypała i nie było nic, co można stracić, więc czemu nie spróbować. Byłoby to tak pięknie znamienne. Nie pozostało im nic innego, więc równie dobrze mogli spróbować i oni dwoje, w łazience w dworku Lestrange. Przez ten ułamek sekundy świat wrócił na swoje miejsce.

I znów się posypał, bo miecz z Asa ponownie przeciął marzenia. Bo Vakel miał wszystko i zwyczajnie Morpheusa nie potrzebował. Miał swój Instytut, lepszego znawcę run, córkę, karierę, podopiecznych. As zamiast niebios, wbijał się w ziemię. Nie będzie szczęśliwej rodziny, bo Morpheus Longbottom był dogłębnie osobą, której pisany jest koniec w szaleństwie i samotności. Nawet twój bóg cię nie kocha dostatecznie, szydził jego wewnętrzny głos. Może dlatego byli tą samą duszą z Antoniuszem. On miał miłość totalną więc dla równowagi, Morpheus nie będzie miał żadnej.

Nie mógł się ruszyć. Oczywiście, że był wszystkowiedzący. Spojrzał na rozbitą fiolkę bardzo powoli. Fiolkę, której on sam odmówił, a później uniósł palce do ust. Dopiero wtedy zauważył, że są lepkie od krwi.

Gdy odwrócił się w stronę Vasilija, jego odbicie w lustrze nosiło karmin jak rozmazaną szminkę. Mechanicznie schylił się po maski i położył je obok siebie. Czarną nicość i Księżyc.

— Gdybym był wszystkowiedzący, zdążyłabym cię powstrzymać przed wypiciem — spodziewał się, że jeśli to się wydarzyło, to albo wydarzyło się coś gorszego, albo nie był w stanie przebić się przez ochronę Lestrange, żeby zmienić fiolkę Vasilija na coś innego. Gdyby metaliczny posmak na ustach był czymś dobrowolnym, ich rozmowa wyglądałaby teraz zupełnie inaczej.

Nie wywróżył jednak Dwójki Pucharów.

— Przed przyjęciem wróżyłem dla mojego ojca. Chciałem, żeby przyszedł. Wywróciłem nietakt towarzyski i obawiałem się, że mógł coś zrobić, ale teraz myślę sobie, że wszystkie rodziny organizujące przyjęcia prześcigają się w robieniu z siebie kompletnych błaznów — powiedział głosem pełnym gniewu. Przysunął się do Vakela, na tyle aby go nie dotknąć i tym razem on wyciągnął w jego stronę rękę.

— Pokaż. Nie możemy pozwolić, żeby została blizna albo uszkodzony nerw.

Jak na zawołanie, wyciągnięta dłoń Morpheusa drgnęła w dziwnym spazmie, a on udawał, że to się nie wydarzyło.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#64
08.12.2025, 02:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2025, 02:53 przez Astoria Avery.)  

Uniosła lekko brew, co sygnalizowałoby autentyczne zdziwienie, gdyby nie to, że maska przysłaniała górną część jej twarzy. Niemniej mógł dostrzec błysk zaskoczenia w oczach kobiety, gdy przyglądała mu się badawczo. Dlaczego z własnej woli oglądał czarne róże? Przypuszczała, że nie był to jego pomysł, prawdopodobnie przystał na czyjąś propozycję. I to właśnie ją zaciekawiło, kto zdołał go namówić.
- Ach tak? Za czyją namową, jeśli to nie tajemnica? - nawet nie starała się zabrzmieć mniej wścibsko. W międzyczasie obserwowała wnętrze i interakcje innych osób.  Astoria zawsze ciągnęła do centrum wydarzeń, do miejsca, gdzie czuło się puls towarzyskiego życia. Chciała wiedzieć, jak daleko poszli Lestrangowie, jakie sekrety zaplanowali, jakimi efektami postarają się prześcignąć własną legendę. Każdy taki bal to okazja do popisania się przed resztą rodów - ba, czasem całej społeczności magicznej w Londynie. Domyślała się więc, że nie będą przebierać w środkach i chciała to zobaczyć na własne oczy. Między innymi dlatego ogród nie wydawał jej się w tym momencie atrakcyjny. Prawdopodobnie przypomni sobie o nim, gdy zmęczenie zacznie dawać jej się we znaki i będzie chciała odpocząć wśród krzewów.
- Jasne. Jak będziemy się nudzić, pójdziemy obejrzeć róże - uśmiechnęła się lekko. Na razie jednak nie zapowiadało się na to, żeby mieli się nudzić. Widziała, co dzieje się wokół nich, ale to nie powstrzymało jej przed wypiciem eliksiru. Chociaż raz chciała pozwolić sobie na moment szaleństwa, tym bardziej, że miała obok siebie przyjaciela, na którego mogła liczyć w razie kłopotów.
- Prawda, przekonałam się o tym, próbując wyprawić ci urodziny-niespodziankę - wywróciła teatralnie oczami. Największą niespodzianką na tym przyjęciu był fakt, że solenizant wcale się nie pojawił.
Po raz kolejny złapała się na tym, że jej spojrzenie, nieświadomie, nerwowo, zbyt często powracało nad tłum, jakby szukała nie czarnych róż, lecz kogoś, kto równie dobrze mógł już ją obserwować. Wiedziała, że to irracjonalne, dlatego przytrzymała ramię Leviego odrobinę pewniej, jakby w ten sposób uciszała własne myśli.
- Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć - parsknęła cicho i łyknęła eliksir bez większego zastanowienia. Gdy otworzyła znów oczy, spotkała zaciekawione spojrzenie Leviego i nagle coś w jej głowie się przestawiło. Jak na pstryknięcie, poczuła nagłą potrzebę zmniejszenia dystansu i pocałowania go. Serce zabiło jej szybciej, dziwnie, nienaturalnie. W żołądku pojawiło się nagłe, absurdalne ciepło. Jej spojrzenie przywarło do jego ust bezwstydnie, jakby jej ciało przestało słuchać rozumu.
Zrobiła krok w jego stronę. Czuła, jak jej dłoń wbrew rozsądkowi drgnęła, jakby chciała uchwycić materiał jego marynarki. Ale zanim zdążyła się ku niemu pochylić, jakiś impuls na dnie świadomości przypomniał jej, że nie mogła tego zrobić. Byli przyjaciółmi i nie mogła mieszać mu w głowie. Ani sobie. Zatrzymała się w ostatniej chwili. Jej palce zwinęły się w pięść przy jej boku. Ciężar ciała cofnął się nieznacznie. Usta zamarły w pół oddechu.
- Przepraszam.

Rzut O 1d100 - 76
Sukces!
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#65
08.12.2025, 10:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2025, 10:17 przez Christopher Rosier.)  

Na całe szczęście, kolejny występ muzyczny rozpoczął się dopiero, kiedy Christopher swój zakończył: inaczej istniała całkiem spora szansa, że poszedłby wytargać kuzyna za szatę, oburzony, że ten psuje mu moment. Rosier jednak zakończył śpiewy, ludzie, którzy się mu przypatrywali, zaczynali już odwracać spojrzenia, nie miał więc nic przeciwko temu, że kto inny ściągnął teraz na siebie uwagę. Zwłaszcza, że to on był pierwszy, więc to zrobiło największe wrażenie, prawda?

Wyciągnął drugą rękę, by podtrzymać Victorię, gdy opadła z powrotem na posadzkę. Utrzymała równowagę całkiem nieźle, a że sobie przy tym pomogła obejmując ją – czy był młody, wolny mężczyzna, który mógłby mieć pretensje o coś takiego? Jeżeli tak, to zdaniem Christophera musiałby być straszliwym dziwakiem.
Być może Rosier nawet uśmiechnął się trochę głupio, ale trwało to zaledwie sekundę i było trudne do zauważenia.
– Nic nie zaszkodzi – zapewnił, przez chwilę ją obejmując, zanim cofnął dłoń, a potem na powrót zaoferował jej ramię, ponownie wcielając się w rolę perfekcyjnego, angielskiego dżentelmena. – Wszystko dobrze? Może chodźmy nieco dalej od wejścia? Nie chciałbym dostać w twarz skrzydłem. Chyba, że oczywiście, to będzie twoje skrzydło.
Chociaż trzeba przyznać, że Christopherowi przeszło przez głowę, że powinni zająć strategiczne miejsca, umożliwiające obserwowanie wejścia, bo efekty specjalne drinków Lestrangów były bardzo interesujące, jak długo nie dotyczyły ciebie. Bardzo chciałby zobaczyć na przykład swojego dziadka, zmuszonego do wyśpiewania serenady albo ciotkę Lucindę, gdyby wyrośnięcie skrzydeł uszkodziło tył jej sukni balowej – na całe szczęście w przypadku Victorii nie doszło do takiej zbrodni (na wszelki wypadek, gdy się zatrzymali, nawet mało elegancko może, ale zerknął, by się upewnić), bo Christopher bardzo, bardzo by się zdenerwował.

– To było… interesujące, ale muszę przyznać, że nie jestem pewien, czy teraz odważę się sięgnąć po płonące drinki – ocenił jeszcze, rozglądając się po Sali za innymi aniołami i śpiewakami, zanim jego wzrok na moment zatrzymał się na barku. A potem przez jego częściowo zakrytą twarz przebiegł lekki uśmiech.
Może odrobinę złośliwy.
– Przynajmniej dopóki nie zobaczę, jakie efekty wywrą na innych.
W końcu istniała możliwość, że nie będą tak spektakularne, jak tych eliksirów rozdawanych na wejściu. Albo będzie wręcz odwrotnie. I tu odzywała się jego Ślizgońska natura, szepcąca, że bardzo chętnie to zobaczy.
big sis
wiek
37
sława
I
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
egzorcystka
170 cm, 80 kg, dobrze zbudowana, świadoma walorów własnego ciała, szeroko uśmiechnięta blondynka o niebieskich oczach przetkanych morską zielenią. Ma niski, przyjemny głos, mówi zwykle cicho, by maksymalnie skupić na sobie uwagę odbiorcy.

Urd Nordgesim
#66
08.12.2025, 10:42  ✶  
Fruwam, ciesze się i opadam w ramiona Roberta

Efekt był nieoczekiwany, ale skłamałaby sążniście, gdyby miała powiedzieć, że nieprzyjemny.

Jej perlisty śmiech roznosił się po wysokim sklepieniu sali balowej, a biel sukni i maski aż nazbyt korespondowała z pierzem skrzydeł. W głowie wirowało szczęście, nieskrępowana radość i brak jakiejkolwiek myśli. Nie był to stan obcy Urd i bardzo cieszyła się chwile później, że nie był to stan związany z kacem. Sam fakt, że to uniesienie trwało tyle co żywot motyla, było wystarczającą karą.

Z wysokości łatwiej jej było również dostrzec potencjalnego partnera na pierwszych kroków na sali, samotnego, rozglądającego się za gwiazdką z nieba. Anioł musiał mu wystarczyć.

Wpadła na niego wciąż rozchichotana, wsparła się na szerokich barkach, pozwalając sobie na krótki moment zasłonić ich skrzydłami, nim te pierzchły wytraconą magią eliksiru, rozbryzgły się w mieniące brokatem widmowe pióreczka.

- Mój wybawca... - uśmiechała się wciąż szeroko, mając posmak nieskrępowanej słodyczy na ustach, eliksiru szczęścia w pojedynczym szocie. Wiele by dała, by zdobyć tego więcej. - Dzięki Tobie nie bolało tak bardzo, gdy spadałam z nieba. - głos jasno sugerował, jakie mniemanie kobieta ma o tym tekście na podryw i jak szybko go wypaliła, aby zdjąć z jego barków używanie go wobec niej. Stanęła pewniej na nogach, pozostając jednak wspartą o robertowe ramie.
- Cóż za szalone napitki, sądzisz, że będą rozdawać na nie przepisy? - zagadnęła z właściwą sobie swobodą. Nie było widać jej oczu z racji koronkowego motyla przysłaniającego pół twarzy, łatwo było jednak wyczytać z odsłoniętej mimiki i brzmienia miękkiego altu, że rozpiera jej pierś ekscytacja. - Fascynuje mnie myśl, że przy barze można dostać coś podobnego. Wybawiłbyś mnie po raz drugi i zaprowadził tam, gdzie Lestrangowie popisują się swoimi alchemicznymi umiejętnościami? - poprosiła słodko, nadając całości nibu nieporadności słodziutkiej blondynki, która nieopatrznie wybrała zbyt wiele zasłaniającą maskę.

[+]sukienka poglądowo
[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#67
08.12.2025, 11:25  ✶  

Stoję przy stole z przekąskami i rozmawiam z Laurence

Drgnął, gdy usłyszał obok siebie czyjś głos. Obrócił głowę w masce, by utkwić spojrzenie w mężczyźnie, który go zaczepił. Czy to był ktoś z rodziny, czy może ktoś wścibski? A może ktoś samotny, kto również przyszedł sam na bal? Dobrze, że maska zakrywała mu usta, dzięki temu nie musiał obdarzać wszystkich po kolei sztucznymi uśmiechami.
- Można tak powiedzieć - odpowiedział grzecznie, obracając się do rozmówcy przodem. - Ciekawa forma przyjęcia. Nieczęsto się takie wyprawia.
Podążył wzrokiem po sali balowej, jakby kogoś szukał, lecz nie dostrzegł nikogo. Powrócił więc spojrzeniem do mężczyzny w złotej masce. Mimo że jego maska zakrywała tylko górną część twarzy, to nie rozpoznał swojego kuzyna. Głos był zniekształcony przez muzykę, która dobiegała z sali, oraz głosy innych ludzi. Ciekawe ile minie czasu, gdy się zorientują, z kim rozmawiają?
- A pan? Czeka pan na kogoś, czy przybył sam? - nie chciał zbyt wcześnie zdradzać swojej tożsamości, ale nie lubił łamać danego sobie słowa. Dlatego też gdy podszedł do nich kelner z drinkami, Lestrange odmówił grzecznie. Pierwsza wskazówka, mało osób nie piło, szczególnie na takich przyjęciach.

!balmaskowy
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#68
08.12.2025, 11:25  ✶  
Podchodzi do ciebie nieznana osoba płci przeciwnej. Chwyta cię za dłonie, uwiesza się na twoim ramieniu - nachalnie przyciąga do siebie.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#69
08.12.2025, 11:36  ✶  

Nadal jestem niewidzialna, rozmawiam z Zacharym przy wejściu i ciągnę go do sali

- Niewidzialna? - zamrugała, ignorując tę wstawkę o eliksirze. Spojrzała w dół, na swoje ręce, i nie dostrzegła nic. - To... Dziwne.
Ale chociaż tyle - przynajmniej nikt jej nie zobaczy. A Zack robił z siebie kretyna, całując powietrze. To zdecydowanie jej wystarczyło, żeby zachichotać i poprawić humor.
- Ciekawe ile to potrwa. Myślisz że mogę spróbować komuś coś zwinąć? - zapytała szeptem, przybliżając się do mężczyzny - i tak ją trzymał, jakby bał się, że mu zwieje i zrobi coś głupiego. Głupszego niż on zrobił jej. Patrząc na to, co powiedziała, to nie była taka bezzasadna obawa. - Tłumacz się eliksirem, tłumacz, ale następnym razem może chociaż odejdźmy i nie przeszkadzajmy innym?
Zapytała filuternie, poprawiając niewidzialnymi dłońmi jego maskę. A potem zacisnęła dłoń na jego dłoni i pociągnęła go w stronę sali balowej.
- Chodź, widziałam stoły z jedzeniem. Póki jestem niewidzialna nie muszę bać się, że ktoś zobaczy jak opędzluję połowę stolika z przekąskami w bardzo nieelegancki sposób.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#70
08.12.2025, 12:22  ✶  
Rozmawiam z Rodolphusem w sali balowej, przy stole z potrawami.

Upierdliwe maski, nie pozwalały na zobaczenie twarzy, z kim się rozmawiało. Chętnie by ściągnął swoją. Długo na pewno w niej nie wytrzyma i przyjdzie zapewne moment, że to uczyni. Maska jego rozmówcy zakrywała całą twarz. Ciężko było także dostrzec jego oczy. Te czasami mówią o mimice twarz.

Zadał proste pytanie. Gdyby nie muzyka w tle, być może po głosie szybko by rozpoznał, z kim ma przyjemność. Sam Laurence w wyglądzie swoim się nie zmienił. Jego broda odpowiednio przycięta, może była jednym z nielicznych charakterystycznych elementów rozpoznawalności w rodzinie. A także siwe pasma we włosach, dość widoczne. Kto jednak na takie szczegóły uwagę będzie zwracać?

- Zgadza się. Nieczęsto. Czasami jednak trzeba wrócić do korzeni dawnych tradycji, aby o nich nie zapomnieć.
Odpowiedział ze spokojem, łagodnością w głosie. Jakby tym samym chronił czy nawet i bronił poniekąd pomysł organizacji tego przyjęcia. Powtrzymując się od tego, że okoliczności trochę temu nie sprzyjają. Ale nie kwestionował decyzji rodziców, wujków, ciotek, babki. Ktokolwiek na to wpadł.
- Jestem z partnerką.
Odpowiedział na pytanie, przenosząc spojrzenie w kierunku Camille Delacour, która pochłonięta rozmową, stała w otoczeniu kilku dam. Niestety także miała maskę na twarzy, co nie było łatwe w identyfikacji tożsamości.

Miał już zapytać rozmówcę, czy także z kimś przybył, kiedy to nagle pojawiła się znikąd jakaś kobieta. Tak nagle do niego podchodząc i uwieszając się. Bez słowa zapytania, ani jakiejkolwiek reakcji. Laurence mógłby stwierdzić, że ta kobieta, była partnerką jego rozmówcy.

- To pańska towarzyszka?
Zapytał. Bo może kobieta była pod działaniem jakiegoś eliksiru i nie wiedziała co czyni? Czy może to zamierzony ruch?

Posiadana Maska


@Rodolphus Lestrange
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (820), Anthony Shafiq (1550), Astoria Avery (2600), Atreus Bulstrode (3714), Baba Jaga (1429), Basilius Prewett (215), Brenna Longbottom (4076), Cedric Avery (211), Ceolsige Burke (1532), Charlotte Mulciber (1529), Christopher Rosier (4157), Dearg Dur (927), Deirdre Malfoy (997), Elliott Malfoy (1589), Gabriel Montbel (1661), Hannibal Selwyn (1963), Jonathan Selwyn (453), Lana Dolohov (670), Laurence Lestrange (3774), Laurent Prewett (1629), Leviathan Rowle (2123), Lucy Rosewood (1380), Lyssa Dolohov (1545), Mirabella Plunkett (3432), Morpheus Longbottom (2810), Oleander Crouch (1688), Pan Losu (1777), Robert Albert Crouch (794), Rodolphus Lestrange (2205), Urd Nordgesim (1079), Vakel Dolohov (4968), Victoria Lestrange (5081), Zachary Burke (1417)


Strony (22): « Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 22 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa