– Zależy, co masz na myśli – bo zabawa… a zabawa… Nie uważała za właściwe stanie w miejscu i nie pozwalanie sobie na rozrywkę, bo miesiąc wcześniej chłop z manią wielkości zaatakował ich świat. Po drodze ludzie brali ślub, wystawiono jakiś bal z okazji spektaklu w teatrze. Nie pojawiła się ani na jednym, ani na drugim, bo – cholera jasna – ktoś musiał pracować, ktoś musiał próbować zaprowadzić porządek. Ale ludzie już dawno przestali się przejmować sprawianiem pozorów, więc dlaczego mieliby to robić oni teraz? Miesiąc to jednocześnie bardzo mało i bardzo dużo czasu, a czasami Victoria miała wrażenie, że ten jest jak z gumy. – Nie zamierzam płakać w kącie i podpierać ściany – dodała jeszcze, posyłając mu uśmiech. Ale czy miała nastrój do zabawy…? Mogli o tym porozmawiać… Ale wtedy te ich eliksiry zaczęły działać.
Uczucie, jakie ją ogarnęło, było tak obezwładniające, że Victoria zdążyła zapomnieć o wszystkich swoich zmartwieniach – również tych, związanych z oderwaniem nóg od posadzki. To musiał być naprawdę silny eliksir, skoro zdołała zapomnieć właśnie o tym, że ma lęk wysokości i co się stanie, gdy efekt przestanie działać. A przecież przestanie! Rozejrzała się bardzo szybko po sali, na której działy się bardzo dziwne rzeczy, najpewniej związane z tymi eliksirami, które można było dostać przy wejściu, jednak ręka Chrisa trzymała ją w tu i teraz, gdy znowu zaśpiewał, jakby w odpowiedzi do niej. Bardzo pięknie śpiewał. Już miała mu to powiedzieć, kiedy zamachała jeszcze kilka razy tymi skrzydłami, nie do końca wiedząc jak to się właściwie dzieje i… wtedy to poczuła.
W pierwszej kolejności uświadomiła sobie, że jest w powietrzu. W drugiej, że jej skrzydła złożyły się, a pióra rozpierzchły na wszystkie strony w białej, pierzastej chmurze, która miała za chwilę zniknąć. W trzeciej odczuła panikę, a dłoń Christophera działała jak kotwica. Nie była bardzo wysoko – prawdę mówiąc powinna po prostu opaść na nogi i nie powinno się wydarzyć nić bardziej nadzwyczajnego, ale panika była zbyt nagła i zbyt mocna, by mogła jakoś nad tym zapanować. Słyszała głos Rosiera, zarejestrowała jego słowa gdzieś końcem świadomości, a potem…
Potem po prostu opadła (a w jej głowie to wręcz runęła w dół) i w panice, dość odruchowo, objęła Christophera, próbując nie stracić równowagi, mając nadzieję, że ten w razie czego ją przytrzyma.
– Przepraszam! – wydusiła jeszcze tylko z siebie.
// Zawada: lęk wysokości; czy zachowam równowagę
Tak
sukienka poglądowo![[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/d3/39/b9/d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg)