25.03.2026, 11:01 ✶
Odwrócił gwałtownie głowę w stronę, z której dobiegł huk.
- Nie wiedziałem, że zwierzęta też mogą zostać opętane - powiedział, poświęcając Helenie tylko połowę uwagi, bynajmniej nie celowo - Słyszeliście to? Brzmiało, jakby coś nieźle pieprznęło gdzieś tam… w łaźni?
Czy właściwie byli bezpieczni? Czy skoro coś albo ktoś przejmował tu kontrolę nad zwierzętami, to mógł opętać również ich? Hannibal obrzucił wzrokiem sylwetki swych towarzyszy, co nie na wiele się zdało w mdłym świetle jego różdżki. Dobrze chociaż, że pozbyli się na jakiś czas mugoli, oni byli tutaj jeszcze bardziej bezbronni.
- Czy to wystarczy, żeby utrzymać mugoli z dala? - zapytał Peregrinusa, wskazując głową jego runę. Dziwne, że nikt z obsługi kurortu nie kontrolował zabezpieczeń albo nie przeprowadził napraw. Cóż, Hannibal na pewno dwa razy się zastanowi, nim poleci to miejsce znajomym!
Noc otaczała ich niepokojąca i pełna tajemnic. Zabudowania ciągnęły wzrok.
- Myślicie, że… powinniśmy to sprawdzić? - dodał cicho, mając na myśli wybuch - Może ktoś potrzebuje pomocy?
Myśl o poszkodowanych pociągnęła za sobą wspomnienie - pokłosie wybuchu, gorąco pożaru na twarzy, śliski od krwi chodnik. Ciężar kobiety w ramionach. Metalowy hak, makabrycznie wystający z jej zakrwawionej łydki. Ból jego własnych oparzeń.
Hannibal wzdrygnął się, a światełko na końcu różdżki zamigotało. Ten huk brzmiał w jego uszach zbyt podobnie. Mechanicznym gestem sięgnął do klatki piersiowej, upewniając się, że jego koszula jest cała, a skóra pod nią nie piecze.
To było ponad miesiąc temu, uspokój się!
- Nie wiedziałem, że zwierzęta też mogą zostać opętane - powiedział, poświęcając Helenie tylko połowę uwagi, bynajmniej nie celowo - Słyszeliście to? Brzmiało, jakby coś nieźle pieprznęło gdzieś tam… w łaźni?
Czy właściwie byli bezpieczni? Czy skoro coś albo ktoś przejmował tu kontrolę nad zwierzętami, to mógł opętać również ich? Hannibal obrzucił wzrokiem sylwetki swych towarzyszy, co nie na wiele się zdało w mdłym świetle jego różdżki. Dobrze chociaż, że pozbyli się na jakiś czas mugoli, oni byli tutaj jeszcze bardziej bezbronni.
- Czy to wystarczy, żeby utrzymać mugoli z dala? - zapytał Peregrinusa, wskazując głową jego runę. Dziwne, że nikt z obsługi kurortu nie kontrolował zabezpieczeń albo nie przeprowadził napraw. Cóż, Hannibal na pewno dwa razy się zastanowi, nim poleci to miejsce znajomym!
Noc otaczała ich niepokojąca i pełna tajemnic. Zabudowania ciągnęły wzrok.
- Myślicie, że… powinniśmy to sprawdzić? - dodał cicho, mając na myśli wybuch - Może ktoś potrzebuje pomocy?
Myśl o poszkodowanych pociągnęła za sobą wspomnienie - pokłosie wybuchu, gorąco pożaru na twarzy, śliski od krwi chodnik. Ciężar kobiety w ramionach. Metalowy hak, makabrycznie wystający z jej zakrwawionej łydki. Ból jego własnych oparzeń.
Hannibal wzdrygnął się, a światełko na końcu różdżki zamigotało. Ten huk brzmiał w jego uszach zbyt podobnie. Mechanicznym gestem sięgnął do klatki piersiowej, upewniając się, że jego koszula jest cała, a skóra pod nią nie piecze.
To było ponad miesiąc temu, uspokój się!