Only one moment in his life
To be close to your heart?
- Jestem czysta? - zapytała jeszcze mimochodem, odwracając się do funkcjonariuszy tyłem, by mogli ocenić czy udało jej się dokładnie otrzepać.
Uśmiechnęła się do mężczyzny delikatnie, w duchu stwierdzając, że przynajmniej był miły dla oka, kiedy lotnością umysłu zdawał się nie do końca w tym momencie popisywać.
- Ależ nie... - głuptasie. - panie...? Przepraszam, ale zwracanie sie do państwa bezimiennie, wydaje mi się wręcz obcesowe. - uśmiechnęła się jakby przepraszająco. - Ja nazywam się Lyssa Mulciber, ale proszę mi mówić po imieniu i tak jak zasugerowała pana partnerka - tu wskazała na Esther, posyłając jej serdeczny uśmiech - Chciałabym zachować tiarę, ale najpierw oddać ją w ręce klątwołamacza. Jakkolwiek dla niektorych zabawne, mnie niekoniecznie bawią tego rodzaju klątwy, ale sam przedmiot przydałby mi się czy to do ozdoby, czy to do portretów.
Poprawiła kobaltowy sweterek, ktory również miała na sobie. Wciąż czuła rumieniec piekący ją w policzki, ale przynajmniej już nie aż tak intensywny.
Now I walk on them to tea.
A może jednak nie.
W każdym razie oczywiście skusiła się na wsunięcie pierścionka na palec i… och. Z prawdziwym zafascynowaniem obserwowała, jak na dłoniach pojawiły się lśniące, czerwone i fioletowe łuski. Nie mogła tego widzieć, ale te łuski pojawiły się również na twarzy, co z cała pewnością nadało jej dość… nietypowego wyglądu.
- Och, one są ciepłe – zauważyła, bezwiednie dotknąwszy opuszkami paru łusek, wiedziona czystą ciekawością. Czyli to nie tylko kolor, ale jakby… przemieniało jej ciało, dosłownie? - W istocie, piękny przykład – zaraz się zgodziła, przenosząc spojrzenie na latające wokół uzdrowicielki motyle. Nawet odważyła się sięgnąć dłonią ku jednemu z nich – akurat krążącego w powietrzu – ten jednak się wycofał, niezbyt chętny do współpracy.
- Rozumiem – stwierdziła. Chyba chciała jeszcze o coś zapytać w związku z tą klątwą, niemniej dotarły do stanowiska Uli. Rozłożone rysunki… hmmm, części z pewnością nie można było określić jako „typowa sztuka”, zwłaszcza w odniesieniu do mocno przerysowanych mięśni i biustów – Mi się to kojarzy bardziej z przedawkowaniem pewnych eliksirów… Normalnie wspierają organizm w budowie mięśni, ale jeśli spożyje się ich naprawdę o wiele za dużo...- skwitowała z pewną zadumą w głosie. I wskazała zaraz jeden z krajobrazów.
- W każdym razie to już wygląda całkiem ładnie, aż czuć od niego lato – skomentowała, przyglądając się uważnie obrazkowi. A może by tak…?
Heath potrafiła być miła, kiedy tylko chciała. Orion był dzisiaj jej ratunkiem przed autorem którego poznała podczas przygotowań - w przeciwieństwie do niego okazał się być w porządku, przynajmniej jak na razie. To nie tak, że poprzeczka była zawieszona wysoko. Po prostu wczorajsza sytuacja jej zdaniem nie powinna się wydarzyć.
- Chciałabym, ale dopiero zaczęłam swoją pracę w BUM. Może kiedyś uda mi się awansować, zobaczymy, czy w ogóle będę sobie radzić. - Ostatnio szło jej całkiem nieźle, nie wiedziała jednak, czy ta dobra passa się utrzyma.
- Jeśli mam być szczera sama nie wiem, co mnie do tego skłoniło. Zrezygnowałam z kariery sportowej, tutaj był nabór, przyjęli mnie, no i jestem, a dlaczego Ty się tutaj znalazłeś? Długo już pracujesz? - Nie wyglądał na starego dziada, więc stwierdziła, że warto zapytać, może akurat da jej jakieś rady w jaki sposób szybko awansować.
Udało im się rozwiązać problem, który się pojawił, a póki co nic innego się nie działo. Wood uważnie się rozglądała wokół, nie umknęło by jej, gdyby ktoś potrzebował ich pomocy.
Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, kiedy usłyszała słowa aurora. - Oczywiście, że nikomu nie powiem! Jesteś super! - Nie dało się nie zauważyć entuzjazmu jaki zaczął teraz jej towarzyszyć. Mogła choć trochę przyjrzeć się tym wszystkim kolorowym stoiskom! - Tutaj losują jakieś pierścionki, ja pierwsza, ale Ty też sobie wylosuj! - Nie chciała, żeby Orion był poszkodowany. Wrzucila monetę do maszyny losującej i wyciągnęła pudełeczko.
!losowanie pierścionka
Wood zauważyła, że ludzie zaczynają zmierzać już w kierunku pali, ruszyła więc za nimi. - Najważniejsze przed nami. - Powiedziała do Oriona i nie odwracając się za siebie ruszyła w stronę pali.
Pierścionek z zielonym oczkiem
Po włożeniu pierścionka na palec twoje włosy zaczynają przybierać na zmianę wszystkie kolory tęczy rozchodzące się po nich falą. Efekt najlepiej sprawdza się na długich włosach. Aragonit stanowiący oczko pierścionka został wyrzeźbiony w kształt kameleona.
I'm gonna take you down.
Samuel stał w miejscu. Czekał na Danielle która poszła po pączki. Rozglądał się przy tym uważnie, w końcu wokół było tyle kolorowych stoisk, może jeszcze mógłby gdzieś wstąpić i kupić sobie kolejną pierdołę która będzie leżeć w szufladzie nie wiadomo po co latami.
Nie czekał długo na Danielle. Uśmiechnął się do niej serdecznie, kiedy do niego wróciła. Miała ze sobą pączki - udało jej się jakoś dostać do stoiska. - Nie mam specjalnie dużych wymagań. - Odparł zgodnie z prawdą. Samuel nie należał do tych osób, które wybrzydzały, nie było go stać na spożywanie rarytasów. Ważne, że coś wpadło do brzuch, zresztą take pączki na pewno też będą ponad jego wymagania.
Dopiero kiedy o tym wspomniała Carrow zobaczył, że nie wróciła tutaj sama. Mina nieco mu zrzedła, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Danielle na pewno nie miała złych zamiarów - tak sobie to tłumaczył. - Nie znamy. - Powiedział krótko, a ton jego głosu zrobił się jakiś chłodniejszy. Wyciągnął dłoń w stronę Rookwooda. - Miło mi poznać. - Chociaż w tej sytuacji wcale tak miło nie było. - Nie przesadzaj Dani, zwykły twórca ze mnie, nie jakiś tam najlepszy. - Nie uważał się za ponadprzeciętnego w żadnej dziedzinie.
[a] - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem Danielle, chodźmy więc do Sary, przyjemnie zresztą tam było, chętnie wrócę. - Może nie do końca podobał mu się pomysł wędrówki we trójkę, ale nie mógł z tym nic zrobić. - Alanna, tak, moja kuzynka, ale dawno jej nie widziałem. - Nigdy zresztą nie byli jakoś mocno zżyci. No i dotarli do kramu panny Macmillan ponownie tego dnia.Stella w ogóle nie była zaangażowana w problemy, w których tkwiła większość czarodziejów. Jej osobista tragedia tak jej wszystko przysłoniła, że była bierna na to, co od kilku lat działo się wokół. Jasne - miała świadomość, że trwa konflikt, jednak nic więcej. Nie angażowała się, nie uważała, że powinna kiedy nadal wspomnienia rozrywały jej serce.
- Może Ci się uda, o ile jeszcze jest we mnie coś prawdziwego. - Sama często się nad tym zastanawiała ile jest prawdy w tym co robi, a ile kreacji. Nie potrafiła stwierdzić, dawno przekroczyła granicę. Zastanawiała się, czy Theon faktycznie chce ją poznać, czy to tylko takie gadanie, nie umiała tego stwierdzić.
- Szkoda, bo naprawdę uwielbiam czekoladę, nie ma lepszego lekarstwa na duszę. - Musiała się zadowolić tym specjalnym pączkiem. Później wszystko potoczyło się szybko. Nie zdążyła nawet go ugryźć, a wypadł jej z ręki, zresztą to samo wydarzyło się z całą resztą słodkości, które przyniósł jej Yaxley. Nie była z tego powodu zadowolona.
Miała szczęście, że jej towarzysz był całkiem zwinny i złapał ją w locie. Brakowało jej jeszcze tylko tego, żeby tu sobie wybiła zęby przy wszystkich - wtedy to na pewno zostałaby gwiazdą pierwszych stron gazet. - Dzięki, gdyby nie Ty, to pewnie mogłabym zbierać zęby z ziemi... Naprawdę dziękuję! - Była wdzięczna, że udało mu się ją uchronić przed bliskim spotkaniem z podłożem. Wszystko jej sugerowało, że nie powinna się tu pojawić.
- Zgubiłeś coś? Pomogę Ci szukać. - Dostrzegła bowiem, że czegoś poszukiwał w trawie, chciała mu pomóc, w końcu to była jej wina, że coś mu wypadło.
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
Ze słów Daisy wynikało, że wszystkie usłyszane przez Martina śmieszki i domysły dotyczące Beltane "po zmroku" wcale nie były historyjkami wyssanymi z palca. Czyli pary kochanków faktycznie uciekały do lasu na nocne uciechy. Dla Martina dziwnie by było tak w miejscu publicznym.
— Rozumiem — odpowiedział. Nawet jeśli dla Croucha panna Lockhart była szczerą, wolną od konwenansów czarownicą, wciąż nie mogła odpuścić doszukiwania się niesnasek w społeczeństwie i gorących ploteczek. Ale taka jej praca.
W herbacie wylanej bezceremonialnie na trawę było coś niezwykle wyzwalającego. Ciecz otoczona granicami miała służyć jednemu celowi — być transportowaną we wnętrze człowieka. Każde inne użycie byłoby zmarnowaniem zdatnego do spożycia napoju oraz przeznaczonych do jej wytworzenia środków. A tu, wbrew jej przeznaczeniu, została wylana na glebę, gdzie teraz ona stanie się otoczką dotychczas wiążących ją błyszczących mineralnych drobinek. Niektórzy okrzyknęliby to jej końcem, lecz to dopiero początek nieoczekiwanej przygody.
— Florence... Nie. — A jakżeby inaczej. Pamiętał tylko imiona członków najbliższej rodziny. Ludzie z jego otoczenia nigdy go nie interesowali. Gdyby było inaczej, z pewnością pamiętałby starszą od siebie pannę Bulstrode, z którą dzielił dom w Hogwarcie.
Crouch skupił swoją uwagę na ciastku. Było wykonane z niezwykłym kunsztem, szkoda było je jeść. Zapoznał się z symboliką — radość, pogoda ducha. Brzmiało raczej jak coś, co już się spełniło. Ale festyn będzie trwać do późnej nocy, kto wie, co się jeszcze stanie. Zaraz rozpoczną się też kolejne atrakcje, więc Martin i Daisy ruszyli w ich stronę.
little heart of mine
Na służbie.
I nie bardzo widziała możliwość spakowania Stewarda i wysłania go jak najdalej stąd, co bardzo chętnie by uczyniła. Zacisnęła ostatecznie wargi i ruszyła w dalszą wędrówkę. Przystanęła na chwilę przy stoisku Sary, gdzie zamówiła herbatę i odeszła ze zdobyczą dalej, obserwując i lawirując między tymi wszystkimi ludźmi.
Wykonała przydzielone zadanie, więc może najlepiej po prostu stąd już odejść? I być może nawet tak by było, gdyby w całym tym tłumie nie wypatrzyła czegoś, od czego serce jej zamarło.
Stella. Z Theonem.
I nie miała pojęcia, co gorsze – tych dwoje razem czy Steward, pełniący dziś służbę.
- Ooooch, Theon – zaćwierkała, podchodząc bliżej Stelli i Theona – Właśnie myślałam o tobie! – kłamstwo, ale w sumie mogła, biorąc pod uwagę przeszłość, z której zdawała sobie sprawę – I tak się zastanawiałam, czy cię tu dziś w ogóle zobaczę, a tu proszę, jesteś! – zęby błysnęły w uśmiechu, spojrzenie przesunęło się na półwilę.
- Przedstawisz mnie swojej towarzyszce? – zatrajkotała znów, chyba nie mając zamiaru po prostu się przywitać i odejść.
!herbata korzenna
Smak gorzki
Kiedy wziąłeś łyk gorącego napoju, od razu uderzyła w ciebie mnogość aromatów. Wyłapałeś spomiędzy nich między innymi silny, gorzki smak, od którego drapało cię w gardle. To herbata czarna, która zawiera dużą ilość kofeiny i garbników.
Użytkownicy przeglądający ten wątek: