• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#101
02.09.2026, 02:26  ✶  
Z Basiliusem

Prychnął, wyraźnie tym odgrażaniem się rozbawiony, bo co jak co, ale Basiliusa w kuchni sobie nie wyobrażał na pełen etat. Mógł sobie warzyć eliksiry, albo usmażyć jajecznicę czy inny makaron, ale oprócz tego? Nawet nie chodziło o to, że by nie potrafił, tylko nie wydawał się mieć na to odpowiednio dużo zasobów czasowych. W końcu kto będzie leczył tych chorych, kiedy on będzie stał w kuchni? No kto?

— O, i to jest pomysł niemalże doskonały — zachwycił się wyraźnie, chociaż brakowało w nim typowego entuzjazmu. Ale od śmierci Florence brakowało w nim wielu rzeczy. Uśmiechał się trochę mniej, śmiał tak samo, przygaszając pod ciężarem tego, z czym nie do końca chciał się zmierzyć. Brakowało mu jej każdego cholernego dnia, a mimo tego życie toczyło się dalej i starał się o tym zwyczajnie nie myśleć. Przez to sprawy piętrzyły się na biurku, od kiedy tylko wrócił do pracy. Ba, nawet przestał Orionowi aż tak często spychać swoje raporty, chociaż wypełniał je tak samo niechętnie jak zawsze. — Rozumiem to aż za dobrze — westchnął. — Może po sabacie? Dzisiaj kolacja, ale jak stoisz z najbliższymi dniami? — zapytał, nawet podłapując ten plan. Myślenie tylko o kartach brzmiało niemalże jak bajka, w aktualnych okolicznościach.

Zatrzymali się przy jednym ze stoisk z jabłkami, a Bulstrode nawet się nie przejął szczególnie tym, że Basilius wydawał się zignorować to, co o nich przed chwilą powiedział.

— Jabłuszka, pyszne jabłuszka panowie — ekspedientka uśmiechnęła się do nich zachęcająco. Była kobietą o zmęczonej twarzy poznaczonej zmarszczkami, ale jakimś cudem krzesała z siebie bardzo dużo entuzjazmu. — Nie dajcie się zwieść temu, jak wyglądają. Po pierwsze są pyszne, a po drugie koją sny. Te przychodzą łatwiej, niesamowite remedium — zapewniła, chociaż Atreus i tak zdążył się już zdecydować.

— To ja poproszę. Da ich pani trochę więcej. Tak od serca. Spokojnie, zapłacę za tę odrobinę więcej emocji — uśmiechnął się do niej, kiedy ta najpierw prychnęła, że co ma tutaj dawać mu cokolwiek od serca, a potem zachichotała no bo z takim klientem to nie było się sprzeczać. Zaraz też zabrała się do nakładania jabłek i po chwili Bulstrode stał z torbą w ręku, już zapłaciwszy. — Dawaj, bierz. Pewnie na kompot też się nadadzą — zachęcił kuzyna, klepiąc go po ramieniu.

she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#102
04.09.2026, 00:28  ✶  

Senka była niezmiernie rozbawiona starciem, którego była świadkiem. Tym bardziej, że sprzedawczyni wyglądała na coraz bardziej bezradną i zagubioną, coraz częściej strzelając spojrzeniem w jej kierunku, jakby błagając ją o pomoc. Greyback była jednak nieugięta i doskonale wiedziała, po czyjej stronie faktycznie się znajduje. Nie mówiąc już o tym, że sama była absolutnie oburzona faktem, że nie mieli na straganiku szczuroszczetowych pluszaków.

— No szyję sama, tak — przytaknęła sprzedawczyni. — Ale oczywiście, jeśli tak chcesz to wtedy trzeba trochę poczekać, bo złożyć zamówienie i musiałabym dopiero po powrocie do domu wziąć się za pracę — wytłumaczyła blondyneczce cały proces. — A jak weźmiesz już teraz i zrobisz sama, to będziesz miała dzisiaj szczurka, a do tego super czas z siostrą, bo ona na pewno ci pomoże, prawda? — Asena nie wytrzymała i parsknęła rozbawiona, bo w Rejwachu chyba nie było jednej osoby, która byłaby w stanie pewnie utrzymać w rękach igłę.

— Ja się w sumie nie znam, ale myślę, że powinien być… — zauważyła grzecznie Senka, uśmiechając się do kobiety za straganem wesoło, ale już wyłapywała niezadowolenie w jej twarzy. Widać było, że jeśli nie chciały nic kupować, to powinny stąd iść prędzej jak później. — Ale wiesz co, skoro nie ma tu nic co nam się podoba, to chyba pójdziemy dalej, tak? No, chodź, chodź… — złapała Nico za rękę i pociągnęła dalej, słysząc za sobą ściszony szept ekspedientki, która złorzeczyła pod nosem. — Wiesz, jeszcze chwila i myślę, że ta kobieta by wybuchła — zaśmiała się cicho, pochylając na moment do Nico.



Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#103
06.09.2026, 19:40  ✶  
Z Moną, Jonathanem i Jessiem, kupuje płaszcz Szeroki uśmiech


- Wie pani co, ja wezmę taki płaszcz, to jest uniwersalny rozmiar? - oznajmił Hannibal czarownicy ze stoiska z odzieżą, pewien, że jego wymamrotana nieopatrznie myśl utonęła w jarmarcznym gwarze.
Ulgę zmąciła propozycja Jaspera. Zapomniał, że trzymał go za rękaw, że w tłumie stali na tyle blisko siebie, by to nie mógł być przypadek.

Damn it.
Z drugiej strony, podejrzewał, że tego mu właśnie było trzeba. To znaczy, zaraz po alkoholu i okazjonalnych nocach wypełnionych obcymi, niewiele znaczącymi dłońmi, no ale w tych kwestiach nie bardzo mógł oczekiwać pomocy od przyjaciela. Z trzeciej - szturchnięcie mogło być równie dobrze poszukiwaniem kontaktu. Być może Jessie pytał we własnym interesie. Hannibal przestąpił z nogi na nogę i oparł się o niego ramieniem pod pozorem robienia miejsca czarodziejowi chcącemu przyjrzeć się towarom z drugiej strony.

- Hmm? - mruknął, sięgając po portfel i odbierając swój pakunek - Świetna myśl, tylko nie poturbuj mnie za bardzo przed premierą! - odpowiedział lekko. Uśmiech wrócił na swoje miejsce. Przy odrobinie szczęścia żadne z jego kuzynów nie zdążyło się zorientować.

- Jonathaaaan! - zajęczał ostentacyjnie i natrętnie, wypełniając dźwiękiem przestrzeń między sobą a momentem słabości - Kupuj płaszcz, tobie też pasuje zieleń, będziemy jak z jednej drużyny! Mona, bierzesz owoce?
Tak naprawdę to nie potrzebowali płaszczy, by zaznaczyć swoją przynależność. Selwyni trzymali się razem. Hannibal planował przesunąć się między trójką towarzyszy, podążając za impulsem schowania się bardziej w środku, otoczenia się swoimi ale zanim zdążył wykonać ruch, na jego wolnej flance pojawiła się znajoma twarz. Drobna, okolona ciemnymi włosami i zarumieniona.
- Daj spokój, nie można tak… - mówiła, słabo opierając się drugiej dziewczynie, ciągnącej ją za rękę w stronę Hannibala.
- Penny, proszę, znasz go, a ja muszę mieć autograf! Pięć minut go nie zbawi przecież!

I tyle ze schowania się.

Selwyn posłał przepraszające spojrzenie Jessiemu i okręcił się zgrabnie w stronę nowoprzybyłych, przybierając swój stardardowy medialny uśmiech.
- Penny! - przywitał ją, jakby doskonale pamiętał jej imię. Może zresztą tak było - nie co dzień przychodziło mu w końcu ratować młode czarownice od napaści - Jak się masz?
Objął ją krótko, niezobowiązująco, wolnym ramieniem. Penny zarumieniła się.
- Hej, przepraszam, nie chcemy przeszkadzać, ale…
- May, pamiętasz mnie? - weszła jej w słowo druga, piegowata blondynka z zadartym nosem i szparą między przednimi zębami. Hannibal nie pamiętał. - Spotkaliśmy się w Ministerstwie, wtedy, jak się paliło!
- May… - powtórzył Hannibal. Faktycznie, po tym, jak w Spaloną Noc przegonili wraz z Henrym napastującego Penny mężczyznę i odprowadzili dziewczynę do bezpiecznego atrium Ministerstwa Magii, ta przedstawiła go napotkanym tam przyjaciółkom. Czy może raczej - przedstawiła przyjaciółki jemu, bo Hannibala Selwyna dziewczyny doskonale znały.
Oblicze blondynki rozjaśniło się w zachwycie.
- Pamiętasz mnie?… - zapytała z niedowierzaniem. Nie pamiętał, ale nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu.
- Taką noc trudno zapomnieć - stwierdził wymijająco - Dobrze was widzieć całe i zdrowe.
Starannie unikał pytania o pozostałe uczestniczki wydarzeń albo o bezpieczny powrót do domów. Tak było bezpieczniej - nie wiadomo, czy dziewczyny w ogóle miały jeszcze jakieś domy.
- Ciebie też - odezwała się Penny - Dzięki jeszcze raz za wtedy. Wyobraź sobie, że tej facet w ogóle nie wrócił do domu po Spalonej Nocy!
Trudno było dziwić się słabo skrywanej uldze w jej głosie i chociaż wyobraźnia podsuwała wiele mało przyjemnych scenariuszy wyjaśniających nieobecność napastnika, Hannibal doskonale pamiętał również to, co facet wykrzykiwał do dziewczyny. Na Merlina, śnił o tym skurwielu tamtej nocy! Ukrył wzdrygnięcie pod wzruszeniem ramion i uśmiechnął się mało przyjemnie.
- I dobrze - a potem, chcąc odwrócić uwagę od nieprzyjemnych myśli, zapytał - Słyszałem coś o autografach? Macie pióro? Na czym byś chciała ten podpis, May? - zapytał o ton niżej, obrzucając May takim spojrzeniem, jakby szukał miejsca na autograf na jej ciele. May zachichotała, najwyraźniej zachwycona atencją. Penny wydobyła z torebki pióro i aktualny program The Globe.
- Ooo, cudownie! - uwaga aktora zwróciła się ku brunetce - Macie osiemnaście, prawda? - Uzyskawszy potwierdzenie, odebrał od niej program i zamaszystym ruchem zakreślił pozycję "Ekstaza Merlina". "Widzimy się na spektaklu!" - napisał obok, a następnie dodał: "Dla Penelope, dzięki której mogłem zostać bohaterem. Dzięki!" i podpisał się.
- Zapraszam w październiku na "Ekstazę", serio - oznajmił, a potem nachylił się ku nim i konspiracyjnym szeptem dodał - Jest rozbierana scena!
Dziewczęta zachichotały.
Złożywszy autograf również w podsuniętym przez May pamiętniku, bardziej generyczny, ale za to opatrzony serduszkiem, poświęcił jeszcze chwilę na small talk o towarach na kiermaszu, pogodzie i jesiennym repertuarze teatralnym, a potem uściskał obie swoje fanki i pożegnał z poczuciem dobrze spełnionego PR-owego obowiązku.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#104
13.09.2026, 03:31  ✶  

Mabon miało dla Ambrosii to do siebie, że na niewiele było czasu. Należało odwiedzić stragany, żeby kupić ostatnie rzeczy, które oczywiście zostały zapomniane wcześniej, albo nagle okazało się że czegoś brakuje. Owoce, przyprawy, ten jeden konkretny słoiczek dżemu, od tego jednego konkretnego sadownika, bo inne to się przecież do niego nie umywały. Do tego trzeba to było zrobić szybko, żeby uciec do ciepłoty rodzinnego domu i odprawić te wszystkie związane z sabatem przygotowania. Kuchnia witała otwartymi ramionami i groźnymi uwagami babci, która uważała że wszystko zrobiłaby sama najlepiej, ale czemu właściwie miała robić w pojedynkę, skoro miała w domu tyle potencjalnych pomocników.

Hades – nieobecny, chuj z Oliverem, więc zostawała tylko sama ona, jedna niczym palec przeciwko światu. Tańczyła więc pomiędzy rozstawionymi na kiermaszu stoiskami, oglądając wystawione różności. Parę błyskotek przykuło jej uwagę, ale szybko sobie odpuściła (zaraz po tym jak kupiła nowy naszyjnik z kamieniem księżycowym), a potem zaczęła przebierać w przyprawach. Mama dała jej zawczasu całą listę (dostała ją rano wyjcem, który tak się darł, że przestraszył jej kota), więc problemu nie stanowił fakt, że kucharka była z niej tragiczna. Potem przeleciała jeszcze przez płaszczyki – przez chwilę myślała że to jakiś nowy krzyk nowy, bo jesienne barwy krzyczały na nią z co drugiego stoiska, ale wszystko to wyglądało tak niezachęcająco, ze sobie szybko darowała. Potem natomiast, doczłapała się wreszcie do owoców; mama i babcia chciały jakieś kompoty i inne przetwory, więc nie zastanawiając się długo, Rosie wybrała parę zestawów, dla siebie inwestując w te z Doliny, uznając je za swego rodzaju ciekawostkę. Zapłaciła, pożegnała się i czym prędzej czmychnęła z ulicy Pokątnej.


Postać opuszcza sesję


she was a gentle
sort of horror
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#105
16.09.2026, 14:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2026, 22:53 przez Keyleth Nico Yako.)  
Już chciała coś powiedzieć, już chciała w niewybredny sposób zasugerować, że sklepikarza chce się wysłużyć rękami dzieci, aby samej uniknąć swoich obowiązków, za który przecież (a jakże!) by sowicie zapłaciły i w ogóle co to był za gatunkizm, skoro pośród tylu pięknych zwierzątek nie było akurat tego WYMARZONEGO MACKOWANEGO SZCZURESIA, ale Asena w porę zareagowała, momentalnie kojąc ten nabuzowany artystycznym dramatyzmem gniew ośmiolatki. Dziesięciolatki?

Nico zmarszczyła nosek uciekając wzrokiem ku innym straganom, bo za cholerę jasną (a nawet ciemną) nie mogła sobie przypomnieć ile planowała mieć lat. Podczas tego wyjścia. Mimo jej wewnętrznego entuzjazmu, dzieci tak na prawdę były najtrudniejsze - rozwijały się skokowo, a te angielskie tutaj, zdawały się zupełnie odmienne od tych dalekich, z jej rodzinnych stron. Z resztą… odkąd miała pracę w Rejwachu, raczej musiała wzbić się na wyżyny odtwarzania plątaniny zmarszczek blizn i braku zębów. W końcu jako tajemniczy klient, powinna wyglądać jak stały bywalec tej części magicznego Londynu, a nie jakaś wylansowana buzieczka.

To chyba było dziesięć

Westchnęła ciężko zmartwieniami wykraczającymi dalece poza aferę szczuroszczetową i owinęła sobie hehe mysi ogonek, znaczy jasny warkoczyk wokół wskazującego palca.

– Dobrze już dobrze, chodźmy, chce cukierki. Może jakąś watę cukrową? Słyszałam, że na Lammas dawali taką co zmieniała kolor włosów, myślisz, że nadal ją dają? Myślisz, że mogliby zrobić taką watę, co by zamieniała włosy w macki szczuroszczetów? Wyglądałabym jak gorgona! - paplała, gdy odchodziły od stoiska, nie dbając o to czy ośmio w porywach dziesięciolatkach znałaby takie słowo gorgona. Powiedzmy, że tatuś jest badaczem magii antycznej i młodociana nasiąkała mitologią od jeszcze mniejszego dziecka niż była teraz dzieckiem.

Dopiero gdy odeszły dalej, a Asena podzieliła się swoją obserwacją, Keyleth znaczy Nico Blond Dziecina parsknęła śmiechem, a jej gładziutka buźka wykrzywiła się asymetrycznym uśmieszkiem pełnym satysfakcji:
– No i bardzo dobrze. Ty widziałaś ile te zabawki kosztowały? Jestem zdewastowana tym jak wyciskają ostatnie szkle z rodziców, byle tylko się napchać. Przecież zaraz Yule i wszyscy się rzucą na pluszaczki, żeby wpychać je pod drzewka… Mogłaby się zająć ta kobieta jakąś uczciwą pracą… – Burknęła, choć jej własna praca do najuczciwszych nie należała. – W ogóle na tych jarmarkach straszna drożyzna. Widziałam suszone owoce wczoraj w sklepie i one były trzykrotnie tańsze! – podzieliła się światłą obserwacją całkiem już ekonomicznie zorientowanej kobiety, która być może nieco za dużo siedziała z Lewisem w kuchni i słuchała jego dość radykalnych antykapitalistycznych poglądów. Być może też była rozczarowana, że nic nie może sobie kupić. Nie potrzebowała wiele tak na prawdę, cały jej świat mieścił się w jednym plecaku, który bez trudu mogła wrzucić na plecy i wyruszyć w nieznane. Ale lubiła trinkety, małe koraliki, które mogła doczepiać do bransoletki wspomnień - amuletu noszonego na wypadek, gdyby zapomniała. Sabaty zdawały się ważne, te momenty w roku, kiedy świat na moment wstrzymuje oddech pozwalając magii swobodniej płynąć. Tama miała się otworzyć. Nurt zalać ich umysły i ciała.

– Chciałabym mieć jakąś dobrą pamiątkę po swoim pierwszym Mabon – przyznała cicho, łypiąc na Asenę. Różnica wzrostu była teraz dość dotkliwa do takich poufnych konwersacji. – A przecież nie zatrzymam sobie swojego wieńca, pomijając fakt, że jest za duży, to jeszcze jest dla Matki i Matka na pewno byłaby strasznie podkurzona jakby się okazało, że jak już mi ten wieniec wyszedł i się nie rozpada, to teraz nagle uznałam, że jednak go nie dam… – naburmuszyła się, a końcówki mysich ogonków nieznacznie się zakręciły. – Co myślisz? Może coś podwędzę ze świątecznego stołu? – zapytała koleżanki.

la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#106
18.09.2026, 16:06  ✶  
Robię zakupy z Edith

Primrose lubiła wszystko, co miało jakiekolwiek szanse na przywrócenie do jej życia choćby szczypty normalności, a więc nie zwlekała więc zabójczo długo z propozycją spotkania się z Edith w dzień Mabon. Mogły przecież obejrzeć Pokątną w nowym wydaniu i poprzeglądać ofertę, nawet jeśli mamusia nalegała, żeby wieczór spędziła w Maida Vale. Uprzedziła o tym swoją przyjaciółkę z nadzieją, że ta nie będzie miała jej tego za złe, ale i Rookwoodówna nie chciała spędzić tutaj całego dnia, więc były na tej samej stronie.

– Nie śmiej się ze mnie, ale chciałam mamie zrobić przyjemność i zrobiłam wczoraj z kuzynką stroik, co go miałam do domu przynieść, ale wyszedł mi tak beznadziejnie, że zostawiłam go na ołtarzu i uciekłam. Może go wyślą do pomocy dla powodzian, albo… – kaszlnęła znacząco. – Dziesięć lat temu by przeszło.

Obie dziewczyny zrobiły krok w bok i przeczekały to, jak jakiś wielkolud pchał przed siebie jakiś gigantyczny wózek, blokując wszystkim przejście. Na pokątnej było ciasno. Nie to, żeby się nabawiła lęku przed takimi przestrzeniami, ale nie potrafiła udawać, że czuła się tutaj całkowicie komfortowo.

– Ciebie też chcą w domu na wieczór? Słyszałam, że w tym roku, skoro takiego wielkiego sabatu nie ma, to wszyscy mają jakąś obsesję, żeby siedzieć na chacie i zmawiać modlitwy. – Mówiła na tyle głośno, żeby jej to skrzypienie nie zagłuszyło, ale i tak kilka słów mogło zginąć w gąszczu cudzych rozmów. A kiedy ruszyły do przodu, po ledwie kilku krokach Primrose zatrzymała się przy stojaku z wywieszonym na nim płaszczem. Kurczę, był naprawdę ładny, ale po tym, jak jej spłonęły wszystkie ubrania, to przecież zdążyła już kupić sobie inny… Była tym zawiedziona, ale postanowiła pozostawić go samemu sobie. No, chyba że Edith chciała go obejrzeć.

@Edith Rookwood


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#107
20.09.2026, 12:49  ✶  

— Nie będzie narzekała, jeżeli sama kogoś znajdę, ale… ale przy tym, jak mało czasu spędzam na… na spotkaniach społecznych, to umm… pewnie znajdzie kandydata szybciej, niż ja sama.

Deirdre jeszcze nie miała wyrobionej pozycji w Mungu, była tylko stopień wyżej niż studenci w hierarchii, więc niewiele miała do powiedzenia w tym, kogo i kiedy leczyła, więc nawet opcja spotkania przyszłego męża w pracy była minimalna. Czystokrwiści byli zazwyczaj na tyle zamożni, że jeżeli nie potrzebowali nagłej, specjalistycznej wiedzy, korzystali z medyków w prywatnej praktyce, nie ze szpitala, natomiast moment, gdy pokazuje jak zdjąć śluz z jakiegoś paskudnego ugryzienia magicznego zwierzęcia studentowi, nie należą do najbardziej romantycznych momentów, jakich można doświadczyć. Inną sprawą był oczywiście fakt klątwy rodowej Deirdre, która nosiła paskudną przypadłość, że musiała raz do roku zjeść szlachetny kamień. Przynosiło to również praktyczną zdolność przechowywania w swoim żołądku wszystkiego, co przeszło przez jej usta.

— Myślę, że znajdzie kogoś, kto będzie… um… odpowiedni — niestety niewiele to mówiło o wymaganiach Deirdre, ale za to wiele o niej samej, bo była to jedna z tych dziewczyn, która dała sobie wmówić, że mąż musi być silny, a żona posłuszna, a jak bije, to znaczy, że mu zależy. Jej ojciec nie był agresywnym mężczyzną, co to to nie, był we wszystkim miałki i spokojny, co ostatecznie sprowadzało się do tego, że jej matka była niesamowicie nieszczęśliwa, pomimo pozorowanego szczęścia, nawet jeżeli Deirdre wierzyła, że jest między nimi miłość. Jakaś. Nie pomagało, że na wykładach dowiedziała się, że układ hormonalny kobiet potrafi zmienić jej nastawienie do męża na pozytywne przez samą fizyczność małżeńską. Deirdre była w głowie mocno skonfliktowana na wielu polach.

Pokiwała tylko głową na słowa o Raphaeli. Jej rodzina pewnie zrobiłaby podobnie.

Dotknęła wskazanej przez Astorię poduszki i pogładziła gładki materiał, próbując przełknąć wstyd, że nie ma nawet kanapy, na której mogłaby ją położyć i prawdopodobnie jeszcze chwilę jej nie będzie mieć. Powiodła długim palcem po hafcie czapli i odruchowo spojrzała w górę, chociaż nie było możliwości, aby ujrzała dzikie ptactwo odlatujące do cieplejszych krajów na zawołanie.

— Tak, jest przepiękna. Ta z pawiem jest… jest… um, zbyt niebieska. Wezmę ją. Tak myślę. A… A tobie… Jak z twoimi prospektami? Rozglądałaś się już? — oczywiście nie pytała o poduszki.

Wyjęła portmonetkę i zapytała o cenę. Odliczyła odpowiednią ilość monet, udając, że wcale nie zostało jej tylko kilka sykli i podała zapłatę, jakby nie była to znacząca część reszty jej pieniędzy na ten miesiąc. Musiała ukrócić swój budżet, jeżeli chciała wrócić do wynajmowanego mieszkania. Czynsz i tak musiała zapłacić. Pracowniczka kramu zapakowała jej poduszkę w szary papier i obwiązała sznureczkiem, pomocnym do trzymania pakuneczku komfortowo w jednej ręce.[/a]

— Kiepska ze mnie koleżanka, tylko się użalam — zaśmiała się niezręcznie, lekko obejmując Avery pod łokieć, próbując okazać skruchę wobec swojego egocentryzmu i zmęczenia materiału.


@Astoria Avery


I can feel the light shine on my face
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#108
23.09.2026, 11:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 11:19 przez Millie Moody.)  
Kiermasz był do bólu biedacki i Moody przechadzała się między straganami mając myśli w zupełnie innym miejscu (w dupiu). Za moment miał być ślub Yaxleyów, za moment Basilius miał się wyprowadzić ze Stawu, za moment cały jej stabilny wrzesień miał być poddany próbie. Grzecznie piła eliksiry, nawet spała w nocy, jadła regularne posiłki pilnowana tak przez Thomasa jak i Basiliusa jak i Brennę, jak i Dorę jak i kurwa wszystkich świętych.

Tęskniła za bratem w chuj, ale może tak trzeba było, żeby w końcu stanąć na własnych nogach, a nie być pasożytem na jego szerokich i silnych plecach?

Jej szata była bura, lekko przyduża, wyciągnieta z jakiegoś magicznego lumpa, tylko po to by przykryć wyciągnięty i dziurawy podkoszulek Alastora z czasów szkolnych, który umówmy się był jej SZCZĘŚLIWYM PODKOSZUKIEM, jeansy i tenisówki. Na te ostatnie powoli zaczynało być za zimno, poza tym kiepsko wyglądały spod poły szaty. Nie jej wina, że mugolskie ciuchy były o wiele wygodniejsze, a niebieski materiał spodni nieźle podkreślał jej kościstą dupę. Ale nie. Dzisiaj nawet spiczastą czapkę założyła, żeby nie wyróżniać się z tłumu. Ręce ukryła głęboko w kieszeniach i patrzyła na wystawki nie patrząc na nie w sumie w cale.

W końcu jednak jej oczy przylepiły się do czegoś. Sprzedawca właśnie zachwalał kasztanowe peleryny, które odganiały wszystkie koszmary i napełniały serce odwagą. Oczywiście Moody nie potrzebowała takiej szaty, o nie! Ona sięniebezpieczeństwu śmiała prosto w twarz! Ale rozmawiała z Alkiem i chociaż on robił wszystko, żeby wyglądało inaczej, wiedziała, że Spalona Noc odcisnęła na nim swoje piętno. Nie mogła go namówić oczywiście na wizytę u magipsychiatry, była z resztą OSTATNIĄ osobą, która chciałaby przekroczyć próg lecznicy dusz, z obawy, że jej stamtąd nie wypuszczą już nigdy. Ale patrząc na miękki materiał i ciepły brąz tej szaty uśmiechnęła się pod nosem, myśląc o tym, jak pięknie by się prezentowała na Alastorze.

– Poproszę w największym rozmiarze. – powiedziała, gdy przyszła jej kolej, próbując zorientować się czy może wybrać kształt klamerki. Ostatecznie była artystką i miała zmysł artystyczny do kroćset!
– To dla narzeczonego? Na pewno się ucieszy! – Próbował trafić sprzedawca pakując szatę, widząc jak lichego rozmiaru jest Miles. Nie umknął mu też rumieniec który oblał jej momentalnie twarz. – Od razu wiedziałem! Widać troskę w pani oczach. Szczęściarz z niego – dodał, przyjmując pieniądze.

Moody odburknęła mu cokolwiek nieskładnego pod nosem i przyciskając do piersi paczuszkę szybko sięwycofała. To było kretyńskie, to było szalenie głupie i to było…

Nie nie. To ona była szalenie spóźniona w stosunku do swojego planu!

– Nosz kurwa… – nie mogła się tak pokazać na kolacji, więc w chaosie własnego istnienia szybko teleportowała się, aby ogarnąć właściwe ciuchy. W chaosie własnego istnienia za moment zapomni o paczce, ale przyjdzie moment, że sobie o niej przypomni. Tak chwilę później - równy miesiąc (z haczuszkiem).

Postać opuszcza sesję
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#109
25.09.2026, 06:37  ✶  

Senka była absolutnie przekonana, że gdyby tylko wdać się tu i teraz w dyskusję o taniej sile roboczej, czyli dziecięcej, to wszyscy dookoła zapamiętaliby ten Kiermasz. W parze w tym szła by rozpoznawalność panny Greyback, jako opiekunki niesfornej pociechy, która miała tak znamienite poglądy polityczne. A Keyleth? No Keyleth, to by niezbyt w tej całej konwersacji ucierpiała, głównie dlatego że była teraz małą dziesięciolatką, której ktoś zaplótł blond warkoczyki, dyndające po bokach jej główki. Nikt by jej nie skojarzył, nikt nie znał, a jeszcze by się okazało, że potem szeroko pojęta władza waliłaby do drzwi Rejwachu i pytała, ŻE GDZIE SIOSTRA. Szczerze to sama by nie wiedziała, co wtedy powiedzieć, bo jedyne co rzetelnego mogłaby zrobić, to wskazać adres Praw Czasu i życzyć szczęścia. Scylla może nie przypominała w żadnym stopniu przemienionej Nico, ale wciąż byłą jej krwią z krwi.

Doszło jednak do porozumienia, albo raczej do ustąpienia ze strony młodocianej i niedoszłej przez to terrorystki straganiarek. Pani widocznie odetchnęła z ulgą, a Asena powstrzymywała się od śmiechu, kiedy to odsuwały się od budy z pluszakami.

— Szczerze to wątpię. Widzisz, wtedy to była tutaj szeroko pojęta zabawa, a dzisiejszego dnia, w związku z okolicznościami, to smęcą niemożebnie. Znaczy, ja wiem że robią co mogą, ale daleko temu do dawnej świetności — westchnęła smutno, rozglądając się dookoła i uważnie przeczesując asortyment zebranych straganików. Cukierki były, waty kolorowej już nie, niestety. — Tam mamy coś słodkiego. Ale jeśli chcesz, to mogę cię zabrać do Miodowego Królestwa w Hogsmeade. To taki wielki, znany chyba każdemu sklep ze słodyczami. Znany, bo znajduje się zaraz przy naszej angielskiej szkole magii i czarodziejstwa, więc jak mieliśmy wolny czas, to chodziliśmy tam sobie dla zabicia czasu. No i napełnienia kieszeni słodkościami. Część była bardzo fajna, smaczna i niewinna, ale reszta… eh, ile to się żartownisiów nie trafiło — westchnęła na koniec cierpiętniczo, bo ona, jako prefekt i potem prefekt naczelna, trochę naganiała za tymi łobuzami, którzy kupowali cukierki nie dla smaku, a dla krzywdy. Nawet nie chodziło o to, że jej jakoś wybitnie nie leżały te psikusy, ale skoro już otrzymała ładniutką, świecącą się plakietkę, to musiała siać pogrom. Takie zasady. Potem wszystko sama zjadała. — Myślę, że taką co mówisz, to ktoś mógłby zrobić, ale nie wiem czy wiele ludzi byłoby fanami. Znaczy ty, to widzę że numer jeden, ale z większą liczbą mogłoby być ciężko. Sporo ludzi boi się węży — rzuciła, chociaż pewnie akurat to nie wymagało dodatkowego wyjaśniania.

— Obawiam się, Myszo, że akurat jej praca jest tak samo uczciwa jak nasza — mruknęła, pacając ją dłonią w czubek głowy. — To prawda, ale akurat tym razem nie zamierzam nikogo pod tym względem nikogo szykanować. Cały Londyn płonął, Keyleth. Ludzie próbują sobie wciąż z tym poradzić… — przypomniała jej delikatnie, lawirując dalej pomiędzy labiryntem straganików i ich klientów. Niestety, ale ludzie próbowali sobie radzić jak umieli. Oni natomiast, w Rejwachu, mieli cholerne szczęście, że sami nie poszli z dymem.

Przystanęły przy jednym ze straganów, gdzie sklepikarka sprzedawała pieczone owoce. Greyback poprosiła ich nieco, zapłaciła i odebrała swój pakunek, ale wciąż słuchała, co dziewczyna ma jej do powiedzenia.

— A co ty byś chciała z niego zabierać? Sztućce? Kość z kaczki? — zapytała rozbawiona, na chwilę zatrzymując się przy jeszcze jednym straganiku. Wskazała pani co chce, zapłaciła i mogły już z Keyleth iść dalej.

— Proszę, pamiątka — podała jej szeroką wstążkę, haftowaną w motyw warzyw i jesiennych owoców. — Nawet tematyczna. A teraz hop hop, śmigamy bo jak się spóźnimy to nas Lewis zamorduje.


Asena & Keyleth
Postacie opuszczają sesję


Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2670), Ambrosia McKinnon (265), Anthony Shafiq (1606), Asena Greyback (1558), Astoria Avery (1390), Atreus Bulstrode (1306), Bard Beedle (994), Basilius Prewett (711), Brenna Longbottom (1572), Cameron Lupin (418), Cathal Shafiq (2055), Ceolsige Burke (1514), Christopher Rosier (1531), Deirdre Malfoy (1409), Dora Crawford (1510), Erik Longbottom (2318), Eutierria (271), Geraldine Greengrass-Yaxley (1670), Guinevere McGonagall (2847), Hannibal Selwyn (1725), Helloise Rowle (1593), Jessie Kelly (1006), Jonathan Selwyn (310), Keyleth Nico Yako (1661), Lazarus Lovegood (1982), Leviathan Rowle (1612), Lorien Mulciber (1837), Millie Moody (464), Mona Rowle (273), Pan Losu (109), Primrose Lestrange (291), Urd Nordgersim (264), Victoria Lestrange (299)


Strony (11): « Wstecz 1 … 7 8 9 10 11


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa