Rozmawiam z Heather, Vior i Cedriciem. Witam się z Florence i Atreusem, po czym odchodzę z Heather w stronę innego stoiska.
— Dzień wolny? — powtórzył niemrawo po bracie. — Mama wie? O twoim wolnym i twoim wyjściu? — Przemawiał z wręcz rozbrajającą powagą, jakby sugerował, że dzieciaki Lupinów nawet jako osoby w pełni dorosłe (bo przecież nie dojrzałe) musiały konsultować swoje wyjścia i dobór znajomych ze swoimi rodzicami. — Jeszcze tata jak tata, ale mama...
Nie bardzo wiedział, czy powinien mu wierzyć, że ''akurat'' wypadło mu wolne. Otaksował jego sylwetkę od stóp do głów, jakby szukał brakującej kończyny czy jakiegoś urazu fizycznego, który uniemożliwił mu odbycie dwudziestoczterogodzinnego dyżuru w trzewiach magicznej kliniki w Londynie. Oczywiście, nawet ktoś pokroju Cedrica musiał od czasu do czasu wziąć dzień wolny od pracy, jednak przypadki te były nadzwyczaj rzadkie.
Osobiście wydawało mu się, że wówczas to przełożeni brata posyłali go na przymusowy odpoczynek, nie potrafiąc znaleźć mu wystarczająco dużej ilości zajęć. A może obawiali się, że kiedyś napotkają pod gabinetem Gaję i Ashleya, żądających zwolnienia syna do domu. Któryś z tych scenariusz zdecydowanie był bardziej prawdopodobny od drugiego, jednak akurat teraz Cameron chyba wolał nie dociekać, co skłoniło brata do powrotu ze szpitala.
— Siemasz — rzucił do Viorici, zerkając ciekawsko to na nią, to na brata. Dopiero po chwili zorientował się, że wypadałoby przedstawić też i jego partnerkę. — Eee... to jest Heather. Moja dziewczyna. — Uśmiechnął się, gdy Cedric nawiązał do umiejętności właścicielki stoiska. — Tak, właśnie widzieliśmy, że sobie świetnie radzi. Nawet zrobiliśmy małe zakupy!
Wskazał na drobiazg, na który zdecydowała się Ruda. Już miał coś jeszcze dodać, gdy nieoczekiwanie do ich grona dołączyła dwójka innych gości festynu. Wzrok Camerona prześlizgnął się po Atreusie, aby zatrzymać się ostatecznie na środku czoła nikogo innego, jak Florence Bulstrode. Otworzył usta, nie wiedząc, co powiedzieć. No normalnie zabrakło mu języka w gębie. Dlaczego ja jestem Pan, a jemu mówi po imieniu?, pomyślał półprzytomnie. Po chwili połączył osobę Atreusa z przedziwną wizytą Heather w Dolinie Godryka, która skończyła się ich wspóllną wizytą na dywaniku Brenny.
— Dzień dobry, p-pani p-profesor — wydukał Cameron, mocniej zaciskając palce na dłoni Heather. Nawet w dzień wolny nie mógł uwolnić się od pracy. Przekleństwo Szpitala św. Munga. — Tak, t-to my już pójdziemy, tak Ced? — Zerknął nieco panicznie w stronę brata. — Zobaczymy się później! Doniesiemy wam lemoniadę... Czy coś tam.
Uśmiechnął się krzywo i pozwolił Heather poprowadzić się przez tłum do następnego stoiska. Co za dużo osób na raz to nie zdrowo. A bądź nie bądź, trochę bał się, co by się stało, gdyby Ruda i pani Bulstrode faktycznie zaczęły ze sobą rozmawiać. Brr. Straszne.