Olivia wgryzła się w kanapkę, czytając odpowiedź Tristana. Wcześniejsze podziękowania oczywiście zrozumiała - znali się już na tyle, że proste gesty były dla rudowłosej całkiem naturalne. Machnęła ręką, dając mu znak, że to nic takiego. Nawet gdy nie byli ze sobą, to starała się o niego dbać: wiedziała, jak bardzo się stresował otworzeniem tego straganu i jak ciężko pracował, więc chociaż tyle mogła zrobić.
- Najwyżej potem poślę jej sowę i zapytam, chociaż obstawiam, że ktoś po prostu się z kimś pokłócił. Wiesz jak jest - niby jest w porządku, niby mamy się bawić i świętować, ale niektórych ponoszą emocje, może ktoś komuś na nogę nadepnął czy coś i o, popchnął go, wpadł na kogoś i draka gotowa - zwłaszcza że tutaj niedaleko sprzedawali alkohol, a wiadomo było, że połączenie alkoholu i gorących głów to zawsze był kiepski pomysł. Odgryzła kolejny kęs kanapki, gdy pojawił się Leon. Powinna była przerwać i wstać, ale to był Leon - przyjaciel, nie klient, przed którym mieliby skakać jak małpki, więc zakryła tylko usta, by przełknąć do końca jedzenie. Czy Leona zdziwił ten widok? W sumie nie powinien, znał ją - Olivia bez jedzenia to jak kubek bez uszka.
- Jak miło z twojej strony! - uśmiechnęła się szeroko i dopiero teraz postanowiła odłożyć kanapkę. Wcześniej jednak dobrze ją opakowała, tak żeby w razie czego nic z niej nie uciekło. Nie to, żeby były tam żywe składniki, ale kto wie, koty tu latały, a ona bywała niezdarna, więc jedzenie zawsze mogło wylądować na ziemi. Sięgnęła po kubeczek z alkoholem i wzięła mały łyk. - Całkiem dobre, mówiłeś że jak się nazywa ta winnica?
Olivia nie była koneserką, była raczej amatorką alkoholi, chociaż trzeba było przyznać, że ostatnio się z tym uspokoiła. Kiedyś znacznie częściej wychodziła chociażby do Kotła, zdarzało się że kilka razy w tygodniu - teraz raz w miesiącu to było święto.
- Dla mnie? - zamrugała, a potem łypnęła na Leona podejrzliwie. Czemu nie pokazał jej od razu? Odłożyła kubeczek i już otwierała usta, by dodać coś jeszcze, gdy przy stoisku pojawiła się Florence. Wstała więc od razu. - Są, oczywiście, już pakuję.
Uśmiechnęła się do kobiety i sięgnęła po torebkę oraz papier. Spojrzała jeszcze pytająco w jej stronę, bo Atreus przecież powiedział, żeby wzięła więcej. Zapakowała tyle, ile Florence powie, żeby zapakować. Torebka była zwykła, papierowa, ale łatwiej będzie kobiecie przenieść eliksiry. Te z kolei Olivia starannie owijała papierem, każdą fiolkę, żeby przypadkiem się nie potłukły. Mogłaby co prawda rzucić na nie jakieś zaklęcie, ale nie miała pojęcia czy Florence chciała iść do domu, czy dopiero przyszła, a zaklęcia miały to do siebie, że były nietrwałe. Miała szczęście, że akurat tych dwóch zrobiła zapas - coś przeczuwała, że czarodzieje miewali problem nie tylko z uspokojeniem się, ale również z bezsennością. Tak po prawdzie to znała mało osób, które nie zmagały się z tą przypadłością.
- Proszę bardzo, są zabezpieczone, nie potłuką się - powiedziała, wręczając Florence pakunek, do którego dorzuciła wizytówki: swoją i Tristana. Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie większość eliksirów wyjdzie. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej... Kurczę, nie spodziewała się, że będą tak schodzić.
