Po kupieniu swoim wnukom waty cukrowej w kształcie zwierzątek i sobie szklanki ciemnego, gęstego piwa, zamierzał skryć się w wraz z dziećmi przed lejącym się z nieba żarem. Nie udało mu się dojrzeć własnego syna z szanowną małżonką. jednak postanowił nie ciągać swoich wnuków po tym całym placu w poszukiwaniu ich rodziców. Stało to w poważnej sprzeczności z potrzebą odpoczynku po tym wszystkim, co go spotkało w ostatnim czasie. Pod tymi namiotami nie powinno być trudno ich znaleźć. Znacznie trudniejsze będzie odnalezienie się w tym tłumie ludzi, w którym mogło się znajdować znacznie więcej złodziei, niż ta dwójka, z którą miał do czynienia przed chwilą. Liczył na to, że Steward nie okaże się zbyt miękki i zamiast ich tylko spisać, zamknie ich w areszcie. Przychodząc w dniu jutrzejszym do pracy, chciał otrzymać informację, że siedzą za kratami.
Zakupione przez niego piwo miało skutecznie ugasić odczuwane przez niego pragnienie i ukoić odczuwane przez niego emocje, które wywołał w nim udział w tym zdarzeniu. Potrzebował zapalić. Odchodząc od stoiska wraz z wnukami minął piękną kobietę, za którą się krótko się obejrzał przez to że zdecydowała się przepuścić dziecko. Pozostawienie na trawie tego wianka uwolniło go spod wpływu zaklętej w nim magii, przywracając trzeźwość myślenia. Sięgnął po niego wyłącznie przez wzgląd na swoje wnuki, które chciały zobaczyć swojego dziadka w tym wianku. Postanowił spełnić ich prośbę. Poczucie obowiązku sprawiało, że starał się być przykładnym dziadkiem, skoro miał ku temu sposobność.
Stojąc z dzieciakami pod tym namiotem, poczuł charakterystyczny zapach dymu tytoniowego. Pogłębił on odczuwaną przez niego potrzebę zapalenia papierosa. Nie palił okazyjnie, tylko nałogowo od lat. Chester nie wierzył w udowodnioną całkiem niedawno szkodliwość tytoniu, trwając w przekonaniu, że czystokrwiści czarodzieje nie mogą zachorować na raka płuc. Jeśli faktycznie była taka możliwość to prawdopodobnie sam miał końskie zdrowie. Dotarł do niego kobiecy głos. Spoglądając w stronę, z której on dobiegał, dostrzegł mijaną uprzednio kobietę.
— Nie musi się pani odsuwać. W ich domu rodzinnym nie jestem jedyną osobą palącą papierosy. — Zwrócił się spokojnie do nieznanej mu z imienia kobiety. Jego wnukom faktycznie zapach dymu tytoniowego mógł się nie podobać. Mieli jednak takie czasy, kiedy paliło się przy dzieciach niezależnie od ich wieku. Przyglądał się nieznajomej z zainteresowaniem, jakim powinno obdarzać się piękną kobietę. Zwrócił również uwagę na pobrzmiewający w jej głosie niezbyt wyraźny, francuski akcent.
— Chester. — Przedstawił się kobiecie, z ledwie dostrzegalnym uśmiechem. Stanął nieco bokiem tak aby móc z nią rozmawiać i jednocześnie obserwować pałaszujące watę cukrową wnuki.