Człowiek potrafił sam podać rękę, a potem czuć się wykorzystywany i uprzedmiatawiany - co za tragizm sytuacji. Na szczęście Laurent się tak nie poczuł, chociaż ta myśl przemknęła mu przez głowę w ramach zastanowienia nad tym, jak łatwo było rzeczy przekręcić, wkręcić samemu sobie i w końcu zbudować wokół jednego zdania coś zupełnie odbiegającego od intencji nadawcy. Uśmiechnął się wesoło. Niektórzy mają też piękne partnerki - niekoniecznie w romantycznym znaczeniu słowa "partnerek". Niektórzy mieli piękne córki, a jeszcze inni piękno odnajdywali w swoich żonach w równym wieku. Miło było pomyśleć, że każdy ma kogoś takiego, na kim może się podeprzeć i to niekoniecznie w fizycznym tego słowa znaczeniu.
Kiedy mijali Isaaca to wyciągnął do niego drinka na znak pozdrowienia, puścił mu też oczko. Może jeszcze później będzie okazja się złapać, a może nie, mężczyzna chyba sam kogoś aktualnie wypatrywał. Albo był tutaj w obowiązkach zawodowych.
Obejrzał się na taras i spojrzał pytająco na Perseusa, ale koniec końców poszedł z nim tam, gdzie sobie życzył - to on w końcu wiedział lepiej, gdzie znajdowała się służba, która mogła mu pomóc. A może to była tylko jedna wielka wymówka, kłamstwo i katalogowało się do jakiegoś nieprzyjemnego podstępu? Wszystko wydawało się takie delikatne, melodyka współgrała z melodią, orkiestra grała swoje a pary tańczyły. Teraz tańczyli też cyrkowcy, do których zabłądził wzrok Laurenta. Tak jak wcześniej zabłądził do tarasu, bo rozglądał się za Edgem. Wtedy było wtedy, a tu było tu. Napiął się pod tym poruszeniem palców Perseusa. Nie, nie było mu z tym komfortowo, bo w takich sytuacjach nie wiedział, czego druga strona od niego oczekuje, za to wiedział, czego on oczekiwał od drugiej - trzymania się scenariusza. Tego, w którym byli tylko znajomymi (bo przecież byli) i nie rodziły się żadne dalsze gesty poza tym. Również - słowo sugerujące, że dzielicie coś wspólnego; bliski - szept, który napiął go jeszcze bardziej, a potem spowodował szybkie rozluźnienie mięśni. Teraz idąc w kierunku tego holu czuł się jeszcze bardziej jak jednorożec prowadzony do jakiejś klatki mimo tego, że to klatka nie była, a wokół byli goście.
- Więc obawiasz się po prostu tych stworzeń. - Tak, zmiana tematu była zdecydowanie dobrym rozwiązaniem, szczególnie, że mózg Laurent już ruszył do przodu i zaczynał produkować nieznośne myśli, których nie chciał. Najwyraźniej moment rozluźnienia się to była za duża potrzeba tego wieczoru. Choć teraz rzeczywiście już nie dało się nie powiedzieć, że Laurent miał zły humor, żeby wręcz nie powiedzieć - dość parszywy. Dopił tego drinka właściwie duszkiem i odstawił naczynie w dłonie pierwszego lepszego służącego. - Nigdy tam nie byłem, ale życzę miłej i udanej wycieczki. Kapibary żyją w Brazylii? Czy to główny punkt podróży? - Uśmiechnął się lekko, kiedy usłyszał o tych fokach. - Foki na pewno nie są tak urocze jak kapibary. Rozważ sprowadzenie sobie takiej, tylko zadbaj o odpowiednie warunki. - Nie był specjalistą od kapibar, więc nie wiedział, czego ich potrzeba, ale to nie była malutka świnka morska, żeby ją trzymać w klatce.
- Mam ostatnio ciężkie dni. - Rzucił ogólnikowo, ale że z takim aż zbywającym zdaniem nie chciał Perseusa zostawić to dodał: - Jakiś żartowniś dręczy stworzenia w New Forest bardzo przykrymi i raniącymi dowcipami. Robi krzywdę tym zwierzętom. - To była taka przyprawka na całym stosie problemów. - Poza tym chyba zaczynam bać się ludzi... - To drugie rzucił tylko dlatego, że już alkohol mu rozluźnił język.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)