Do komnaty nagrobnej najpierw wpadł młodszy Bagshot. Za nim z gracją wskoczyła Penny. Później nieznany człowiek. Może poszukiwany przez wszystkich Owen Bagshot? Wreszcie Basilius i Millie. Za tą ostatnią, kurtyna z bluszczu i bzu zaczęła się gwałtownie zarastać.
Znaleźli się w miejscu skąpanym w rozkwitającej roślinności. Ta była dosłownie wszędzie: na ziemi, na ścianach, nawet na wpół dziurawym sklepieniu, dzięki któremu dostrzegli wreszcie jasne niebo i korony drzew. Poza żywymi Alexandrem, Ambrosią i Morpheusem, dostrzegli też katafalk i spoczywające na nim damskie kości. Kwiaty porastały ziemię dookoła kamiennej płyty i splatały się z kobiecymi szczątkami. Były różne: róże wiły się na zmianę z dzwonkami, z polnymi stokrotkami, z makiem, z fiołkami, etc. W nosy uderzał ich zapach rozkwitłego krzaku bzu (przed tym jak ziemia osunęła się, nie miał prawa, żadna z tutejszych roślin nie miała prawa tu rosnąć).
Dostrzegli wreszcie i najistotniejsze w tej chwili: dwa trupy unoszące się w powietrzu, trzeciego na ziemi, obok Morpheusa i toczącą się dookoła walkę. Penny i Basilius dostrzegli jeszcze, że coś dziwnego działo się z porośniętymi roślinnością ścianami. Jakby falowały? Próbowały się wyginać? I oplatająca je roślinność za wszelką cenę starała się zachować je w pierwotnej formie? Coś jeszcze próbowało się do nich przedostać?
Od zaklęcia Longbottoma, zapaliły się obydwa żywe trupy unoszące się w powietrzu. Zajęły się ogniem, wszyscy poczuli woń spalenizny, nieprzyjemnie mieszającą się z wonią kwiatów. A jednak nieumarli nie poddali się tak łatwo. Ciągle wisieli w powietrzu, machali rękoma, jakby w próbie wydostania się spod wpływu zaklęcia i rzuceniu się do dołu. Przypominali trochę pochodnie.
Choć Alexander próbował poderwać do góry trzeciego z nich, ten zdołał wyswobodzić się z zaklęcia. Warknął i ruszył do przodu, szedł – chyba na Mulcibera – choć może wcale nie na niego, ale wprost ku katafalkowi.
Isaac spostrzegł, że jego kuzyn również próbował podejść do katafalku. Z nosa ciekła mu krew. Pewnie przez przemęczenie.
Peppa
Gdyby tylko nieumarły miał w sobie jakieś szczątki świadomości, widok pędzącego na niego prosiaka z pewnością wydałby mu się najdziwniejszą rzeczą pod słońcem. Ale nie miał. Ba, im bliżej niego znajdowała się Peppa, tym wyraźniej widziała, że nawet nie próbował podejmować z nią walki. Kierował się do dziury. Koniecznie do dziury.
Uderzenie w niego i zwalenie go z nóg, okazało się niemal dziecinną igraszką. Dość śmierdzącą przy okazji. Zgodnie z własnymi oczekiwaniami, rzeczywiście poczuła jak jej ryjek wbił się w miękkie, nadgniłe tkanki, sięgnął nawet żeber. Żywy trup warknął a potem próbował się podnieść. Wydawał się mocno poturbowany.
Kilkanaście metrów dalej brygadzista walczył z własnym przeciwnikiem.
@Penny Weasley @Isaac Bagshot @Basilius Prewett @Millie Moody @Peppa Potter @Alexander Mulciber @Morpheus Longbottom @Ambrosia McKinnon
/Jak dla mnie to nie musicie trzymać się kolejki - pamiętajcie, że jest was dużo.
Jesteście w kulminacyjnym punkcie sesji - jeszcze tylko pokonajcie wrogów i będziemy kończyć sesję.
rzuty kośćmi