Dżentelmen - przeszło jej przez myśl, kiedy mężczyzna prawidłowo odczytał jej gest, składając pocałunek na wierzchu wyciągniętej w jego kierunku dłoni. Agnès miała słabość do takich ludzi - potrafiących się odpowiednio zachować, potrafiących we właściwy sposób obchodzić się z kobietami. A że wydawał się na dodatek całkiem młody, najwyżej po 30, przy odrobinie szczęścia mógł liczyć na spore ilości uwagi ze strony gospodyni.
- Będę musiała rozważyć taką wyprawę. - odpowiedziała. I w zasadzie tylko na tyle starczyło jej czasu. Zaraz bowiem na miejscu pojawili się kolejni goście. Im również należało poświęcić nieco uwagi. Zanim jednak pozostawiła Anthony'ego i jego towarzysza samych, przekazała im jeszcze kilka informacji. - Tutaj obok możecie wymienić monety na żetony, po drugiej stronie pomieszczenia znajdziecie stoły z jedzeniem, alkoholem i innymi napojami. Sama polecam oczywiście wina Leroux. Gdybyście chcieli zaczerpnąć świeżego powietrza, otwarte jest wyjście na balkon. Do pół godziny stoły do gry powinny być już gotowe.
Następny był Matthias. Młody chłopak. Krewny, który dotąd mieszkał we Francji. Bardzo szybko udało mu się przekonać do siebie Agnès, dlatego też wyraźnie się na jego widok ucieszyła. Podeszła do niego, pozwalając ucałować się w obydwa policzki i odpłacając się zaraz tym samym.
- Matthias, mój kochany, ciesze się, że zdecydowałeś się jednak do nas dołączyć. - odpowiedziała. Inni, zapewne woleliby trzymać uzależnionego od hazardu krewniaka daleko od tego rodzaju przyjęć. Agnès jednak daleka była od tego, aby podejmować się tak drastycznych działań. Przecież jeden wieczór nie wyrządzi chłopakowi krzywdy, prawda? Zwłaszcza, jeśli będzie miała na niego oko. Poza tym, to zawsze okazja do tego, aby wyjść do ludzi. Poznać odpowiednie osoby. Tego zaś młody Delacour zdawał się potrzebować. Zwłaszcza teraz, kiedy znajdywał się w obcym kraju. - Cóż za urocza młoda kobieta! Jesteś naprawdę śliczna, kochanie. Z tych Mulciberów, którzy handlują magicznymi artefaktami? - dopytała, kojarząc innego członka tej rodziny. Alexandra. O tym jednak jeszcze nie wspomniała. Zdążyła natomiast również ucałować Sophie w obydwa policzki, zanim do ich trójki, dołączyła Lorien.
- Poczekajcie chwilkę, kochani. - odezwała się, zamierzając na chwilkę odsunąć się od nich. Przywitać z Camille. Kolejną krewniaczką. - Przywitam się tylko z Camille.
- Moja droga, dawno już uodporniłam się na jego komplementy. - odpowiedziała, odnosząc się do czarującego ją jeszcze chwilę temu Anthony'ego. Również ucałowała kobietę w obydwa policzki. - Dziękuje skarbie. Ty również. - tutaj płynnie pozwoliła sobie przejść na francuski, którym w ostatnich latach miała okazje posługiwać się przede wszystkim w otoczeniu rodziny. Ewentualnie podczas swoich wypadów do Paryża, choć akurat te nie były ostatnimi czasy szczególnie częste. - Złamiesz dzisiaj pewnie nie jedno serce. Zwłaszcza, że pojawiłaś się sama.
Nie zatrzymywała kobiety. Pozwoliła jej ruszyć dalej. Przywitać się z kuzynką. Podejść do stołów. Wymienić monety na żetony do gry. Sama natomiast wróciła do Matthiasa i Sophie. Dokładnie w porę, żeby zobaczyć zbliżającą się do rudowłosej dziewczyny Lorien.
- Pasierbice? Lorien, skarbie, jak zwykle jesteś pełna niespodzianek. - to mówiąc, spojrzała kolejno na Sophie, Lorien oraz na towarzyszącego ciemnowłosej kobiecie mężczyznę. Ten wydawał jej się nawet znajomi, tak na pierwszy rzut oka, ale ciężko było jej się zorientować gdzie konkretnie mieli okazje się spotkać. Ale czy to było konieczne? Czasami lepiej takimi kwestiami się nie przejmować. Zwłaszcza, że kochana Lorien, miała czasem tendencję do wyciągania mężczyzn wręcz prosto z rynsztoka. I choć Robert na pierwszy rzut oka zdawał się nie pasować do wszystkich poprzednich partnerów krewnej ze strony zmarłego męża, to pozory potrafiły przecież czasem mylić. - Miło poznać, panie Mulciber. - mimo tych wszystkich przemyśleń, starała się nie dać po sobie poznać, że mogła być co do Roberta trochę uprzedzona. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń, pozwalając się w nią ucałować. - Mam nadzieje, że będziecie się tutaj dobrze bawić. - dodała, po czym uwagę znów przeniosla na Lorien. - Znajdź później chwilę, żeby mi o tym wszystkim opowiedzieć. To skandaliczne, że o Twoim ślubię, dowiaduje się w takich okolicznościach. Za to powinien grozić co najmniej Azkaban, kochanie. - po prawdzie, to rzeczywiście poczuła się tym lekko urażona. Ona, Agnès, uwielbiała bowiem być zapraszana i pojawiać się na wszlkich przyjęciach. A skoro był ślub, to jakieś przyjęcie również musiało się z tej okazji odbyć. Nie zamierzała jednak robić tutaj kobiecie większych wyrzutów. Stało się. Trudno. Najwyżej również pominie szczęśliwą panią Mulciber przy okazji kolejnego swojego przyjęcia. I będą po tym kwita.
Kiedy ponownie zyskała taką możliwość, uwagę skupiła na Matthiasie. Jako że to u niej obecnie mieszkał, czuła się za niego odpowiedzialna. I starała się chłopakiem odpowiednio zaopiekować. Z tego też względu nie mogła nie zadać mu tego jednego, istotnego pytania:
- Wszystko w porządku, mój drogi? Jesteś pewien, że dasz radę? - płynnie przeszła w tym momencie na francuski, spodziewając się, że tym samym możliwie najmniej osób zrozumie, o co konkretnie go pytała. Nie chciała bowiem, żeby poczuł się czymś skrępowany. Niekomfortowo z powodu tej całej troski.