• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
30.06.2024, 17:57  ✶  

Dżentelmen - przeszło jej przez myśl, kiedy mężczyzna prawidłowo odczytał jej gest, składając pocałunek na wierzchu wyciągniętej w jego kierunku dłoni. Agnès miała słabość do takich ludzi - potrafiących się odpowiednio zachować, potrafiących we właściwy sposób obchodzić się z kobietami. A że wydawał się na dodatek całkiem młody, najwyżej po 30, przy odrobinie szczęścia mógł liczyć na spore ilości uwagi ze strony gospodyni.

- Będę musiała rozważyć taką wyprawę. - odpowiedziała. I w zasadzie tylko na tyle starczyło jej czasu. Zaraz bowiem na miejscu pojawili się kolejni goście. Im również należało poświęcić nieco uwagi. Zanim jednak pozostawiła Anthony'ego i jego towarzysza samych, przekazała im jeszcze kilka informacji. - Tutaj obok możecie wymienić monety na żetony, po drugiej stronie pomieszczenia znajdziecie stoły z jedzeniem, alkoholem i innymi napojami. Sama polecam oczywiście wina Leroux. Gdybyście chcieli zaczerpnąć świeżego powietrza, otwarte jest wyjście na balkon. Do pół godziny stoły do gry powinny być już gotowe.


Następny był Matthias. Młody chłopak. Krewny, który dotąd mieszkał we Francji. Bardzo szybko udało mu się przekonać do siebie Agnès, dlatego też wyraźnie się na jego widok ucieszyła. Podeszła do niego, pozwalając ucałować się w obydwa policzki i odpłacając się zaraz tym samym.

- Matthias, mój kochany, ciesze się, że zdecydowałeś się jednak do nas dołączyć. - odpowiedziała. Inni, zapewne woleliby trzymać uzależnionego od hazardu krewniaka daleko od tego rodzaju przyjęć. Agnès jednak daleka była od tego, aby  podejmować się tak drastycznych działań. Przecież jeden wieczór nie wyrządzi chłopakowi krzywdy, prawda? Zwłaszcza, jeśli będzie miała na niego oko. Poza tym, to zawsze okazja do tego, aby wyjść do ludzi. Poznać odpowiednie osoby. Tego zaś młody Delacour zdawał się potrzebować. Zwłaszcza teraz, kiedy znajdywał się w obcym kraju. - Cóż za urocza młoda kobieta! Jesteś naprawdę śliczna, kochanie. Z tych Mulciberów, którzy handlują magicznymi artefaktami? - dopytała, kojarząc innego członka tej rodziny. Alexandra. O tym jednak jeszcze nie wspomniała. Zdążyła natomiast również ucałować Sophie w obydwa policzki, zanim do ich trójki, dołączyła Lorien.

- Poczekajcie chwilkę, kochani. - odezwała się, zamierzając na chwilkę odsunąć się od nich. Przywitać z Camille. Kolejną krewniaczką. - Przywitam się tylko z Camille.


- Moja droga, dawno już uodporniłam się na jego komplementy. - odpowiedziała, odnosząc się do czarującego ją jeszcze chwilę temu Anthony'ego. Również ucałowała kobietę w obydwa policzki. - Dziękuje skarbie. Ty również. - tutaj płynnie pozwoliła sobie przejść na francuski, którym w ostatnich latach miała okazje posługiwać się przede wszystkim w otoczeniu rodziny. Ewentualnie podczas swoich wypadów do Paryża, choć akurat te nie były ostatnimi czasy szczególnie częste. - Złamiesz dzisiaj pewnie nie jedno serce. Zwłaszcza, że pojawiłaś się sama.

Nie zatrzymywała kobiety. Pozwoliła jej ruszyć dalej. Przywitać się z kuzynką. Podejść do stołów. Wymienić monety na żetony do gry. Sama natomiast wróciła do Matthiasa i Sophie. Dokładnie w porę, żeby zobaczyć zbliżającą się do rudowłosej dziewczyny Lorien.


- Pasierbice? Lorien, skarbie, jak zwykle jesteś pełna niespodzianek. - to mówiąc, spojrzała kolejno na Sophie, Lorien oraz na towarzyszącego ciemnowłosej kobiecie mężczyznę. Ten wydawał jej się nawet znajomi, tak na pierwszy rzut oka, ale ciężko było jej się zorientować gdzie konkretnie mieli okazje się spotkać. Ale czy to było konieczne? Czasami lepiej takimi kwestiami się nie przejmować. Zwłaszcza, że kochana Lorien, miała czasem tendencję do wyciągania mężczyzn wręcz prosto z rynsztoka. I choć Robert na pierwszy rzut oka zdawał się nie pasować do wszystkich poprzednich partnerów krewnej ze strony zmarłego męża, to pozory potrafiły przecież czasem mylić. - Miło poznać, panie Mulciber. - mimo tych wszystkich przemyśleń, starała się nie dać po sobie poznać, że mogła być co do Roberta trochę uprzedzona. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń, pozwalając się w nią ucałować. - Mam nadzieje, że będziecie się tutaj dobrze bawić. - dodała, po czym uwagę znów przeniosla na Lorien. - Znajdź później chwilę, żeby mi o tym wszystkim opowiedzieć. To skandaliczne, że o Twoim ślubię, dowiaduje się w takich okolicznościach. Za to powinien grozić co najmniej Azkaban, kochanie. - po prawdzie, to rzeczywiście poczuła się tym lekko urażona. Ona, Agnès, uwielbiała bowiem być zapraszana i pojawiać się na wszlkich przyjęciach. A skoro był ślub, to jakieś przyjęcie również musiało się z tej okazji odbyć. Nie zamierzała jednak robić tutaj kobiecie większych wyrzutów. Stało się. Trudno. Najwyżej również pominie szczęśliwą panią Mulciber przy okazji kolejnego swojego przyjęcia. I będą po tym kwita.


Kiedy ponownie zyskała taką możliwość, uwagę skupiła na Matthiasie. Jako że to u niej obecnie mieszkał, czuła się za niego odpowiedzialna. I starała się chłopakiem odpowiednio zaopiekować. Z tego też względu nie mogła nie zadać mu tego jednego, istotnego pytania:

- Wszystko w porządku, mój drogi? Jesteś pewien, że dasz radę? - płynnie przeszła w tym momencie na francuski, spodziewając się, że tym samym możliwie najmniej osób zrozumie, o co konkretnie go pytała. Nie chciała bowiem, żeby poczuł się czymś skrępowany. Niekomfortowo z powodu tej całej troski.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#12
30.06.2024, 19:53  ✶  
Witam się z Agnès i przedstawiam jej swoją osobę towarzyszącą

– A i owszem, szczęśliwie udaje mi się forsować swoje preferencje kolorystyczne, choć ostatnio na weselu Blacków musiałem nosić burgund. Dobrze, że jakość materiału i krój nadrabiały świadomość paradowania w kolorze, którego nie jestem w stanie poddać ocenie. – skrzywił się nieznacznie na to wspomnienie, gdyby mógł, nigdy by nie wyciągnął tego garnituru z szafy, odwlekając to na święte "za tydzień" aż do wygaszenia umowy z Rosierami.

– Nie wątpię w to, choć wszyscy wiemy, że Celine mogłaby zagrać Mozartowskie Kurki Trzy i wszyscy odpłynęlibyśmy w zachwycie. Taki talent rodzi się raz na pokolenie. – wzrokiem uciekł do swojej dawnej protegowanej, której jednak nie zamierzał zawracać od wejścia głowy, kompletnie przy okazji ignorując pytanie dotyczące kompozytora. Odczekał na wymianę uprzejmości między gospodynią przyjęcia a Morpheusem Aryaman i ledwie parsknięciem skomentował insynuację Camille, na temat jego interesowności. Dziś planował tylko rozrywkę, żadnych interesów. No chyba, że nadarzyłaby się jakaś okazja...

– Widzimy się z pewnością potem. Agnès. Camille. – Skłonił im głową, po czym odmachał Celine, ale na razie nie chciał do niej podchodzić. Zamiast tego ścisnął swoje dłonie i uniósł je w geście niemych oklasków, po czym położył dłoń na przedramieniu swojego towarzysza, nie chciał przecież zawłaszczać gospodyni tylko dla siebie, gdy tylu gości czekało na powitanie.

– Chodźmy więc po żetony. Czy zamierzasz mi przynieść dzisiaj szczęście mój drogi? – zagadnął lekko, zmierzając do stolika, gdzie można było wymienić żetony. 500 galeonów ciążyło mu w kieszeni, nawet jeśli złoto znajdowało się w magicznej sakiewce, skutecznie redukującej tak jego objętość jak i wagę. Ciężar więc był metaforyczni, nie zmieniało to postaci rzeczy, że pojawiło się na stole. Na wejście. Od progu. Po cóż czekać i biegać, jak pies z chorym pęcherzem, by co chwila dokupywać żetony.

– Dziś Ty jesteś smokiem. Dziś Ty pilnujesz skarbów. – zwrócił się do towarzyszącego mu "Hindusa", samemu nie zamierzając dotykać tokenów, skoro miał kogoś kto mógł to zrobić za niego. Może też zbyt długo przypatrywał się jego twarzy, z oczami iskrzącymi rozbawieniem, uśmiechem przesłaniającym komplement dla pionowych źrenic, a może żałowaniem braku złotej łuski na skroni. Zaraz potem zamierzał się udać za świeżości do stołu z kartami. Sam nie zamierzał dotykać tokenów, skoro miał kogoś kto mógł za nim je nosić.  – Zostaniesz też moim podczaszym? Po weselu nie chcę ryzykować tej nowej mody na wzmacniane magią drinki. Ale Ty... lubisz nowości prawda monsieur Birla?

Odkryj wiadomość pozafabularną
Wymieniam 500 galeonów na 100 tokenów.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
30.06.2024, 21:03  ✶  

Po podejściu do Agnès pozwolił się ucałować w oba policzki, co pozostawało nieodłącznym elementem ich powitań i pożegnań. Matthias sam zwykł bagatelizować swój problem z hazardem, w duchu twierdząc, że ma go głównie wtedy, kiedy przegrywa. Agnès dawała mu w tym względzie naprawdę wiele swobody, pozwalając mu wpadać w coraz to mocniejsze szpony nałogu hazardowego zamiast pomóc mu wyrwać się z nich. Było mu to na rękę. Tego typu wieczorek pozwoli mu poszerzyć krąg swoich znajomości na obczyźnie.

— Nie mógłbym przegapić tak wspaniałej okazji. Jestem ci wdzięczny za zaproszenie. — Zwracając się do swojej ciotki nie tylko się do niej uśmiechał, ale nawet mrugnął porozumiewawczo.

Przedstawienie gospodyni dzisiejszego spotkania towarzyszącej mu dziewczyny poszło nad wyraz sprawnie. Po Agnès nie spodziewał się niczego innego. Spojrzał z ukosa na rudowłosą, tak aby móc dostrzec reakcję na te wszystkie słowa, jakie padły z ust starszej blondynki i na to obcałowanie jej w oba policzki. Dopuszczał do siebie tę myśl, że Sophie mogła podejść do tego mniej entuzjastycznie, niż on. Nie zamierzał przemawiać za nią, nawet jak nad wyraz biegle operował słowem mówionym.

— Ja również chętnie przywitam się z kuzynkami... Sophie, z pewnością nawiążesz z nimi nić porozumienia. — Postanowił zwrócić się zarówno do swojej ciotki, jak i rudowłosej dziewczyny. Stanowiło to doskonały sposób na oddalenie się od rodziców Sophie, ale też nie rzucał słów na wiatr - dostrzegł zasiadającą za fortepianem Celinę. Odmachał swojej kuzynce. W podobny sposób powitał również Camille, nawet jeśli ona skinęła mu jedynie głową na powitanie. Zdawała się nie podchodzić do niego z sympatią i przez własna przezorność podpowiadała mu, że powinien na nią uważać i bardziej nad nią popracować.

Do uszu Matthiasa również dobiegł stukot noszonych przez kobietę butów na obcasie. Z przebiegu konwersacji między nią, a samą Agnès zdołał wywnioskować, że czarownica była macochą jego towarzyszki. W dodatku przybyła tutaj ze swoim mężem. Zła macocha to częsty motyw w baśni - w prawdziwym życiu on również występował. Jego uwadze nie uszło też to, że Sophie wyraźnie zbladła i się spięła. Stał wraz z nią trzymając dziewczynę pod rękę, samemu korzystając z możliwości spojrzenia na rodziców Wiewióreczki.

— Bonsoir madame i monsieur Mulciber. Miło mi państwa poznać. Jestem Matthias Delacour. Państwa córka uczyniła mi tę przyjemność i zgodziła się dotrzymywać mi towarzystwa podczas tego przyjęcia, którego organizatorką jest moja ciotka. — Zdecydował się zagadnąć do rodziców rudowłosej, w stosowny do okazji sposób. Zdecydował się zaniechać typowo francuskiego powitania i zamierzał się w tej materii dostosować do stojącej przed nim czarownicy i czarodzieja.

— W jak najlepszym, ciociu. Oczywiście. Zawsze mogę na ciebie liczyć. — Zapewnił kobietę w ich ojczystym języku, doceniając zarazem dyskrecję z jej strony. Doskonale wiedział o co ona pytała. To, że jest nałogowym hazardzistą, nie powinno wyjść na jaw w tym właśnie momencie. Najlepiej aby nie wyszło na jaw w ogóle przez to, że nie przyszedł tutaj sam. Doskonale wiedział, jak to było.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#14
30.06.2024, 22:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 23:46 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Wchodzę do środka z Erikiem i wymieniam galeony na żetony

Yaxley lubiła od czasu do czasu pojawić się wśród innych czystokrwistych i bogatych czarodziejów, aby zaznaczyć swoją obecność. Nie chciała zostać zapomniana, co szczególnie dotarło do niej tego lata, kiedy uświadomiła sobie, że pojawiła się istota, która chciała przejąć jej życie, zająć jej miejsce. Mimo tego małego problemu nie zamierzała zaprzestawać pojawiać się publicznie, nie chciała, aby strach przed działaniem nie pozwolił jej żyć w taki sposób, w jaki chciała. Nie znosiła ograniczeń. Właśnie dlatego postanowiła znaleźć się na tym niewielkim wydarzeniu. Karty brzmiały dobrze, kto od czasu do czasu nie miał chęci zaryzykować nieco grosza i zobaczyć, czy ma to jakiś większy sens? Lubiła zabawę, utrata pieniędzy też nie była dla niej szczególnie straszna, miała ich dużo, nie wydawała zazwyczaj na pierdoły, więc nie musiała się obawiać o to, że roztrwoni swoją fortunę.

Zazwyczaj nie wyglądała, jakby należała do bogaczy. Chodziła od dziesięciu lat w tym samym, starym płaszczu, czy butach, jednak kto ją znał ten wiedział, że może sobie pozwolić na różne zachcianki, kiedy tylko miała ochotę.

Pod Londynem pojawiła się z Erikiem Longbottomem, miała nadzieję, że Thomas wybaczy jej to, że nie wspomniała mu o tym wypadzie, czuła jednak, że nie czułby się tutaj odpowiednio. Wiedziała, że Erik jest idealnym towarzyszem w takich miejscach, już od dawna mogli na siebie liczyć podczas brylowania między innymi czarodziejami z podobnych sobie rodzin. Znali się praktycznie od zawsze, spędzili nawet wspólnie wakacje, wiedziała, że na pewno będzie się z nim dobrze bawić, a o to przede wszystkim jej chodziło - o dobrą zabawę. Przy Longbottomie nie musiała się zastanawiać nad każdym gestem, czy czynem. Wiedziała, że mało co jest w stanie wzbudzić w nim zdziwienie i mogła sobie przy nim pozwolić na wiele, a to było dla niej istotne - nie musiała się ograniczać, mogła mówić głośno co myśli.

Panna Yaxley wyglądała tego wieczora wyjątkowo schludnie, właściwie zawsze, gdy nadarzała się okazja potrafiła przepoczwarzyć się z baby leśnej w księżniczkę. Ubrana była w długą, czarną suknię wyszywaną drobnymi, srebrnymi koralikami, miała ona rozcięcie na udzie, co podkreślało jej wyjątkowo długie nogi, nie miała problemu z podkreślaniem swoich atutów, które jeszcze kilka lat temu przyprawiały ją o ogromne kompleksy. Suknia była wycięta na plecach, co mogło zwracać uwagę na jej ogromną bliznę, która ciągnęła się od szyi, aż po ich kraniec. Pamiątka po starciu z kelpie, którą niby mogła sobie ukryć używając odpowiednich zaklęć, jednak nie chciała tego robić. Dumnie nosiła ją na plecach.

Wsunęła swoją rękę pod ramię Erika. - Jak tam, gotowy przewalić mój rodzinny majątek? - Najwyraźniej nawet nie zakładała, że może tutaj coś wygrać, przynajmniej się nie rozczaruje, gdyby nie poszło to po jej myśli.

Kiedy weszli do środka do jej uszu dobiegł dźwięk fortepianu, przeniosła spojrzenie w stronę z której dochodził, na krótką chwilę, później przeniosła wzrok na  Agnès, wiedziała, że jest organizatorką tego wieczorka, jednak wokół niej znajdował się spory tłum i nie sądziła, żeby to dobry moment, aby się przywitać. - Może zacznijmy od wymiany pieniędzy na żetony, później wypijmy coś mocniejszego, na trzeźwo na pewno nic nie wygram. - Rzuciła jeszcze do Erika i pociągnęła go niezbyt nachalnie w stronę miejsca, w którym można było zakupić żetony.

Jako, że panna Yaxley się w tańcu nie pierdoliła, to oczywiście zakupiła maksymalną ich ilość.


Odkryj wiadomość pozafabularną
proszę o wymianę 500 galeonów na 100 żetonów
@Robert Mulciber
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#15
30.06.2024, 22:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 13:51 przez Lorien Mulciber.)  
Przy wejściu wita się z Agnes -> kupienie żetonów

Zaśmiała się. Serdecznie. Ciepło. Zupełnie jak nie ona.
- Jest dla mnie jak rodzona córka. Co prawda odchowana i o wiele bardziej urocza niż ja byłam w jej wieku, ale jak własna.- Docisnęła dłoń do serca, starając się nie wzruszyć zbyt mocno, gdy opowiadała o Sophie.
Richard mógł tego nie rozumieć, ale Lorien musiała grać tą głupią, zakochaną dziewczynkę. Zwłaszcza przy Agnes. Tu nie była tym małym, krwiożerczym trybikiem ministerialnej maszyny. Była za to jedyną córeczką Adeline Prewett, a to wiązało się z szeregiem całkiem innych obowiązków. Richard miał okazję poznać ją od strony, od której prawdopodobnie nawet nie znał jej Robert.
W porządku. Może i Lorien nie miała zbyt dobrego portfolio jeśli chodzi o swoich byłych partnerów, ale przecież tym razem się postarała! Ri… Robert nie wyglądał jakby go wynalazła w jakimś zatęchłym pubie na Nokturnie, co było wyjątkowym progresem. W dodatku nawet nie był obity. Wręcz przeciwnie, wyglądał wyjątkowo porządnie. Choć kosztem biednej Selar, której Lorien zostawiła całe porządki po opróżnieniu szafy męża.
- Och, Agnes to był poryw serca!- Westchnęła niemal rozmarzona na samo wspomnienie swojego przepięknego ślubu. Zupełnie jakby był czymś więcej niż głupią formalnością, podpisaniem paru papierków w innej części Ministerstwa Magii.Od razu poczuła natomiast potrzebę wytłumaczenia się przed Delacour skąd brak zaproszenia na wielkie wyimaginowane wesele. - Nawet nie robiliśmy przyjęcia wyobraź sobie. To całe planowanie, ustalenia, tort… Nie chcieliśmy tracić tego czasu, który nam został…- Zmiana tonu. Na jeden z tych smutniejszych, melancholijnych. Przypominającej Agnes Delacour, że pani Mulciber życia za wiele już nie zostało i chciała je najwyraźniej spędzić wśród przyjaciół i tej jedynej prawdziwej miłości. Grała swoją ulubioną kartą-pułapką chorej i biednej panienki obciążanej okrutnie niesprawiedliwą klątwą.- Ale opowiem ci później, słowo!- Łgała jak z nut, ale na szczęście Richard był jedyną osobą, która mogłaby zaprzeczyć. A zaprzeczyć przecież nie mógł.

“Matthias”, “ciocia”.
Obraz całej sytuacji zaczął się nieco klarować, a Lorien odetchnęła z ulgą. W porządku, więc po prostu jakiś chłopiec (o którego istnieniu nie miała pojęcia, ale to była w stanie zrozumieć) spokrewniony z Agnes (prawdopodobnie całkiem blisko, skoro otrzymał zaproszenie) zaprosił ich Sophie na przyjęcie. Jak miło.
Skinęłą głową, gdy się kulturalnie przywitał, po czym obrzuciła tego całego Matthiasa uważnym spojrzeniem. Takim od stóp po czubek głowy. Lorien nie była (a przynajmniej starała się nie być) tą mityczną, złą macochą, ale pewne cechy sprawiały, że kiepsko wypadała w rankingu “prawie-że-matki roku”. Żądała od Sophie tego co najlepsze - perfekcji w każdym calu. Więc i chłopcy, z którymi się prowadzała powinni spełniać bardzo wygórowane wymagania.
Pieprzona hipokrytka.
- Przepraszam was na moment.- Uśmiechnęła się jeszcze uznając, że to odpowiedni moment, żeby pozostawić Richarda na pożarcie, a samej udać się do stolika kupić żetony. Zresztą jak postanowiła, tak też zrobiła.

Skinęła z uznaniem głową, gdy panna przed nią lekką ręką wydawała pół tysiąca galeonów. Dobrze. Tak trzeba było żyć. Przez moment mały chochlik w głowie radził, żeby zrobić to samo. Genialna myśl i nie było nikogo, kto by pani Mulciber wyperswadował ten pomysł. Noszenie ich też nie było problemem, od czego była pozornie maleńka kopertówka którą miała przy sobie?
- Idealny wieczór na przyjęcie, prawda?- Rzuciła w eter w stronę Geraldine, gdy tak sobie czekała na swoje tokeny. Jeśli Shafiq wciąż był jeszcze przy stoliku też mógł się poczuć adresatem jej słów. W końcu wszyscy stali przy tym nieszczęsnym stoliku.

Odkryj wiadomość pozafabularną
go big or go home - 500 galeonów na 100 tokenów
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#16
01.07.2024, 01:28  ✶  
W towarzystwie Agnes i Lorien, która później gdzieś sobie poszła. Obserwacja Matthiasa. Troska o Sophie.


Tak. Lorien była pełna niespodzianek. Często tych zaskakujących, jak również w obecnej sytuacji. A skoro kobiety zamieniły między sobą kolejne słowa, na temat jego "córki", Richard spojrzał w kierunku Sophie. Zmarszczył brwi, widząc jak pobladła na jego widok, jak i zapewne Lorien. Zwrócił także uwagę na towarzyszącego jej chłopaka, analizując jego zachowanie. Czy on nie otrzymał stosownych lekcji zachowania się w obecności dorosłych, bogatych osobistości? To machanie nie wyglądało Richardowi jako lekcja odpowiedniego zachowania, nie był przecież na spotkaniu koleżeńskim. Czy może się mylił? Nie jemy to może oceniać.

- Mam również taką nadzieję.
Odpowiedział uprzejmie Agnes. Nie mówiąc za wiele. Pozwalając swojej "małżonce" wyprodukować się słownie i opowiadać romantyczne bajki. ”Poryw serca? Robert, gdybyś Ty to słyszał…" – komentował w swojej głowie, wciąż trzymając się swojej odgrywanej roli.
- Jest dokładnie jak mówi moja małżonka. Gdy ją spotkałem, urzekła mnie swoją urodą i inteligencją. Nie chcieliśmy czekać.
Potwierdził, wsparł ją odegranym dobrze kłamstwem, spojrzawszy na jej oblicze twarzy jakby była jego skarbem. Tak, jak Robert na nią patrzył. Richard nie jednokrotnie w miejscach publicznych był świadkiem tego, jak Robert zwracał się do swojej żony. W swojej odpowiedzi nie dodawał nic odnośnie jej przypadłości. Nie był to przecież temat do publicznego analizowania.

Na tym poprzestał, gdyż spojrzenie jego powróciło do Sophie i zmieniło się na bardziej poważnie zmartwione jej stanem zdrowia. Ponieważ, stała blada obok swojego towarzysza. Uwagę tym razem "ojcowską" musiał skupić na jej osobie.

Miał się już zwrócić z troską do Robertowego "Słoneczka", ale towarzyszący bratanicy chłopak, przedstawił się, jakby chciał odwrócić uwagę na siebie. To się dowiedział interesujących rzeczy. Już samo nazwisko chłopaka mu wiele mówiło. Krewny Agnes.

- Czy wyjaśniłeś mojej córeczce, na czym polega tutejsze przyjęcie? Bo właśnie widzę, że obecne otoczenie ją trochę przytłacza.
Zapytał młodzieńca, bo być może nie wiedział czegoś, a Sophie nie wspomniała o swojej przypadłości. Nie skrytykował wprost jej obecności na tym przyjęciu, na którym w prawdzie, nie powinno jej być. Nie wyrażał słownie i mową ciała, swojego rodzicielskiego niezadowolenia. Ale w jego oczach Sophie mogła to wyczytać. Richard zastosował kolejne kłamstwo, nawiązujące bardziej do tego, że Sophie dopiero wkraczała w życie prawdziwej dorosłości i jest pierwszy raz na spotkaniu ruletkowo-pokerowym.

Lorien przeprosiła i oddaliła się. Richard obejrzał za nią, jakby chciał zarejestrować, gdzie tego babsztyla niesie. Ale nie mógł jej teraz pilnować, gdyż na głowie właśnie miał inny, poważniejszy kurwa problem.

Richard zbliżył się do Sophie i ujął jej dłoń w trosce, jakby obawiał że zaraz mu zemdleje i samo podpieranie się o ramię Matthiasa nie pomoże jej przed upadkiem. Zwrócił się do niej, jak to potrafił robić "jej ojciec".

- Wiewióreczko, dobrze się czujesz? Może potrzebujesz wyjść trochę na zewnątrz?
Zapytał. Być może Richard liczył na odejście na bok, w bezpieczne miejsce, aby zamienić z nią parę zdań. ”Że też ja muszę się skompromitować za Roberta w takiej sytuacji. Czy to dziecko umie wyciągać jakiekolwiek wnioski ze swoich nieprzemyślanych wybryków?" – narzekał w myślach, co prawda nie okazując tego po sobie. Nawiązując do jej ostatnich numerów z jakimi mieli już doświadczenie.

Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#17
01.07.2024, 14:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 14:32 przez Viorica Zamfir.)  
Wchodzę na salę z Atreusem i z nim rozmawiam.

Niezwykle ucieszyła się na zaproszenie Artreusa, który widać nie zapomniał o jej miłości do hazardu, zapewne niezwykle niezdrowej, i postanowił akurat ją zabrać jako swoją parę na ten wieczór. I to nie byle jaki.
Przekraczając próg domu dało się od razu wyczuć, że miejsce to nie było jednym z tych, do których Viorica normalnie miała dostępu. Raczej do podobnych domów przywykła się wkradać, a nie wkraczać jako gość, mała odmiana jednak nikomu nie zaszkodziła. Od wystroju, poprzez muzykę, aż po gości, wszystko krzyczało o zamożności oraz elitaryzmie gospodyni.
Czasem zazdrościła innym takiego życia. Ogromnej ilości pieniędzy, pewnej nuty dystyngowania, władzy i możliwości, których dziewczyna wychowana na Nokturnie nigdy nie miała. Lubiła więc czasem wkraść się w ten świat, ponapawać się złudnym pięknem, które gdzieś tam w środku miało przegniły rdzeń. A im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej bawiło ją to wszystko.
Jak wiele można było sprzedać z samego siebie, by trwać w tej obłudnej, snobistycznej iluzji przez całe swoje życie? Wolała się chyba jednak nigdy nie dowiedzieć, choć nie raz ją kusiło.
Dziś mogła trochę poudawać. Z kieszonkowym od Atreusa i paru pamiątkom, które miała na sobie na wszelki wypadek, miała zamiar oddać się najczystszej z rozpust i przegrać lub wygrać majątek.
Jej towarzysz był nad wyraz hojny, bo sprezentował jej nawet czerwoną, jedwabną sukienkę na ramiączka, która kończyła się tuż nad kolanem. Swoje kręcone włosy spięła w luźne upięcie, na jej szyi lśnił naszyjnik z brylantami, w uszach widniały diamentowe kolczyki. Doskonale znała ich wartość i wiedziała, że pewnie prędzej czy później je straci. Zbyt dobrze się znała.
Trzymała Atreusa pod ramię, wchodząc do pomieszczenia, zastanawiając się, czy znajdą się na sali znajome twarze. I cóż, wypatrzyła w tłumie gości Shafiqa oraz Longbottoma, gdzie szczególnie na widok tego pierwszego uśmiechnęła się radośnie. Był ostatnio jej ulubionym klientem.
Głównie przez swoje zasobne kieszenie, choć może też dlatego, że każda jego propozycja była niezwykle ciekawa. Nie miała jednak zamiaru na razie nikogo zaczepiać, grzecznie dając się prowadzić swojemu partnerowi. Miała małe wyrzuty sumienia, że była tu bez Cedrica, nie mogła jednak przegapić takiej okazji. Niemal jak jedna na milion.
- Mam wrażenie, że jestem tu jedną z tych, którzy mają najwięcej do zyskania oraz do stracenia - uniosła brwi, przyglądając się czujnym okiem, jak kolejne żetony opuszczały ladę. Prawdopodobnie znalazła się tam już nie mała fortuna. Przeniosła wzrok na osobę, która jej pilnowała i zmrużyła oczy.
- I nawet wśród obsługi znajome twarze - mruknęła, widząc Flitwicka. Znała go trochę, z cóż, lekko byłej branży, gdy jeszcze wyceniała przedmioty, szczególnie biżuterię na Nokturnie. Parę razy zetknęli się, gdy jedno z nich potrzebowało konsultacji. Nie wiedziała ile facet wiedział o jej przeszłości, poza tym faktem, postanowiła być jednak dla niego raczej miła. I mieć go na wszelki wypadek na oko.
Zanim jednak podeszli w jego stronę, jakby nagle coś sobie przypomniała. Wyciągnęła małe pudełeczko z torebki, po czym wcisnęła je w rękę Atreusowi.
- Małe podziękowanie. Srebro - zaczęła. - Radzę otworzyć tak by jak najmniej osób widziało. Czytałam kiedyś o średniowiecznych plakietkach, które noszono niczym broszki, część to były pamiątki z pielgrzymek, a część cóż, była raczej kupowana dla żartów, lub jako małe podarunki. I tak, te dla żartów często miały podobny motyw jak ta - uśmiechnęła się.
A co przedstawiała broszka? Motyw fallusa z płonącą końcówką. Atreus zapewne doskonale wiedział do czego to nawiązanie.
- Noś w mało widocznym miejscu - wyszczerzyła się, ciekawa reakcji Bulstrode’a.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#18
01.07.2024, 19:21  ✶  
Robię za zwierzątko Anthony'ego.

Aryaman i Anthony tworzyli piękna laurkę brytyjskiego kolonializmu, a pod powierzchnią zaklęcia grali w nieco perswazyjną zabawę bogaczy, którzy tańczą, gdy świat płonie. Godryk nie lubił Anthony'ego, pewnie dlatego, że wyciągał z jego syna najgorsze cechy i potęgował je do bólu. To była gra pozorów, z obu stron, bo wzajemnie uzupełniali się o najlepsze cechy oraz te najgorsze. Nie było definitywnego określenia, które z nich psuje które.

— Udanego wieczoru, niechaj Siwa pobłogosławi naszej grze— pożegnał się z gospodynią i podążył za swoim Wergiliuszem, do Limbo, czekając na przejście do kolejnych kręgów piekielnej rozyrwki. Wątpił, aby dotarli do pożądania. Raczej odwiedzą chciwość, może zazdrość. Przez chwilę zawiesił spojrzenie na pianistce. Śliczna. Łatwo było wyobrazić sobie, jak fałszują klawisze, gdy zostaje posadzona na biało-czarnej klawiaturze w celach z goła innych niż granie. Wiązało się to co prawda z wydobywaniem dźwięków, ale nieco inaczej, mniej dystyngowanie, bardziej prymitywnie.

— Och, Radżo, usługuj mi. Poproszę złotą tacę na twoje żetony — zaśmiał się z rozkazu przyjaciela, ale usłużnie przejął jego żetony.

Wymienił w odpowiednim miejscu walutę, sponsorowaną przez Anthony'ego, dzisiaj był szczęśliwym talizmanem, a to przychodzi z pewnym kosztem. W tym wypadku dosłownie.

— Nie przeginaj, Shafiq —  ostrzegł go zaczepnie, cicho, niemrugające złote spojrzenie najpierw wbijało się w twarz Shafiqa, a później przeniosło się ku gospodyni i ponad nią. Zerkał na wejście. Odruchowo chciał przywołać do siebie Erika i Geraldine, ale w porę przypomniał sobie, że nie zna tej dwójki. Udał więc, że poprawia mankiet wykrochmalonej koszuli, unosząc w górę brwi.

Niekoniecznie wypatrywał bratanka i dawnej kochanki, właściwie nie wiedział, że tutaj będą. Szukał kogoś innego, mniej przyjaznego, mniej urodziwego, błyszczącego jak najjaśniejsza gwiazda jego życia. Nie wiedział w sumie, czemu pomyślał, że może tutaj dzisiaj go ujrzeć. Tak samo jednak było z weselem Blacków. Nie spodziewał się i został wzięty z zaskoczenia. Trochę jakby wypatrywał wroga. Trochę jakby wypatrywał Itaki.

Zamiast niej, dostrzegł jeszcze Mulcibera z żoną, którzy w sumie stali tak blisko przy nich, ale jakoś wcześniej nie zwrócił uwagi, pochłonięty gospodynią i badaniem otoczenia.

— Ciekawe miejsce dla sędziny Wizegamotu — szepnął do Anthony'ego na ucho, musząc przy tym umieścić się mu na ramieniu, co uczynił z wdziękiem kogoś, komu nie jest obca fizyczna bliskość. Nie ma tyle, aby wzbudzić kontrowersje, za bardzo szanował wybory życiowe Shafiq'a, ale dostatecznie, aby sugerować tym, którzy wiedzieli. Uśmiechał się przy tym, tak jak zwykle, ale jego nowa twarz przy tym wyglądała aż nazbyt wężowo, ślisko.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Wymieniam 250 galeonów na 50 żetonów
@Robert Mulciber



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#19
01.07.2024, 22:20  ✶  
Rozmawia z Agnes oraz Matthias'em przy wejściu. Wspomina o wuju Alexandrze

- Och, dziękuję!- Sophie nie spodziewała się tak miłego przywitania, i zanim zbladła na widok macochy oraz wuja, zrobiła się lekko czerwona. Matthias miał naprawdę przemiłą ciocię! Nie przejęła się również obcałowywaniem policzków, ponieważ dziewczyny często się tak witały. Zwłaszcza, jeśli chciały okazać sobie sympatię.
Mulciberówna poprawiła grzywkę i zerknęła ukradkiem na Matta. Miała nadzieję, że nie narobiła mu wstydu.
- Mój tata i wuj handlują świecami i kadzidłami.- Sprostowała z lekkim uśmiechem, bez nutki żalu w głosie. Był jeszcze wuj Alexander, ale Sophie nie pamiętała czym dokładnie się zajmował. W końcu i tak nikt jej nic nie mówił, prawda?- I chętnie poznam twoje kuzynki.- Wśród dziewcząt czuła się swobodnie i miło będzie poznać resztę rodziny Delacour. Czy to, że Matthias chciał ją wszystkim przedstawić, coś oznaczało?

Rozmawia z Matthias'em, Lorrien oraz Richardem.

Później Sophie po prostu zatkało. Patrzyła na macochę oraz wuja, który przedstawiał się jako jej ojciec oraz mąż Lorien. Zmarszczyła brwi, nie mając pojęcia co właściwie się tutaj działo. Otworzyła usta żeby coś powiedzieć i jakoś się wytłumaczyć, ale Matthias ją ubiegł. Nie przestraszył się i chyba czując jej spięcie, wziął sprawy w swoje ręce. To dodało Mulciberównie trochę odwagi.

Jest dla mnie jak rodzona córka. Sophie zastanawiała się, czy to prawda. Pewnie nie. A dlaczego? Ponieważ wszystko było tutaj grą. I kłamstwem. Wiewióreczka postanowiła więc zagrać w tę "grę".
- Tak, tatku. Matthias mi wszystko wyjaśnił.- Skinęła głową i uśmiechnęła się, kiedy złapał ją za dłonie. Wyczuła, że nie był zadowolony z jej obecności tutaj, ale z drugiej strony sam nie był święty jak Merlin! Przyszedł z Lorien i udawał, że jest Robertem Mulciberem. Czy macocha nie zauważyła różnicy? Nie, to niemożliwe.
- Zrobiło mi się trochę słabo, bo właśnie sobie przypomniałam, że zapomniałam portfela. Czy dałbyś mi kilkanaście galeonów, żeby mogła wziąć udział w wieczorku?- Zapytała i uśmiechnęła się do wuja. Powiedziała to na tyle głośno, żeby kilka osób na pewno ją usłyszało. Jeśli Richard nie chce wyjść na sknere, to powinien dać jej trochę monet.
- Trochę ze mnie gapa.- Zaśmiała się perliście, zwracając do Matthias'a. Szkoda, że Lorien uciekła. Ale od niej też wydębi jakieś galeony!
Przycisnęła się bokiem nieco bardziej do chłopaka, jakby miało ją to uchronić od tego, co zaraz się wydarzy.- Niech to pozostanie naszym sekretem, dobrze, tatku? To moje gapostwo.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#20
01.07.2024, 23:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 23:42 przez Erik Longbottom.)  
Wchodzę na salę razem z Geraldine, wybieramy żetony i jesteśmy w trakcie drogi do baru.

Nie dało się nie znać Agnis Delacour. Chociaż Erik nie był szczególnym fanem hazardu, tak jego ścieżki zdążyły się już parę razy przeciąć z tą kobietą biznesu. Bądź co bądź, gdy z roku na rok słyszało o nim coraz więcej, siłą rzeczy wpasowywał się coraz bardziej w elitarne grono magicznej socjety. Zazwyczaj pojawiał się na tego typu przyjęciach z grzeczności, jeśli uprzejme odmówienie z tego czy tamtego powodu nie wchodziło w grę. Tego wieczora było jednak inaczej; czuł, że powinien zrobić coś innego. Niestandardowego. Może nieco szalonego jak na jego standardy.

Nieuchronnie zbliżał się koniec sierpnia, a data ta poniekąd wyznaczała niewidzialny deadline jaki Erik sam sobie nałożył przez swoje złe przeczucia, które towarzyszyły mu od maja. Sądził, że starcie Ministerstwa Magii z oddziałami Śmierciożercam na Polanie Ognisk okaże się punktem zapalnym do naturalnego rozszerzenia skali konfliktu. Tak się jednak nie stało, zupełnie jakby obie strony postanowiły na bliżej nieokreślony odciąć się od większych potyczek na poczet... Ciszy i spokoju? Wiele na to wskazywało. Stan ten nie mógł jednak trwać wiecznie. Trzeba było wykorzystać czas, który im pozostawał.

I takim oto sposobem Longbottom znalazł się na progu posiadłości madame Delacour, uświetniając swym przybyciem tę małą uroczystość. Obym tylko nie puścił rodzinnego skarbca z torbami, pomyślał przelotnie, próbując sobie nie wyobrażać, jaką minę miałby jego ojciec i dziadek, gdyby oświadczył, że przegrał pół skrytki w Banku Gringotta i zgodził się wynająć replikę miecza Godryka Gryffindora na następne przyjęcie Agnis. Erik wzdrygnął się. Nie no, aż tak to nie zaszaleje. Nie był kompletnym idiotą. Chociaż jego partnerkę czasem ponosiła fantazja, więc kto wie, czy nie pociągnie go dziś za sobą...

— Bardziej martwię się o swój — odparł, klepiąc lekko Geraldine po dłoni. — Chociaż nie jest to szczególnie przyjemna perspektywa, ale wolę być już odpowiedzialny za upadek rodu Longbottomów niż jeszcze sądzić się z twoim ojcem, który próbowałby przypiąć mi twoje przewinienia. — Uśmiechnął się krzywo do kobiety. — W końcu... Co złego to nie ty, czyż nie?

Jeśli schludność i elegancja były warunkiem odwiedzenia czterech ścian należących do pani Delacour, to oboje wpisywali się w ten schemat. Erik zresztą i tak nie miał tendencji do dziwnych strojów, chociaż zdecydowanie skręcał raczej mu mugolskiej modzie niźli tradycyjnym szatom czarodziejów. Tego dnia zdecydował się na granatowo-szary garnitur. Marynarka, zapinana na dwa guziki, dopasowywała się do jego ramion, podkreślając smukłą, acz dobrze zbudowaną sylwetkę. Spod marynarki wystawała biała koszula z ciemno-granatowym krawatem owiniętym wokół szyi. Oprócz tego przy mankietach koszuli błyszczały spinki w kształcie wilków zakupione na kiermaszu z okazji Lammas.

— Mhmm — mruknął, kierując się z panną Yaxley w stronę stołu, przy którym odbywała się wymiana pieniędzy. — Czyli dzisiaj robię nie tylko za twój głos rozsądku w kwestii hazardu, ale też ilości wypitego alkoholu? — Uniósł wymownie brwi, uśmiechając się kwaśno. — A myślałem, że akurat dzisiaj zamienimy się rolami. Ehh… Może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja.

Zamarł na moment, gdy zorientował się, że Geraldine postanowiła wejść do gry, wydając na żetony aż 500 galeonów. Spora sumka jak na start. Z drugiej strony... Może nie miała wiele do stracenia? Na swoich łowach na pewno zarabiała więcej niż Erik, pracując w Brygadzie Uderzeniowej. Cóż, raz się żyje, pomyślał, a kiedy przyszła kolej na niego poszedł w ślady przyjaciółki i również zostawił w kasie 500 galeonów.

— Czyli co... Szybki drink, a potem spróbujemy zagrać w karty? — zaproponował, rozglądając się na prawo i lewo.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Wymieniam 500 galeonów na 100 żetonów. @Robert Mulciber


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5830), Anthony Shafiq (4945), Atreus Bulstrode (1987), Bard Beedle (16677), Basilius Prewett (2132), Celine Delacour (1746), Eden Lestrange (3031), Erik Longbottom (3452), Geraldine Greengrass-Yaxley (3264), Isaac Bagshot (2600), Lorien Mulciber (7154), Lorraine Malfoy (3824), Morpheus Longbottom (4164), Richard Mulciber (6509), Severine Crouch (1162), Sophie Mulciber (3384), Urlett Reykjavík (2677), Viorica Zamfir (3888)


Strony (17): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 17 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa