Skinął głową wszystkim osobom, jakie przebywały w tym momencie na balkonie. Starał się wybrać miejsce jak najbardziej oddalone od tych wszystkich osób i jednocześnie starając się mieć dobry widok na niektóre z nich. Na tym balkonie było trudno o zachowanie względnej prywatności. Istniała jednak szansa, że uda mu się w porę dostrzec kogoś zmierzającego w ich stronę. Tego przecież nie mógł w żaden sposób wykluczyć. Sam oparł się plecami o barierkę, sięgając w tym momencie po swoją papierośnicę i zaczarowaną zapalniczkę. Nie poczęstował Sophie, która już wcześniej zadeklarowała siebie jako niepalącą. Włożywszy papierosa pomiędzy wargi niezwłocznie go zapalił i z kolejnym oddechem pozwolił aby dym tytoniowy wypełnił jego płuca.
— To chcesz wiedzieć, czy nie? Pytanie wcale nie jest głupie. — Postanowił pozostawić dziewczynie wybór co do tego, czy chce otrzymać bardziej wyczerpującą odpowiedź na swoje pytanie, czy wręcz przeciwnie. Jako kobieta powinna wiedzieć, czego chce. On dobrze wiedział, czego chciał od kobiet, jeśli jakaś miała pojawić się w jego życiu. Ta dziewczyna robiła się czerwona od samego pytania o tego typu kwestie, kiedy tak naprawdę są do tego znacznie lepsze powody. Denerwowała się też niepotrzebnie.
— W najbliższym czasie nie mam tego w planach. Marzy ci się wycieczka do Francji? Moja książka... to historia miłości czystokrwistej czarownicy do czarodzieja półkrwi, ukazująca oblicze czasów, w których żyjemy i opowiadająca o trudnościach pary bohaterów, jakie spotkają na swojej drodze... rodzina czarownicy należy do tych konserwatywnych - na jej czele stoi jej ojciec będący zagorzałym magirasistą. To nie będzie romans, tylko opis świata podzielonego przez magirasizm. Całość nie będzie mieć szczęśliwego zakończenia. Umowa z wydawcami zobowiązuje mnie do tego, że nie mogę nikomu pokazać konceptu. — Istniało niemało powodów, dla których w najbliższym czasie nie planował opuszczać granic Wielkiej Brytanii. Nie tak dawno dopiero co tutaj przybył w poszukiwaniu weny do stworzenia powieści. Pozostałe z nich wolał zachować dla siebie. Niewykluczone, że młoda Mulciberówna zapragnęła tego rodzaju wycieczki.
W tak doskonałym kłamstwie, jakim teraz ją uraczył tkwiła odrobina prawdy - niewątpliwie bohaterowie byli wzorowani na prawdziwych postaciach. Doskonale wiedział, że romanse cechują się z reguły szczęśliwym zakończeniem, w przeciwieństwie do dramatów i prawdziwego życia. Możliwe, że tego rodzaju powieść okazałaby się prawdziwym bestsellerem, gdyby naprawdę potrafił ją napisać. Dlatego wszelkie wymówki w postaci umów z wydawcami były dla niego bardzo dogodne.
— Hm... twoja mama wydaje się być blisko z tym mężczyzną. — Zauważył szeptem, machnąwszy w ich kierunku dłonią z palonym papierosem, którego po chwili znów ułożył pomiędzy swoimi wargami. Rzucało się w oczy to, że kobieta przyszła tutaj z mężem, który teraz pozostał w wewnątrz budynku przy jednym ze stolików. Z daleka wyglądało to na stosunkowo bliską zażyłość, którą można było nawet rozpatrywać w kategoriach niewinnego flirtu, jak i zdrady małżeńskiej.
— Ça va. — Zwrócił się machinalnie po francusku do tego mężczyzny, który postanowił im przeszkodzić w prowadzeniu rozmowy na świeżym powietrzu. — Nie w naszej intencji jest zakłócanie spokoju pani Lestrange, jednakże moja towarzyszka zapragnęła udać się na balkon i nie zamierzam odbierać jej takiej możliwości. — Odpowiedział nad wyraz uprzejmie, tym razem już po angielsku. Nie zauważył aby ten czarodziej kogokolwiek innego usiłował wyprosić poza nimi, co teoretycznie powinno mieć miejsce podczas poważnej interwencji medycznej. Nie po to zdecydowali się udać na ten balkon, aby zaraz wracać do środka. W posiadłości Agnès czuł się nad wyraz swobodnie.