Gdy Bulstrode odszedł od stoiska, a Brenna odwróciła się, napotkała spojrzenie matki, która wyłoniła się zza przegrody – posłała jej najbardziej niewinny uśmiech ze swojego repertuaru i chciała już otworzyć usta, pytając, czy może już iść, kiedy tuż za nią padło pytanie o oferowane zapachy. Doskonale, szansa na ucieczkę przed ewentualnymi dopytywaniami…
Brenna więc obróciła się ku Electrze, a uśmiech z niewinnego znów zamienił się w tej, jaki w jej ocenie powinna posiadać Profesjonalna Sprzedawczyni. Rozpoznała Prewettównę od razu - dzieliła je trochę za duża różnica wieku, by wpadały na siebie często, ale bez wątpienia obracały się czasem w tych samych kręgach, a Brenna miała po prostu jakąś dziwną słabość do jej rodziny, zapewne absolutnie skandaliczną u Longbottomówny. A jeżeli już o rodzinie, to ponad ramieniem Electry Brenna dostrzegła Basiliusa i uśmiech zmienił się po raz trzeci w ciągu trzech sekund, tym razem stając się znacznie weselszy.
- Cześć, Basilius - przywitała się, zanim wróciła spojrzeniem do dziewczyny. – Wszystkie, jakie sobie wymarzysz. Perfumy mocne, wyczuwalne z daleka, czy lekkie jak mgiełka? Nuty cytrusowe, kwiatowe, drzewne, morskie, piżmowe? Ulubiony zapach? Okazja? Mają mieć magiczny efekt, czy raczej nie? Proszę o dowolną podpowiedź i zaraz na pewno coś dobierzemy.
Założyła, że ta nie szuka konkretnej pozycji, bo prawdopodobnie wymieniłaby nazwę, a nie pytała o możliwości. Albo, co równie często się podobno zdarzało, powiedziała coś w stylu „no w takim zielonym, okrągłym flakoniku”. Przy okazji Brenna przesunęła wzrokiem po jej ubraniu, usiłując oszacować, jaką półkę cenową powinna podsuwać – ktoś bardzo zamożny mógłby się obrazić za te „przystępne” propozycje, z kolei ktoś o mniejszych zasobach często czuł się niezręcznie, gdy zobaczył ceny najdroższych, oferowanych mu pozycji.