19.11.2025, 20:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2025, 10:35 przez Lorraine Malfoy.)
Części posta tylko dla was są schowane pod odpowiednimi spoilerami, żeby nie zanudzić. Ramki z waszymi imionami rozwijają się, jeśli na nie klikniecie.
Wszyscy zostaliście przytuleni i wycałowani w oba policzki, więc... Zapewne zapomnieliście, jak właściwie przywitała was Lorraine. Jeśli pozwoliliście sobie poddać się choćby na chwilę jej przyjemnie upajającej aurze wili, mogliście się poczuć tak, jakbyście wychylili duszkiem kubek tej samej ciepłej herbaty z miodem, która czekała na was na stole. Zęby nie ścierpły jednak od słodyczy, bo na języku czuło się goryczkowy dodatek czegoś mocniejszego. Ale tak to już było z tymi wilami, które niespecjalnie przejmowały się kontrolowaniem swoich mocy. To delikatne podchmielenie szybko mijało, nie pozostawiając po sobie kaca, a jedynie przyjemny poszum w głowie. Poszum podejrzanie przywodzący na myśl chichot Lorraine. Sama Lorraine zdawała się bowiem przeszczęśliwa. Zwykle cicha i stonowana, a momentami wręcz sztywna w swoim zachowaniu, dzisiaj wykazywała zdecydowanie mniej powściągliwości. Widać od święta nawet ona wyciągała kija z dupy. Co najmniej dwa razy głośno się zaśmiała! Było coś niemal dziecięcego w tej jej radości, jak gdyby sama obecność tak wielu ludzi wokół stołu sprawiała, że przeobrażała się w duszę towarzystwa. Kogoś, kogo wszędzie było pełno, i kto zabiegał o to, abyście czuli się w Necronomiconie jak najlepiej. Mogliście być pijani Lorraine, ale ona z pewnością była bardziej pijana wami. Nie wiadomo, jakim cudem wszystkich was zdążyła sobie przedstawić, ale to zrobiła. I chociaż w całym tym chaosie mogliście wciąż zapomnieć czyjegoś imienia i nazwiska, zostaliście wybawieni od konieczności niezręcznego zapoznawania się z innymi na własną rękę.
Scarlett Mulciber. "Przyjaciółka" Baldwina, dodała ze znaczącym uśmiechem Lorraine, przedstawiając Scarlett wszystkim po kolei. Dopiero co przyjechała z Norwegii z resztą rodziny. Często bywasz u tamtych wybrzeży, Berht? Nie uwierzysz, ale Scarlett to z zamiłowania egzorcystka. Obecnie kształci się na prawnika..., chwaliła się kuzynką. A żebyście posłuchali, jak gra na skrzypcach. Stanleyu, nawet ty byś się wzruszył!
Dægberht został przedstawiony Scarlett i reszcie zgromadzonych jako najdzielniejszy żeglarz, jaki pływał po morzach świata, mężnie powracający zbłąkane dusze na łono Matki.
Maeve Chang, przedstawiłaby ukochaną, moja najserdeczniejsza przyjaciółka, przyjaciółka od serca... Tylko że Maeve chyba nie potrzebowała jakiegokolwiek przedstawiania. Bo wszyscy przecież znacie herbaciarnię Changów! Lorraine zdarzało się zresztą zbyt często wtrącać w rozmowach, zwyczajem irytujących, zakochanych nastolatek: "bo Maeve powiedziała mi...", "a gdy byłyśmy z Maeve na grzybach, to...", "to mi przypomina, jak Maeve...", i tak dalej. Jak nie znaliście Maeve przynajmniej z tych opowieści, to czy w ogóle znaliście Lorraine?!
Pośród panującego w zakładzie pogrzebowym chaosu, Lorraine nie zapomniała o Peregrinie. Zaprosiła go, żeby usiadł blisko niej, Dægberhta i Alhazreda, wierząc, że będzie mógł się poczuć komfortowo pośród znajomych twarzy. Wybawiła go też od konieczności opowiadania o sobie tym, którzy go nie znali. Przedstawiała go jako mistrza Peregrinusa Trelawneya, jasnowidza, wybitnego wróżbitę, przyjaciela... A tak w ogóle najmądrzejszą osobę zaraz obok szacownego mistrza Alhazreda, która kiedykolwiek przekroczyła próg tego zakładu pogrzebowego (nieważne, czy zrobiła to o własnych siłach, czy wniesiona została do Necronomiconu na marach).
Stanley Andrew Borgin zasługiwał na równie godne przedstawienie, co reszta. Tym, którzy go nie znali, został więc zaprezentowany jako zaprawiony biznesmen, właściciel najlepszego podziemnego pubu na Nokturnie i przyjaciel Lorraine i Maeve ze szkolnej ławy.
Gdy wszyscy zebrali się już, żeby zasiąść przy stole, Lorraine zadbała o to, aby przejść obok krzesła Stanleya. Wcisnęła mu wówczas na głowę własnoręcznie zrobioną na drutach czapkę, a na szyję zarzuciła szalik.
– Jeszcze raz szczęśliwego Mabon wszystkim – stwierdziła śpiewnie, okrążając stół. Oparła przy tym dłonie o ramiona Maeve, która trzymała w objęciach Fridę. Otuliła obie skórzaną kurtką, bo chociaż prezentów spodziewała się później, jakimś sposobem wręczyła wszystkie zanim jeszcze zaczęła się kolacja.
– Dziękujemy, że przyszliście z nami świętować – powiedziała Lorraine, skupiając na sobie uwagę gości. – Normalnie poprosiłabym Baldwina, aby czynił honory, odmawiając modlitwę... Ale chyba nie obrazisz się, że w taki wyjątkowy dzień oddam przywilej gościowi, prawda? Berht? Zrobiłbyś nam tę przyjemność i powiedział parę ładnych słów w podzięce Matce? Zgromadziła nas tu dzisiaj w tak licznym gronie.
Ustalam wstępnie termin odpisu do 27 listopada, do godziny 23:59. You know the drill
Scarlett, Frida