• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska]

[Jesień 72, 30.09 Ekstaza Merlina - impreza towarzyska]
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#201
08.12.2025, 02:42  ✶  
Powolnie uniósł kąciki ust, a wraz z nimi wydawały się do Lauretty uśmiechać gwiazdy, których ułożenie zeswatało ich w powtarzalność ruchów uroczystego walca.

Kobieta tańczyła i prezentowała swoje wdzięki, tak samo na scenie, jak i teraz, a on dostał otwarte zaproszenie do ocenienia każdego jej ruchu. Pochlebiała mu jej kokieteryjna potulność, nawet jeżeli całkowicie zdawał sobie sprawę, że jest równie zamierzona, co własne, ekstrawaganckie uśmiechy. Desperacja miała charakterystyczny, słodki zapach kobiecych perfum, ale w tym wypadku jej nuty przeplatały się z czymś jeszcze, przecinały mdlący swąd wieczorowej cukierkowości ostrzejszą nutą przypudrowanej przebiegłości. Szczerość była cenniejsza od wszystkich bogactw, które przypieczętowane nazwiskiem wylegiwały się w skarbcu i tak jak nie szukał jej w sobie, tak nie znajdywał jej ani grama w chwilowej partnerce.

A czy ja mogę spytać… z którego aktu taniec podobał się panu najbardziej?
Musiał przyznać przed samym sobą, że nawet jeżeli przepięknie podkreślone scenicznymi reflektorami zarysy mięśni młodego Merlina wprawiały kuszoną wyobraźnie w ruch, tak całość sztuki zadziałało na odczucia mocniej niż zamknięcie się w koncepcie cielesnej ekstazy.

- Trudno faworyzować, gdy potrzeba całości, by zrozumieć przekaz. Czymże byłby triumf Merlina nad Morganą, ekstazy nad ambicją, gdyby nie wcześniejsze, celowe nieskoordynowanie? Ale ile widzów, tyle wersji zrozumienia. Oczy spragnionego skierowane będą na szklankę z wodą, a każdy z nas pragnie triumfu, jakkolwiek rozumianego. Mimo to, moim faworytem pozostanie taniec przegranego, bo to w nim Merlin uświadomił sobie jak istotnym jest, aby żyć w zgodzie z własnymi pragnieniami. Bez bolesnego upadku trudno dostrzec, że błądzi się po omacku. Pragnienie wielkości nie jest przez sztukę wyraźnie krytykowane, ale ostrzega ona przed pychą. W skrócie, moja droga, bez wkładu Ekstazy, ruchy Merlina byłyby pląsami i podrygami ślepca, to on dołączył do Ciebie, abyś mogła go poprowadzić - ostatnie słowa wypowiedział półtonem zahaczającym o basowość szeptu, wykorzystując bliskość, pozwalając oddechowi zawisnąć w małżowinie ucha.

Choć już nie tańczyli, a goście poczęli opuszczać salę, kierując się w stronę szatni, wciąż kontynuowali rozmowę.

Spojrzał na nią wyczekująco, a w niebieskich oczach zaiskrzyło wyzwanie, zupełnie jakby delikatnie uniesione kąciki ust miały za chwilę przerodzić się w serdeczny śmiech podszyty jedwabiem; masz moją uwagę, zdawał się mówić, zabaw mnie, póki słucham.

- Nigdy nie byłem wielbicielem oglądania tych samych scen więcej niż raz, lęk przed nudą to okropna sprawa, ale wydaje mi się, że mógłbym zrobić wyjątek - celowo nie dawał jej jasnej odpowiedzi, ciągnąc za język, śledząc ruchy ciała, grymasy twarzy. Nie chciał sprowadzać jej do poziomu błagania, och nie, cóż byłby z niego za gentleman? Ot, chciał podprogowo dać znać, że w normalnych okolicznościach nie zawahałby się nawet przed odmową, ale skoro jej występ wchodził w grę, sytuacja wyglądała inaczej; poczucie wyjątkowości, dla tych którzy prezentowali swoje umiejętności na scenie, wydawało się istotną częścią życia, wielu polityków było zaprogramowanych na tych samych zasadach.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Karma police
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
52
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na starszego, aniżeli jest w rzeczywistości: na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki, a pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty – wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja – z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#202
11.12.2025, 14:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2025, 14:05 przez Aaron Andrew Moody.)  
Wraz z Lorką żegnamy się z Morpheusem i wychodzimy.

"Auror źle wypełniałby swoje obowiązki, gdyby musiał się zapowiadać."

Aaron spuścił oczy, jak gdyby potrzebował zastanowić się chwilę nad słowami sędziny. Wzrok jego przesunął się od dołu, od pantofelków Lorien, aż do góry, po jej twarz, na której odmalował się uśmiech, szybciej niż się pojawił skryty jednak za dłonią przyobleczoną w rękawiczkę. Nieme przytaknięcie, wyrażone nie gestem, lecz spojrzeniem. Spojrzeniem, którym objął ją od stóp do głowy. Być może zbyt opieszałe, ażeby nazwać je przyzwoitym. Ażeby udawać, że właśnie tym są. Aurorem i sędzią. Sędzią i aurorem. Chociaż, gdyby się nad tym zastanowić, czy naprawdę musieli cokolwiek udawać? Gdy siedział wieczorami w biurze, jednym okiem zerkał przecież na stare lusterko dwukierunkowe, oparte o stojące na biurku ramki ze zdjęciami. "Nie mów, że znowu masz dyżur", mówiła Lorien. "Nie słyszę cię, mam jakieś zakłócenia", odmrukiwał nie raz w odpowiedzi Aaron, tylko po to, żeby mieć wymówkę, żeby do niej zajrzeć. Albo żeby ona zajrzała do niego, mimo, że siedzieli przez ścianę.

Jak na ludzi, których tożsamość definiowana była przez profesje, jakim się poświęcili, tak łatwo przyszło im granice profesjonalizmu przekroczyć.

A jednak Aaron zachowywał pozory lepiej niż możnaby się było spodziewać. Ani Lorien, ani Morpheus, nie wydawali się bowiem zważać na napięcie obecne w jego ruchach, na zazdrość, która błysnęła na dnie jego oczu. W końcu jego zaczepka w stronę Morpheusa niczym nie różniła się przecież od gówniarskiego "orientuj się" starszego brata, po którym z głośnym trzaskiem teleportował się na drugi koniec pokoju. Zaraz po tym, jak podstawił młodszemu nogę, rzecz jasna. Ale Morpheus nawet za dzieciaka rzadko nabierał się na te żarty. Aaron przesunął spojrzeniem i po jego twarzy. Aby być dobrym aurorem, należało nauczyć się zwracać uwagę na rzeczy, na które inni uwagi nie zwracali, a może zwracać nie chcieli. Należało umieć zadawać odpowiednie pytania, podchodzić do ludzi pod odpowiednim kątem. Niczym nie różniło się to od nauki właściwej postawy bojowej podczas zajęć w klubie pojedynków czy szkoleń dla brygadierów, jakie musiał przejść. Niczym nie różniło się to od treningów szermierki Morpheusa, od najmłodszych lat otoczonego stadem guwernerów. Od lekcji retoryki prawniczej, jakie pobierać musiała Lorien.

"I jaki byłby ze mnie Niewymowny, aby zdradzać wszystkie tajemnice?"

– Osąd oddaję pani sędzinie – odpowiedział Moody, niby to żartobliwie, a jednak zachowując wciąż powagę właściwą przypisanej mu roli, ucinając już i tak krótką przecież wymianę zdań. Quae sunt caesaris, caesari, mógłby rzucić łacińską maksymą, podsumowującą to wszystko, o czym przed chwilą mówili. Być może niepotrzebnie się martwił... Wiedział jednak, że odczuje ulgę, gdy wyrwą się wreszcie wraz z Lorien z tego gniazda żmij. Nachylił ku niej głowę, gdy kierowali się już w stronę szatni i wyjścia, cicho pytając, czy nie zmęczyła się zbytnio. Zatrzymywali się dla niepoznaki wtedy tylko, gdy Lorien chciała się pożegnać ze znajomymi.

– Wciąż mam twoją spinkę – mruknął miękko nad jej uchem, pomagając założyć futro.

Dopiero na sam koniec wieczoru nikły uśmiech wykrzywił usta Aarona, ukradkowym skinięciem głowy pokazującego, że powierzył złotą wsuwkę opiece małego dementorka, drzemiącego w kieszeni jego marynarki.

Postacie opuszczają sesję
Lorien Mulciber & Aaron Moody


– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#203
12.12.2025, 22:15  ✶  

Elliott Malfoy


Jego responsywność była przyjemna - zarówno w tańcu jak i rozmowie. Pięknie mówił o przedstawieniu, które z jej perspektywy aż nazbyt składało się z zestawu kroków, pieruetów i podskoków. Ciało poddawało się woli na pół automatycznie, wciąż jednak w głowie wystukiwał jednolity puls metronom, wciąż kluczową rolę odgrywała kontrola. Ale on był widzem, on miał oglądać wcale nie maszynerię od środka, a właśnie kolejne i kolejne warstwy czyniące z mechanicznej pracy mięśni coś co wielu nazywa sztuką. Była doskonała. Była perfekcyjna. I wielu ludziom to w niej przeszkadzało najbardziej. Pan Kanclerz zdawał się jednak dostrzegać tę perfekcję i doceniać ją, kusząc słowem, wyciągając ku niej dłoń z jabłkiem, w które przecież chciała wgryźć swoje równe białe zęby.

Chciał żeby jadła mu z ręki, ale Lauretta mimo ograniczonej zamożności i lęku nadchodzącej perspektywy porzucenia desek teatru na rzecz sali do treningu kolejnych pokoleń małych primabalerin, Lauretta mimo wszystko odrzuciła jego ofertę. Nie. Nie odrzuciła. Łagodnie opuszkami palców pogładziła dłoń, pozwalając srebrzystym oczom te dwie sekundy dłużej zaczepić się w kontakcie z figlarnym uśmiechem kogoś, kto chciałby, kto mógłby w tej dłoni trzymać jej los, a nie próżną pokusę krotochwili w której flirt na moment nabiera cielesności by wzlecieć i zgasnąć przed świtem.

– Szczęśliwie Dzień Pamięci się zbliża, a Muza szykuje spektakl, o wiele bardziej kameralny, ale i przez to o wiele bardziej... intymny w swoim wyrazie. Jestem w stanie empatycznie zrozumieć niechęć do nudy, gdy życie kogoś wypełniają rzędy cyfr, ale w przypadku tego nadchodzącego wydarzenia... dołożę wszelkich starań, aby nuda była ostatnią, która zasiądzie obok Pana na widowni. – Z gracją odsunęła się o krok i złożyła mu ukłon w podzięce za taniec i towarzystwo, po czym z całkiem lekkim sercem odeszła, aby tym razem poadorować swoją osobą wuja, dyrektora teatru i zadbać, aby przy podziale finansów nie zapomniano o jej wkładzie podczas bankietu w dobrostan co znamienitszych gości.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#204
13.12.2025, 19:12  ✶  
– Było bardzo udane, choć niemałą kontrowersję wzbudził fakt, że trwało kilka dni. Sam zdecydowałem się opuścić Snowdonię podczas poprawin, interesy nienawidzą tak długiego przestoju, tym bardziej, że dzień wcześniej i tak było Mabon. Muszę przyznać, że była to dość oryginalna data wybrana przez młodych, można byłoby przypuszczać, że Spalona Noc raczej odwodzić będzie od wesel i ślubów, przez wzgląd na straty nie tylko w budynkach, ale i ludziach. Najwidoczniej jednak żałobę niektórym łatwiej przykryć welonem niż kirem. Z resztą... i na tym spotkaniu nie zabrakło tańców, dziś jeszcze przed wyjściem na premierę otrzymałem zaproszenie od Lestrangów... Pewna rutyna wraca na swoje tory, trudno inaczej interpretować te próby powrotu do normalności – zauważył refleksyjnie. Czy był chętny do tańca na zgliszczach? Niezbyt. Nie zamierzał jednak odpuścić żadnej okazji. Nieobecni zwykle nie mieli racji, a każdy strzępek rozmowy który można było wychwycić na tego typu rautach potrafił być więcej wart niż złoto.

Tymczasem muzyka ucichła, światła nie gasły, aby nie mieli trudności z opuszczeniem budynku. Anthony zatrzymał kołyszący krok, ukłonił się nisko przed panią koroner i ucałował jej dłoń.
– Z tą myślą będę wypatrywał kolejnej możliwości do wspólnego tańca. Będzie mi niewątpliwie łatwiej, gdy każdy z zebranych otrzyma dzięki mocy nadanej przez właściwą ludziom wyobraźnię tak uszy jak i puchaty wiewiórczy ogon. Sądzę, że wielu osobom przydałoby to uroku, z pewnością Philomenie Mulciber, jak Pani sądzi? – Na jego zmęczonej twarzy już błąkał się uśmiech, pani adwokat byłaby zaiste piękną wiewiórką. Czy wiewiórkołakiem właściwie, bo gdy spoglądał w stronę jej jaśnie wielmożnej wytworności, to zachował kościstą sylwetkę i całkiem ludzkie, wciąż złowieszcze spojrzenie. I ta srebrzysta kita. I te spiczaste czujne uszka. Może zatrzyma w sobie to wspomnienie na późniejsze negocjacje. Tak. Zdecydowanie je zatrzyma.

Pożegnał się z Cynthią, życząc jej i sobie rychłego ponownego spotkania, a następnie wzrokiem omiótł tych, którzy jeszcze pozostali. Noc w tym momencie się jeszcze nie kończyła. Czekało go małe tête-à-tête z kanclerzem, im szybciej wydostaną się stąd do zaufanego miejsca, tym lepiej. W końcu wychwycił go spośród tych, którzy jeszcze pozostali w foyer.

– Elliottcie? – wypowiedział imię swojego współpracownika i - daj boginio - sojusznika, zaszywając w tonie ponowione zaproszenie, które już raz zostało przyjęte, teraz zaś domagało się realizacji.

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#205
14.12.2025, 01:20  ✶  
kończy tańczyć i udaje się pomału do wyjścia

Czasami trafiał się taki taniec, po którym można było zapalić przysłowiowego papierosa i właściwie iść do domu, bo wiedziało się, że nic lepszego już człowieka tego wieczoru nie spotka.
Ten taki nie był.
Ale to nie szkodziło.
Ten był jak huśtanie się na huśtawce w letni dzień. Jak spokojne kołysanie się we dwoje na łódce na jeziorze. Rytmiczne, bezpieczne i pozbawione presji.
Przetańczyli resztę utworu w przyjaznym, komfortowym milczeniu, w dzielonym cieple. Ostatnie takty ostatniego walca bankietu niemal zaskoczyły Hannibala. Westchnął i zanim odsunął się od Mathildy, ścisnął ją lekko ramieniem.
- Dziękuję za taniec - powiedział, podnosząc jej dłoń do ust - I dziękuję za pomoc po przedstawieniu - dodał jeszcze, ciszej, tylko dla nich dwojga - Widzimy się jutro!
Mrugnął do niej  filuternie i wmieszał się w tłum czarodziejów i czarownic, rozmawiających, powoli żegnających się i szukających swoich oryginalnych partnerów.

Szybko znalazł Electrę i Roberta.

- Potańczone? - zapytał wesoło - Gotowi do wyjścia?
Impreza dobiegała końca. Hannibal nie lubił tego momentu, choć nie był w stanie powiedzieć, czemu tak jest. Premiera zakończyła się sukcesem, cel został osiągnięty, odbudowana makieta The Globe pyszniła się przed stołem prezydialnym, jak symbol i jak obietnica jutra - może nie lepszego, ale chociaż w miarę godnego. A jednak było coś przygnębiającego w pustoszejącej sali. Selwyn ruszył okrężną drogą ku wyjściu, po drodze zahaczając o różnych znajomych, by się pożegnać. Z daleka skinął głową rodzicom, zajętym wciąż najważniejszymi gośćmi, dostrzegł też wysoką sylwetkę Jonathana, wciąż jeszcze stojącego z Lyssą na skraju parkietu.
- Słuchajcie, uciekamy - powiedział, podchodząc - Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Jeszcze raz gratuluję plakatów, Lysso. Do zobaczenia!
Nie zajmując im więcej czasu, odszedł.

Finałowa rundka po sali przebiegała wśród ostatnich gratulacji i wzajemnych uprzejmości. Hannibal odprężył się podczas ostatniego walca i jego ciało chyba uznało to za sygnał, bo teraz czuł wkradające się w głowę i kończyny zdradzieckie zmęczenie. Był jednak pewien, że gdyby trafił do jakiegoś miejsca z dobrą muzyką, znalazłby w sobie jeszcze trochę sił. Może ze wsparciem tych mugolskich eliksirów w proszku... A może polegając tylko na cudownej mocy tańca i bliskości ciał innych ludzi wokół siebie. Poszukał wzrokiem Henry’ego. Teraz już przecież nie był w pracy.
- Ellie - szepnął konspiracyjnie, trącając dziewczynę lekko ramieniem, gdy znaleźli się przy drzwiach - After party, czy dom?
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#206
14.12.2025, 01:51  ✶  
Zapieczętowane usta nawet nie drgnęły, przeciągłe spojrzenie było wystarczającym pożegnaniem; uwiązana na dnie lodowatych zwierciadeł tęsknota zwinnie wysmyknęła się z objęć, odwróciła na pięcie i wmieszała w tłum, ot zniknęła tak samo gwałtownie jak się pojawiła.

Poczuł, że zaschło mu w gardle, pragnienie podążało za nim jak cień, choć nigdy w pełni nie dościgało. Zawsze o krok przed wiecznym głodem, na białym koniu ze złotą koroną, bo po to właśnie został stworzony, nie było nic bardziej idealnego niż zwycięstwo, a jemu nie przypadało popełniać błędów, grzechów niewybaczalnych przy rodzinnym stole. Wzrokiem szukał swojego przyszłego towarzysza, ale nim zdążył go wyłapać, za swoimi plecami usłyszał znajomy tembr.

- Anthony, mój drogi - powitał Shafiqa z przyjazną ulgą; cień umykającej wraz z Laurettą myśli migotał blado w zalążkach uniesionych w uśmiechu ust - W samą porę, mam nadzieję, że taniec był dla ciebie łaskawy? - dopytał, nawet nie grzecznościowo, bo sam przed sobą musiał przyznać, że bardzo dawno nie stracił czujności na tak długo, aby nawet nie wyłapać z kim tańczą inni, a już nigdy, dla kobiety.

- Prowadź. Przejdźmy przez kolejne warstwy dzisiejszej nocy, aby w końcu móc porozmawiać. O tańcu też, jeżeli tylko starczy nam siły - ostatnią część zdania wrzucił czysto żartobliwie, ale w prawdzie nie miałby nic przeciwko, aby ich planowana dyskusja skończyła się luźniejszą pogawędką, jak już przejdą przez wszystkie najważniejsze tematy... Nie naglące, bo wtedy nie skończyliby rozmawiać do następnego Mabon.

Postacie opuszczają sesję


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#207
16.12.2025, 13:46  ✶  
Światła w końcu zgasły. Blichtr przeminął, a mieniące się granatem i pomarańczem płatki opadły na ziemię. Miniatura teatru rozpłynęła się w niebycie kształtowanej na potrzeby wydarzenia magii, ale złoto darczyńców było trwałe. Miało pozostać na dłużej, nienaruszone, gotowe, aby wesprzeć tych, którzy dopiero po wyjściu zamożnych gości mogli wkroczyć chociaż na moment na scenę.

Ekstaza Merlina była dość kontrowersyjnym wyborem na powrót do normalności, trudno jednak było przejść obok niej obojętnie. Wzbudzała oburzenie odbijające się w kpiącym uśmiechu punktującym miałkość, tendencyjność i niezgodność z faktami historycznymi. Wzbudzała też pomarańczowe iskry inspiracji, przydawała energii do działania społecznikom, choć u niektórych wystarczył sam zachwyt czystości estetycznego zachwytu wobec oprawy, która nie wymagała głębi większej niż gra świateł i cieni na scenie, tańczących po napinających się mięśniach występujących artystów.

Przedstawienie miało mieć swoje regularne odsłony w tym sezonie, zgodnie ze wcześniejszymi planami, dostępne teraz i dla biedniejszej części społeczeństwa, włączając w to spektakl darmowy dla rodzin ofiar pożogi. Czy wspomnienie tej premiery pozostanie z jej widzami na dłużej? To się miało dopiero okazać…

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (10126), Ambroise Greengrass-Yaxley (2272), Anthony Shafiq (4639), Atreus Bulstrode (4400), Baba Jaga (254), Brenna Longbottom (4160), Caius Burke (517), Cynthia Flint (3288), Dearg Dur (6991), Desmond Malfoy (1867), Electra Prewett (2540), Elliott Malfoy (5588), Erik Longbottom (3725), Eugenia Jenkins (1757), Geraldine Greengrass-Yaxley (1906), Hannibal Selwyn (5262), Henry Lockhart (956), Jonathan Selwyn (2300), Lorien Mulciber (7990), Louvain Lestrange (1748), Lyssa Dolohov (2407), Mathilda Quirrell (2016), Mona Rowle (822), Morpheus Longbottom (3826), Nora Figg (2861), Oleander Crouch (2271), Pan Losu (98), Philomena Mulciber (3787), Robert Albert Crouch (2176)


Strony (21): « Wstecz 1 … 17 18 19 20 21


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa