Gdy Bulstrode postanowił załatwić sprawę polubownie, Brenna przesunęła się nieco. Tak, by znaleźć się za plecami wilkołaka. Nie chciała przeszkadzać Atreusowi, bo chociaż niezbyt wierzyła w polubowne załatwienie konfliktu, to może sam widok munduru aurora wystarczy, aby uświadomić tego wariata, że przemiana na środku sabatu jest dla niego prostą drogą do Azkabanu.
Sama nie próbowała się wtrącać, natomiast mocno zacisnęła palce na różdżce. Chwilowo nie rzucała czarów: skoro Atreus starał się załatwić sprawę pokojowo, z oszołomieniem chciała spróbować tylko, gdyby dostrzegła, że mężczyzna jednak zaczyna się przemieniać albo próbuje walnąć tym razem Bulstrodowi. Zerknęła na aurora dość krótko, po czym skupiła się na obserwacji wilkołaka... i jego niedoszłej ofiary, bo kto wie, co mogło przyjść do głowy i jemu.
(Nie rzucam kością, bo Atreusowi wypadł sukces, ale gdyby się okazało, że jednak powinnam, to prośba o info, zedytuję)