• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
[Wiosna 1972, 30.04-1.05] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / przygotowania

[Wiosna 1972, 30.04-1.05] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / przygotowania
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#21
28.01.2023, 15:37  ✶  
Atmosfera na polanie zdawała się całkiem miła, a patrzenie jak wszyscy uwijają się przy ozdabianiu swoich stanowisk, sprawiała, że nie można było siedzieć bezczynnie. Viorica uśmiechnęła się szeroko na odpowiedź Nory, po czym zmarszczyła brwi, gdy jej pytanie do nieznajomej, która rozkładała się obok nich, zostało zignorowane. Cóż, widać nie wszyscy mieli zamiar dziś odrywać się od pracy na ploteczki, choć zbycie próby zawarcia znajomości lekko zabolało czarnowłosą. Co miała jednak poradzić?
Rozstawiała swój daszek, stół nakryła obrusem, zaczęła te rozstawiać specjalne poduszki i stojaczki, na których miała leżeć, lub z których zwisać, wykonana przez nią (oraz z drobną pomocą jej znajomego) biżuteria. Skupiała się na swojej robocie, choć musiała przyznać, że na razie jeszcze daleko jej było to stanowiska Nory, które nagle pokryło się kwiatami. Miała jednak swój pomysł, który jednak miał trochę poczekać. Najpierw w końcu trzeba było wywiesić szyld, który malowała wczorajszej nocy. Farba ledwo zdążyła wyschnąć, prezentował się jednak zacnie, napis “FIOŁKOWA BIŻUTERIA”, przyozdobiony tu i tam małymi kwiatkami dość jasno wskazywał, co można było u niej kupić. Zdążyła właśnie umieścić w miarę stabilnie szyld, gdy nagle usłyszała huk, a dopiero co zamocowany kawał drewna niemal nie zwalił się jej na stopy, dając jej do zrozumienia, że powinna jednak poświęcić mu jednak trochę więcej uwagi.
- Co do… - odwróciła się szybko, by spojrzeć na rumowisko złożone ze stołów. Zaczęli się zbierać gapie, dotarła nawet jakaś brygadzistka, co jasno wskazywało, że działo się coś ciekawego. Dość zgrabnie odłożyła szyld, po czym ciekawsko zbliżyła się do całego zamieszania, tylko po to, by zobaczyć, jak spod drewnianych druzów wynurza się dwójka chłopaków.
- Wszyscy żyją? - zapytała, zbliżając się do Nory, woląc wiedzieć, czy ich przygotowania nie zostaną przerwane przez jakiegoś trupa. Szkoda by było, bo miała jeszcze sporo do zrobienia.
W pewnym wyuczonym odruchu spojrzała, czy aby nikt nie zgubił w całym zamieszaniu jakichś mniej lub bardziej drogocennych przedmiotów. Ot, stary nawyk, musiała jednak przyznać, że znalezienie samotnego, porzuconego, niezauważonego przez nikogo portfela czy zegarka byłoby nad wyraz przyjemną sytuacją. Na razie jednak jej prześlizgający się po okolicy wzrok nie zauważył niczego. Na razie.

Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut na percepcje, na to, czy udaje mi się zauważyć pozostawiony bez opieki portfel Theona XD
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#22
28.01.2023, 17:20  ✶  
Chłopcy nie tylko się odżywiali, ale też śmiali i plotki – a przynajmniej jeden z nich plótł – o nogach Nory, więc prawdopodobnie żyli.
Ewentualnie były to już przedśmiertelne halucynacje.
Brenna, mocująca się ze stołem, zamarła na moment, słysząc za sobą znajomy głos. Nie odwróciła się: nawet gdyby chciała, byłoby to złe posunięcie, zważywszy na to, że pewnie zwaliłaby te gruzy dwóm ofiarom ataku na łeb.
W końcu choćby podejrzewała Theona o wszystko, co najgorsze – a tak naprawdę nie miała ku temu dostatecznych powodów i chyba nie od końca by potrafiła – to nawet gdyby miał wielką ochotę rzucić czar w plecy przyjaciółce szlam, miała dość wysokie zdanie o jego inteligencji. Poczekałby na moment, gdy nikogo nie będzie w pobliżu.
- Tak, pomoc się przyda, nie chcę im tego spuścić na głowy – przyznała lekko, dość szybko wracając do swojego absolutnie zwykłego zachowania. Czy z pomocą Yaxleya, czy bez niej, postarała się ściągnąć stół na bok, uwalniając Castiela i Ch…Julesa, znaczy się, a potem zmierzyła ich spojrzeniem. Jej wyraz twarzy był trudny do zinterpretowania, choć tak naprawdę kryło się za nim pewne zaintrygowanie jak oni dali radę znaleźć się w takiej sytuacji.
- Jules, zrobiłeś to specjalnie, bo tak lecisz na Castiela? Jeżeli tak, to słuchaj uważnie. Następnym razem najpierw spróbuj dać komuś kwiatka, a dopiero jeśli to nie podziała, nokautuj go stołem. Chociaż na początku próbuj po dobroci – westchnęła, gotowa pomóc im usiąść.
Zabawna sprawa, bo naprawdę była skłonna podejrzewać Juliena, że byłby w stanie zwalić na siebie i kogoś stół jako formę podrywu, jeśli uznał, że ta będzie w danym przypadku skuteczniejsza niż pytanie wprost. Choć to przekonanie mogło wynikać z faktu, że tak naprawdę nie znała go aż tak dobrze. Może się myliła.
Może.
- Cześć, Nora, chyba będę musiała dać twoim butom mandat za zakłócanie porządku publicznego - odparła Norze na przywitanie, ale skupiała się chwilowo na dwóch panach wydobytych spod gruzów, nie odwracając od nich wzroku, trochę zmartwiona, w jakim są stanie. Nie miała też okazji zauważyć, że panna Figg przyszła tutaj z Theonem, bo wtedy pewnie zaczęłaby się martwić o nią.
- Co was boli i jak bardzo w skali od jeden do dziesięciu? – spytała, bo szukając na ubraniach śladów krwi. Choć bardziej obawiała się, że któryś z nich został połamany albo rozbił sobie głowę. A Juliena tak na wszelki wypadek lepiej było na razie nie ciągnąć do świętego Munga.
- Wszyscy żyją i nic się nie dzieje! – zawołała jeszcze. Udzielała odpowiedzi Vior, ale też podniosła głos, obracając się w stronę, gdzie pewnie znajdowały się jej kuzynki, tak na wszelki wypadek, by dać Brygadzistom znać, że nie mają na głowie jakiejś wielkiej katastrofy, gdyby ci akurat zmierzali w tym kierunku.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Peregrin McGonagall
#23
28.01.2023, 18:58  ✶  

Nie był typem hulaki, który na tańcach i zabawie potrafi i lubi spędzić całą noc, ale jednak nie przepuszczał tych wszystkich festynów, w których lubowali się czarodzieje. Każdy z nich odwiedzał chociaż na chwilę, aby przynajmniej przejść się z jednego końca na drugi. Czasem szukał czekoladowych jajek jak na Ostarze, a czasem po prostu siedział i obserwował płonące ognisko, samiusieńki  i milczący. Przyszła więc pora na to, aby zamiast ciągle tylko brać, zacząć w końcu dawać coś od siebie. Na polanę gdzie miały odbywać się obchody Beltane przybył po raz pierwszy dzień wcześniej, aby znaleźć sobie jakieś twórcze zajęcie i odciążyć może odrobinę głównych organizatorów tego przedsięwzięcia. Nie, nie dostał przydziału aby tutaj być i pomagać. Korzystał tutaj ze swojego wolnego czasu, którego ostatnio miał w nadmiarze.

Jakiś ruch już tutaj panował. Może nawet większy, niż początkowo się spodziewał, ale to chyba dobrze. W razie czego będzie komu oferować pomoc, choć na początek chciał zająć się czymś ze swojej dziedziny. Nie miał oczywiście żadnego swojego stanowiska do urządzenia, nie planował niczego sprzedawać podczas festiwalu. Na wszelkich takich happeningach był klientem, a nie dystrybutorem, więc skupiał się na innych aktywnościach, którymi mógł wspomóc Beltane.

Sam wpadł na pomysł, aby dowiedzieć się gdzie rozciągają się umowne granice obchodów święta, a następnie przejść się wzdłuż nich, rzucając często i szczelnie Repello Muggletum oraz kilka zaklęć chroniących i zabezpieczających podobne wydarzenia. Nie chciał przedobrzyć, aby nikomu nie narobić problemów w dostaniu się na miejsce i swobodnym świętowaniu, ale jakieś podstawowe środki ostrożności przed czarną magią trzeba było zachować. Zajęcie było żmudne, ale dla niego przyjemne i satysfakcjonujące. Spokojna praca w samotności była jego ulubioną, dlatego nie spieszył się aby jak najszybciej ją wykonać. W końcu jednak granice obszaru doprowadziły go w pobliże innych ludzi, których mógł już dostrzec i usłyszeć. Nie robił sobie nic z tego, na początku nie przyglądając się nawet, kogo zastał na miejscu. Praca w pobliżu polany wrzała jednak aż za bardzo, co w pewnym momencie zwróciło uwagę chyba wszystkich, którzy brali udział w przygotowaniach do świętowania. Peregrin nie był tutaj wyjątkiem. I tak już kończył swoją robotę, więc bez zbędnej zwłoki udał się w kierunku hałasu, aby na własny oczy zobaczyć co się dzieje.

To co zastał wymagało chwili, aby przetworzyć wszystkie informacje. Połamane stoły, zwalone na siebie jeden na drugim, a na samym spodzie dwóch chłopaków w szampańskich nastrojach. Wokół małe zbiegowisko, w którym wyłapał twarz Nory. McGonagall rozejrzał się dokładnie dookoła, na razie nie dołączając jeszcze do kółeczka. Wyglądało na to, że nikt nie jest ranny, no może nikt oprócz stołów, które będą wymagały solidnej renowacji, zanim będą nadawały się znowu do użytku. Nie było to nic, z czym nie poradzi sobie magia, tylko... po co? Zrobił kilka kroków w kierunku całej tej szopki, aby usłyszeć czy na pewno nikomu nic się nie stało. Wszyscy zapewniali się nawzajem, że wszystko jest w porządku, więc Peregrin nie przejmował się poszkodowanymi, a zamiast tego po zdawkowym:

- Hej... - rzuconym do wszystkich i do nikogo, zaczął pomagać z przewracaniem stołów na te nogi, które im jeszcze pozostały.

Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#24
28.01.2023, 20:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 20:17 przez Castiel Flint.)  
Nie zostało nic innego jak roześmiać się z tak kuriozalnej sytuacji. Nawalili przy banalnie prostej czynności wymagającej jedynie różdżki i odrobiny skupienia. Rozproszył się przez to, że od tygodnia nie przebywał wśród ludzi i zaczynał dziczeć. Stękał bowiem do jego mózgu docierało dużo bodźców, głównie związanych z dosyć solidną paniką układu nerwowego. Bolało, dużo bolało ale najbardziej głowa. Odnosił wrażenie, że to dwóch Julesów na nim leży - jeden przyłożył czołem w jego brodę a drugi łokciem w żebra. Stłumił parsknięcie bardziej czując niż widząc jak ten przykłada głową o nogę stołu próbując przy tym wstać. O Merlinie, zabija drugą osobę i to leżąc pod nią. Interesujące!
- Uff, to dobrze. Aleś ty ciężki. - tak sobie gawędzili bo nie mieli za bardzo sposobności aby się przemieścić. - Weź to włosy ze mnie. - łaskotały go po policzku i wpadały do ust kiedy tak się na nim wiercił. Mógłby już sobie spokojnie dogorywać bez tego zbędnego kręcenia się. To Castiel trzymał na sobie ten cały ciężar Juliena, połamanego stołu, drzazg, drewnianych nóg i zranionej męskiej dumy.
- Jules... ja rozumiem sytuację ale weź mnie nie macaj. - poprosił szeptem, mając nadzieję, że Brenna tego nie usłyszy. Kiedy ten zaczął się chichrać to Castiel w odwecie jęknął i aż podniósł rękę, łapiąc go za łokieć, odkrywając przy okazji, że kończyny ma wszystkie. Słysząc jednak słowa Brenny momentalnie na jego policzkach pojawiły się czerwone plamy, rozrastające się wartko do uszu i szyi. Tak zawstydzony jeszcze nigdy nie był... i to w miejscu publicznym! Może jeśli poprosi to nie będą wyciągać go spod tego stołu? Chętnie tu zostanie do momentu aż wszyscy sobie nie pójdą.
- Brenna. - syknął przez zaciśnięte zęby, mając nadzieję, że ta zrozumie tę nutę nagany w jego zbolałym głosie. Z dwojga złego cieszył się, że jeszcze go nie odkopano; ma chwilę czasu na względnie prywatne zawstydzanie się. Nie spodziewał się po Brennie takich słów... to było... aż brakowało mu na to określenia. Do jego uszu dobiegły inne różne głosy, pospieszne kroki i gdy tak przekręcił głowę by kasłać sobie w ramię to oczywiście zauważył winowajcę - stopy Nory Figg odziane w wysokei obcasy. Z tej perspektywy dostrzegał, że absolutnie nie zapadają się w miękkiej trawie. Jak ona to robi? Nosi takie śmiercionośne buty i jeszcze żyje...
- Ej, mam prośbę. - zawołał głośniej, zapewne wpędzając bębenki uszne Juliena we wstrząs. - Nie chcę wam przeszkadzać ale to wszystko leży NA MNIE. Mógłby ktoś pomóc Brenn zanim Julien wbije mi łokieć w wątrobę? - zapytał tak luźno, jakby naprawdę nie chciał im przeszkadzać. W końcu wzięli się do pracy i zaczynał widzieć więcej. Taktownie odwracał wzrok od nóg Nory Figg aby nie kusić losu. W okolicy było jeszcze dużo gałęzi, które mogły na nich spaść. Nie wiedział ile czasu minęło ale w końcu napór zelżał i ktoś zsunął z niego Juliena, a może sam go z siebie zrzucił na bok? Nie miał sił się podnieść, a więc leżał. O ile nic materialnego już go nie przygniatało, tak zawstydzenie nie pozwalało się oderwać tak łatwo od podłoża.
- Dzięki. - wymamrotał kiedy mógł się już ruszyć. Ręce miał usiane w drzazgach, jedna na drugiej. Na czole rósł ogromny guz a na potylicy sączyło się trochę krwi. Czerwono- blade lica i nieogarniający wzrok idealnie komponował się z tym obrazkiem rozpaczy. Parę wdechów później usiadł ale nie był pewien czy o własnych siłach czy ktoś przypadkowo nie pomógł mu wyprostować tułowia. Powiódł wzrokiem po zbiegowisku, nie potrafiąc odnaleźć spojrzeniem Brenny stojącej naprzeciwko.
- Oficjalnie wszystko jest w porządku, nieoficjalnie dałbym tak osiem i trzy czwarte. - odparł do głosu Longbottom i pomimo zawrotów głowy postanowił się podnieść; ledwie stanął o własnych nogach a zachwiał się, wpadając na Theona i przytrzymując się hojnie jego ramienia.
- Oj, przepraszam. Daj mi chwilę, zaraz przestanę widzieć podwójnie. - śmiał przypuszczać, że miał sporo szczęścia skoro nic nie miał złamanego. Fergus nigdy w życiu mu nie uwierzy w to, co się tutaj działo. Jeśli Theon go nie odepchnie to za parę minut powinien odzyskać zdolność utrzymania równowagi.
- Stół wybuchł nam w powietrzu. Bren, może rzuciłabyś okiem na resztę, jeśli coś z nich zostało... - miał nadzieję, że Julien poprze jego wersję wydarzeń. Nie mówił pełnej prawdy, przedstawiał tę, która ich najmniej obciążała w oczach zbiorowiska osób.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#25
28.01.2023, 21:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 21:56 przez Julien Fitzpatrick.)  
W połowie leżał na Castielu, a w połowie na gruzowisku, gdy Brenna próbowała ich wydostać spod tego bałaganu. Fakt, nie było najwygodniej, ale przynajmniej mogli się jako-tako od siebie odsunąć, aby nie wbijać sobie łokci, innych kości czy części ciała w newralgiczne miejsca.
- Dobrze jem i piłem dużo mleka w dzieciństwie, to i urosłem, i ciężki jestem, to same mięśnie, urok osobisty też trochę waży, a już zwłaszcza głupota, a tej mam conajmniej za dwóch - pożalił się Flintowi, gdy ten stękał z bólu, cierpienia czy innych emocji, które aktualnie przeżywał przez takie zbliżenie z drugim mężczyzną. Charles, mimo bycia bardzo otwartym w swoich myślach, ruchach i gestach nie miał nic szczególnego na myśli, ot dotyk nie był dla niego rzeczą wstydliwą, ale gdy zobaczył, że blondynowi on nie odpowiada od razu zabrał ręce.
- Zmartwiłem się tym żebrem, takie złamane to nie przelewki - wyjaśnił po krótce, bo faktycznie, takie dotykanie miało na celu sprawdzenie, że Castelowi nie odpadło np. ucho. W końcu bardzo mocno zarył w ziemię, jeszcze potem przygniotły go kilogramy ludzkiej wagi oraz stołów. Za co wtedy zakładałby blond włosy? (Pewnie za drugie ucho, ale to można było przemilczeć.)
Stoczył się z Flinta, zjeżdżając na trawę po drewnianych gruzach i syknął, bo mógłby przysiąc, że pare drzazg wbiło mu się w pośladki. Nie przemyślał tego, tak samo jak większości akcji, które wykonał. Kręciło mu się trochę w głowie, zamrugał pare razy, czuł jak skronie piecze, a mięśnie na pewno nazajutrz przypomną mu o tych wszystkich wygibasach, które wykonał, aby jakkolwiek ich uratować prze, jak to Castiel właśnie zaczął tłumaczyć... wybuchającym stołem? Na gacie Merlina, to Rookwood już wolał swoją wersję z butami Panny Figg, być może była zawstydzająca, ale przynajmniej nie robiła z nich kompletnych idiotów. Spojrzał na Castiela zdezorientowany, w oczach zmaterializowałyby mu się znaki zapytania, tak samo dookoła głowy, gdyby tylko mogły. Wyrażało to tyle, co 'stary, ty tak na serio?' Nie raz był w sytuacji, gdy towarzysze niedoli, najcześciej Heather i Cameron, zaczęli tłumaczyć nauczycielowi szybciej niż sam Charlie co sie wydarzyło, nie zawsze tez miało to dużo sensu. Nie coby on był królem logiki, wręcz przeciwnie, ale przynajmniej dzięki temu doświadczeniu bez większych komplikacji mógł potwierdził wymyśloną wersję wydarzeń nowego kolegi.
- Czoło tak cztery, ramie będzie jakieś sześć, a delikatna i wrażliwa duma to conajmniej dziesięć - odparł Brennie uśmiechając się koślawo, bo oczywiście z tym ostatnim żartował, ale trzeba było mu przyznać, że trochę się wygłupili, zwłaszcza, że zbiegła się tu prawie cała polana, łącznie z jego pracodawczynią, która też wydawała się zawstydzona sytuacją, oh nie, czyżby słyszała to jak wypowiadał się o jej nogach? Cóż, mówił samą prawdę, wiec nawet się nie speszył, gdy wyszczerzył do niej rządek białych zębów, miał tylko nadzieję, że go nie zwolni. Poza udami miała też fajną osobowość (i pare innych części ciała), tez jako szefowa.
- Cas ma rację, coś z tym stołem wydawało się nie tak, pierwszy przestawiliśmy bez problemu, plan też nie był dziurawy, zanim zaczęliśmy prace zostały zrobione odpowiednie obliczenia, które teraz możemy sobie co najwyżej włożyć w cztery litery, ale zrobione zostały - dopiero teraz wstał chwiejnie, nie zatoczył się tak samo jak Flint, ale przymknął na chwilę oczy, czując jak ćmi go w głowie. Odetchnął i otrzepał się z drewna i kurzu. Włosy zaczesał do tyłu i spiął je w niedbały kok swoją wiecznie-żywą-acz-już-wygladającą-na-martwą gumką. Tak czy siak więcej z nimi nie mógł teraz zrobić, drzazgi powyciąga poźniej. Dało się zobaczyć w pełnej okazałości fakt, że na twarzy miał obtarcia, a szrama nad okiem wjechała też trochę na brew, zaczęła delikatnie krwawić, ale nie na tyle, aby Rookwood to odczuł, wiec stał tak wesoło nie wiedząc, że cieknie.
Zerknął raz jeszcze na wszystkich - naprawdę musiał być huk, skoro tyle się ich zleciało.
- Jak ktoś tu się zna na zaklęciach uzdrawiających to byłoby pomocnie, ale jak nie to chyba aż tak źle z nami nie jest, fizycznie. Psychicznie będę o tym myślał następne pare dni - parsknął, zakładając ręce na piersi i dopiero teraz zachwiał się lekko, więc zamrugał zdziwiony, bo ciało go nie słuchało. Chciał dać pokaz pewności siebie, ale może faktycznie uderzył się mocniej niż na początku sądził. Dopiero teraz schodziła z niego adrenalina, więc zaczynał odczuwać skutki całego upadku.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#26
29.01.2023, 19:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 20:10 przez Theon Travers.)  

Nie tylko nie słyszał słów Charles'a, ale też nie zwrócił uwagi na wywołaną nimi reakcje Nory. Umknęło mu to. Za bardzo skupił się na poprzewracanych, zniszczonych stołach oraz na stojącej przy nich Brennie. Dawno jej nie widział - całkiem nieźle wychodziło im schodzenie sobie z drogi - i na krótką chwilę wytrąciło go to z równowagi. Chwila ta okazała się wystarczająca, żeby pewne rzeczy przeoczyć.

- Jasne. - przytaknął. Sam również nie poświęcił więcej ilości uwagi Brennie, nie próbował inicjować żadnej rozmowy. Przywitał się, zaproponował pomoc i zaczął przenosić stoły. Albo raczej pozostałości z tego, co kiedyś było tymi nieszczęsnymi stołami. Nie to, że Theon był mało rozmowny, ale okazja temu nieszczególnie sprzyjała. Temu czyli prowadzeniu choćby luźnej rozmowy. Charakter ich znajomości również miał znaczenie.

Nie uzyskał odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, co tutaj się wydarzyło, ewentualnie takową po prostu przeoczył. Nie miało to większego znaczenia. Rozumiał, że sytuacja nie sprzyjała skupianiu się na każdej jednej wypowiedzi. Zwłaszcza, że zdarzeniem zainteresowało się więcej osób. Robił swoje.

Pomógł się pozbierać Castielowi, dzięki czemu ten dał radę pierw przejść do pozycji siedzącej. Chwilę później dodatkowo na Theona wpadł, próbując podnieść się z ziemi. Niewątpliwie był zdrów jak ryba, to zdarzenie wcale a wcale się na nim nie odbiło.

- Ostrożnie. - przytrzymał chłopaka. Mężczyznę? Wyglądał na kogoś w zbliżonym wieku do Traversa. Tyle tylko, że był od niego zdecydowanie niższy, drobniejszy. - Wygląda na to, że ten tutaj potrzebuje uzdrowiciela. - zasugerował, nie kierując tych słów do jednej, konkretnej osoby. Castiel zdawał się oberwać nieco mocniej niż to miało miejsce w przypadku Charles'a, który zaraz zaczął zdawać całkiem składny raport z tego zajścia. Nie twierdził też, że widzi podwójnie. To ostatnie brzmiało ciut podejrzanie. - Albo przynajmniej posadzenia go pod czyimś nadzorem, jakby tu nam miał przypadkiem odlecieć. - po ostatnich słowach, spojrzenie przeniósł na Nore, jakby uznając ją za odpowiednią osobę do wykonania tego prostego zadania. Albo może była to kwestia tego, że była ona jedną z nielicznych osób, które znał? Co do Brenny musiał wszak przynajmniej podejrzewać, że na polanie znalazła się w związku z pracą. Na takie drobnostki raczej nie miała teraz czasu.

moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#27
30.01.2023, 00:23  ✶  
Kiedy wśród zgromadzonych pojawiła się Sarah, zdawało się, że wszystkie prace chyliły się już ku końcowi. Wszystkie, tylko nie jej stoisko. Ilość zleceń, jakie otrzymała w ostatnim czasie, była zatrważająca i prawdopodobnie nikt o zdrowych zmysłach by się czegoś takiego nie podjął, ale panna Macmillan bardzo lubiła brać na siebie wiele więcej, niż powinna, o ile mogło to komukolwiek pomóc. Połączywszy wyjątkowo gorący okres pracy z szyciem strojów i przygotowaniami na tegoroczne Beltane, Sarah przynajmniej od tygodnia nie robiła w ciągu dnia nic, poza pracami manualnymi i przytakiwaniem głową.

Jak można się pewnie domyślić, nie czuła się przez to najlepiej.

Jakieś trzydzieści minut temu wpadła na genialny pomysł, aby rzucić zaklęcie na pięć skrzynek z ozdobami, które miały dzielnie podążać za jej krokiem. Kolejne trzy chwyciła w dłonie, ustawione jedne na drugiej niemal całkowicie zasłaniały jej widoczność. Nic więc dziwnego, że kiedy doszła do wyznaczonych wcześniej dla siebie stoisk, zamiast zatrzymać się w porę - jak gdyby nigdy nic przeszła obok. W wędrówce zatrzymała ją dopiero... Ula. Sarah wpadła na nią, po czym zaczęła automatycznie piszczeć:

- Przepraszam, najmocniej przepraszam, ja...!

Ja upadam!

Niezdarnie zachwiała się, po czym z wdziękiem słonicy przetoczyła się na bok, omal nie uderzając głową o kant stojącego nieopodal stołu. Leżała na trawie obolała i próbowała się podnieść, a wtedy szereg wspomnianych wcześniej skrzyń zaczął lądować na nią jedna po drugiej.

- Na szyszkę leszego... dobra kobieto pomóż mi...

Jedynie stęknięcia dobiegające spod bibelotów były jakimś świadectwem tego, że Sarah wciąż żyła.


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#28
30.01.2023, 15:55  ✶  

Zaklęcie wyszło. Zebrałam kwiatki i zaczęłam wtykać je w stoisko.

Im więcej ludzi, tym większa szansa na zniknięcie w tłumie. Przykro mi się cieszyć z takiego zbiegu wypadków, ale cóż zrobić. W takim zbiegowisku na pewno uzyskają pomoc. Sama nawet nie znałam się dobrze na zaklęciach leczniczych. Chociaż dobrze by było się ich kiedyś nauczyć. Drobne skaleczenia nigdy mi nie przeszkadzały, ale najwyraźniej miałam szczęście. Zdecydowanie rozsądniej byłoby powtórzyć parę lekcji pierwszej pomocy z Durmstrangu. Innej niż przywoływanie plastra.

Oto właśnie los pokazał mi, jak bardzo życie bywa nieprzewidywalne i trzeba być gotowym na wszystko.


Podskoczyłam jak sparzona, gdy ktoś na mnie wpadł. Naiwna pewność, że jestem z dala od szalonych wydarzeń. Złapałam się kurczowo stołu, by nie upaść, chociaż impet nie był wcale duży. Większą rolę grał sam szok bycia zaatakowanym.

Cóż, może to zbyt duże słowo. Zobaczyłam drobną czarownicę przewracającą się tuż obok mnie. Wyglądała jak elf z bajek. Aż mnie zmroziło, gdy została przygnieciona przez potężny stos przytarganych przez nią rzeczy.

— Nic ci nie jest? — Krzyknęłam w panice odgarniając wszystkie przedmioty z dziewczyny. Miałam nadzieję, że nie znajdę pod nim jej zmiażdżonego ciałka niczym przypadkowo zdepniętej ważki. — Na zakręcony ogonek, wszystko w porządku?

Przykucnęłam przy niej poszukując wszelkich śladów krwi lub większych siniaków. Fantastyczny początek festiwalu, ale nie uniknie się takich sytuacji. Nie było dożynek bez przecięcia się lub chłopa spadającego z drabiny.



???
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#29
30.01.2023, 19:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2023, 19:44 przez Viorica Zamfir.)  
Cóż, żadnych trupów, co najwyżej dwa wstrząśnienia mózgu, nic więc poważnego się nie wydarzyło, może nie licząc połamanych stołów, przez co spora liczba wystawców złapie opóźnienie, albo będzie robić ambaras o to, że nie ma gdzie się rozstawić i zacznie stroić fochy. W sumie dobrze, że przybyła wcześniej, przynajmniej nie musiała się dowiadywać, do której grupy będzie należeć.
Nie była medykiem, nie czuła się tez odpowiedzialna za jakiekolwiek urazy przy pracy, przynajmniej nie tak jak brygadzistka, która widać miała wszystko pod kontrolą, przynajmniej większą niż tamci mieli nad stołami. Mogła co najwyżej zaproponować wykonanie orderu sieroty życiowej, choć nie wiedziała, czy taki zostałby przyjęty. A szkoda marnować materiał. Nawet jeśli miałaby go zrobić z ziemniaka.
Nie to jednak teraz było jednak najważniejsze. Chaos sprzyjał ludziom takim jak ona. A stare nawyki nie znikały tak łatwo, jakby myślała.
Portfel leżał sobie beztrosko na stole, nikt nie patrzył w jej stronę, ani w stronę porzuconego przedmiotu, który uśmiechał się do niej radośnie. W jej wyobraźni oczywiście. Nad zwinięciem portfela z zębami zastanowiłaby się jednak dwa razy.
Gdyby ktoś ją później zapytał, czemu to w ogóle zrobiła, nie potrafiłaby odpowiedzieć. Tak naprawdę nie myślała. Chciała portfel i tylko ta jedna myśl jej towarzyszyła, nic więcej, żadnej logiki, czy sentymentów.
Podeszła więc bliżej stoiska Nory, jej ruchy niemal naturalne, ręka niemal niepostrzeżenie miała właśnie zgarnąć pożądany przedmiot, gdy nagle ktoś (Sarah) prawie przewrócił się obok felernego stołu, skutecznie przykuwając uwagę co do jej osoby.
Akurat wtedy, kiedy trzymała portfel w ręku.
- Spadł, więc podniosłam - odparła niemalże naturalnie, mimo wlepiających się w nią kilku par oczu, nic sobie z tego nie robiąc, że niemalże złapano ją na gorącym uczynku.



Rzut 1d100 - 87

Odkryj wiadomość pozafabularną
Kostki:
parzyste - udaje się ukraść portfel
x1 - udaje się ukraść portfel, ale jeden z graczy mnie przyłapuje (dolosowuje kto)
reszta nieparzystych - nie udaje się ukraść portfela, zostaje nakryta
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#30
30.01.2023, 21:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2023, 22:51 przez Brenna Longbottom.)  
- Dzięki za pomoc.
Brenna niezbyt mogła wytłumaczyć, co tu się stało, bo sama niezbyt wiedziała. Przybiegła tutaj w końcu zwabiona zamieszaniem. Najpierw usłyszała, że to wszystko przez buty Nory, potem, że z jakimś stołem było coś nie tak, ale im więcej wyjaśnień z ust Castiela i Juliena padało, tym mniej rozumiała, jak doszło do ogólnej katastrofy.
- Chyba dalej nie mam pojęcia, jak do tego doszło - odparła więc na ich wytłumaczenia, wodząc spojrzeniem między oboma mężczyznami, ale po prawdzie wolała już nie zadawać kolejnych pytań. Zajęcie się nimi było ważniejsze. Może po prostu mieli zamęt w głowach. Po tym, jak stoły i gruz na te głowy im spadły. - I w sumie to nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć. Chłopcy, podejdźcie może do kapłanek? Jestem pewna, że któraś z nich potrafi rzucać zaklęcia leczące dużo lepiej niż ja, a żaden z was nie wygląda dobrze. Jeśli nie, to będę wolna za jakąś godzinę, odprowadzę was do najbliższego punktu Fiuu, nie powinniście się chyba teleportować.
Nie podobało się jej ani zataczanie się Castiela, ani ta ocena "osiem", ani stan pleców Charlesa, na którym ostatecznie to wszystko leżało.
- Jeżeli nie odeślą was do domów, pamiętajcie ustawiając stoły, że między nimi muszą być przejścia. Nie chcemy zatorów, jeśli ktoś się pobije albo coś takiego - powiedziała jeszcze, spoglądając na marne resztki blatów. Nie była pewna, czy cokolwiek da się z nimi jeszcze zrobić, ale skoro została o to poproszona, wyciągnęła różdżkę i spróbowała rzucić czar.

Rzut PO 1d100 - 62
Sukces!


Kolejne zamieszanie z tyłu sprawiło, że drgnęła i obróciła się, ale tym razem chyba wypadek był... mniejszych rozmiarów niż wcześniej. Spojrzenie Brenny chwilowo przykuła Sarah, nie Viorica, chociaż zaraz umknęło i ku niej oraz portfelowi.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut 1d100 - 65

Bren więc nie poznaje portfela.

Jeśli nie doszło zamieszania na tle kradzieży - zamierzała wrócić do swoich obowiązków, resztę zostawiając przy dalszej pracy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1077), Castiel Flint (2948), Eutierria (374), Julien Fitzpatrick (3414), Nora Figg (1615), Peregrin McGonagall (507), Sarah Macmillan (246), Theon Travers (1476), Ula Brzęczyszczykiewicz (1068), Viorica Zamfir (1835)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa