Najgłupsze pomysły rodziły się w głowie, kiedy zabrakło na horyzoncie kawalera, na którego widok serce śpiewało jak skowronek, a dłoń trzymająca jeszcze przed sekundą tę należącą do jej przyjaciółki zwisała teraz bezwładnie wzdłuż ciała.
Tarp nie wyglądał na skołowanego. Tłoczyło się tu dużo ludzi, których znał lub kojarzył – w tym ta przyjaciółeczka jego syrenki i przeróżne inne typy, wśród których nie poznawał jej nikt. Oczywiście, że czuła stres. Crow schowałby się za maską bandziora, Flynn za kępą loków, a ona… Nie spodziewała się tego po sobie, ale dodało jej to jakiejś dziwnej energii – wciąż czuła, że poplącze słowa przy pierwszej lepszej okazji i obecność tylu czarodziejów zalała ją falą gorąca intensywniejszą nawet od gniewu sprzed chwili – a jednak to gorąco nie rozchodziło się po duszy tak samo, bo sytuacja stwarzała zupełnie inne możliwości.
Chciała to testować, sprawdzać jak mocno mogła naciągnąć strunę, ale jednocześnie nie chciała, aby ta pękła i zniszczyła jej podwieczorek wśród osób, na których jej faktycznie zależało. Paczka ciastek nie była warta ich wzburzenia, szybko więc darowała sobie próbę bezrefleksyjnej kradzieży (chociaż kusiło ją to niezmiernie – bo się wychowała jako złodziejka i złodziejką pozostała), ale… Ha, nie stawało się tak słodką ozdobą cudzych łóżek, jeśli się nie miało w sobie tej naturalnej zdolności do manipulacji. Życie było jednym wielkim występem, a ona pozostawała jednym z najlepszych jego aktorek.
Żeby dostać te cukierki, właściwie jedynym co musiała zrobić, było powiedzenie, że ich chce. Była całkowicie przekonana, że zarówno Zenek jak i Nora kupiliby jej dodatkowe opakowanie tak po prostu. Zresztą, jeśli naprawdę jej na tym zależało, wystarczyło dać buzi Laurentowi i obserwować jak ten idzie osiodłać abraksana. Ale gdzież w tym była zabawa? Czuła się jak ktoś, kto dopiero uczy się chodzić. Nie rezygnowałeś z prób podniesienia się tylko dlatego, że twoja matka mogła przełożyć cię z miejsca na miejsce – im częściej podejmowałeś próby, tym szersze stawały się twoje możliwości.
Nie widziała barwnych świateł, nie mogła docenić pięknego wystroju, nie rozumiała do końca czym zachwycali się wszyscy, nie miała pojęcia dlaczego Bott tak gębę cieszył. Widziała tłum ludzi, a w tym tłumie jedna rzecz, którą chciała mieć dla siebie – wyjątkowe słodycze. Chociaż robiła wrażenie głupiutkiej szkapki, co się kręciła ludziom pod nogami i niezbyt dobrze radziła sobie z koncepcją wsadzenia ręki do kosza i nie robienia zbędnego zatoru, w rzeczywistości wykonywała bardzo chłodno wykalkulowane ruchy.
Uśmiechnęła się do dziewczyny z koszem bardzo niewinnie, sięgając ręką do środka.
– Ale fantastycznie, jestem wielką fanką, jak żeś dostała tę robotę? – Zagadała do hostessy.
!Słodycze Bertiego
– Hmm? – Uniosła zdobycz w górę, robiąc strategiczny krok w tył, przyglądając się temu co wylosowała i… Oh, jakaż ona głupiutka była, że się tak odsunęła, bo jakiś jegomość w nią wpadł. – Przepraszam! Bardzo przepraszam! Ale ja jestem niezdarą… O nieee, pokruszyło-o mi się. – Nie wyglądała na rozzłoszczoną, ani przesadnie rozczarowaną, ale z brązowych oczu zniknęły iskierki ekscytacji, a zamiast nich pojawił się naturalny dla nich smutek. – N-Niech się p-państwo nie przej-mują… – Wyjąkała, nieświadomie naśladowała mową ciała Vioricę, co zapewne było całkiem dobrym sposobem na wzięcie ich dwójki na litość.
Bardzo chętnie przyjęła każdą rekompensatę, ale też nie narzucała im się w żaden sposób – usunęła się w cień, dołączając do Nory i Zenka, jakby zbyt dobrze rozumiejąc, jak bardzo pick me nie powinna choose me tak się pakować w love me cudzą przestrzeń…
Niestety dla wszystkich, jej upojenie rosło. Niestety dla Zenka, miał długie nogi, które łatwo było sięgnąć pod stołem swoimi, nie myląc ich z tymi Nory, bo te pewnie nawet nie dotykały teraz podłogi. Kopnęła go delikatnie w but, zaczepiła o nogawkę. Udawała wpatrzenie w kartę dań, chociaż nie obchodziło jej absolutnie nic poza deserem i coraz mocniej chciało jej się rzygać.
– Co to znaczy „melomanka”? – Zmarszczyła nos. – Myślałam, że będzie coś słodkiego… Nie ma menu dla dzieci? – Odwróciła kartę. Huh, napoje mające przypominać o „starych, dobrych czasach”. Gdyby opowiedziała śmieszne wspomnienie ze swojego dzieciństwa, Nora pewnie kupiłaby jej przerażona karnet na terapię w Lecznicy Dusz. – Gdzieś w tej sali siedzi pewnie czwarta żona Bertiego Botta. Akurat zbliża się Samhain, to się za nią pomodlimy. – Na szczęście powiedziała to na tyle cicho, żeby nikt ze stolika obok tego nie usłyszał.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.