• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#61
11.07.2024, 22:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2024, 22:58 przez Bard Beedle.)  
TURA DRUGA.
Kolejna rusza 15.07
. Rozpiskę tur można znaleźć tutaj.
Pamiętajcie, jeśli ktoś czuje się samotny, niech woła na priv, coś wymyślę Serduszko
Podsumowanie, kto gdzie siedzi w wiadomości pozafabularnej.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Stan na chwilę przed odpisem barda:
- Nora i Samuel w pobliżu ogniska
- Alastor, Alexander (The Overseer), Eden, Millie i Bertie przy ognisku
- Cameron i Heather razem na kocyku
- Quintessa na kocyku
- Jonathan, Morpheus i Woody przy jednym ze stolików z jedzeniem
- Isaac, Menodora, Erik przy drinkach (z npc Tedym)
- Atreus na kocyku
- Basilius przy wodzie, po upadku z miotły, Brenna obok
- Florence i Patrick idą w stronę zaczarowanej wody
- Thomas F. na kocyku.

Większość gości zdążyła już pojawić się na miejscu i spacerowali po plaży, gromadzili się wokół ogniska albo rozkładali na kocach, sięgając po jedzenie z niewysokich stolików. Słońce zniżało się powoli, ale wciąż było jeszcze na tyle wysoko, że pozostała im dobra godzina zabawy w świetle i jeśli ktoś miał ochotę wejść do wody, dość płytkiej w tej zatoczce – to był doskonały moment. Przy ognisku Samuel wręczył właśnie Norze pierścionek, ale dostrzec to mógł tylko ten, kto akurat na nich spoglądał. Za to Woody (chwilowo incognito i z absolutnie wspaniałym wąsem) podrywający się, by podniesionym głosem obiecywał Dorze schwytanie potencjalnych złodziei, mógł zostać dostrzeżony przez każdego, kto siedział w pobliżu.
Na grillu szczypce, zaczarowane przez Thomasa, same obracały steki, kawałki boczku oraz kiełbaski, jeśli więc ktoś miał tylko ochotę, mógł sięgnąć po ciepłe, idealnie wypieczone mięso. Tedy wydawał drinki: teraz chłopak padł ofiarą własnego eksperymentu, i nieświadom, jaki efekt ma zielony drink, łypał przez chwilę na ludzi dość zazdrośnie. Wszyscy goście, którzy akurat nie patrzyli w inną stronę, mieli też okazję obserwować wielką chwilę Basiliusa Prewetta: namówiony przez kuzyna wsiadł na miotłę, na której nie umiał przecież latać i przy próbie powietrznej rundki po okolicy, zwalił się prosto na piasek, uderzając o niego tam, gdzie plażę zaczynała obmywać słona, morska woda. Brenna dopadła do niego sprawdzić, czy przypadkiem nie zrobił sobie krzywdy.
Poza tym - z morza wyłonił się i słynny Bertie Bott, prezentując nagą klatę, nie lada gratka dla wszystkich fanów i fanek tego znanego jegomościa!
Pomiędzy skałami zaklęta woda szemrała cicho.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#62
11.07.2024, 22:18  ✶  
Przy ognisku z Alastorem, Millie, Eden oraz Bertiem

- BUM? ...czy Biuro Aurorów? - dopytałem z ciekawością. Bren pracowała w BUMie, ale faktycznie gdzieś tam o uszy mi się obijało o Moodych-aurrorach, ale... różnie bywało. Owen też kiedyś był cyrkowcem, a teraz nie dość, że zmienił nazwisko, to jeszcze śmigał Błędnym i na dodatek nas nienawidził jako Bellów, stąd też z góry niczego nie zakładałem. - Alexander Bell... W sumie też przyjaciel... od lat - przyznałem, wspominając te okazjonalne odwiedziny Bren w cyrku. Wpadała i wypadała. Może to nie była jakaś zażyła przyjaźń, może bardziej znajomość, ale jednak nic złego nie mogliśmy sobie zarzucić. Może poza lawirowaniem na granicy życia i śmierci, hehe. Chociaż pewnie służbowo było im bliżej do podobnych sytuacji, może nawet bardziej poważnych, niż głupich śmiechów dzieciaków.
Poprawiłem nieco koszulę w biało-błękitne chmurki, która za bardzo zaczęła mi przylegać do skóry, po czym przyjrzałem się uważnie podpiekanej kiełbasie. Jeszcze potrzebowała czasu, żeby być odpowiednio chrupiącą. Przy okazji również przetrawiałem fakt, że te samoloty to raczej Alastora nie porywały. Trudno. Miałem coś zarzucić może... o morzu, ale pojawiła się jakaś głośna dziewczyna, więc w sam raz zagadała ciszę. Obserwowałem jej energiczne gesty, nawet na chwilę zaczarowując moje postępy kulinarne, by same się nie zjarały. Oczywiście, bez użycia różdżki. Nie miałem różdżki, tak na dobrą sprawę nigdy jej nie miałem.
Przysłuchiwałem się tym przywitaniem. Jakby nie patrzeć, nie byłem tu w tej chwili intruzem, ale... uczestnikiem rozmowy, który stał i właściwie patrzył, nie mając kompletnie wizji na odezwanie się, szczególnie że te wszystkie twarze były mi kompletnie obce. Zapewne na terenie cyrku kompletnie inaczej by to wyglądało, bo to byłoby moje pole popisu, a tak... starałem się być powietrzem chwilowo, bynajmniej póki ręki nie podał mi nowy przybysz, niejako ratując z powietrzowej opresji. Dużo dziś było we mnie z powietrza i samolotów... Czy to przez tę niebiańską koszulę...? Też miałem trochę konsternacji, bo ten Alek... było to Alastora, nie do mnie!
Wyprostowałem się, też nabierając jakiejś nowej energii w płuca wraz z kolejnym wdechem. Podałem dłoń Bertiemu, coś tam trybiąc z tyłu głowy z tym nazwiskiem, ale jeszcze nie trybiło, dopiero miało zatrybić.
- Alexander Bell - przedstawiłem się, w końcu jednak zatrybijając. - Bertie Bott?! Ten Bertie Bott od fasolek...? - zapytałem z ciekawością, czy to faktycznie takie osoby, persony medialne wręcz, znajdowały się na brennowym pikniku...?
- Miło mi poznać - dodałem jeszcze po chwili, po czym okręciłem się w kierunku ogniska. Wskazałem moje drobne przypiekane dzieło. - Zależy, czy wolisz z ogniska czy z grilla... Na ognisku trzeba powalczyć o ciepłe żarcie, a grilla ktoś ogarnął magią. Jest tam - poradziłem Bertiemu, wskazując miejsce, gdzie nie tylko zapiekała się kiełbasa, ale też inne przysmaki. Tak też przy okazji można by było upolować może coś do picia...
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#63
11.07.2024, 22:44  ✶  
Siedzę z Cameronem na kocyku i sobie gadamy

Ruda rozejrzała się po towarzystwie, kiedy Cameron skomentował średnią wieku innych osób bawiących się na ognisku. Miał rację, większość z nich była zdecydowanie starsza od niej. Chcąc nie chcąc zawiesiła wzrok na [u[Atreusie[/u], który miał rozpiętą koszulę. Na pewno myślał, że poderwie Brennę na swoją wyrzeźbioną klatę, na całe szczęście Ruda wiedziała, że jej partnerka nie jest taka głupia. - Tak, zdecydowanie po to nas zaprosili, i może też dlatego żebyśmy trochę rozruszali tych dziadersów, na pewno większość z nich zapomniała o tym, jak się bawić. - Wiedziała, że większość z tych osób jest zaangażowana w działania Zakonu Feniksa, to całkiem miłe, że mogli się ze sobą spotkać od czasu do czasu w innej sytuacji niż ściganie śmierciożerców. No i Cameron mógł poznać jej znajomych, wierzyła, że odpowiednio wykorzystają ten czas.

Podeszła do nich Brenna, Wood przywitała ją ogromnym uśmiechem. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć Cameronowi co będą zaraz robić, ale na pewno do tego wróci. Longbottom przyniosła im prezent, tego się nie spodziewała. - Brenn, nie trzeba było! - Rzuciła do niej, chociaż naprawdę ucieszyła się z tego, że złożyła im gratulacje.

- Idzie nam najlepiej Camiś. - Widać było, że jest strasznie entuzjastycznie nastawiona do tych zmian, które miały nadejść w jej życiu.

Zauważyła, że nastrój Lupina się zmienił, kiedy poczuła dłoń zaciskającą się na jej ręce. Przeniosła wzrok w stronę, którą patrzył. Florence Bulstrode, kolejna osoba za którą nie przepadała. Uścisnęła mocniej dłoń Camerona dodając mu otuchy, jakoś sobie poradzą z jej obecnością. Nie miała pojęcia dlaczego na tym przyjęciu była akurat ta dwójka z rodzeństwa Bulstrode za którą ona nie przepadała.

Pomachała jeszcze Brennie na odchodne, po czym przeniosła wzrok na typa, który latał na miotle, a raczej z niej spadł. - Ale jebnął. - Skomentowała jeszcze tę sytuację. - Widać, że dziaders nie umie latać, w sumie może jednak nie będzie tu tak nudno, jak będą próbowali pokazywać, jakie z nich młodziki, szkoda, że nie ma popcornu, ale w sumie mamy tort, jemy? - Szkoda, żeby się rozpłynął, czy coś.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#64
11.07.2024, 23:57  ✶  
przy wodzie z Brenną i spadniętym z miotły Basiliusem

- Cóż... można, ale osobiście tego nie polecam - powiedział z dość poważną miną, jakby faktycznie kiedyś takiego skakania próbował. Na miotle, z miotły, wszystko jedno ale tego akurat Prewett mógł nie przeżyć i to tak na poważnie.

I lekkim, może trochę głupim uśmiechem przyglądał się temu, jak kuzynowi idzie. Wciąż trzymał różdżkę w dłoni i kusiło go, żeby przykleić Basiliusa do drążka, oczywiście dla bezpieczeństwa, ale wcześniej wyłapana obecność siostry skutecznie go do tego zniechęciła. Bardzo, ale to bardzo nie chciał potem zostać jeszcze za to okrzyczany, bo nie wątpił w to że oberwie mu się jakimś cudem za to, że Prewett w ogóle wsiadł na tę miotłę.

Pochylił się, żeby złapać za butelkę z piwem i pociągnął z niej, patrząc jak kuzyn oddala się w stronę zachodzącego słońca, a potem przechyla się jakoś o cal za daleko i traci równowagę. Poleciał, przeturlał się, a potem podniósł rękę że wszystko było dobrze.

Atreus pewnie by się zaśmiał, bo przecież z Basiliusem wydawało się być wszystko dobrze, ale była tam jeszcze jego miotła, a tak nie mogła mu powiedzieć jak się czuje. Odłożył tę butelkę z powrotem na piasek, a potem ni to szybkim krokiem ni to truchtem ruszył w stronę kraksy. Brenna też ruszyła i to było trochę mniej pokrzepiające, bo widząc to jak przejęła się wypadkiem podejrzewał że czekają go dzisiaj aż dwa ochrzany.

Ruszając przez obszar wyznaczony na kocyki musiał przejść obok Heather i Camerona, pochylających się nad tym ich ładnym torcikiem, akurat w idealnym momencie żeby wyłapać pierdolenie Wood.
- Dobra słuchaj - gówniaro. - Jak jesteś taka hop do przodu, to może trzy rundki dookoła plaży czy może zaraz się wykręcisz, że zostawiłaś miotłę w domu, co? Niech ja tylko pozbieram kuzyna i widzimy się na linii startowej - rzucił w przelocie, niby to zwalniając na moment kroku i w końcu tez idąc nawet tyłem, żeby wciąż ją widzieć, a na końcu wykonał dłonią gest, że ją kurwa obserwuje, w końcu odwracając się i wracając do swojej trasy.

- Mówiłem, żebyś trzymał się obiema rękoma - rzucił, kiedy tylko znalazł się parę kroków od kuzyna i pochylającej się nad nim Brenny. Wziął w ręce miotłę, oglądając ją pobieżnie w tych paru krokach, ale nie wyglądała jakby coś z nią było nie tak. Odetchnął z ulgą, a potem spojrzał na Basiliusa. - Cały jesteś? Musisz powiedzieć tak - i coś w tych słowach było tak charakterystycznego, przynajmniej dla Prewetta, że z łatwością mógł zrozumieć dlaczego właściwie Atreusowi zależało na tym, żeby było dobrze. To było jak cofnięcie czasu, kiedy młody Bulstrode był znowu dzieciakiem i mimo różnicy wieku zmalował coś takiego, nawet całkiem niechcący, że komuś stała się krzywda. Spojrzał na moment na Brennę, uśmiechnął się cwaniacko, a potem wyciągnął do Prewetta dłoń, chcąc pomóc mu wstać.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#65
12.07.2024, 20:13  ✶  
Leżę na piasku przy wodzie, gadam z Brenną i Atreusem, nie umieram

Z dobrych wiadomości – nie połamał się. Ze złych wiadomości, ku szoku absolutnie nikogo, i tak kurwa bolało. Co więcej, ból skutecznie uswiadomił mu, jak głupie było to co przed chwilą zrobił i że następnym razem powinien chociaż nie lecieć w stronę wody, bo co z tego, że było płytko, nie miał gwarancji, czy i tak nie wpadły w panikę, gdyby do niej wpadł. No dobrze, wyszalał się na dzisiaj, chyba już mógł wrócić do swojej typowej osobowości, która sama, by na niego w tej sytuacji pewnie nakrzyczała. Tylko dlaczego mimo wszystko czuł jakąś satysfakcję z podjętego ryzyka?
Pierwsza podbiegła do niego Brenna. W sumie to cud, że nie spadł na nią, znając ich szczęście.
– Żyję – mruknął, ostrożnie siadając na piasku. Poza tym, że miał nagle burza jego, teraz już całkowicie rozczochranych loków, zrobiła się dziwnie piaskowa, wyglądał w miarę normalnie, może jedynie był trochę bardziej zirytowany, niż zazwyczaj. – Tylko się trochę poobijałem.
Zmarszczył brwi i zerknął na muszlę na swojej szyi. Naprawdę była muszla, która by to tłumaczyła? Po swojej po prostu się dobrze czuł i postanowił to wykorzystać.
– Nie... – odpowiedział na pytanie odnośnie zakładu, a potem skinieniem głowy wskazał na idącego w ich stronę Atreusa, który chyba jeszcze zdążył się z kimś pokłócić po drodze, ale nie słyszał o co chodziło. – Gorzej.
Trochę kusiło go, by złośliwie odpowiedzieć kuzynowi, że nie, nie było dobrze, właśnie umierał, a tak poza tym, to jego miotła pękła na pół, ale szybko to zamaskował zaklęciem, ale słysząc ton głosu Bulstrode, dał sobie spokój.
– Jestem cały – powiedział, więc po prostu, łapiąc rękę Atreusa i już po chwili stał na dwóch nogach krzywiąc się przy tym nieco. Na wszelki wypadek, poruszył ostrożnie stopami, by upewnić się, czy aby na pewno nie uszkodził sobie kostek i zerknął na Brennę. – W sumie dobrze, że jesteś. Wiesz może kto tu dzisiaj nie pije i byłby w stanie odstawić Atreusa łączoną teleportacją do domu? Albo dałoby się go gdzieś przenocować, bo właśnie rozmawialiśmy o tym, że nie będzie mógł wrócić na miotle po alkoholu. Może być nawet w jakiejś jaskini. Wystarczy mu koc i woda.
Prewett jeszcze rozejrzał się po okolicy, by zorientować się kto akurat gapił się na jego upadek i niemal odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że Florence była zajęta czymś zupełnie innym. Na Matkę, mieli naprawdę duże szczęścia. A potem dostrzegł kogoś, na czyj widok nieco pobladł. Siedziała tam przy ognisku. Jego leśna, blond zmora z Windermere.
– Brenno – powiedział ściszając nieco głos. – Ten blondyn przy ognisku... To ten niedźwiedź z Windermere. Kto to?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#66
12.07.2024, 21:33  ✶  
Wchodzę z Florence między skały i patrzę na zaklętą wodę.

Patrick uśmiechnął się pod nosem. Biorąc pod uwagę strach Florence przed wodą, byłby szczerze zdziwiony, gdyby ta oglądała Klify Devon regularnie. A jednak trochę cieszyło go, że widziała je po raz pierwszy akurat w jego towarzystwie.
Mechanicznie założył naszyjnik z muszelką na szyję. Wcale się przy tym nie zastanawiał, jak właściwie jego magia może na niego wpłynąć. W takich miejscach, pełnych ludzi którym ufał na tyle by wiedzieć, że byli po właściwej stronie, ale nie na tyle by poinformować ich o tym, kim tak naprawdę był, lubił zachowywać się tak, jakby był głupszy i bardziej bezmyślny, niż w rzeczywistości. To zawsze odwracało uwagę.
- Brzmisz jak Florence Bulstrode. – I jak ona jesteś trochę pracoholiczką a trochę paranoiczką, dodał w myślach, ale nie powiedział już tego na głos. Na dobrą sprawę właśnie to w niej doceniał: pragmatyzm i inteligencję, nawet jeśli trochę brakowało jej przy tym beztroski. – Przyznaj, że tak naprawdę boisz się, że po raz kolejny dostanę napój z amortencją. Mam darmowy naszyjnik. To też coś, czym mogę się oświadczyć – zażartował.
Skończyliby trochę jak na Beltane, ale już dawno po Beltane. Ale tym razem, po tym jak już doszedłby do siebie, powiedziałby jej, że najwidoczniej los ma już dla nich plany, skoro tak uparcie, w jej towarzystwie, upija się amortencją.
Nadal był Zimny. I nadal miał trupio-chłodne ramię. Przez parę sekund zastanawiał się, jak długo Florence będzie udawała, że nie czuje przeszywającego ją chłodu. A potem przypomniał sobie o eliksirze, o którym wspominał Atreus. Może powinien poprosić swoją towarzyszkę o uwarzenie go i jemu?
- Nie martw się. Twój brat jest tutaj czysto towarzysko – sprostował, zakładając, że musiała się o niego bać. Tak naprawdę, chociaż Patrickowi może i przeszłoby przez myśl wykorzystanie nieświadomego Atreusa na rzecz Zakonu Feniksa, to nie zastanawiał się nad tym, by go naprawdę próbować werbować.
Częściowo pewnie przez samą Florence, bo nie chciałby dokładać do jej uporządkowanego umysłu dodatkowych lęków. Częściowo z innych powodów, wśród których przewijała się nawet Brenna.
- Nie martw się na zapas – zażartował, wchodząc razem z nią między skały. – Spójrz. Zebrała się tutaj woda – dodał, starając się zmienić temat na lżejszy dla niej.

!magicznawoda
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#67
12.07.2024, 21:33  ✶  
Widzisz przez moment coś, co tego lata stać się mogło, ale się nie stało, bo taką podjąłeś decyzję... albo jakiejś nie podjąłeś - czy ten obraz napełni cię ulgą, goryczą czy może sprawi, że zmienisz zdanie w jakiejś sprawie...?
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#68
12.07.2024, 23:05  ✶  
Przy ognisku

Alastor zmierzył Alexandra spojrzeniem i uśmiechnął się.

- Strzelaj - rzucił do niego wyszczerzony, o wiele bardziej niż powinien w takiej sytuacji, ale powodem nie była duma. Właściwie to nie lubił, kiedy sława go wyprzedzała. Oj, nie zrozumcie mnie źle, Alastor czuł zadowolenie kiedy przypomniał sobie, że to on doprowadził do kilku istotnych aresztowań i przez jego łeb przelatywał cień satysfakcji, kiedy docierało do niego, jak te gnojki się go bały. Po prostu rozpoznawalność utrudniała pracę. - Jesteś w tej trupie artystycznej występującej czasami w różnych miejscach - stwierdził. To nie było pytanie. - Ostatnio słyszę o was coraz więcej.

Moody go oceniał. Moody go testował. Moody go analizował. Przystojny, wysportowany, nieco ekscentryczny, ale jednocześnie sprawiał wrażenie, jakby brakowało mu charyzmy. Albo robił złe pierwsze wrażenia, albo po prostu tak przywykł do widoku tego cyrkowego grajdołka, że niechętnie wychylał łeb poza obręb Fantasmagorii. Nie do końca trafnie założył, że Brenna zapraszając go tutaj chciała uczynić większy krok w kierunku przysunięcia kilku cyrkowców bliżej Zakonu - w kontekście ich wymiany listów, a nie wieloletniej przyjaźni pomiędzy ich dwójką. To by znaczyło, że Bell szukał tutaj ochrony. Alastor nie miał przecież prawa wiedzieć, że w gruncie rzeczy to chciał po prostu odpocząć od myśli ciążących mu od początku sierpnia. Jaka szkoda - pewnie nie będzie mógł tego zrobić, bo bliźniacza dusza jego brata, objawiająca się w postaci równie nieobliczalnej osoby Millie Moody pojawiła się obok i bogowie obserwujący ich z góry musieli uśmiechnąć się szeroko, widząc liczne podobieństwa pomiędzy pewnymi siebie, silnymi mężczyznami uważającymi się za oparcie rodziny. Nawet wyglądali podobnie - najnormalniej na świecie, bo oboje nosili krótkie portki i proste, bawełniane, wzorzyste koszule i nie wstydzili się lekkiego zarostu wynikającego z permanentnego braku czasu i przepracowania. Dzisiaj Alastor (trzymajcie się siedzeń) również nie wyrwał się objęciom swojego upierdliwego charakteru - wyglądał jak zawsze.

Czy Alexander to widział? Ten uśmiech pełen miłości, jakim Alastor obdarował swoją siostrę. Miłości głębokiej i silnej jak diabli, ale nie takiej, jakiej Millie od niego oczekiwała. Gdyby wszechświat dał jej tego, czego chciała, dokładnie w tym momencie ich szczęście by się skończyło. Alastor by się skończył. Zniszczyłby się bezpowrotnie, a już teraz bywał zbyt szorstki, żeby dało się go znieść.

Objął Millie w pasie i spoglądał na nią szczęśliwy, garbiąc się przy tym. A później zadarł głowę w kierunku Eden, jak zawsze zalewany gradobiciem pytań, na które wcale nie musiał odpowiadać. Mills gadała wszystko, co jej ślina na język przyniosła, toczyła głośno monologi z samą sobą, a jego cieszyło to, że w przeciwieństwie do innych osób o jej charakterze, nie dusiła tego w środku. Miała w sobie bardzo dużo lęków, kiedy wypowiadała je głośno, mógł nawet samą swoją obecnością zapewniać ją, że zawsze, już zawsze będzie przy niej, obok. Byli rodzeństwem, tak? Nikt ich nie rozdzieli. Ona nie musiała bać się, że on zniknie. On nie musiał zamartwiać się, że sięgną ją złe moce. Musieli tylko sobie ufać, trzymać się za ręce...

Ale to, co się tu stało, to było... dużo.

- Oh, nie jest aż taka stara - spróbował zażartować, ale cholera, czasami nawet on miał gulę w gardle, a słynął z przelewania na chamskie słowa nawet najbardziej paskudnych myśli. - Nie mówiłem ci tego, że Eden odwiedziła cię w lecznicy, po tym jak znaleźli cię w Kniei? - Malfoy była drugą osobą, do której Alastor napisał. - I że... - urwał nagle, kręcąc nosem. Wyglądał jakby był po prostu nie w humorze. I jeżeli komuś wydawało się, że przesadził z reakcją - tak naprawdę to zareagowałby o wiele gorzej, gdyby nie przekazana mu przy wejściu na plażę muszelka. - Ja tu jestem głównie dla jedzenia - odpowiedział jej, przy okazji odkładając talerz z szaszłykiem w bezpieczne miejsce. Kurwa, najgorsze byłoby, gdyby Eden pomyślała sobie, że nie chciał jej tu widzieć. To nie była prawda, a może... Może była, bo to tak wiele komplikowało. Szkoda, że nie mógł cofnąć czasu i jakoś tego wszystkiego wyklepać. Ale mógł być teraz szczery, tak?

Skąd w nim nagle taki przypływ tej szczerości? Powinien wyjebać ten cholerny prezent...? Chociaż jedno przyjęcie bez takiej mysiej magii... Puścił Millie i przybliżył się na krok, żeby przytulić do siebie Eden, zupełnie jakby ta nie wyciągnęła ręki w jego kierunku.

- Cześć.

Kiedy ją puścił, był już właściwie gotowy do przedstawienia im milczącego Alexandra, ale w zasięgu wzroku pojawił się Bertie. Alastor powitał go skinieniem głowy, widzieli się przecież przed chwilą, a później pokręcił głową.

- Właściwie to jadłem ten szaszłyk patrząc się w ogień, nic tu nie piekłem - przyznał, odrobinę demaskując się w tym, że wciąż miał na punkcie ognia obsesję. Dziwne uczucia nie zniknęły od czasu Beltane i lubiły o sobie przypominać w najgorszych momentach. Przynajmniej od tego oprzytomniał. - Taa, dziewczyny, to jest Alexander Bell, przyjaciel Brenki. Alex - zdrobnił już jego imię - to Mildþryþ, moja siostra, a to Eden Mal- Eden Lestrange.

Katastrofalne lądowanie Prewetta sprawiło, że przyjęcie nie obyło się bez charakterystycznego dla Alastora westchnienia pełnego rozczarowania. Nie ruszył mu na pomoc, bo zrobił to Atreus.


fear is the mind-killer.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#69
13.07.2024, 10:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2024, 10:41 przez Florence Bulstrode.)  
Z Patrickiem, przy zaklętej wodzie przy skałach

– Zgrabna odpowiedź – stwierdziła Florence, uśmiechając się do niego lekko. Swoboda faktycznie nie była czymś, co ją definiowało: i nigdy nawet nie przyszłoby jej na myśl obrazić się, gdyby ktoś jej to zarzucał (czy kiedy ktoś to zarzucał, bo zdarzyło się parę razy). Może wynikało to z wrodzonego charakteru, może z podświadomej, ale obecnej w niej od małego chęci stworzenia przeciwwagi wobec uroczej, ale nazbyt beztroskiej matki, może z traktowania bardzo poważnie roli starszej siostry, może z tego, że jeden z jej braci i niemal wszyscy kuzyni byli aż tak chętni do swawoli… ale ona zawsze próbowała być odpowiedzialna. – Serwują tu amortencję? Bogowie, podawali ją na weselu Blacków, wyobrażasz to sobie? Jeśli słyszałeś, że mój brat pobił kogoś na parkiecie… doprowadziły do tego właśnie przeklęte drinki… – mruknęła, obracając się odruchowo w stronę miejsca, gdzie podawano drinki. Te tutaj w istocie były dużo mniej szalone niż te serwowane u Blacków, ale Florence właśnie zdecydowała, że chyba nie będzie po nie sięgała: w końcu nie wiedziała, jakie mogą mieć skutki. – Patricku, obawiam się, że gdybyś oświadczył się tutaj, mój brat postanowiłby od razu znaleźć kapłana, jeszcze nim zdążyłbyś otrzeźwieć, więc strzeż się. Z jakichś powodów Atreusowi chyba mocno zależy, aby mnie wyswatać. Nie jestem pewna, czy chce odwrócić w ten sposób uwagę rodziców od siebie, czy od swoich ostatnich wybryków.
Obie wersje były równie prawdopodobne. Wprawdzie rodzice powinni najbardziej chcieć znaleźć partnerkę dla starszego, odpowiedzialnego Oriona, ale ich matka potrafiła ze wszystkiego zrobić zakład, i jak Percival uważał, że to Orion pierwszy stanie na ślubnym kobiercu (i gdyby nie to, że Florence nie pochwalała takiego zakładu, obstawiłaby jak ojciec), tak Enida obstawiała Atreusa. W tej chwili jednak bardzo możliwe, że chodziło o jego ostatnie wyczyny, które zaczęły już martwić chyba nawet bardzo beztroską i patrzącą na wszystko przez palce panią Bulstrode.
Florence nawet zdążyła już załatwić w szpitalu parę fiolek i dla Patricka, po liście od brata – nie zdążyła mu jedynie jeszcze ich przesłać. Chłód ciał Patricka i Atreusa był dla niej nieustannie zauważalny, przypomnienie, że coś jest nie tak: że człowiek nie powinien być tak zimny. Ale byli jej zbyt bliscy, aby po tych pierwszych razach, gdy miała okazję dotknąć zimnej skóry, wzdrygała się pod ich dotykiem.
– Rozumiem. Byłam tylko… trochę zdziwiona. Prędzej… chociaż nie, Ori jest bardzo przywiązany do zasad – mruknęła z zastanowieniem, w pierwszej chwili chcąc powiedzieć, że prędzej spodziewałaby się tutaj Oriona. Ale po chwili rozważenia: ten służył wiernie Ministerstwu, z kolei Atri… nie widziała go poświęcającego się tylko dla dobra sprawy, ale ten chłopak zawsze lubił ryzyko i kłopoty. Żaden z nich jednak nie był dla niej materiałem do ruchu oporu. Nie bez dobrych powodów. Sama nim nie była: jeden powodów szedł obok niej, drugi właśnie pobiegł na plażę, a trzecim byli ci wszyscy ranni podczas Beltane. – Hm… – powiedziała jeszcze, bo gdy obróciła się za Atreusem, miała okazję zaobserwować z dala scenkę na plaży. Ale dzielili ich teraz wszyscy inni bawiący się, Basilius wstał sam, a chociaż zmarszczka, która pojawiła się na czole Florence świadczyła o niezadowoleniu, to nie miała zamiaru obsztorcować dwóch dorosłych mężczyzn przy ludziach, przyjaciołach i obcych. Florence nie urządzała scen, nie rzuciła się więc biegiem przez całą plażę.
A parę pytań odłożyła na potem. Bo miała wielką ochotę je zadać: magiczna muszelka tylko potęgowała jej irytację.
– Zdaje się, że jest zaklęta? – spytała więc jedynie, też spoglądając na wodę, mieniącą się pośród skał.

!magicznawoda

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#70
13.07.2024, 10:32  ✶  
Widzisz swoje najmilsze wspomnienie z tego lata i przez moment czujesz się prawie tak, jak wtedy, gdy je przeżywałeś.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa