• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#211
29.07.2024, 22:47  ✶  
Kończymy pogadankę z Jonathanem i odnajduję Norę

— Ujęło mnie to. Jonathan Selwyn nie zgonuje, on oddaje się całym ciałem i duszą kultowi Dionizosa — zakpił, po czym zacmokał parę razy w udawanym niezadowoleniu, lecz nie gnębił go już więcej.
Jonathan Selwyn powinien zresztą lepiej pilnować swoich myśli, bo wszystkie te bzdury o tym, że miałby u Woody’ego szanse mogą kiedyś wyjść. Miał wszakże do czynienia z legilimentą. Niech zacznie wbijać swoje kropki dla wsparcia oklumencji, bo pewnego dnia może być podglądaczowi odpłacone pięknym za nadobne i dziad w stylowym kapeluszu spenetruje tę piękną główkę.
— Ta — mruknął bez przekonania. — Tylko sprawdzała, czy przypadkiem znów nie będę jej napastował.
Tylko taką ewentualność brał pod uwagę, bo… sam nie wiedział, czego chciał od Tessy, oprócz tego, że czegoś chciał. Każdego dnia budził się z inną myślą. Były takie dni, kiedy solennie postanawiał, że zniknie na dobre z jej życia. Czasem knuł, jakimi sposobami nakłonić ją do znienawidzenia go do reszty. Innym razem łapał się za głowę i układał przemowę na przeprosiny oraz przebłaganie. Wszystkie te dni łączyło jedno: budził się z myślą o niej.
Na szczęście tę tkliwą atmosferę słabości rozproszyło zaproszenie na tańce. Woody chętnie ruszył z powrotem ku centrum imprezy, mając nadzieję, że Selwyn szybko zapomni o tym żałosnym momencie.
Na plaży z łatwością odnalazł przydzieloną mu Norę i, wyciągając do niej rękę, skłonił się lekko jak na dżentelmena przystało.
— Panno Figg. Choć jak słyszałem, już niedługo będzie cię tak można tytułować, Norko. Nie miałem jeszcze okazji pogratulować przyszłej pani McGonagall.


piw0 to moje paliwo
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#212
29.07.2024, 22:55  ✶  
Najpierw tańczyła z Thomasem H., a później podbiła do Thomasa F. bo się wylosowali

Wszystko miało swój czas i miejsce, najwyraźniej coś chciało, żeby ich drogi skrzyżowały się właśnie teraz. W sumie Geraldine po tym dosyć trudnym dla siebie lecie potrzebowała nieco spokoju i stabilizacji, więc był to idealny moment na to, aby ktoś mógł na stałe zagościć w jej życiu. Nie miała jednak zamiaru teraz na ten temat rozmyślać, chciała po prostu cieszyć się chwilą i nieco odpocząć. Zdecydowanie tego potrzebowała.

- Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio się nudziłam. - Jej życie było raczej pełne wrażeń, przynajmniej cały ten rok ciągle ją zaskakiwał, niekoniecznie w pozytywny sposób, nie przywykła do nudy, ba wręcz przeciwnie, dlatego też Thomas tak łatwo jej nie wystraszył.

Gerry nie chwaliła się prawie nikomu swoimi umiejętnościami, jednak wydawało jej się, że akurat Thomasowi może zaufać i wcale nie przeszkadzało jej to, że jest BUMowcem, chyba nie doniesie nikomu o tym, że jest nielegalnym animagiem, nie teraz, kiedy coś zaczęło ich łączyć. Wiedziało o tym naprawdę bardzo wąskie grono jej najbliższych, wydawało jej się, że może mu zaufać.

- Powinnam się bać? - Zapytała jeszcze, nim weszli na parkiet. Taniec nie był może jej ulubioną formą ruchu, jednak jak i każda inna aktywność fizyczna przychodził jej bardzo łatwo. Nie ma się co oszukiwać, panna Yaxley poradziłaby sobie chyba z każdą istniejącą dyscypliną sportu.

Taniec z Thomasem nie był wcale taki straszny, jak sugerował. Radził sobie całkiem nieźle, Ger wyjątkowo dla siebie dała się prowadzić i nie zamierzała przejmować dowodzenia, chociaż zazwyczaj raczej nie odpuszczała.

- Zobaczyłam kogoś, kto był podobny do kogoś, kogo wolałabym nie widzieć. - Miała świadomość, że jej wyimaginowany brat bliźniak ukradł czyjś wygląd, wspomniało jej o tym kilka osób. Mimo wszystko przez chwilę poczuła się nieswojo, bo ta istota przecież chciała ją zeżreć. Nie zamierzała jednak teraz wchodzić w szczegóły, nie wydawało jej się, aby był to odpowiedni moment.

- Nie gardzę stałym partnerem, ale lubię losowe zabawy, nie mam nic przeciwko. - Szczególnie, że widziała iż jest tutaj wiele znajomych twarzy. Podeszli więc z Thomasem, aby wrzucić swoje imiona do skrzynki.

Przystanęła obok Thomasa, czekała na to, aż Teddy wylosuje pary na kolejny taniec.

Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu swojego partnera. Ostatnio kilka razy spotkała się z Thomasem Figgiem, więc wiedziała kogo szuka, gdy go dostrzegła ruszyła więc w jego kierunku. - Baw się dobrze. - Rzuciła jeszcze do swojego Tomka, wreszcie znalazła się przed tym drugim i wyciągnęła rękę w jego kierunku. - To co, zakurwimy densa?

Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#213
29.07.2024, 23:50  ✶  
kończę tańczyć z basiliusem -> los do skrzynki

Nie uważała, że akurat jej odpowiedź była bardziej poprawna od niego - raczej sięgnęła po coś, co też wydawało się dobrym pomysłem, ale nie było powtórzeniem jego odpowiedzi. Sykle faktycznie, mogły wypaść z kieszeni, a amulet zostać odwieszony na ścianę, żeby chronił z daleka, ale w sumie była to ta sama sytuacja co różdżka zamknięta w pudełku, w sklepie Ollivanderów.
- O, kiedyś sama uczyłam się w Mungu - powiedziała krótko, uśmiechając się do niego wesoło. - Ale teraz robię tylko eliksiry na zamówienie - nawet jeśli nie było to to, o czym kiedyś marzyła, to wciąż bardzo lubiła mieszać w kociołku. Tak samo jak hodować w ogródku Longbottomów rośliny, z których część potem trafiała do tworzonych przez nią eliksirów.

- Oczywiście - i tak pytała wcześniej o tańce, więc teraz zwyczajnie nie mogła przepuścić okazji porwania kogoś nadprogramowego. - Dziękuję za taniec - zaszczebiotała jeszcze, zanim ruszyli oboje w stronę skrzyneczki, żeby wrzucić karteczki ze swoimi imionami.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#214
29.07.2024, 23:57  ✶  
Na początku przy ognisku, potem zaczynam się rozglądać za Bazylem.

Z jednej strony cieszyła się, że relacja łącząca ją z Millie pozostawała dla zebranych enigmą; z drugiej chciała, żeby dało się to z ich oczu, gestów, albo nawet gwiazd. Z czegokolwiek, co oszczędzi jej tłumaczenia się Alastorowi z czegoś, co zawsze było niewypowiedziane. Z czegoś, co rozumiało się samo przez się w zakamarkach tej pojedynczej wieży.
Dlatego chciała uciec, żeby nie być świadkiem prawdy wychodzącej na jaw, ale jak na złość każdy mówił, żeby została. Nawet Bell, którego poznała kilkanaście minut temu, nie okazując przy tym żadnych przyjaznych emocji. Westchnęła z ciężkością i uśmiechnęła się nieśmiało, słysząc żywe przekonywania, że powinna zostać. Nie wiedziała nawet, co im odpowiedzieć w takiej sytuacji - dziękuję, że tak ciepło o mnie myślicie? Przecież to brzmiało żałośnie, jakby była jakąś ofiarą losu skrzywdzoną przez życie.
Wiedziała, że nie poczuje się częścią tej schadzki, bo była ulepiona z innej gliny, ale nie mogła się teraz wycofać. Nie spotkała się z tak ciepłym przyjęciem nigdy dotąd, a związany z tym szok nie pozwolił jej uciec. Stała więc w miejscu, gapiąc się na wesoło szczebioczącego Botta, któremu już nawet nie miała ochoty życzyć śmierci. Może mu wyśle ten list z propozycją nowego smaku i, kto wie, może nie będzie to cyniczny arszenik.

- Dziękuję, to miłe - odezwała się wreszcie do Bertiego, wyglądając niezręcznie, ale nie brzmiąc złośliwie. - Ale daj już buzi odpocząć - powiedziała to pół żartem, pół serio. Nie z powodu znudzenia fasolą, a raczej dlatego, że był niebezpiecznie blisko, choć zapewne nieświadomie, poprawnej konkluzji tego, co następowało między nią a Mildred. Eden nie lubiła wyciągać swojego serca na ręce, żeby wszyscy mogli je oglądać jak niestworzony eksponat.

Obejrzała się za taktycznie wycofującym się Alkiem; nie miała pojęcia, czemu przekonywał ją do zostania tutaj, a sam umknął gdzieś w tło, ale nie zamierzała pozwolić, by przeszło to bez echa. Nawet jeśli nie miała już tak dużej ochoty na schowanie głowy w piasek i rzeczywiście planowała zostać dłuższą chwilę na tej imprezie, nadal wolała orbitować w towarzystwie kogoś, kogo zna. Nie chciała już poznawać nowych osób, bo całe życie była zapoznawana z ludźmi, z którymi relacje tworzyła płytsze niż kałuża. Chciała utrzymać te wartościowe, a mimo ich niewielkiej ilości i tak przychodziło jej to z trudem.

Poczuła dotyk dłonie Millie; odwróciła do niej głowę błyskawicznie, mimowolnie przemieszczając wzrok na ich splecione dłonie. Poczuła, że coś zostało pomiędzy nie wciśnięte, coś drobnego, acz ciepłego. Spojrzała na Millie czule, nie mogąc odmówić jej, kiedy prosiła ją o pozostanie. Nie, kiedy prosiła w taki sposób.
Nie mogła się zgodzić tylko z jednym - nie chciała spędzać czasu z Alkiem jak kiedyś. Kiedyś była nieznośna, oni kiedyś też się kłócili. A może tak miało być z rodziną Moodych? Kto się czubi, ten się lubi?
- Ale miałam spędzać czas... - z tobą. Nie dokończyła, bo Millie, jak to zawsze miała w zwyczaju, umknęła, zanim Eden zdążyła zebrać poplątane myśli w koherentą całość. Najpierw przepadła ona, potem poszedł i Bott, aby wrzucić własne imiona do skrzynki z losami. Lestrange stała więc przez chwilę samotnie, rozczulona wpatrując się w muszelkę na swojej dłoni.
Z zamyślenia jednak wyrwał ją dźwięk własnego imienia. Powiedzieć, że była zdziwiona, to jak nie powiedzieć nic. Rozejrzała się, marząc wręcz o przesłyszeniu się. Napotkała jednak kilka spojrzeń, które były równie zdziwione jej obecnością w puli jak ona.
Spojrzała znacząco najpierw na Botta, potem na Millie. Nie wiedziała, które z nich zrobiło jej ten psikus, ale jak się dowie, to... To właściwie co? Będzie ich karać za to, że życzą jej wszystkiego dobrego? Że chcą, żeby się rozerwała?

Westchnęła po raz setny tego dnia. Co może pójść nie tak? Basilius jej przecież nie zje, a gorzej niż narąbany Moody przecież nie będzie tańczyć.
Zaczęła więc się rozglądać, poszukując swojego partnera z bożej łaski, bo prawdę mówiąc, do końca nawet nie wiedziała, jak wygląda.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#215
30.07.2024, 02:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 02:51 przez Basilius Prewett.)  
Żegnam się z Dorą, piję drinka i idę do Eden

– Robienie eliksirów to też świetna zabawa. I na pewno można lepiej się wysypiać, niż w szpitalu – powiedział z uśmiechem. Jemu samemu zdarzało się tworzyć różne eliksiry, czy też maści, ale głównie na użytek własny,  lub prośbę Florence, czy innych zaprzyjaźnionych uzdrowicieli. Niestety nie miałby, ani czasu, ani energii, aby jeszcze tym zajmować się zawodowo. Już mu wystarczyło, że poza Mungiem przyjmowa prywatnych klientów, a no i musiał mieć jeszcze czas na kasyna i podobno długi odpoczynek każdej nocy w celach zdrowotnych. Nie zapytał czemu porzuciła Munga, chociaż ciekawiło go to. Wiedział jednak, że ludzie rezygnują że stażu z różnych przyczyn, więc nie zamierzał drążyć tematu, ani nie zakładać, że po prostu nie zdała, czy coś takiego. – Nie, to ja dziękuję – dokończył, a potem nadszedł czas na losowanie.
No cóż, piwa niestety nie wygrał, ale najwyraźniej jego duch ryzyka i tak został zaspokojony, bo oto przyszło mu tańczyć z niejaką Eden, o której słyszał... Rzeczy, głównie w kontekście jego kuzyna. Zaraz... To była w ogóle zabawa w jej klimatach? Przyszła z kimś? Dobrze mu się wydawało, że z Millie? A może nie? Ciężko było stwierdzić, bo był akurat wtedy zajęty ogarnianiem awarii miotlarskich.
Widząc, że Eden się rozgląda uśmiechnął się w jej stronę i pomachał ręką na znak, że to z nią ma tańczyć, a potem, podchodząc akurat do baru, wziął łyka kolejnego drinku, tak dla dobrej zabawy, i ruszył w jej stronę.
– Wychodzi na to, że będziemy ze sobą tańczyć – oznajmił, zachowując uprzejmy wyraz twarzy. Z tego co słyszał, Orion jakoś nigdy nie życzył Eden zguby, więc chyba nie powinien robić jej teraz żadnych problemów. Zwłaszcza, że chyba rzeczywiście przyszła tu z Millie. Zaraz. Przyszła tu z Millie? – Jak się podoba zabawa?
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#216
30.07.2024, 03:00  ✶  

Kończę rozmowę z Woodym -> odbieram nagrodę, a potem idę tańczyć

– Hm, to raczej kult Dionizosa oddaje się mi, ale byłeś blisko mój drogi – rzucił do Woody'ego szczerząc przy tym w uśmiechu białe zęby. To co powiedział nie miało sensu, ale to nic. Nie musiało mieć. Czasami niektóre słowa wypowiadało się tylko dlatego, że pięknie brzmiały. Każdy kto był jakkolwiek związany z polityką to wiedział.
Prawda była taka, że naprawdę chciał, aby Woody odnalazł w życiu jakąś miłość. Może powinien dyskretnie zeswatać go z kimś innym, jeśli Quintessa rzeczywiście nie wchodziła w grę? Nieee... Chyba lepiej będzie coś pokombinować, by chociaż spróbować ponownie ich ze sobą spiknąć.
Jonathan obrzucił go uważnym spojrzeniem brązowych oczu teraz ukrytych za stylowymi okularami przeciwsłonecznymi, ale w pierwszej chwili nie powiedział nic więcej, a jedynie poklepał go pocieszająco po ramieniu.
– Będzie dobrze Clemensie. Naprawdę – dodał jeszcze, kończąc podglądać nici Erika, a potem ruszył w kierunku zabawy, uśmiechając się na to co zobaczył, czy też raczej czego nie zobaczył w niciach młodszego Longbottoma. No dobrze. Erik zaliczył ten test.
Najpierw oczywiście odebrał swoją skrzynkę, kłaniając się przy tym nisko i z gracją, jakby tej nocy miano koronować go na samego króla Wielkiej Brytanii, a następnie odłożył swoją wygraną w bezpiecznym miejscu, chociaż nie zależało mu szczególnie na tym, czy ktoś to piwo mu podkradnie, czy też nie, i ruszył w kierunku swojej partnerki tańca, którą oczywiście już zdążył poznać.
– Widzę, że ponownie staliśmy się partnerami w zbrodni – powiedział uśmiechnięty na przywitanie do Heather, wyciągając rękę w jej stronę. Łażenie po ciasnych korytarzach, taniec na plaży. Nie były to chyba, aż takie różne od siebie rzeczy. – Twój... – Nie zdążył sprawdzić kim był dla Heather chłopak na kocu, zbyt zajęty innymi relacjami. – Towarzysz ma się już lepiej?
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#217
30.07.2024, 12:03  ✶  

Idę tańczyć z wujkiem, który nie wygląda jak wujek, ale ja wiem, że to wujek.

- Dziękuję braciszku. - Rzuciła jeszcze do Thomasa, gdy ten przyprowadził jej Sama w jednym kawałku. Nie miała pojęcia o czym tam dyskutowali, w sumie to wolała nie wiedzieć, aby się niepotrzebnie nie denerwować.

Poczuła ulge i spokój, kiedy Sam ponownie znalazł się przy niej. Ponownie przytulił ją do siebie, jakby nie zamierzał jej już więcej wypuścić ze swoich rąk i zupełnie jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.

- Sugerujesz, że mój brat nie jest pracowity? - Skoro ona nie przypominała kota, bo była pracowita, to by oznaczało, że Thomas był nieco leniwy. Analizowała to, co powiedział jej Samuel, zastanawiała się nad tymi jego porównaniami i większość z nich uznała za trafne.

- Skoro nie kota, to co we mnie widziałeś? Nie wszystkie z nich są mało pracowite, bardziej kojarzą mi się z tym, że chodzą własnymi ścieżkami, a ja trochę tak sobie ułożyłam wszystko po swojemu. - Najwyraźniej nadal doszukiwała się w sobie podobieństwa do swoich kocich przyjaciół.

- Nie, nie wiem za bardzo kto to jest. - Rzuciła jeszcze, gdy Sam pokazał jej Basiliusa.


- Myślę, że taki jeden taniec z kimś innym może być ciekawym doświadczeniem. - Na pewno szybko wróci do Sama, ale może dzięki temu będzie miała okazję zamienić kilka słów z kimś innym, on również, wydawało jej się, że dobrze by im to zrobiło.

Wrzucili więc kartki ze swoimi imionami do skrzynek, doszło do losowania. Zaśmiała się nawet, kiedy zobaczyła z kim będzie trafić. Cóż, wujek Woody był idealnym kompanem do zabawy.

Uśmiechnęła się serdecznie do wuja, była zdziwiona, że tak dobrze się trzyma po tym, jak obalił z rybakiem wcześniej całą flaszkę, najwyraźniej niektórzy posiadali pewne ukryte talenty...

Złapała go w końcu za rękę i dała się zaprowadzić na parkiet, gdzie mieli razem zatańczyć. - Dziękuję za gratulacje, tak już niedługo przestanę być Figgiem, jakoś tak wyszło zupełnie przypadkiem. - Nie zamierzała wchodzić w szczegóły, widać było po niej jednak, że jest bardzo szczęśliwa z takiego obrotu spraw.

Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#218
30.07.2024, 12:19  ✶  
Tańczę z Jonathanem

Zostawiła więc Camerona samego na kocyku i miała nadzieję, że wybaczy jej tę chwilową nieobecność. Zamierzała za chwilę do niego wrócić, ale chciała też pozwolić sobie chociaż na jeden taniec z kimś innym, później będą mogli zająć się swoją lożą szyderców.

Czekała, aż Teddy wyczyta jej imię, nieco zdziwiła się, kiedy trafiła na Selwyna. W sumie może to i dobrze, bo akurat jego kojarzyła. Nie zdążyła przecież jeszcze poznać wszystkich zakoniarzy i ich przyjaciół, a jakoś tak prościej zaliczyć taniec z kimś kogo się kojarzy, czy coś.

Uśmiechnęła się do mężczyzny, kiedy pojawił się tuż obok niej. - Tym razem chyba jednak nie będziemy nikogo zamykać w klatce. - Ich poprzednia współpraca przebiegła całkiem dobrze, miała nadzieję, iż teraz to powtórzą, chociaż może to i dobrze, że obok nie ma żadnych ghouli, które miałyby chęć komuś zrobić krzywdę.

Złapała mężczyznę za rękę, by mogli razem wejść na parkiet. - Mój narzeczony. - Poprawiła go bardzo szybko. Cóż, mógł o tym nie wiedzieć, zresztą była dosyć młoda jak na kogoś kto posiadał narzeczonego, ale wolała to sprostować. - Tak, chyba tylko złamał rękę. - A mógł umrzeć, o tym jednak nie wspomniała, bo wolała nie myśleć o tym, jakie konsewkencje mogły spotkać Camerona przez jego chwilową brawurę.

Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#219
30.07.2024, 13:14  ✶  
Bar - Erik


Isaac pożegnał Morpheusa skinieniem głowy i już miał zamiar wrzucić swój los, kiedy w ostatniej chwili zmienił zdanie. Odstawił buty gdzieś na bok i usiadł przy barze. Spojrzał na stojącego za ladą Erika.
-Jeśli zrezygnujesz z aktualnej pracy, to zatrudnij się jako barman. Dziewczyny będą zachwycone.- Powiedział bez nuty ironii w głosie. Sięgnął po zimne piwo i upił łyk.-Erik, a może zrób mi jakiegoś pojebanego drina. Pamiętasz jak w szkole mieszaliśmy razem wszystko co miało procenty a potem to piliśmy i przegrywał ten, który pierwszy zwymiotował?- Uśmiechnął się lekko i zerknął na pary, które zbierały się do tańca. Chętnie porobiłby jakieś zdjęcia, ale nie miał przy sobie aparatu.


Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#220
30.07.2024, 14:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 14:34 przez Thomas Figg.)  
Przy barze z Brenną i Atreusem -> na parkiecie z Geraldine

Zamrugał i aż odstawił szklankę z alkoholem na brat kręcą głową na boki.
- Czasami zapominam jaka z ciebie figlara, to przez ten twój niewinny wygląd - zaśmiał się  z demonstracji wrzucania losu ze skrzynką piwa do pudełka. Doprawdy sam nie wiedział dlaczego czasami zakładał, że panna Longbottom to niezły ancymon, który nie przepuści okazji do świetnej zabawy.
- Wiesz co, czasami myślę, że dla ciebie największą torturą byłoby siedzieć i nie mogąc nic zrobić, kiedy inni uwijają się jak mrówki wokół - zażartował, choć kiedy już wypowiedział swoje słowa na głos, to wcale nie wydawało mu się to takie żartobliwe, ale strasznie realne, biorąc pod uwagę Brennę. Jednak nie dane mu było jakkolwiek nawiązać dalej do tego dowcipu, bo zostały wylosowane pary, oraz pojawił się jakiś nieznany mu mężczyzna, który przyniósł Brennie drinka i przedstawił się, więc nie mógł mu nie odpowiedzieć.
-Thomas, Figg - przedstawił się wyciągając własną rękę, aby uścisnąć dłoń Aterusa. Może i nie musiał dodawać nazwiska, ale biorąc pod uwagę fakt, że było dwóch Thomasów na jednej imprezie czasami lepiej uściślić.

Jak on się cieszył, że akurat nic nie pił i ostatni łyk trunku był już bezpieczny w jego przełyku, bo prychnął na słowa Geraldine, to było niezwykle oryginalne zaproszenie do tańca - znalazła go zanim on w ogóle miał okazję się rozejrzeć.
- Dobrze, że masz faceta, bo po takim tekście byś się nie mogła ode mnie odpędzić - zażartował i podał jej rękę, taniec nie był jego mocną stroną ale nie zamierzał uciekać, na to zresztą było już za późno po wrzuceniu swojego imienia do pudełka.
- Mam tylko nadzieję, że Thomas mnie nie zabije? - zażartował udając że rozgląda się czy rzeczony jegomość, nie zaczął w niego ciskać klątwami.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 20 21 22 23 24 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa