• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#241
01.08.2024, 10:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 10:09 przez Florence Bulstrode.)  
Tańczę z Bertim

Florence była odrobinę skonsternowana zalewającą ją powodzią słów – nie przywykła do towarzystwa ludzi tak… rozgadanych i tak pogodnych. Jego uśmiech i wypowiedzi mocno kontrastowały z tymi przemyśleniami o złym geniuszu chaosu, ale Bulstrode na razie nie rewidowała swoich poglądów. Zdarzało się jej już widzieć w przyszłości ludzi najbardziej gburowatych czyny szlachetne, a spoglądając na tych uprzejmych, o nienagannych manierach, nie raz oglądała obrazy mało przyjemne.
Na całe szczęście, lekcje tańca były częścią edukacji, jaką odbierała nie w Hogwarcie, a w domu, i chociaż nawet do tej całej muzyki mugolskiej nieco ciężej było się jej dostosować niż do tradycyjnych utworów walca i innych tańców balowych, to zdołała utrzymać rytm nawet topiąc się w tym potoku radości, podekscytowania i rozgadania Bertiego Botta.
– Zakładam, że oboje mówimy o weselu państwa Black – powiedziała, starając się wyłowić konkrety z jego wypowiedzi i poprowadzić sensowną konwersację. – Nic nie wiadomo mi o złamanych sercach, choć przy tylu gościach nie mogę tego wykluczyć. Na weselach lubią wybuchać nieporozumienia i drobne dramaty. Faktycznie jednak, ktoś zmienił się w dziwne, zamorskie zwierzę.
Tematykę bójek przemilczała dyplomatycznie, ani myśląc przyznawać, że w taką wdał się jej własny brat.
– Gospodynię kojarzę zaledwie przelotnie, ale mam nadzieję, że drinków nie nasączono ani amortencją, ani eliksirem doprowadzającym do płaczu. – Z Longbottomami nigdy nie miała dużego kontaktu. Widywała ich czasem przelotnie w salach balowych, dziewczynę w przyszłości swoich krewnych i przyjaciół, a chłopaka we własnym gabinecie, i jej zdanie o nich pozostawało może nie negatywne, ale na pewno nie jakoś szczególnie pochlebne. – Przyszłam z Patrickiem Stewardem, przyjaźnimy się od czasów Hogwartu. Oboje byliśmy w Ravenclawie – Nie była wprawdzie pewna, czy zaproszenie tutaj było tylko przyjacielskie: Beltane namieszało trochę w tej przyjaźni, ale Florence przyjmowała to z typowym dla siebie spokojem, po prostu czekając, co przyniesie los, pewna, że nieważne, co się stanie, zawsze pozostaną sobie bliscy. – Zdaje się, że jest przyjacielem organizatorów.
A poza tym należą do tej samej, podziemnej organizacji, którą postanowiła wspierać, ale to nie było coś, co przeszłoby jej przez usta, nawet gdyby była pewna, że Bertie Bott też jest jej członkiem.
– Poza tym przyszło tutaj kilku moich krewnych. Nie spodziewałam się, że hm, organizatorzy znają też twórcę słynnych fasolek.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#242
01.08.2024, 10:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 12:56 przez Brenna Longbottom.)  
Tańczę
Brenna nie miała pojęcia, że Anthony miał złamane serce – to znaczy jasne, po czerwcowej rozmowie z nim trudno było pewnych rzeczy nie zauważyć,  nieważne jak było się ślepą i jak bardzo ślepą się pozostać chciało, ale dotarły do niej plotki o jego zaręczynach. Przyjęła je z pewną ulgą, zakładając, że gdyby małżeństwo aranżowano, nie oświadczałby się publicznie, podczas cudzych zaręczyn, i uznała, że była i jest inna dziewczyna, co pozwalało wyzbyć się części wyrzutów sumienia. Odnotowała, by przypadkiem nie zaprosić na jakieś rodzinne przyjęcie panny Greengrass, by przypadkiem nie przyszła na nie z ukochanym i myślała o tym tylko jeśli Borgin przypadkiem mignął jej gdzieś na ministerialnych korytarzach. Stanley znikł z Ministerstwa, i nawet jeśli wciąż się przyjaźnili, a na jej biurku piętrzyły się kolejne pogróżki, po prostu wolała uwierzyć, że drań mieszkał teraz w jakiejś piwnicy z Voldemortem, pośród beczek pełnych ogórków i nie będzie niepotrzebnie ryzykował kręcenia się wokół Ministerstwa.
Nie była ogółem kimś, kto wdawałby się w przygodne romanse czy jakiekolwiek romanse. Wobec niego jednak w tej chwili powstrzymywały ją głównie Zakon i myśl o tym, że dla niego to pewnie zabawa, zwłaszcza że była raczej typową dziewczyną z sąsiedztwa niż jedną z tych pełnych uroku dam – ale biorąc pod uwagę, ile razy ostatnio omal nie zginęła, i że ledwo kilkanaście dni temu prawie najpierw prawie nie pochłonęła jej ciemność, a potem nie udusił inferius, przyszło jej do głowy, że właściwie czy naprawdę przynajmniej tym drugim powinna aż tak się przejmować?
– Nie bądź taki rozczarowany, jestem pewna, że prędzej czy później trafią się i jakieś wampiry – powiedziała, trochę kpiąco, a trochę z myślą o tym, że jej akurat się już trafiły, i to parę: że na przedramieniu wciąż znajdowały się cienkie, białawe blizny, ukryte teraz pod jednym ze specyfików Nory, pod wpływem maści panny Figg znikające bardzo powoli. Gdyby nie magia, to pewnie dopiero niedawno rana ostatecznie by się zagoiła. – Z tego by wynikało, że rzuciłam klątwę sama na siebie. Niezbyt to mądre z mojej strony, prawda? – spytała, po prostu przesuwając rękę z ramienia na szyję, kiedy przyciągnął ją na chwilę bliżej. – Laurent jest chyba trochę za miły, żeby mi coś takiego powiedzieć, za to Basilius jeśli nawet nie mówi, to tylko wymownie patrzy i to wystarczy – stwierdziła. Mógłby ją tak jeszcze nazwać Vincent, ale on był techniczne rzecz biorąc jego wujkiem.
Rozbawienie trochę przygasło, gdy wspomniał o Millie. Mogła się domyśleć, że mówił o aurze. I przeczuwała od dawna, że z Moody jest marnie – próbowała pomóc, z urodzinami, ze Stawem, starając się znaleźć dla niej trochę czasu, ale naprawdę nie wiedziała jak dziewczynę wesprzeć.  Czy dobrze zrobiła, zabierając ją do Księżycowego Stawu? Chciała, by czuła się częścią grupy, a skończyło się na tym, że Millie omal nie utonęła w jeziorze. Może powinna zaoferować jej jakiś wyjazd albo znalezienie innego specjalisty?
Na pewno powinna z nią porozmawiać, ale uznała, że lepszą porą na to będzie późna noc lub wczesny ranek, gdy zabawa zacznie wygasać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#243
02.08.2024, 05:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 05:49 przez Atreus Bulstrode.)  
tańczę z Brenną

Atreus sam nie do końca wiedział o co właściwie chodziło z tą całą Greengrassową i jej zaręczynami z Anthonym, ale był pewien że gdzieś pod tym pozorem szczęścia i zachwytem nową panną, krył się właśnie ból odrzucenia. Borgin kochał się w Brennie od zawsze - już w Hogwarcie latał za nią jak głupi i nawet jeśli sama zainteresowana zwyczajnie to ignorowała albo tego nie dostrzegała, to niewiele to zmieniało w temacie. Chłopak przepadł już dawno, a Atreus zdawał sobie sprawę z tego, jak bolesne dla niego było porzucenie swojego oddania dla niej. Rodziny jednak się nie wybierało, Borginowie byli jacy byli, a Antoś... był zbyt słaby by wyprzeć się swojego dziedzictwa dla kobiety, która nigdy nie mogła go pokochać.

Atreus dziwnie się czuł, kiedy o tym myślał. Jakby coś komuś kradł, nawet jeśli Longbottom nigdy do jego przyjaciela nie należała, ale jakaś lojalność narzucała mu momentami dziwne wyrzuty sumienia. Czuł je głównie w czerwcu, szczególnie gdy Borgin powiedział mu dramatycznie o jego rozmowie z Brenną. Ale przez lipiec te uczucia powoli uspokoiły się i opadły. Zagrywka Stanleya też odrobinę zmieniła zasady gry, bo Bulstrode nie wierzył, że Anthony o niczym nie wiedział albo nie podejrzewał.

A teraz? Teraz usilnie odganiał od siebie natrętne myśli, niczym uporczywą muchę, chcąc się skoncentrować na tu i teraz. A jako, że akurat w tym był ekspertem, przyszło mu to dość łatwo i uśmiechnął się do swojej partnerki w tańcu.
- Czy to obietnica? - parsknął, mając jednak nadzieję że tym wampirem nie będzie na przykład Sauriel. Z każdym innym mógł się bić, proszę bardzo i nawet zrobiłby to z największą przyjemnością. - Wiesz, jest taki bardzo, bardzo stary i sprawdzony sposób na pozbycie się klątwy, wyjęty prosto z podań i bajek. Na pewno go znasz. Jeśli on był twoim celem od samego początku, to powiedziałabym że to całkiem sprytne z twojej strony - rzucił z szelmowskim uśmiechem. - Basilius narzeka na dużo rzeczy, akurat że przy odpowiednich warunkach nazwałby cię klątwą, to bym się nie zdziwił. Ten, no, Sebastian Macmillan też wydaje się mieć o tobie podobne zdanie. - wywrócił trochę oczami, bo był zdania że obydwoje wydawali się w tym swoim narzekaniu odrobinkę nudni. Biorąc pod uwagę jak często Longbottom zdawała się pakować w kłopoty, jakoś wydawało mu się naturalne że prędzej czy później ktoś powinien się do tego przyzwyczaić. Może trochę przeceniał niektórych zdolności adaptacyjne, ale wynikało to chyba z tego, że oprócz czucia iż kobieta jest w niebezpieczeństwie, tak sam miał z nią raczej niewiele zagrażających życiu przygód.

Zauważył, że wspomnienie Millie nie było chyba najlepszym pomysłem, bo to jak faktycznie czuła się brygadzistka, wyraźnie zaprzątało głowę jej, kogo właściwie, koleżanki? Przyjaciółki? Czasem żałował że nie był w stanie jednym spojrzeniem sprawdzić, co właściwie łączy otaczających go ludzi.
- Jestem pewien, że niedługo jej się poprawi. Prawie umarła, a potem tyle leżała w tej śpiączce, że nic dziwnego, że teraz jest... inna - chociaż nie był pewien jak bardzo. Ani też jak prezentowała się swoim najbliższym. - Kiedy widziałem ją w Windermere, wyglądała jakby było widać ją zza mgły, tak bardzo było zmulona eliksirami. Może musi zwyczajnie od nich odpocząć - skończył cicho. Nie martwił się samą Mildred, może głównie dlatego że sam wpadł do Limbo, prawie umarł i spał dłużej jak reszta, ale czuł zwyczajną potrzebę zapewnienia w tym momencie Brenny, że będzie lepiej.

Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#244
02.08.2024, 10:08  ✶  
Tańczę z Jonathanem

- Może to i racja, i tak dzieje się tutaj dosyć sporo, klatki wcale nie są potrzebne. - Nie spodziewała się jednak, że to właśnie jej narzeczony znajdzie się w centrum całego zamieszania, jak widać, życie potrafi zaskakiwać.

- Tak, naprawdę. - Nie kłamałaby przecież w takiej sprawie, ani sobie z tego nie żartowała. Jakoś tak się złożyło, dziwnym zbiegiem okoliczności, że zaręczyła się w tak młodym wieku, pewnie kiedyś by jej się tak nie spieszyło, ale teraz po co zwlekać? Lepiej żyć pełnią życia, póki jeszcze się je miało. Nigdy nie wiadomo kiedy nadejdzie koniec.

- Myślałeś może o tym, żeby zostać ślubnym doradcą? Widzę, że znasz się na rzeczy. - Szkoda, aby taki talent się marnował, najwyraźniej Jonathan minął się ze swoim powołaniem.

- Tak naprawdę jeszcze nie ustaliliśmy daty, ani żadnych szczegółów, znając nas, pójdziemy po prostu pewnego dnia do kapłana i będzie po sprawie, bez tych wszystkich niepotrzebnych ceregieli. - Ruda tak już miała, że jak się namyśliła to szła za ciosem, a innych informowała o swoich decyzjach po fakcie, nie widziała w tym nic złego. Cameron na pewno by jej nie odmówił...

- Te szczegóły nie są dla mnie ważne, jeśli jednak mnie coś natchnie, na pewno odezwę się do ciebie po pomoc. - Rzuciła jeszcze do mężczyzny, tańczyli dalej, chociaż w sumie bardziej zajęta była myśleniem o tym, co do niej mówił.

a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#245
02.08.2024, 14:12  ✶  
Taniec z Norą, obczajam z daleka Samuela

Flaszka pod chałupą rybaka była dawno i nieprawda, a magiczne specyfiki potrafiły działać cuda, jeśli chodzi o trzeźwienie. Przez całą imprezę po Woodym widać nie było, że przed tym wszystkim sponiewierał się z jakimś starym menelem na plaży. Można by rzec, że i on sam o tym incydencie magicznie zapomniał.
Na szczęście dla Nory, bo co to za zabawa tańczyć ze słaniającym się na nogach wujaszkiem. Dzięki cudownemu uzdrowieniu był jak nowo narodzony i mógł w pełnej krasie zaprezentować swoje umiejętności taneczne, a te nie były byle jakie. Była to niewątpliwa zasługa Tessy, która przez dekady zadręczała swojego wybranka serca lekcjami i ćwiczeniami, coby pięknie się prezentowali na wszelkich weselach, balach i innych atrakcjach towarzyskich.
— Cieszę się z wami; widać, że cię uszczęśliwił. Czeka was z pewnością całe mnóstwo pięknych chwil. — Nora promieniała, więc nie miał co do swoich słów wątpliwości. Miał nadzieję, że będzie się jej z Samuelem układało równie dobrze, co jemu z żoną w ich własnych początkach. Potem to… — Jak oboje przypilnujecie, żeby nic się po drodze nie zepsuło, to jesteś ustawiona na życie.
W czasie tańca taktycznie poruszał się tak, aby odnaleźć wzrokiem narzeczonego kobiety i przyjrzeć mu się porządniej. Nie mógł niestety prześwietlić go samym wzrokiem, do tego potrzebowałby różdżki i mało moralnej procedury legilimencyjnej, a to nie wchodziło w grę. Cóż, zawsze mógł sobie zgadywać na podstawie vibe’u, czy to dobry chłopak.
— Nurtuje mnie tylko, skądżeś ty go u licha wytrzasnęła.


piw0 to moje paliwo
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#246
02.08.2024, 17:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 17:45 przez Isaac Bagshot.)  
Bar - Erik, Alexander, Patrick

Isaac uścisnął rękę Alexandrowi. Erik już go przedstawił, więc po prostu uśmiechnął się lekko do mężczyzny i powiedział:
-Miło mi. Gratuluję udanych występów na Lammas. Proszę pozdrowić ode mnie Jima i Flynn'a.- Wiedział kim był Alexander. Po przygodach z Jimmy’m i Flynn’em, prześwietlił jak mógł, wszystkich członków cyrku Bellów. Był u nich nawet na chwilę, żeby odzyskać swój portfel. Czy czuł jakikolwiek żal, że mu go skradziono? Oczywiście, że nie. Świat pisarzy, artystów i różnej maści ekscentryków, kierował się swoimi własnymi prawami. Napił się piwa które trzymał w dłoni.
-No, a mi się wydaje, że nawet jakbyś robił najgorsze drinki świata, ale stał w mundurze, to co druga panna i tak oddałaby ci serce.- Odparł koledze i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Poczęstował petem swoich towarzyszy, po czym sam zapalił. Żeby włączyć Alexandra do rozmowy, zwrócił się do niego i wskazał butelką od piwa na Lomgbottom'a.
-Kolega sugeruje, że skoro proszę go o nietuzinkowego drinka, to na pewno skończę w krzakach.- Powiedział z rozbawieniem i zaciągnął się papierosem.- Eriku, mieszkałem w Polsce ponad dwa lata. Piłem tam już dosłownie wszystko. Często nawet nie miałem pojęcia co. Dlatego poproszę o tego drinka, bo nic mi nie straszne.- Wyjaśnił cierpliwie Longbottom'owi.
-Cześć Patricku.- Przywitał się, kiedy Steward podszedł do baru. Wydawał się zamyślony, więc Isaac nie zaczepiał go na razie rozmową. Pamiętał go z Hogwartu.


Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#247
02.08.2024, 19:41  ✶  
Tańczę z Eden i gadam od rzeczy

Mocne to?
Basilius spojrzał na swojego drinka o malinowym kolorze.
– Nie za bardzo – odpadł szczerze Eden, ni to z ubolewniem, ni to z ulgą. Po prostu stwierdził fakt, próbując zastanowić się, czy było z nim coś nie tak, czy też dostał drinka bez jakiś ubocznych efektów. Co prawda czuł się nieco bardziej szczery, ale nie był w stanie powiedzieć, czy była to kwestia napoju, czy może tego, że właśnie miał tańczyć z byłą swojego kuzyna i cały ten czas zastanawiał się, jak to naprawdę było z tą wieżą.
Zgodził się jednak by i ona napiła się czegoś przed tańcem z nim samym, a gdy wreszcie ruszyli na parkiet uśmiechnął się nieco.
– Włosy zrobiły ci się niebieskie. Pasują ci – powiedział od razu, a potem zmarszczył brwi, bo to ostatnie wypalił zanim pomyślał. – Wiesz, zawsze mnie zastanawia... – Co odwaliłaś z Orionem, nie nie. Nie mógł tego powiedzieć. Czemu nagle chciał to powiedzieć? – Czemu wszyscy tak lubią drinki z głupimi efektami. To znaczy wiem czemu ja ję lubię – Bo było z tym związane jakieś ryzyko, a ja mam problem, do którego nie chcę się przyznać i nie, nie. Tego też nie miał mówić. – Nie ważne.
Rzeczywiście trochę nie wyglądasz jakbyś była na miejscu, ale to pewnie zaraz minie. Albo nie.
– Skrzywił się, zastanawiając się, czy lepiej nie będzie po prostu milczeć, bo słowa w jakie ubierał swoje przemyślenia nie były tymi słowami, w które chciał je tak naprawdę ubrać. Głupi drink. – Przepraszam, nie chciałem cię w tej rozmowie urazić, jak coś.
W tej rozmowie, bo może byłby nieco złośliwy, w zależności od tego czego nowego owiedziałby się o niej i kontekście tamtej wieży. Czy Eden wyglądała na kogoś kto zrzucałby ludzi z wieży? Chyba nie. Może? Nie umiał stwierdzić.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#248
02.08.2024, 20:00  ✶  
Tura do 06.08, godzina 20.
To luźna tura, na tańce/gadki/rzucanie kośćmi, w kolejnej (prawdopodobnie ostatniej przed przeniesieniem się na świt, czyli tak koło 5 rano) poleci jeden drobiazg.


Wraz z końcem piosenki, którą tańczono po losowaniu, słońce ostatecznie utonęło w morskiej wodzie. Zakończył się dzień, ale nie był to jeszcze koniec zabawy. Teraz poza terenem przygotowanym na przyjęcie zapadły ciemności, a tutaj lśniły świece na stołach, błyszczały pomarańczowym światłem lampiony, unoszące się w powietrzu nad miejscem, gdzie tańczono, lśniły światełka, którymi ozdobiono namioty. Tuż przy brzegu, nad wodą, też lewitowały lampiony i te zmieniały kolory - bardzo powoli, by od tej przemiany nie dostać zawrotów głowy, wszystkie na taki sam, od głębokiej czerwieni, przez pomarańcz i żółć, po zieleń, odcienie niebieskiego i fiolet.
Morze szumiało cicho.
Na grillu wciąż skwierczały steki, bekon i kiełbaski, ognisko, rozpalone kawałek od koców i stołów, płonęło, teraz, w mroku, kolejne źródło światła, a przy okazji także ciepła. Na razie wciąż było jeszcze ciepło: piasek dopiero stygł po ciepłym dniu, temperatura opadała, ale bardzo powoli. Tedy wrócił za bar, ale można było swobodnie sięgać po alkohole bez magicznych efektów - na stołach nie brakowało ani tego samego piwa, którego skrzynkę wygrał Jonathan, ani win, ani bezalkoholowych soków oraz lemoniady.
Z radia po chwili popłynęła kolejna piosenka: She loves you. Szum morza, gwar rozmów, muzyka, te dźwięki mieszały się ze sobą i niosły po plaży.
Aurora po tańcu wróciła na swój koc, zabrała szkicownik, a potem przemknęła w pobliżu Camerona, bez słowa podając mu rysunek - byli na nim on i Heather, siedzący na kocu, na tle morza. Chyba dziewczyna miała w sobie odrobinę złośliwości, bo wymalowała mu też tę rękę na temblaku... Ale przynajmniej nie narysowała go, jak spadał z miotły.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#249
02.08.2024, 20:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 20:13 przez Brenna Longbottom.)  
Kończę taniec

– Jak powiem, że tak, będziesz domagać się wampirów przed samobójstwem? Bo w sumie to wyszłabym wtedy na plus, ale jednego właściwie aresztowaliśmy, nie jestem pewna, kiedy trafi się następny, taki zbuntowany.
Następny, a raczej następna, po dwóch dość przypadkowych bójkach z Saurielem właśnie, wdaniu się w bardzo nieprzydatkową walkę z wampirzycą z Marunweem, i nieszczęśliwej przygodzie Dory, właściwie już się w pobliżu Patricka kręciła, ale o tym to Brenna nie miała zielonego pojęcia.
– Nie pochlebiasz sobie, Bulstrode? – parsknęła i żartobliwie uderzyła go otwartą dłonią w ramię, w tej chwili, w której utwór się kończył. Nawet jeśli przez moment może i przyszło jej do głowy pytanie, kto umarłby tutaj pierwszy na zawał ze zdziwienia, gdyby faktycznie ot tak pocałowała go na tym zaimprowizowanym parkiecie – on, jej brat, któryś z wujków, Heather, Millie? – A poza tym w takiej bajkowej wersji, gdy stawiałoby się na głowie kraj jak długi i szeroki, i tkało tak wymyślne klątwy dla jednego pocałunku księcia, byłabym chyba tą złą, knującą wiedźmą, której pisany jest zły los.
Książęta w końcu całowali księżniczki, a rycerze zabijali złe wiedźmy.
Jej spojrzenie znów uciekło do Millie… a raczej ku partnerowi Millie, bo ona sama pozostawała niewidoczna… którą Atreus całkiem niechcący właśnie sprzedał. Moody odstawiła leki. I chociaż mogłoby się wydawać, że to odzyskanie naturalnych kolorów barwy było czymś dobrym, to czy ona była gotowa do radzenia sobie z własnymi emocjami bez pomocy medykamentów? Czy powinna podejmować taką decyzję sama?
Oczywiście, że Brenna się o nią martwiła. Wiedziała, że wiele osób otarło się tam o śmierć, wiedziała, że Zimni nosili w sobie chłód Limbo i zobaczyli tam rzeczy, jakich ludzie nie powinni oglądać, i wiedziała, że niejeden stracił na polanie swoich bliskich – w lesie znaleziono zdecydowania za wiele ciał. Ale mogła przejmować się nimi wszystkimi, przejmując się i Moody, poza tym…
Nawet jeśli oni raz radzili sobie lepiej, raz gorzej, to Millie zdawała się tonąć.
I co gorsza nawet nie próbowała wyciągnąć ręki po pomoc.
Ale to mogło zaczekać aż nadejdzie świt.
Dlatego na razie po prostu uśmiechnęła się do Atreusa, puściła jego rękę i cofnęła się, bo tańczyło się miło, ale jednak była tu gospodynią.
– Powinnam sprawdzić, czy parę osób do tego alkoholu cokolwiek zjadło. Nie pobijesz się z nikim, jak się za chwilę odwrócę? Bo na stołach tu całkiem sporo świeczek, chociaż w sumie nie wiem, czy jak takie zwykłe kształty, to spełniają twoje standardy narzędzia bojowego…



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#250
02.08.2024, 22:00  ✶  
już nie tańczę, ale chyba jeszcze w okolicach parkietu

- A co, mam się ich domagać po samobójstwie? Musielibyśmy wtedy wrócić zza grobu, żeby się tym zająć - a to akurat brzmiało już niedorzecznie.
- Ja? - uniósł brwi w teatralnym zdziwieniu. - Proszę cię. Tobie samej schlebianie mi wychodzi wystarczająco fenomenalnie, nie muszę jeszcze do tego dokładać - parsknął rozbawiony, niepomny na jej kuksańca. Nie chciał myśleć co by się stało, gdyby tak zwyczajnie postanowili się tutaj pocałować, ale miał wrażenie że wywołałoby to co najmniej mieszane emocje. Czy Erik dostałby zawału? Dla niego wątpliwe, głównie dlatego że sam wcześniej przykładał rękę do tego, by stworzyć im szanse do spotkania się. Wujkowie? To już bardziej prawdopodobne, pytanie tylko ile ich tu było, bo głupio by było gdyby nagle połowa jej rodziny padła tu i teraz. Do Millie by to chyba nawet nie dotarło w pełni. Ale chyba nie o znajdujące się tutaj osoby powinni się tak naprawdę martwić, a siedzące w domach matki. Pani Bulstrode już po Lammas podchwyciła temat, wróciwszy chyba od jakiejś koleżanki i pytała go, z co to za ładną czarownicą rozmawiał przy stoisku Potterów. Podstępna była, bo zachowywała się jakby nic nie wiedziała, ale minę miała taką jakby wiedziała absolutnie wszystko.

- Nie martw się, czytelnicy mają często to do siebie, że najchętniej wybaczają zbrodnie popełniane w imię miłości, nawet te najstraszniejsze - rzucił z zawadiackim uśmiechem, ale w głowie słowo miłość odrobinę mu zgrzytnęło, stwarzając dysonans. Atreus nie był w stanie nie dostrzegać pewnych schematów, które udawało mu się powielać i jeśli chodziło o związki, święcił rekordy w tym jak szybko i mocno się w kimś zadurzał i równie ekspresowo wypisywał się emocjonalnie z tych relacji. Dla Florence wszystkie jego partnerki to był wypadek przy pracy, podczas gdy on był gotowy przysięgać, że nie nie nie, teraz jest inaczej. Z Brenną nie miał nawet szansy podejść do tego w typowy dla siebie sposób; najpierw potknął się o łączącą ich więź, omijając cały stan natychmiastowego zidiocenia, a potem przyszło mu zastanawiać się że ta nowa perspektywa jest trochę dziwna i nietypowa, ale może jednak warta zainteresowania.

- W takim razie chyba będę musiał się powstrzymać. Ledwo bo ledwo, ale szanujmy się, przecież nie będę wojował taką normalną świeczką po tym w jaki sposób swoją sławę w tym temacie zyskałem - parsknął, przez moment z faktycznie rozżaloną miną zauważając ewidentne braki w asortymencie. - Ale jak chcesz zmienić wystrój to możesz mi dać znać, mam jeszcze trochę tych świeczek...

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 23 24 25 26 27 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa