Rozstawiała swój daszek, stół nakryła obrusem, zaczęła te rozstawiać specjalne poduszki i stojaczki, na których miała leżeć, lub z których zwisać, wykonana przez nią (oraz z drobną pomocą jej znajomego) biżuteria. Skupiała się na swojej robocie, choć musiała przyznać, że na razie jeszcze daleko jej było to stanowiska Nory, które nagle pokryło się kwiatami. Miała jednak swój pomysł, który jednak miał trochę poczekać. Najpierw w końcu trzeba było wywiesić szyld, który malowała wczorajszej nocy. Farba ledwo zdążyła wyschnąć, prezentował się jednak zacnie, napis “FIOŁKOWA BIŻUTERIA”, przyozdobiony tu i tam małymi kwiatkami dość jasno wskazywał, co można było u niej kupić. Zdążyła właśnie umieścić w miarę stabilnie szyld, gdy nagle usłyszała huk, a dopiero co zamocowany kawał drewna niemal nie zwalił się jej na stopy, dając jej do zrozumienia, że powinna jednak poświęcić mu jednak trochę więcej uwagi.
- Co do… - odwróciła się szybko, by spojrzeć na rumowisko złożone ze stołów. Zaczęli się zbierać gapie, dotarła nawet jakaś brygadzistka, co jasno wskazywało, że działo się coś ciekawego. Dość zgrabnie odłożyła szyld, po czym ciekawsko zbliżyła się do całego zamieszania, tylko po to, by zobaczyć, jak spod drewnianych druzów wynurza się dwójka chłopaków.
- Wszyscy żyją? - zapytała, zbliżając się do Nory, woląc wiedzieć, czy ich przygotowania nie zostaną przerwane przez jakiegoś trupa. Szkoda by było, bo miała jeszcze sporo do zrobienia.
W pewnym wyuczonym odruchu spojrzała, czy aby nikt nie zgubił w całym zamieszaniu jakichś mniej lub bardziej drogocennych przedmiotów. Ot, stary nawyk, musiała jednak przyznać, że znalezienie samotnego, porzuconego, niezauważonego przez nikogo portfela czy zegarka byłoby nad wyraz przyjemną sytuacją. Na razie jednak jej prześlizgający się po okolicy wzrok nie zauważył niczego. Na razie.
Sukces!