– Przywilejem ojców jest chwalić się przed wszystkimi dokonaniami swych dzieci – odpowiedział Geraldine, jedną ręką delikatnie opierając na jej plecach, drugą – ujmując dłoń. Czy mógł wyczuć na niej zgrubienia pochodzące od posługiwania się łukiem? – Nieważne, czy chodzi o pierwsze wypowiedziane słowo, pierwszą pozytywną ocenę w szkole... Czy o poroże pierwszego upolowanego jelenia – zażartował, nawiązując do pasji, jaką Gerard współdzielił ze swą jedyną córką, choć zachował przy tym poważną minę. Moody wcale niedawno poprosił ojca Geraldine o dyskretne polecenie mu dobrego speca od magicznych stworzeń. A kto mógłby poświadczyć o wartości ekspertyzy lepiej od przewodniczącego koła łowieckiego Artemis?
– Gerard wspominał, że jesteś doskonałą łowczynią – powiedział, tonem sugerującym, że podziela aprobatę jej ojca. – Pozdrów go ode mnie. Nie wiem, kiedy będziemy mieli znowu przyjemność. Praca – dodał. – Choć moja córka mówi, że praca to moja wymówka na wszystko. Ale jak się ma syna po kursach aurorskich, a córkę z egzaminami brygadierki... Praca jest wszystkim. – Wreszcie skupił na tańczącej z nim dziewczynie pełnię swej uwagi. – Dobrze kojarzę, że znacie się bliżej z Millie?
– The situation is difficult, not me.