• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Ołtarz (Wątek główny)
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#21
10.11.2025, 21:51  ✶  
— Dlatego musisz nauczyć się patrzeć na to z innej strony. Co z tego, jak nie wyjdzie Ci jakiś wianek? Ważne, żebyś sama poczuła z tego jakąś satysfakcję. Czy coś w tym guście. Poza tym, twoje próby bawienia się w małego rzemieślnika przynajmniej nie prowadzą do niczyjego kalectwa — odparł Cameron, unosząc dyskretnie rękę, którą połamał podczas imprezy zorganizowanej przez Brennę pod koniec lata. Była to iście niefortunna w jego wykonaniu próba skorzystania z latającej miotły. — W przyszłym roku sami spróbujemy jakiś upleść. Wspólnie. Co ty na to?

Przez chwilę sam się dziwił tym słowom. Bądź co bądź, takie spokojne wspólne spędzanie czasu niezbyt do nich pasowało. Zawsze potrafili sobie znaleźć jakieś rozrywkowe towarzystwo, więc spędzanie weekendu na łączenie ze sobą źdźbeł trawy i kwiatów nie wydawało się szczególnie angażujące, jednak... Już na co dzień mieli wystarczająco dużo stresu. Heather w Brygadzie Uderzeniowej i Cameron podczas pracy w Szpitalu św. Munga. I chociaż dalej nie stronili od imprez, tak może należało im się nieco spokoju. Poza tym, nieważne co robili, tak długo, jak mogli być razem, czyż nie?

— Taa, liczba ludzi w poczekalniach wcale się nie zmniejsza — mruknął pod nosem Lupin, starając się nie podnosić zbytnio głosu. — Na początku trafiali do nas ocaleli z pożarów i zawalonych budynków, ale potem zaczęły się zgłaszać osoby, które miały duszności, problemy z oddychaniem czy napadami kaszlu. Mam takie dziwne wrażenie, że co poniektórzy ignorują te objawy, a cholera wie, do czego to może doprowadzić, jeśli ktoś to zaniedba.

Źródła tej fali chorobowej bez wątpienia należało szukać w długotrwałym wystawieniu na efekty dymu pożarowego, jak i tej całej dziwnej sadzy. Nie wspominając już o tym, jakie inne jeszcze substancje mogły pojawić się we wdychanym przez mieszkańców stolicy powietrzu po tym, jak doszło do spłonięcia lub zapadnięcia się niektórych lokali usługowych. Wystarczył jeden wypadek w jakimś szemranym sklepiku lub składziku ze składnikami rzemieślniczymi lub zapasem eliksirów, a chmura oparów z chemikaliów mogła spokojnie podtruć co bardziej wrażliwych czarodziejów i czarownice z okolicy. Cameron wypuścił gwałtownie powietrze w geście frustracji.

— Jakby było tego wszystkiego mało, to jeszcze co poniektóre badania zostały przez to wszystko wstrzymane — dodał jeszcze, kręcąc powoli głową.

Wbił zmartwione spojrzenie w ołtarz. Nawet nie wiedział, jaki był na ten moment status projektu Florence, który zdołała rozpocząć na parę tygodni przed swoją śmiercią. Przecież zaangażowała go w prace badawcze nad klątwą żywiołów. Och, jak podekscytowany był na początku... Gdyby Bulstrode faktycznie udałoby się dokonać realnego przełomu, to mogłoby to realnie pomóc Heather. A teraz? Znając życie szefostwo Świętego Munga zacznie panicznie zamykać co poniektóre badania naukowe, żeby można było się skupić na bardziej naglących problemach.

— Byłaś tam u niej? — spytał, wracając do kwestii Longbottomówny. — Wiem, że bardzo się z nią lubisz. Gdybyś chciała kiedyś skoczyć tam do Doliny, zamiast czekać na mój powrót z Munga wieczorem, to wiesz, że nie musisz... Może Longbottomy mają wielki dworek, ale Brenna pewnie doceniłaby twoje towarzystwo. Będę bardzo zazdrosny, ale wiesz... Mogę cię czasem do niej wypuścić, żebyście mogły sobie urządzić jakieś babskie ploty.

Łaskawca. Najlepszy facet na świecie.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#22
19.11.2025, 01:38  ✶  

- Niby tak, jednak nigdy nie było to coś, co mnie w jakikolwiek sposób interesowało. - Nie należała do cierpliwych osób, czasem miała ogromny problem z tym, by zebrać myśli, niby jakim cudem nagle miałaby się stać rzemieślniczką, to nigdy nie leżało w obszarze jej zainteresowań, brakowało jen cierpliwości ku podobnych aktywnością, wolała zapłacić za to, żeby ktoś za nią to zrobił, mogła sobie na to pozwolić z racji na to, że była bogata, a nawet bardzo bogata.

- Wspólnie nie brzmi jak katorga. - Cameron wiedział jak ją podejść. Nie było szans, aby sama pokusiła się chociaż o próbę, jeśli jednak chodziło o to, by razem coś stworzyli... to cóż, nie widziała nic, co mogło stanąć im na przeszkodzie. To nie tak, że uważała, iż jego obecność wystarczy do stworzenia dzieła sztuki, tyle, że wydawało jej się, iż razem naprawdę mogą zdziałać cuda, może było to głupie i naiwne, może była zaślepiona zauroczeniem, ale wydawało się Heath to całkiem prawdziwe. Razem mogli stworzyć naprawdę świetny wianek.

Nie, żeby wcześniej próbowali spędzać czas w podobny sposób, to nie było w ich stylu, było zbyt spokojne, ale może warto było spróbować, kto wie, może robótki ręczne okażą się być nie najgorszą drogą do tego, by w końcu przestać pakować się w bójki, czy inne sytuacje, które niosły ze sobą kłopoty. Warto było spróbować, nawet jeśli do końca w to nie wierzyła. Nikt przecież nie mógł im tego zabronić, czy tego kwestionować, mogli robić to, co na co tylko mieli ochotę, kropka.

- Trudno się temu dziwić, chyba każdy mieszkaniec stolicy odczuł te nieszczęsne pożary. - Na początku pewnie do Munga trafiali ci najbardziej poszkodowani, potrzebujący pilnej pomocy, później cała reszta. Niby czytała coś w gazecie na temat kaszlu, ale jak to ona zbyła ten temat, machnęła ręką, po słowach Lupina stwierdziła, że może jednak nie powinna była tego robić. - Wiesz co, może i mnie zbadasz, spędziłam tamtej nocy na mieście sporo godzin. - Faktycznie mogła się czegoś nawdychać, była w niezłej formie, więc póki co to wcale nie musiało się pokazać, wolała jednak mieć pewność, że nic jej nie dolega, zwłaszcza, kiedy zajmowała się tymi wszystkimi, niebezpiecznymi zdaniami w swoim własnym, wolnym czasie.

- Nie dziwi mnie to, że zostały zepchnięte na drugi plan. - Wiedziała, że nie był to odpowiedni moment na zajmowanie się takimi pierdołami, jak klątwa żywiołów. Jasne, liczyła na to, że w końcu trafi na kogoś, kto będzie umiał jej pomóc, jednak priorytety wyglądały zupełnie inaczej. Florence, która jeszcze w sierpniu ją badała zginęła śmiercią tragiczną, nie mogli nic z tym zrobić, może trafi się ktoś, kto postanowi znowu się tym zainteresować, nie mogła tracić nadziei, chociaż trudno było o to, szczególnie, że zajmowało się nią wielu specjalistów, naprawdę liczyła na to, że w końcu uda jej się zaleczyć tę przypadłość.

Zmrużyła nieco oczy, kiedy słyszała kolejne słowa Camerona. Naprawdę sądził, że zamierzała go pytać o to, czy może udać się do Longbottomów? Posrało go do reszty? Ruda robiła to na co miała ochotę i to, że aktualnie byli zaręczeni nie miało tego zmienić, nie miała zamiaru się przed nikim tłumaczyć ze swoich wyborów.

- Byłam, bywam tam często. - Powinna mu o tym mówić? Spowiadać się z tego? Nie do końca wiedziała, ale te słowa wydały jej się naprawdę dziwne, Heather była ogniem, którego nie dało się przecież poskromić.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#23
23.11.2025, 23:05  ✶  
— Taa, Spalona raczej nie przejdzie tak szybko do historii jak atak na Beltane — skomentował półgłosem, rozglądając się co chwilę na prawo i lewo, jakby bał się, że rozmawiając o takich tragediach w miejscu kultu kowenu popełniał jakiś afront wobec wszystkich zebranych. — Wprawdzie Polana Ognisk też była paskudna, ale przynajmniej wszystko się zamknęło na jednym obszarze. Cholera wie, czy do zatruć tym dymem nie doszło jeszcze na jakichś zapomnianych przez Merlina wsiach. To się będzie za nami ciągnąć i ciągnąć.

Na własne oczy widział, jak medycy ze szpitala urabiają sobie ręce po łokcie, żeby tylko jakoś ulżyć ocalałym. Nie było to zadanie łatwe, pomimo tego, że mieli dostęp do bogato wyposażonych magazynków. Mung nie był jednak jedynym miejscem w jakim leczono ludzi. Prywatne gabinety rozsiane po Wyspach Brytyjskich, wiejskie wiedźmy czerpiące z wiedzy swoich matek i babek, czarne kliniki operujące poza granicami prawa... Czy naprawdę można było liczyć na to, że wszyscy zajmą się leczeniem konsekwencji Spalonej Nocy w taki sam sposób? Że nagle nie wyląduje u nich pół magicznego miasteczka, które zatruło się podejrzanym ziołem? Cameron pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl.

— Z miłą chęcią — odparł potulnie, uśmiechając się dwuznacznie, gdy usłyszał prośbę o prywatne badanie. Bądź co bądź, w taki sposób też mogliby zacząć jeden ze wspólnych wieczorów. Najpierw obowiązki, a potem chwile przyjemności. — W sumie, jak na razie mam względem ciebie całkiem niezły bilans. Pierwsze badania po ataku na Polanę Ognisk, twoja rehabilitacja w szpitalu...

Cameron zamilkł niespodziewanie, bo chociaż perspektywa intensywniejszego wieczoru z Rudą bardzo do niego przemawiała, tak nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy dziewczyna po raz ostatni prosiła go o zbadanie tak na serio, o ile akurat nie była w sytuacji podbramkowej lub po prostu nie mogła się bronić. Chłopak zaczął wodzić spojrzeniem po jej twarzy, szukając jakichś oznak choroby lub słabości.

— Tylko.... To tak zapobiegawczo? Czy czujesz się ostatnio jakoś inaczej? — dopytał nieco poważniejszym tonem, przyglądając się jej z troską.

Na jego czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, gdy niespodziewanie nawiedziły go wspomnienia z Beltane, kiedy to autentycznie bał się o stan Heather. Oh, jak on wtedy świrował. Najpierw ten dziki wiatr dosłownie wywiał go z głównego miejsca zdarzenia, potem spędził długie godziny próbując wyjść z lasu, a kiedy już miał przed sobą wizję ponownego spotkania z Heather, to doznał nagłego zderzenia z rzeczywistością, gdy zdał sobie sprawę z tego, że nie będzie mógł się skupić tylko i wyłącznie na niej. Bo inni pacjenci też byli ważni. Nawet jeśli całym sercem chciał siedzieć wówczas przy łóżku Rudej i poświęcić jej sto procent swojej uwagi. Przynajmniej w Mungu sobie odbiłem, pomyślał przelotnie. Oj tak, gdyby kuracja Wood potrwała jeszcze dłużej z najlepszego chłopaka na świecie awansowałby na najlepszy wrzut na dupie.

— Zbadam cię wieczorem — postanowił, przechodząc z trybu ''narzeczony'' na tryb ''medyk''. — Jeśli zauważę coś podejrzanego, to ogarnę ci termin do jakiegoś specjalisty w Mungu. I tak, wspomnę, że traktujesz swoje obowiązki na tyle poważnie, że wolałabyś nie zostać przykuta do łóżka na następne pół roku.

Mrugnął porozumiewawczo do dziewczyny.

— Uff, to się cieszę — odparł, kompletnie nieświadomy tego, że jego poprzednie słowa mogły się wydać jakkolwiek podejrzane. — Sama wiesz, jak jest teraz u mnie z wolnym czasem przez szpital... Nawet gdybym mógł się częściej wyrywać, żeby móc latać tam z tobą i dotrzymać tam towarzystwa, to nie wiem, czy mógłbym jakoś pomóc. W tej ich Warowni raczej nie potrzebują lekarza-rezydenta, co? — Uśmiechnął się krzywo. — Raczej architekta. Albo magi-budowlańca.

Taak, w tej kwestii zdecydowanie brakowało mu doświadczenia. Chrząknął cicho.

— To co... Wydaje mi się, że mamy jeszcze ten ryneczek do ogarnięcia? — zaproponował, rozglądając się na boki. Miał wrażenie, że w kowenie zbierało się coraz więcej osób, więc a nóż widelec uda im się uniknąć większych tłumów na mieście.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#24
09.12.2025, 00:30  ✶  

- Tak, tym razem zniszczyli więcej miejsc, niestety. - Szkody były ogromne, Ruda nie miała pojęcia, kiedy tak naprawdę uda się z nimi uporać i czy w ogóle się uda. No, kiedyś pewnie na pewno musiało, ale póki co to raczej nie miało stać się zbyt szybko. Śmierciożercy spowodowali chaos, który jeszcze długo będzie dawał o sobie znać.


- To świetnie, wiesz, pojawił się kaszel, myślałam, że samo przejdzie, ale jednak nie przestaje mi to dokuczać.- Nie wspominała o tym wcześniej, bo Cameron i tak miał ręce pełne roboty, nie chciała mu dokładać, ale chyba jednak nie obejdzie się bez spojrzenia na tę dolegliwość fachowym okiem. - To prawda, mamy bardzo pozytywny bilans, robi się z Ciebie naprawdę niesamowity uzdrowiciel. - Może nigdy do końca miała nie zrozumieć tej pasji, bo medycyna była jej naprawdę odległa, ale cieszyła się z tego, że jej narzeczony spełniał się w tym, co robił, miał z niej całkiem niezły obiekt doświadczalny, bo Ruda przecież co chwilę pakowała się w jakieś kłopoty i to pewnie nigdy nie miało się zmienić, a na pewno nie w najbliższym czasie. Podczas Beltane oberwała bardzo mocno, na szczęście Spalona Noc okazała się dla niej łaskawsza, bo tu tylko nawdychała się dymu i złamała nogę, gdzie po złamaniu prawie nie było już śladu, dzięki temu, że pomoc została jej udzielona dosyć szybko. Nie mogła narzekać.


- Nie do końca tylko zapobiegawczo. - Przyznała w końcu. Zapewne powinna przyjść z tym do niego wcześniej, ale nie chciała mu zawracać głowy, bo przecież nadal było wielu ludzi, którzy potrzebowali pomocy, którzy oberwali tamtej nocy mocniej od niej.

Dostrzegła zmarszczkę na jego czole, martwił się o nią, nie chciała, żeby się o nią martwił, co wcale nie było takie łatwe w przypadku tego, jaki tryb życia prowadziła, jak nie Mung to Zakon, to prosiło się o kolejne obrażenia, które mu nie umykały.

- Dziękuję. - Naprawdę była wdzięczna za to, że nie chciał jej przykuć do łóżka, bo prosiła się o to, wtedy miałby pewność, że byłaby bezpieczna, ale łączyło się to również z tym, że Heath na pewno byłaby wtedy bardzo nieszczęśliwa, na szczęście Lupin to rozumiał.

- Tak, wiem, macie ręce pełne roboty, nie musisz się tym przejmować, wiesz jak jest obi mają znajomych wszędzie, jakiś lekarz też się znajdzie. - Nie chciała, aby Lupin zawracał sobie głowę ją i jej znajomymi, miał wystarczająco dużo pracy bez tego.

- Tak, chodźmy na kiermasz, może trafi się coś ciekawego do kupienia. - Złożyli dary, więc mogli ruszyć dalej, zobaczyć, jak w tym roku wyglądał ryneczek, o którym wspomniał Cameron.


Postacie opuszczają sesję
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#25
10.12.2025, 10:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2025, 10:35 przez Cathal Shafiq.)  
Jeszcze na Pokątnej Cathal zbył wzruszeniem ramion obawy McGonagall – krótko wyjaśniając, że zabrał parę rzeczy i na razie w mieszkaniu w Londynie nie bywał. I była to prawda, bo jakaś złość gniotła go, ilekroć zaglądał do tego mieszkania, nie ruszał się więc z Walii. Nie wpadał nawet do Little Hangleton, jakby to, że popioły ominęły jego dom w tym miejscu też było swego rodzaju klątwą.
– Zbadamy to – obiecał za to krótko, gdy powiedziała, że nie wie, ja się tego pozbyć. Smutna prawda była taka, że też nie wiedział, ale nie wierzył, że sposób nie istniał. Gdzieś pośród ksiąg na pewno kryła się odpowiedzieć. Nie odzywał się już ani gdy się teleportowali, ani gdy wylądowali – w pobliżu kowenu, nie przed samym ołtarzem, bo uznał, że niezręcznie wyjdzie, jeżeli Ginny zwymiotuje na buty jakiegoś kapłana. Zamyślony odtwarzał w pamięci różne zapiski, fragmenty książek, i sposoby na likwidowanie takich run. W niektórych przypadkach mogły pomóc rytuały oczyszczające i modły, najlepiej w jeden z sabatów, ale wątpił, by zdążyli zorganizować to dzisiaj…
Wpatrywał się w szare niebo, póki Guinevere nie doszła do siebie na tyle, by mogli ruszyć pod sam ołtarz. Dopiero wtedy otrząsnął się z zamyślenia. Dłoń wetknął do kieszeni i przez moment obracał między palcami amulet, ale w końcu westchnął i go wyciągnął: to była tradycja, a skoro już tu przyszedł, chyba czułby się źle, gdyby niczego nie położył na ołtarzu. Czy było to coś specjalnego? Nie – ot Cathal nałożył na niego runę za pomocą pieczętowania, bo chciał sprawdzić, jaki to przyniesie efekt. Ale podobno liczyły się intencje.
Inna sprawa, że sam nie był pewien, jakie powinien mieć intencje. By Voldemort i śmierciożercy trzymali się naprawdę z bardzo, bardzo daleka od niego?
– Rysunek? – spytał krótko, zbliżając się do rogu stołu, by zostawić swój… podarek.

Rzut 1d100+5 - 75 +5 = 80


(zrąbałam kod, więc poprawiam)
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#26
10.12.2025, 23:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2026, 17:45 przez Eutierria.)  

Był to chyba naturalny obrazek: Cathal zbywał coś wzruszeniem ramion, a Guinevere analizowała to mimo to i martwiła się za niego, albo na zapas. Wydawało jej się jednak, że cokolwiek stało się podczas Spalonej Nocy, to nie można było tego bagatelizować. Skutki były nieznane, ucierpiało wiele rodzin i pewnie jeszcze dużo czasu zajmie, nim uda się wszystko pozbierać, nie mówiąc już o rannych podczas samej nocy. Jej nic się nie przydarzyło, Calowi też nie, ale nie wszyscy mieli tyle szczęścia.

Uśmiechnęła się za to do niego, kiedy powiedział, że to zbadają.

– Ale jeśli jest tak jak mówisz, to przekażę dziadkom, że nie powinni tam na razie spać… Może coś wymyślimy. A ja może jednak będę zostawać na noc w Walii, bo nie wiem jak długo jeszcze tak pociągnę – tak to znaczy z tymi koszmarami męczącymi ją co noc. Była uzdrowicielem, wiedziała jak brak porządnego snu wpływa na ciało i umysł człowieka: źle.

Oddychała głęboko, gdy wylądowali w pobliżu kowenu, próbując jakoś zapanować nad mdłościami, a eliksir, który wzięła, chyba trochę pomagał, bo nie zwymiotowała. Z wdzięcznością przyjęła, że Cal nic nie mówił i pozwolił jej dojść do siebie – ale w zasadzie to chyba nigdy nie komentował jej irytującej przypadłości.

A w końcu weszli na dziedziniec i Ginny wyciągnęła z torby nieduże płótno, na którym farbami olejnymi wykonała obraz przedstawiający sad – drzewa były już przekwitłe, uwieczniła w tej formie moment pomiędzy latem a jesienią; wydawało jej się to właściwe i pasujące na dar dla bogów na święto zbiorów – obraz, który powinni widzieć sadownicy, zamiast spalonych plonów, drzew, i innych roślin…

– Mhm – uśmiechnęła się, odchylając płótno trochę, by Cathal mógł zobaczyć. – Wróciłam do malowania bardziej na poważnie – co innego mogła dać? Futro z wyczesanych zwierzaków? Wróżbę spisaną na kartce? Obraz był jedynym, co mogła ofiarować. – Podoba ci się? – spytała jeszcze.


// Sztuki plastyczne I, Rzemiosło ◉◉○○○ = +20
Rzut 1d100+20 - 20 +20 = 40

Spojrzała na obraz jeszcze raz i zauważyła, że musiała niechcący otrzeć o niego zwęglone owoce, które kupiła. Delikatnie przetarła więc palcem w tym miejscu, by leciutko to wyczyścić.


// Sztuki plastyczne I, Rzemiosło ◉◉○○○ = +20
Rzut 1d100+20 - 83 +20 = 103

Uśmiechnęła się, kiwnęła głową, zadowolona z efektu i położyła go na stole. Myślała przy tym o pomyślności dla swojej rodziny. Żeby runa, jaką dziadkowie mieli w domu, nie narobiła więcej szkód. I żeby na wykopaliskach nie mieli groźnych wypadków.


Nie liczy się bonus sztuk plastycznych - zmiana mechaniki.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#27
11.12.2025, 10:43  ✶  
– Prawdopodobnie środki nasenne mogłyby to zniwelować, ale oboje wiemy, że nie należy ich nadużywać. Jeżeli nie mają gdzie się zatrzymać, mogę zapewnić im nocleg na jakiś tydzień w zamian za opiekę nad psem.
Isabella Gaunt dostałaby apopleksji, gdyby dowiedziała się, że zaprosił do domu osoby półkrwi. Ale bywanie tam ostatnio było po prostu nieprzyjemne i wolał już zabrać Cavalla na stałe do obozu. Chodziło i o Spaloną Noc, i o to, że Little Hangleton bez Ulyssesa stało się…
Inne.
Pozostały po nim sygnet, ogromny pies uratowany z Kniei i wyremontowania kuchnia, z której znikły paskudne zasłonki, głupie posążki, wyeksmitowane do posiadłości Gauntów oraz kafelki w kształcie węży. Cathalowi nie brakowało Rookwooda jakoś bardzo mocno w Egipcie, ale dziwnie było przebywać w Anglii i wiedzieć, że teraz z kolei to jego tu nie ma.
Może lepiej. Ulysses wreszcie mógł ruszyć dalej.
Położył swój skromny dar pomiędzy innymi. Nie wydawał się mu ani szczególnie gorszy, ani lepszy od innych – ot nie rzucał się w oczy. To co przygotowała Guinevere było już znacznie bardziej imponujące, i zdawało się mu nawet, że ktoś za ich plecami skomentował ten dar.
– Aż żal rzucać go na pastwę płomieni – odparł dość krótko, kiedy spytała czy się mu podoba. Po prawdzie był raczej wielbicielem innych form sztuki, na przykład wyblakłych obrazków umieszczonych cztery tysiące lat temu na ścianach grobowców, ale to nie tak, że nie widział, że ten jest ładny. – Chodź, Ginny, zimno tu jak w psiarni. Możemy napić się czegoś ciepłego, zanim pójdziesz na Mabon – powiedział, wyciągając ku niej rękę, gotów ich ponownie teleportować. W Dziurawym Kotle mogli potem użyć kominka, on by dostać się bliżej granicy, ona do McGonagallów, a i prawda była taka, że chociaż pobyt w Londynie był przygnębiający i wolał szybko uciec z miasta, to w Walii raczej ciężko było o dobre trunki.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#28
11.12.2025, 22:44  ✶  

Uśmiechnęła się z pewną wdzięcznością na jego propozycję, choć po prawdzie to nie rozważała jej na poważnie.

– Porozmawiam z nimi, zobaczę co wymyślą. Na całe szczęście to wpływa tylko na nas, zwierzęta normalnie śpią… – ale z pewnością wyczuwały zmęczenie opiekunów. Może mogliby się zatrzymać w Hogsmeade, w domu Minervy, siostryu jej dziadka – wyobrażała sobie, że tak byłoby wygodniej. Ale i tak musieliby wracać tutaj, pod Londyn, bo były tu zwierzaki, którymi się zajmowali. – Ale jak masz problem z psem, to mogę zapytać, jeśli byś chciał. W sensie… No moi dziadkowie prowadzą ośrodek dla zwierzaków, zajmują się nimi. Dziadek jest magizoologiem – nie była pewna ile Cathal wiedział o jej rodzinie, więc wolała wyjaśnić swój tok myślenia. – Jeśli nie masz z kim zostawić psa, to nie sądzę, że jeden zwierzak więcej zrobiłby im różnicę. Kochają zwierzaki. Dlatego tak często do nich wracam, bo im przy nich pomagam – nie była w żadnej mierze specjalistą, ale trochę się pod czujnym okiem dziadków nauczyła. To wszystko zresztą nie powinno dziwić, McGonagall uczynili z transmutacji sztukę, a ich ciała potrafiły znieść dwie różne zwierzęce formy – coś nie do pomyślenia dla innego czarodzieja. Musieli mieć więc ze zwierzętami jakąś głębszą więź, a Guinevere, nim opanowała daną formę animaga, bardzo długo studiowała wybrany przez siebie gatunek, by móc wiernie odwzorować każdy jeden szczegół przemiany. Opłaciło się. – Dziękuję jednak za propozycję – bo to było dużo – proponować coś takiego w zasadzie dla obcych mu ludzi. I naprawdę była mu wdzięczna, nawet jeśli bardzo wątpiła, że dziadkowie by na to przystali.

W żadnej mierze nie uważała, by dar, jaki złożył Cathal, był zły czy gorszy od jej obrazu. Ludzie składali to, co mieli, a ona nawet nie zamierzała tego porównywać: była to zupełnie inna kategoria. Prześlizgnęła się jeszcze wzrokiem szybko po innych rzeczach, jakie ludzie złożyli i miała wrażenie, że są tutaj głównie wianki, ale po prawdzie… to wielu ludziom niewiele więcej zostało.

– Zawsze mogę namalować nowy – jej wcale nie było żal, ale gdy położyła go na ołtarzu, to miała takie dziwne wrażenie, jakby ziemia lekko zadrżała, na szczęście nie straciła równowagi, za to kiwnęła głową. – Ach, chyba za mocno przywykłeś do temperatur Egiptu – zażartowała, ale posłusznie złapała go za rękę, pozwalając, by ich teleportował tam, gdzie właśnie mu się zachciało.


Postacie opuszczają sesję
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#29
25.12.2025, 13:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2025, 13:30 przez Baldwin Malfoy.)  
Takie bycie wiewiórką musiało być fajne.
Pomyślała gloulka, obracając w rączkach otrzymany prezent. Taki piękny. I tylko dla niej! Wiewiórki mieszkały w drzewach i mogły po nich się wspinać i skakać, a Frida nie mogła. Znaczy mogła, ale tylko kiedy mama nie widziała. Chociaż tam gdzie mieszkali nie było dużo drzew. Ale były murki i krawężniki i niektóre chłopaki to nawet potrafili się wspinać po ścianach. Wtykali palce między cegły i włazili na parapety! A raz to nawet zrzucili całą doniczkę z kwiatkami. Ojej jakie to było straszne. A potem stara pani Fletcherowa krzyczała i machała na nich laską. A raz to nawet poskarżyła na nią tacie! Jak ta taka sześćdziesiona! Frida była bardzo oburzona, ale tata się tylko śmiał, a potem kazał jej obiecać, że się wspinać nie będzie, bo przecież nie jest wcale małpką. Z tym argumentem się kłócić nie mogła, a przy tym tata powiedział, że wcale mamie nie powie, więc obiecała. I już się wcale nie wspinała. Ale jakby była wiewióreczką to Fletcherowa by się nie mogła na nią złościć.
Mama kazała podziękować, więc ghoulka jeszcze raz bardzo mocno mocno przytuliła się do spódnicy nie-mamy Heli, po czym podskakując radośnie (aż jej się tiara przekrzywiła) pobiegła do taty.

—

Malfoy nie dawał tego po sobie poznać, ale nie lubił, kiedy Frida się oddalała. Nawet jeśli powtarzał Lorraine, że swoboda Młodej dobrze zrobi, a Nokturn jest jednym z najlepszych placów zabaw jakie to dziecko mogło dostać, tak w innych częściach Londynu wcale nie był tak chętny do puszczania jej wolno.
Dlatego odetchnął z ulgą dopiero, gdy Frida zaczęła go ciągnąć za rąbek szaty, żeby pochwalić się swoją nową wiewióreczką. Więc kucnął przy niej, podobnie jak Lorraine i wyciągnął ręce do córki. Ghoulka postanowiła się przytulić. Wszystko super, tylko zrobiła to z taką ekscytacją, że przywaliła figurką Baldwinowi prosto w ledwo co zagojony nos.
Aż mu pociemniało przed oczami. Zagryzł zęby, mnąc w ustach parę przekleństw.
Frida natychmiast cofnęła rączkę, wpatrując się w tatę z szaloną skruchą. Nie chciała! Naprawdę nie chciała. Skuliła się w sobie, wydęła drżące usteczka, gotowa rozpłakać się tu i teraz.
- Hela, możesz na przyszłość nie dawać mojemu dziecku broni do ręki?- Westchnął cierpiętniczo, dociskając palcami nasadę nosa. Chwała bogom, że ghoulka miała w sobie siły tyle co przeciętny puszek pigmejski, więc i ciosy wyprowadzała równie mordercze. Otarł więc wierzchnią część dłoni zbierające się w nozdrzach krople krwi.

- No dobrze, już dobrze.- Mruknął, zdejmując jej z głowy tiarę, która ewidentnie przeszkadzała Fridzie się przytulić. Oddał nakrycie głowy w ręce siostry. Podniósł się, biorąc dziewczynkę na ręce, która natychmiast objęła Baldwina za szyję, kryjąc zawstydzona buźkę w jego kołnierzu.
- Pożegnaj się ładnie z ciocią Helą.
Parsknął śmiechem, gdy dziewczynka tylko wyciągnęła rączkę i zamachała nią mniej więcej w kierunku Helloise. Wcale jej się nie podobało, że musieli już iść. Zaraz pewnie mama powie, że Frida jest bardzo zmęczona i trzeba wracać do domu. A to nie było prawda. Wcale nie była zmęczona. Nic, a nic. Westchnęła głęboko, wciskając noc mocniej w ramię Baldwina.
- Wpadnij do nas chociaż na moment, Hell. Scarlett też się ucieszy, że cię zobaczy.- Powiedział jeszcze. Może i nie czuł się najlepiej, ale dziecko jeszcze na rękach był w stanie utrzymać. Zwłaszcza, że panienka nawet się specjalnie nie wierciła. Zerknął jeszcze na córkę kątem oka i zniżył nieco głos. Najwyraźniej zaczęła przysypiać. Nic dziwnego, w końcu tyle emocji wykończyłoby każdego, co dopiero takiego małego ghoulka- Wezmę ją jeszcze zobaczyć ołtarz bliżej, a potem do domu. Idziecie z nami?
Zaczekał jeszcze na odpowiedź obu dziewczyn i ruszył w stronę złożonych w tym roku darów i krzątających się tam kapłanów...

Nie wiem czy będą dziewczyny tu jeszcze odpisywać, ale Baldwin na pewno opuszcza kowen.
EDIT: Wychodzi razem z Lorraine Malfoy.

Postacie opuszczają sesję
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#30
08.01.2026, 21:41  ✶  
razem z Astorią

Leviathan nie był przesadnym pasjonatem religii. Nawet nie chodziło o to, że gdzieś tam nad nimi nie było kogoś z pewną mocą sprawczą, bo wszelkie wątpliwości odnośnie tego rozwiała Litha. Nie, problem polegał w tym, że bogowie najwyraźniej nie posiadali takiej mocy sprawczej, jaką przypisywali im czarodzieje. Matka, Dziewica i Starucha tkwiły gdzieś tam na górze, za zasłoną i wydawały się mieć związane ręce, bo gdyby było inaczej to czemu potrzebowałyby pomocy innych, żeby naprawić poczynania Arcykapłanki?

Całość wydarzeń pozostawiła więc za sobą posmak goryczy i słomianą laleczkę, która nie chciała się od niego odczepić. Przynosiła ukojenie, kiedy trzymał ją w dłoniach, ale nie było to wystarczające by zbudować w Rowle jakiekolwiek oddanie. Nie należało zapominać też o jego letnich zaręczynach. Gdyby boginie to było dla niego mało, to należało do tego doliczyć pannę Macmillan, na której palcu wcześniej znajdował się pierścionek zaręczynowy. Teraz leżał w komódce, zamknięty w zamszowym pudełeczku i czekał na lepsze czasy. Lepsze czasy na które nawet nie miał czasu.

W kowenie Whitecroft, czuł się więc trochę nie na miejscu. Jakby każdy jeden kamień, poświęcony tutaj przez Macmillanów, miał pamiętać obietnicę jaką złożyły sobie ich rodziny i jaką oni postanowili odwołać. Nie był to skandal na miano całego kraju, ale zainteresowani wiedzieli i czuli pewien posmak, jaki po wydarzeniu pozostał. Levi nie zamierzał jednak kryć się pod kamieniem całe swoje życie i unikać kapłanów czy poświęconej ziemi. Szczególnie że podczas sabatu należało dopiąć formalności.

- Co zamierzasz złożyć na ołtarzu? - zapytał znajdującej się obok niego Astorii. Wydawało mu się, że wspominała coś o obrazie, ale jego myśli uciekały dalej i dalej, aż w końcu odwiodły go od tego co ostatnie padło z jej ust.

Swój wianek dostałam od Heli. Tutaj go robi, a tutaj mi go wysyła. Posiada oszałamiający wynik 196.


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2053), Anthony Shafiq (1588), Astoria Avery (1771), Baldwin Malfoy (1793), Brenna Longbottom (332), Cameron Lupin (2261), Cathal Shafiq (609), Ceolsige Burke (1634), Christopher Rosier (269), Deirdre Malfoy (1666), Dora Crawford (544), Eutierria (196), Geraldine Greengrass-Yaxley (1569), Guinevere McGonagall (785), Heather Wood (1738), Helloise Rowle (868), Leviathan Rowle (1543), Lorien Mulciber (492), Lorraine Malfoy (1710), Pan Losu (80), Robert Albert Crouch (485), Savaš Gregorovitch (934), Victoria Lestrange (368)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa