Przez chwilę sam się dziwił tym słowom. Bądź co bądź, takie spokojne wspólne spędzanie czasu niezbyt do nich pasowało. Zawsze potrafili sobie znaleźć jakieś rozrywkowe towarzystwo, więc spędzanie weekendu na łączenie ze sobą źdźbeł trawy i kwiatów nie wydawało się szczególnie angażujące, jednak... Już na co dzień mieli wystarczająco dużo stresu. Heather w Brygadzie Uderzeniowej i Cameron podczas pracy w Szpitalu św. Munga. I chociaż dalej nie stronili od imprez, tak może należało im się nieco spokoju. Poza tym, nieważne co robili, tak długo, jak mogli być razem, czyż nie?
— Taa, liczba ludzi w poczekalniach wcale się nie zmniejsza — mruknął pod nosem Lupin, starając się nie podnosić zbytnio głosu. — Na początku trafiali do nas ocaleli z pożarów i zawalonych budynków, ale potem zaczęły się zgłaszać osoby, które miały duszności, problemy z oddychaniem czy napadami kaszlu. Mam takie dziwne wrażenie, że co poniektórzy ignorują te objawy, a cholera wie, do czego to może doprowadzić, jeśli ktoś to zaniedba.
Źródła tej fali chorobowej bez wątpienia należało szukać w długotrwałym wystawieniu na efekty dymu pożarowego, jak i tej całej dziwnej sadzy. Nie wspominając już o tym, jakie inne jeszcze substancje mogły pojawić się we wdychanym przez mieszkańców stolicy powietrzu po tym, jak doszło do spłonięcia lub zapadnięcia się niektórych lokali usługowych. Wystarczył jeden wypadek w jakimś szemranym sklepiku lub składziku ze składnikami rzemieślniczymi lub zapasem eliksirów, a chmura oparów z chemikaliów mogła spokojnie podtruć co bardziej wrażliwych czarodziejów i czarownice z okolicy. Cameron wypuścił gwałtownie powietrze w geście frustracji.
— Jakby było tego wszystkiego mało, to jeszcze co poniektóre badania zostały przez to wszystko wstrzymane — dodał jeszcze, kręcąc powoli głową.
Wbił zmartwione spojrzenie w ołtarz. Nawet nie wiedział, jaki był na ten moment status projektu Florence, który zdołała rozpocząć na parę tygodni przed swoją śmiercią. Przecież zaangażowała go w prace badawcze nad klątwą żywiołów. Och, jak podekscytowany był na początku... Gdyby Bulstrode faktycznie udałoby się dokonać realnego przełomu, to mogłoby to realnie pomóc Heather. A teraz? Znając życie szefostwo Świętego Munga zacznie panicznie zamykać co poniektóre badania naukowe, żeby można było się skupić na bardziej naglących problemach.
— Byłaś tam u niej? — spytał, wracając do kwestii Longbottomówny. — Wiem, że bardzo się z nią lubisz. Gdybyś chciała kiedyś skoczyć tam do Doliny, zamiast czekać na mój powrót z Munga wieczorem, to wiesz, że nie musisz... Może Longbottomy mają wielki dworek, ale Brenna pewnie doceniłaby twoje towarzystwo. Będę bardzo zazdrosny, ale wiesz... Mogę cię czasem do niej wypuścić, żebyście mogły sobie urządzić jakieś babskie ploty.
Łaskawca. Najlepszy facet na świecie.