— He, he, he. Podrywałeś na to Tessę? — zapytała, rechocząc równie obrzydliwie co on. Głupie to były żarty, ot co, a Asence mimowolnie ciśnienie skakało, kiedy tak sobie myślała o tych ancymonach co grali w Quidditcha, nie ważne czy chodziło o chłopców czy dziewczyny. Wszyscy zachowywali się, jakby punktem obowiązkowym testów wejściowych było dostanie tłuczkiem w łepetynę, żeby za dużo nie myśleli tak na boisku, jak i w życiu codziennym. Ileż to ona miała z nimi przepraw! To dopiero było okropne.
— No, to właśnie w ramach inicjacji wzięłam i zainicjowałam. Ale masz rację, strasznie dużo ludzi wtedy stało jak kołki, nie wiedząc co ze sobą robić. Ah, szkoda gadać — machnęła ręką, bo nie warto było sobie strzępić ryja teraz, kiedy mieli przed sobą takie pyszności, a do tego psuć nastroju. Szybko więc przepłukała sobie gardziołko nalewką babuni. Oh, jakież to było pyszne. Pewnie gdyby miała super babcię, która co roku robiła wielkie alkoholowe zapasy, to taką naleweczkę właśnie by robiła.
— Pewnie ci z innych angielskich drużyn to za drodzy byli — zaśmiała się pod nosem, widząc jak Woody się obrusza, ewidentnie z niezwykłą pasją podchodząc do aktualnego tematu. Nie wątpiła w to, że Nott był zdolny. Co to, to nie. Gdyby było inaczej, to już dawno wpierdolił by się w jakąś kamienicę na wyścigu Herczega. — Nie myślałeś może, żeby przekoptować się na inny sport? Takie gargułki na przykład. Słyszałam że ich angielska liga to jest pierwsza klasa. Znana na cały świat.
Blood is rare and sweet as cherry wine
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)