• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki

[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#131
11.07.2026, 06:59  ✶  

— He, he, he. Podrywałeś na to Tessę? — zapytała, rechocząc równie obrzydliwie co on. Głupie to były żarty, ot co, a Asence mimowolnie ciśnienie skakało, kiedy tak sobie myślała o tych ancymonach co grali w Quidditcha, nie ważne czy chodziło o chłopców czy dziewczyny. Wszyscy zachowywali się, jakby punktem obowiązkowym testów wejściowych było dostanie tłuczkiem w łepetynę, żeby za dużo nie myśleli tak na boisku, jak i w życiu codziennym. Ileż to ona miała z nimi przepraw! To dopiero było okropne.

— No, to właśnie w ramach inicjacji wzięłam i zainicjowałam. Ale masz rację, strasznie dużo ludzi wtedy stało jak kołki, nie wiedząc co ze sobą robić. Ah, szkoda gadać — machnęła ręką, bo nie warto było sobie strzępić ryja teraz, kiedy mieli przed sobą takie pyszności, a do tego psuć nastroju. Szybko więc przepłukała sobie gardziołko nalewką babuni. Oh, jakież to było pyszne. Pewnie gdyby miała super babcię, która co roku robiła wielkie alkoholowe zapasy, to taką naleweczkę właśnie by robiła.

— Pewnie ci z innych angielskich drużyn to za drodzy byli — zaśmiała się pod nosem, widząc jak Woody się obrusza, ewidentnie z niezwykłą pasją podchodząc do aktualnego tematu. Nie wątpiła w to, że Nott był zdolny. Co to, to nie. Gdyby było inaczej, to już dawno wpierdolił by się w jakąś kamienicę na wyścigu Herczega. — Nie myślałeś może, żeby przekoptować się na inny sport? Takie gargułki na przykład. Słyszałam że ich angielska liga to jest pierwsza klasa. Znana na cały świat.



Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#132
11.07.2026, 13:15  ✶  
Asena Greyback powinna się cieszyć, że nie była dwadzieścia lat starsza. Musiałaby bowiem wówczas użerać się z najlepszym nastoletnim pałkarzem wszechczasów. W łeb Woody dostał i tłuczkiem, i pałą, a nawet kaflem raz się udało. Każde łupnięcie pozostawiało w nim nowiutki głupi pomysł, który wypasał się w miejscu po utraconych szarych komórkach, dopóki nie został zrealizowany.
— Tessa nie chodziła po męskich szatniach — poczuł się w obowiązku uściślić. — A ty — spojrzał na Asenę karcąco — nie wpychaj nosa, gdzie ci nie trzeba.
Tego jeszcze brakowało, żeby on młodej opowiadał, jak żonę podrywał. Takie historie były zarezerwowane dla ścisłego męskiego grona i tylko z tego powodu w ogóle się nimi stary dzielił, że miały walory edukacyjne dla młodych niedoświadczonych casanovych.
Patrzył Woody, jak się wilczyca przyssała do swojego soczku, i już wiedział, co jej przy następnej okazji sprezentuje. Ależ toto było łapczywe stworzenie. Piła, jakby w domu alkoholu nie było! I choć to nalewka babuni miała człowieka zachęcać do wspominania starych, dobrych czasów, to z tym tematem odpalił się Woody:
— No widzisz, dziś quidditch to w ogóle nie ta liga, co kiedyś była. Musiałabyś sobie pooglądać mecze sprzed dwudziestu, trzydziestu lat, to byś zrozumiała, o co chodzi w tym sporcie. Teraz co chwila zmieniają trenera, a co jeden to gorszy. Nie umieją partacze zgrać drużyny, szkoda gadać. — Oj, zdenerwował się. Szkoda ryja strzępić na ten sport, ale to jeszcze nie powód, aby przestać go oglądać. Wręcz przeciwnie, narzekanie i krytyczne dyskusje fantastycznie pomagały na duszę, bo tak człowiek patrzył na tych nieudaczników i se uświadamiał, że przecież by lepiej zrobił. — Jakie gargulki? Już chcesz mnie na emeryturę wysyłać? Do domu starców? — zbulwersował się Woody. — Nic z tego, moja panno. Jeszcze się ze starym będziesz musiała trochę pomęczyć, zanim dostaniesz pub.
Od dalszych wypominek ocaliła Asenę kelnerka, która zakręciła się wokół ich stolika z dwoma głębokimi talerzami zamówionej zupy.
— O poezja — wydał z siebie zadowolone stęknięcie czarodziej, gdy mu zapachniało z podstawionej pod nos michy. Taki już był kuźwa głodny od tego słuchania, jak z każdej strony podzwaniają sztućce o naczynia. I wreszcie jego kolej.


piw0 to moje paliwo
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#133
14.07.2026, 15:26  ✶  
Krzywy uśmiech sam pojawił mi się na twarzy, kiedy usłyszałem, że nie było w tym nic nadzwyczajnego. Gdyby powiedział to ktokolwiek inny, pewnie zostawiłbym sprawę bez komentarza. Od niej jednak brzmiało to dokładnie tak, jakbym ja stwierdził, że przeklęte grobowce są całkiem zwyczajnym miejscem pracy. Mówiła o sobie z tą charakterystyczną powściągliwością, która zawsze wydawała mi się odrobinę niesprawiedliwa. Od chwili, gdy wyjaśniła mi, jak funkcjonowała jej pamięć, nie zacząłem postrzegać jej inaczej, po prostu zrozumiałem pewne rzeczy, które wcześniej wydawały mi się jedynie wyjątkową cechą charakteru. Nie potrzebowałem jednak dodatkowych wyjaśnień ani długich rozmów o tym, czy było to sprawiedliwe - to była Prudence - gdybym miał wybierać, nie zmieniłbym ani tego, ani żadnej z pozostałych osobliwości, które składały się na kobietę siedzącą naprzeciwko mnie.
- Nie, to szeszywiście nic nadzwyczajnego. - Pokiwałem głową z udawaną powagą. -Kaszdy pszeciesz pamięta, co miał na sobie pielwszego wsześnia kilkanaście lat temu, kto siedział tszy miejsca dalej i o któlej godzinie dojechał pociąg. - Kącik moich ust uniósł się nieznacznie. -Zupełnie zwyczajna splawa. - Przez krótką chwilę przypomniałem sobie tamten okres i aż parsknąłem na samo wspomnienie, na początku naprawdę nam się układało, nie kwestionowaliśmy sensu naszej relacji, po prostu nawiązaliśmy nić porozumienia, kolegując się tak naprawdę od pierwszej chwili w przedziale. Za to potem? Potrafiliśmy zamienić najprostszą rozmowę w pojedynek, a zwykłą uwagę w początek kilkudniowej wymiany uszczypliwości. Najzabawniejsze było to, że żadne z nas nawet nie próbowało wtedy uciekać od drugiego, kiedy już stawaliśmy przed sobą twarzą w twarz - wręcz przeciwnie - im bardziej się spieraliśmy i nie chcieliśmy mieć ze sobą do czynienia, tym częściej mimowolnie szukaliśmy swojego towarzystwa. Z perspektywy czasu wyglądało to tak oczywiście, że aż trudno było uwierzyć, iż potrzebowaliśmy tylu lat, żeby to zrozumieć.
Wbrew pozorom, nadal czasami wracałem myślami do naszej dawnej relacji i zastanawiałem się, ile rzeczy zrozumiałbym wcześniej, gdybym zamiast zakładać, że po prostu była nieprawdopodobnie uparta w hodowaniu nienawiści, zadał jej jedno porządne pytanie - pewnie niewiele by to zmieniło - oboje byliśmy wtedy mistrzami unikania odpowiedzi na kwestie naprawdę istotne. Ona nie mówiła o sobie więcej, niż uznawała za konieczne, ja udawałem, że wszystko wiem najlepiej. Dzisiaj mogłem już tylko uznać, że przynajmniej udało nam się dotrzeć do miejsca, w którym żadne z nas nie musiało niczego ukrywać. Gdy myślałem o wszystkich własnych głupotach z czasów szkolnych, coraz bardziej doceniałem fakt, że mimo wszystko zdecydowała się mnie poślubić, poza tym już dawno pogodziłem się z tym, że jeśli kiedyś zacznę konfabulować własną przeszłość, pierwsza mnie złapie…
Słysząc jej uwagę o intencjach, prychnąłem cicho pod nosem, lecz kącik moich ust mimowolnie drgnął - oczywiście, że mówiła prawdę - w większości przypadków rzeczywiście nie próbowała być bezwzględna. Problem polegał wyłącznie na tym, że oboje wiedzieliśmy, jak wyglądała ta mniejszość przypadków.
- Och, natulalnie. - Oparłem brodę na dłoni, przypatrując jej się z lekkim przymrużeniem oczu świadczącym o mojej prawdziwej opinii na ten temat. Może nie miałem niezawodnej pamięci żony, lecz pewnych rzeczy nie mogła się wyprzeć, choćby nawet starała się być przekonująca w podkreślaniu swojej codziennej łagodności i ugodowego podejścia do rozwiązywania problemów, zaraz zresztą wyszła z propozycją czegoś, co ponownie odwróciło ten obraz - eksterminacja naszych oponentów niewątpliwie nie była pokojowym rozwiązaniem…
-Nie patsz tak ostentacyjnie. - Mruknąłem konspiracyjnym tonem, kiedy dostrzegłem, iż powiodła wzrokiem za moim własnym spojrzeniem. Naturalnie nikogo tam nie było, co wcale nie oznaczało, że sytuacja była bezpieczna. Pająki, jeśli wierzyć naszym coraz bardziej rozbudowanym teoriom, mogły działać znacznie dyskretniej. -Jeśli naplawdę nas obselwują, właśnie potwierdziłaś, sze je podejszewamy. Jeszcze któlyś pomyśli, sze został zdekonspilowany i wyśle sygnał do leszty… - Przez moment bawiłem się widelcem, obracając go między palcami - im dłużej ciągnęliśmy ten żart, tym bardziej zaczynałem wierzyć, że w naszym domu rzeczywiście mogła istnieć jakaś pajęcza siatka komunikacyjna, w której moje nazwisko odmieniano przez wszystkie przypadki.
Uśmiechnąłem się pod nosem, słysząc jej pytanie, po czym jeszcze bardziej poszerzyłem ten wyszczerz, gdy zaczęła kalkulować i przywoływać fakty dotyczące spożywania pająków we śnie - oczywiście, że mogłem przewidzieć, iż o tym również czytała.
- Psujesz naplawdę doble histolie. - Pokręciłem głową i jeszcze przez chwilę patrzyłem na nią z udawanym zawodem. - To balso niekoleszeńskie zachowanie. - Odchyliłem się wygodniej na krześle, splatając dłonie na moment przed sobą i spoglądając dookoła. Może nie byłem specjalistą od związków, ale patrząc na otoczenie, coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że żadne normalne małżeństwo nie prowadziło podobnych rozmów przy eleganckim obiedzie. Większość ludzi dyskutowała pewnie o pogodzie, pracy albo planach na weekend, podczas gdy my analizowaliśmy strukturę wywiadowczą pajęczaków i potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa domowego.
A potem przyszło kolejne danie i moja uwaga znowu została przekierowana na coś znacznie smaczniejszego od owadów i podejrzanych pasztecików z Wiwerna, których analizę łaskawie nam darowałem…
- Lepsza? - Uniosłem brew i bez zbędnych ceregieli sięgnąłem widelcem po niewielką porcję z jej talerza. - W takim lasie mateliał dowodowy naleszy zabezpieczyś. - Spróbowałem powoli, przez moment nic nie mówiąc. Smak rzeczywiście był świetny, lżejszy od mojej pieczeni, ale znakomicie zbalansowany, z warzywami, które nie stanowiły wyłącznie obowiązkowego dodatku do mięsa, pokręciłem głową z cichym pomrukiem uznania, lecz nie żałowałem, że nie zapiekanka nie trafiła do mnie. Mimo wszystko, wolałem jednak mięso w bardziej konkretnej formie, szczególnie że te znajdujące się na talerzu przede mną zdecydowanie nie zawodziło aromatem…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#134
14.07.2026, 16:14  ✶  

Tak naprawdę przecież zupełnie nie miała wpływu na to, że akurat taka była. Jej pamięć działała nieco inaczej niż pamięć większości ludzi, nie było to jednak coś, co osiągnęła własną pracą, czy determinacją, nie uważała więc tego za coś wyjątkowego, było to raczej po prostu zrządzeniem losu, że akurat na jej mózg trafiło. To, że potrafiła to wykorzystać całkiem nieźle, uwielbiała książki, uwielbiała chłonąć wiedzę było może już jej własną cechą, co razem przynosiło całkiem sporo profitów. Nie lubiła jednak tego wyciągać, bo nie uważała tego za swoje własne osiągnięcie.

- Być może nie do końca zwyczajna sprawa, ale wiesz jak jest - to się dzieje samo. - Wolała to podkreślić, Prudence miała całkiem przyzwoite poczucie własnej wartości, jednak nie wyolbrzymiała tych cech, na które nie miała żadnego wpływu. Zresztą jej wyjątkowa pamięć wiązała się również z tym, że dosyć często zawieszała się między rzeczywistością, a obrazami w jej głowie. Nie działało to do końca idealnie, i nigdy nie miało zadziałać.

- Ciszy mnie to, że się zgadzamy. - Ostatnio przychodziło im to bardzo lekko. W przeszłości miewali z tym problemy, zresztą Prudence w przypadku interakcji z młodszą wersją Benjy'ego nie była najlepszą wersją siebie, zdecydowanie brakowało jej łagodności, robiła wszystko, aby wyprowadzić go z równowagi i czerpała ogromną satysfakcję z każdego razu kiedy jej się to udało. Oczywiście, że i samej zdarzyło jej się niespodziewanie dostać wyszukanym komentarzem, jednak te chwile zwycięstwa były tego warte, a przynajmniej wtedy tak się jej wydawało. Teraz całkiem zabawnie się na to spoglądało, zwłaszcza, że siedzieli przy tym stoliku jako bardzo szczęśliwe małżeństwo. Nie miała pojęcia jak bardzo musieli być uparci, że ignorowali wszystkie znaki na niebie, które sugerowały do czego zmierza to, co działo się między nimi. Nie zmieniało to jednak faktu, że była zadowolona z tego, jak potoczyła się ich historia, nie mogło być lepiej - no, może nie straciliby tyle czasu, ale z drugiej strony wcale nie mogli mieć pewności, że wyglądałoby to tak jak teraz. Czasem było trzeba odczekać, przecierpieć swoje by móc docenić to, co się ma.

- Przecież jestem dyskretna… - Mruknęła cicho próbując się usprawiedliwić, chociaż chyba ślepy by zauważył to jej bardzo ostentacyjne spojrzenie w stronę parapetu, jeśli chodziło o pająki… te w większości miały osiem oczu co sprawiało, że z łatwością mogły złapać ją na gorącym uczynku - niedobrze, nie do końca przemyślała sprawę.

- Zupełnie zignorowałam ich fizjonomię, to może być początek naszego upadku. - Potrafiła sobie wyobrazić pająka, który właśnie opuszczał się po pajęczynie na dół, aby poinformować swoich kompanów o tym, że ich rozgryźli, zapewne planowali właśnie kolejny plan, w jaki sposób mogli im dokopać. Wystarczyło, aby zostawiła wszystko w rękach męża, a nie byłoby ich kolejnych problemów…

Te abstrakcyjne rozmowy bardzo łatwo im przychodziły, właściwie mieli tak od zawsze, przywykła do tego, że rozważali najbardziej irracjonalne sytuacje godzinami, z pełnym zaangażowaniem w najróżniejszych miejscach, jak chociażby dzisiaj przy tym wyjątkowym obiedzie.

- Nie mów, że się tego nie spodziewałeś, od zawsze jestem niszczycielem dobrej zabawy. - Nie pozostawało mu nic innego, jak się z tym pogodzić. Głowa Prudence była pełna faktów, które niestety czasem psuły najlepsze historie, nie robiła tego jednak ze złośliwości, po prostu lubiła korzystać z wiedzy, którą posiadała. - Dobrze więc, że już nie jestem Twoją koleżanką, bo wtedy pewnie bym się tym przejęła. - Jasne, jakby kiedykolwiek zwracała uwagę na to, że jej zachowanie mogło być niekoleżeńskie. Przyjemność jednak sprawiało jej podkreślanie tego, że są dla siebie kimś więcej, skorzystała z okazji, aby zrobić to ponownie.

Przysunęła talerz w stronę męża, aby umożliwić mu jak najprostsze zabezpieczenie materiału dowodowego. Sama również skubnęła odrobinę jego mięsa, było pyszne, ale ona jednak wolała kiedy obiad miał w sobie więcej warzyw, całkiem rozsądnie więc to rozporządzili. Oczywiście nie była w stanie zjeść całości, więc Benjy został zmuszony (tak naprawdę to wcale nie musiała go zmuszać) do tego, żeby dokończyć i jej potrawę.

Później przyniesiono im desery, którymi oczywiście również się podzielili - Moim ulubionym wypiekiem z jabłkami i tak zostanie ta szarlotka, na którą zabrałeś mnie we wrześniu. - Powiedziała jeszcze cicho, żeby nie doszło to do uszu nikogo, kto siedział niedaleko.

Jakoś udało im się dojeść desery do końca, tak właściwie to ten sukces był spowodowany tym, że z jej męża był naprawdę mocny zawodnik jeśli chodzi o pochłanianie jedzenia, gdyby nie on - pewnie nie wyszłaby stąd bardzo długo. Pogawędzili jeszcze chwilę, a później opuścili Zaklętą Łyżeczkę w wyśmienitych humorach.


Postacie opuszczają sesję
Benjy Fenwick x Prudence Feniwck


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Inkwizytor
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
51
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na młodszego, aniżeli jest w rzeczywistości, chociaż na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki. Pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty — wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja — z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#135
15.07.2026, 03:05  ✶  
Kąciki ust Aarona zadrżały, gdy zobaczył, że Lorien konspiracyjnie pochyla się nad stolikiem. Szczycił się tym, że w każdej sytuacji jest w stanie zachować opanowanie, zdradziły go jednak przymrużone lekko oczy. Zebrane w ich zewnętrznych kącikach zmarszczki uśmiechu, który pragnął odwzajemnić, chociaż minę wciąż miał poważną.
Aaron zawsze uśmiechał się oczami.
"When you have to shoot, shoot", wyszeptała Lorien. "Don't talk".
Delikatny pobrzęk łańcuszków zdobiących jej dekolt nie przypominał w niczym metalicznego trzasku przeładowywanego rewolweru. A jednak Aaron delikatnie uniósł ręce ponad stół, jak gdyby dawał do zrozumienia, że został przez nią rozbrojonym. Odchylił się lekko w krześle, skinieniem głowy dając znać, że nie będzie już więcej przynudzał na temat geodezji. Oto był człowiek, który wiedział, jakie walki wybrać. Najpierw dokonywał rozeznania terenu, dopiero później działał. Nawet teraz, gdy trwał pochylony nad serwetką z wyrysowanym różdżką planem domu, jego spojrzenie badawczo przesuwało się po twarzy kobiety siedzącej naprzeciwko. Rozmowę przerwało im dopiero nadejście obsługi. Gdy jednak kelnerka odwróciła się do niego plecami, zachwalając z wielkim namaszczeniem specjały wydane przez kuchnię, Aaron złapał wzrok Lorien… Po to tylko, żeby zakręcić trzymaną w dłoni różdzką między palcami. Umiał nią wyprawiać dokładnie takie same akrobacje jakie Clint Eastwood wyczyniał rewolwerem — może tylko nieco bardziej nonszalancki był w sposobie, w jaki traktował broń. Dla mugoli była czymś śmiercionośnym, czarodzieje natomiast wręczali ją w ręce swym dzieciom, od maleńkości przyuczając do nauki pojedynków. W tym Moody uważał, że posiadali nad ludźmi niemagicznymi przewagę. Nastolatek z Hogwartu był lepiej przyposobiony bojowo niż przeciętny mugol wkraczający w wiek średni. Zawsze intrygowały go militaria, należące do świata bliższego mu niż większości czarodziejów, a jednak wciąż odległego w swej mentalności. Nawet osiągi współczesnej technologii nie mogły się jednak równać z magicznym potencjałem, czającym się tuż pod opuszkami palców. Maszyneria doznać mogła usterki, wymagała opieki rąk ludzkich, ale Aaron Andrew Moody był maszyną idealną. Nie chodziło o sprawność fizyczną ani o gotowość bojową, ale o pewną zimną, inżynieryjną niemal precyzję: ciało i umysł podporządkowane musiały być celowi. Różdżka — być przedłużeniem jego woli. Oto była ikonografia męskości. Różdżka zostawiła na jego dłoniach odciski, które Lorien zdążyła już dobrze poznać. Mógł za jej pomocą nakreślić plan domu, który przetrwałby lata. Mógł też pozbawić nią człowieka wszystkich lat, jakie ten przeżył, i jakie jeszcze miał przeżyć.
Było w tym coś intymnego.
Gdy kelnerka odwróciła się w stronę Aarona, skinął jej w podzięce głową, markując, że akurat chował różdżkę za pazuchę: gdy tylko obsługa pożegnała się z ich stolikiem, podniósł jednak drewnianą końcowkę do ust, po czym zdmuchnął widmowy dym unoszący się nad lufą wyimaginowanego rewolweru. Był człowiekiem zdyscyplinowanym, ale przy Lorien mógł na chwilę spuścić gardę. Za bardzo lubił, gdy się uśmiechała.

Trudno było mu pozbyć się maniery gliny, gdy zadawał kolejne pytania, a jednak weszła z nim w znajomą grę, dobierała słowa.

"Co prawda sytuacja się odrobinę zmieniła…"

— Odrobinę. — Obrócił to słowo na języku. — Odrobinę, mówisz.

Odrobina ta przyszła po czasie tak długiej lojalności, że brzmiała niemal jak coś wywalczonego z samym sobą. Nie chciał tego unieważniać. A jednak przez dwadzieścia lat nie roztrwonił pojęcia wierności na byle co. Może dlatego był tak spokojnym, gdy o tym wszystkim mówił. Gdy o tym wszystkim myślał.

— To ten sam, który wychylił bruderszaft z Gabrielem D'Annunzio po to tylko, żeby obrazić jego literackie wypociny? — łagodnie zachęcił ją do pociągnięcia opowiadania o ciotecznym pradziadku, upijając łyk soku jabłkowego. — Możemy zajrzeć do tych twoich faszystów po drodze. Ale najpierw czeka nas kolejna wycieczka krajoznawcza.


I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#136
16.07.2026, 01:04  ✶  
Przez krótką chwilę obracała paczuszkę w dłoniach, przyglądając się starannie zawiązanej wstążce. Nie należała do osób, które z dziecięcą niecierpliwością rozrywały papier przy pierwszej okazji. Wręcz przeciwnie - niemal odruchowo próbowała rozplątać ozdobny supeł tak, by nie uszkodzić opakowania. Nawet zwykły papier zasługiwał na odrobinę szacunku, jeśli ktoś poświęcił czas, by estetycznie go złożyć. Dopiero po chwili uniosła wzrok na Basiliusa, gdy wspomniał o balu maskowym. Na moment zmarszczyła lekko brwi.
Kiedy mężczyzna zapytał o zawartość paczki, opuściła wzrok i wreszcie ostrożnie rozchyliła papier.
- Cukrowe pajączki - przeczytała. - Po zjedzeniu będę mogła przylepiać się do powierzchni płaskich i chodzić po suficie. Brzmi jak zabawa - mruknęła z ironią. W gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, kiedy taka umiejętność może się przydać. Większość ludzi widziałaby w takich słodyczach jedynie chwilową rozrywkę. Astoria niemal natychmiast zaczynała układać w głowie listę sytuacji, w których podobna umiejętność mogłaby okazać się zaskakująco przydatna.
- Wyobrażam sobie minę mojego ojca, gdyby wszedł do galerii i zastał mnie spacerującą po suficie, tłumaczącą zupełnie poważnie, że to najwygodniejszy sposób konserwacji sklepienia - prychnęła cicho pod nosem. Wizja była na tyle absurdalna, że niemal ją rozbawiła. Gdy wspomniał o balu maskowym, kiwnęła głową. Pamiętała rozpostarte skrzydła wyrastające z pleców gości, pełne konsternacji spojrzenia, gdy kolejne osoby odkrywały skutki działania tajemniczych eliksirów. Sama również nie uniknęła podobnej atrakcji. Przez dobrą część wieczoru jej skóra przybrała intensywnie niebieski odcień, przez co wyglądała bardziej jak egzotyczne dzieło sztuki niż człowiek.
- Tak, widziałam. Mnie też te eliksiry płatały figle - stwierdziła. Nie znała się na warzeniu eliksirów, może dlatego nie zastanawiała się składnikami niektórych z nich. - Prawie pocałowałam przyjaciela. A potem zrobiłam się niebieska - wyznała konspiracyjnym szeptem. Spojrzała na niego z wyraźnym zaciekawieniem. - Spotkało cię tam coś równie… kreatywnego?
Przez moment przesunęła spojrzeniem po wnętrzu restauracji, odnajdując gdzieś pomiędzy stolikami sylwetkę gospodarza, który z niegasnącym entuzjazmem witał kolejnych gości. Nawet z tej odległości sprawiał wrażenie człowieka, który potrafił zarazić dobrym nastrojem całe pomieszczenie.
- Ja właściwie znam go tylko powierzchownie. Kilka razy rozmawialiśmy przy okazji różnych wydarzeń, ale nigdy dłużej - zamyśliła się na chwilę, jakby przywoływała konkretne wspomnienie. - Mam wrażenie, że wszyscy mówią o nim z sympatią, a to przecież zdarza się naprawdę rzadko.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że Basilius wciąż trzymał własny upominek.
- Co tam właściwie masz?


learn the rules
then
break some
pocket size elderich horror
I don't sleep.
I just dream.
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#137
18.07.2026, 21:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2026, 22:00 przez Lorien Mulciber.)  
Uśmiechał się.
Co prawda, gdyby tą myśl wypowiedziała na głos to pewnie nazwano by ją… jak to mówiły teraz młodziaki z Hogwartu? Ach tak, delulu queen. Ale już ona doskonale wiedziała jak Aaron potrafi się uśmiechać.
Jego twarz łagodniała, gdy zażarcie walczył z mięśniami co by nie unieść nawet kącika ust. Dokładnie tak jak wtedy, gdy na meczu szukający Gargulców w ucieczce przed tłuczkiem zarył w jedną z obręczy. Albo jak wtedy, gdy udawał, że wcale nie ogląda z nią kolejnego odcinka Altında Aşk, Üstünde İhanet - od razu po tym wiedziała, że weźmie głęboki wdech i zaraz naprostuje jakąś nieścisłość historyczną. Doprawdy! Był chyba jedyną osobą, którą interesowały takie nieścisłości! Wszyscy wiedzieli, że chodziło o romans. I intrygę. I piękne wielobarwne stroje konkubin. I wojny. I jeszcze trochę romansu.
A teraz uśmiechał się do niej. Tak po prostu bez żadnego powodu.
Nawet jeśli powodów mieli mnóstwo, a ten najważniejszy tkwił na jej serdecznym palcu jak dowód w sprawie.
Odprowadziła jeszcze wzrokiem kelnerkę, wreszcie siadając na swoim krześle dokładnie tak jak przystało na damę - wyprostowana, z nadgarstkami opartymi o biały obrus.

- Dosłownie odrobinę.- Powtórzyła, kiwając na dodatek głową niczym zadowolona z siebie papużka w takt myśli słyszalnych tylko dla niej. Tak odległym zdał się moment, gdy stwierdził (o Bogowie szalenie arogancko!), że nie chciałaby kogoś kto łatwo klęka. A potem padł przed nią na kolano zupełnie jakby było to dlań  najłatwiejszą rzeczą na świecie, plącząc się odrobinę w słowach jak wtedy, gdy próbował zaprosić ją po raz pierwszy na mecz Quidditcha. Nie winiła go za to. Przed niewysokim majestatem Wizengamotu łatwo było stracić język w gębie.
Czy miał jakąkolwiek gwarancję, że nie skończy jak biedny poeta Alexander Pope, który miast radości usłyszał z ust lady Mary Wortley Montagu ironiczny śmiech w odpowiedzi na oświadczyny? Nie, nie miał żadnej. Nawet nie był poetą, tylko aurorem z dziada pradziada. Niewyględnym to prawda, choć i tu ktoś mógłby się kłócić, że z twarzy tak okrutnie, surowo brytyjskim. Brak było w Aaronie nawet nuty orientu czy smaków basenu Śródziemnego, w których mogłaby się lubować taka dama jak pani Mulciber (na przekór jej poprzednim miłosnym wyborom). Może gdyby zapuścił brodę. Zaczęła się wtedy zastanawiać (co nieco wydłużyło bardzo niezręczny moment między pytaniem a odpowiedzią) jak pan Moody wyglądałby z brodą, ot na przykład taką jaką nosi Morfeusz… Absolutnie nie ma mowy. Pomyślała wtedy. Jak dobrze, że tylko pomyślała, bo ze łzami w oczach (będących mieszanką wzruszenia i wizji aurora z zarostem) wydukała tylko ciche “Sì, lo voglio”. Zaraz potem przetłumaczyła przypomniawszy sobie, że Aaron włoski ma opanowany w stopniu podobnym do tego co stażyści DPPC język prawnicy - zwyczajnie w świecie żałosnym.

Jakkolwiek prozaicznie to nie brzmiało, Aaron potrafił sprawić, że się śmiała. Nawet teraz. Naprawił jej gramofon, który za sprawą jakiejś upartej klątwy sprawiał, że piosenki odtwarzały się tylko wspak. Dokarmiał jej kota, który dokarmiania wcale nie potrzebował. Cierpliwie tłumaczył jej nowinki technologiczne mugolskiego świata. Kochał ją… tak po swojemu, dokładnie tak jak kochaną być chciała. I tyle wystarczyło.
Położyła tą decyzją na szali wszystko co było jej drogie, wszystko na co tyle lat pracowała i  co jej się należało z prawa urodzenia i krwi. Zaryzykowała, tak jak robił to zaprawiony pokerzysta wykładając na stół ostatnie oszczędności. Jedyne o co mogła się jeszcze modlić to to, że nie dożyje dnia, gdy przyjdzie jej zapłacić za ostatnie rozdanie.
Ale to nie miało teraz żadnego znaczenia. Na razie siedzieli w tej knajpce z dala od wojny, która była przecież ich codziennością. Jeden wieczór bez śmierciożerców dyszących w kark, przy dobrym winie i pachnącej szarlotce - jaka miła odmiana.
- Dokładnie ten sam. Ale to tylko połowa historii.- Odkaszlnęła.- Widzisz… Dwa lata temu na Yule prababka przyznała, że zrobił to tylko dlatego, że D’Annunzio wykradł kilka wierszy napisanych przez pradziadka do niej. A że stary Enrico zawsze pisał je pod pseudonimem to musiał przełknąć dumę i do końca nic mu nie zdołał udowodnić.
Sięgnęła z powrotem po widelec tym razem o dziwo przełykając trochę wciąż parującej zapiekanki, uczciwie nabierając na widelec i mięsko i ziemniaczki. Nawet nie rozgrzebała jej jak to miała w zwyczaju.
- Nie możemy, a musimy.-Powiedziała nagle.- Już napisałam drogiemu papie, że będziemy na weekend w okolicy. No i może napomknął w odpowiedzi, że tym razem moglibyśmy zatrzymać się jednak w domu, bo ostatnio kupił jakieś zwoje do swojej kolekcji, bodajże z XI wieku i może się zgodziłam, bo pomyślałam, że zechcesz je zobaczyć… A potem - wycieczka krajoznawcza. No oczywiście. Najważniejsze. Cel naszego wyjazdu. Etna w pierwszej kolejności. Rodzinne spotkania - później.- Wszystko to powiedziała jakoś tak bardzo szybko na jednym wydechu naraz wyjątkowo zainteresowana zapiekanką. Wyjątkowo dobrą. Może mogliby tu przychodzić częściej. Wzięła kolejny kęs, ewidentnie po to, żeby w razie czego nie musieć od razu odpowiedzieć. W końcu nie mówi się z dziobem pełnym jedzenia. Na dodatek szybko uciekła spojrzeniem gdzieś w bok, ani myśląc na Aarona teraz patrzeć.
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#138
19.07.2026, 04:08  ✶  
Senka uśmiechnęła się do Woodiego ślicznie, żeby się już tak nie denerwował, bo mu jeszcze serduszko siądzie. Skoro Tessa nie chodziła, to może i nie chodziła, a ona tym samym wsadziła nos kolejny raz w kieliszek z naleweczką. Sączyła ją powoli, malutkimi łyczkami, więc starczało na dłużej.
— Kiedyś, to się w tym Quidditchu na drzewach jeździło, na pewno pamiętasz — był to chyba ekwiwalent mugolskiego pytania się, czy pamiętano dinozaury, które miały spacerować po ziemi za dziecięctwa co niektórych starszych. — Kiedyś też, przykuwano w Hogwarcie niesfornych uczniów w lochach. Mam wrażenie, że nikomu nie wyszło na gorsze, że zaprzestano tych praktyk — sączony soczek ciągnął za wspomnienia. Za stare dobre czasy, ale tych Greyback miała niewiele. Więcej w niej było z tego powodu goryczy, jakby kropla magii w napitku, kłóciła się nieco z jej młodością. — Do domu starców? Nie no nie. Ja sobie to zawsze wyobrażałam tak, że umrzesz złożony na barze i zostaniesz z nami na zawsze, razem z bardem. Ale no nie wiem, nie spodziewałam się, że to ja mam w spadku dostać pub — uśmiechnęła się lekko, już całkiem szczerze, wzruszona chyba tym wyzwaniem. Żadnych już uszczypliwości. Tym bardziej że wjechała zupka i można było zacząć wiosłować łyżką. — Oh, pyszności. Niemal tak dobre jak Lewisa.



Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#139
21.07.2026, 14:02  ✶  

- Wiem czym jest bombowiec. - Skomentowała jeszcze. Być może Norka nie wyglądała jakby dużo wiedziała o świecie, jednak była naprawdę oczytana, nie tylko jeśli chodzi o czarodziejski świat, ale ten mugolski. Spędziła z Wendy dużo czasu, ta zdołała ją wprowadzić w świat z którego pochodziła i zaciekawić wieloma tematami.

- Gdyby nie te bzdury pewnie byśmy się nigdy nie poznali. - Rzuciła krótko, bo właściwie ich znajomość rozpoczęła się wyłącznie dlatego, że to, co wtedy wymyślił Flynn sugerowało, że mogą mieć ze sobą coś wspólnego. Ich znajomość przetrwała mimo tego, że okazało się zupełnie inaczej. W sumie to nie żałowała, że pojawiła się wtedy w Kotle - dzięki temu mogli bowiem się zaprzyjaźnić.

Figgówna upiła odrobinę swojego soku, nie do końca rozumiała, co właściwie się wokół niej dzieje. Coś zdecydowanie przeoczyła, chociaż może po prostu przymykała na to oko. Nie wnikała w to, jaka relacja łączy siedzące przy jej stole osoby. Uniosła wzrok znad swojego talerza, kiedy Edge się odezwał. - Na zdrowie. - Rzuciła obserwując jak podnosi się z krzesła. Nałóg potrafił odzywać się w najmniej oczekiwanym momencie, wiedziała o tym po innych znajomych. Później wstał Zenek, odprowadziła go jeszcze wzrokiem i wzruszyła sama do siebie ramionami. Zaczęła jeść zupę, bo przecież przyszła tu po to, by skosztować kuchni Bertiego Botta.

a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#140
22.07.2026, 18:19  ✶  
— Ano pamiętam — przytaknął gładko jej pierdołom, żeby wilczycy nie dać satysfakcji z rozdrażnienia go tym wybitnym żarcikiem o starych ludziach. — Za czasów dyrektora Dippeta to był inny Hogwart. Była dyscyplina. — Skrzywił się aż, jak mu złośliwa baba wywróżyła zostanie duchem Rejwachu. — Tak staremu źle życzysz? Że ja bym miał po wieczność siedzieć i się z tym tałatajstwem użerać? A idź ty! Będzie wam musiał portret wystarczyć. A spróbujesz mnie po śmierci obudzić do pracy, to popamiętasz — postraszył.
Woody lubiał się śmiać, że po śmierci będą o Rejwach wszyscy ciągnąć losy nad jego ciałem. Każdemu ze swojej ekipy by najchętniej coś zostawił, a prawnicy znali takie sztuczki, aby własność jednej nieruchomości na części dzielić. Niekoniecznie równe.
— No a jak? Ty jesteś mój najpierwszy dziedzic — odparł ze wzruszeniem ramion, jakby to była oczywistość. — Myślisz, że ktoś by z Longbottomów chciał spelunę na Nokturnie? Ta, już widzę, jak się o nią zabijają.
Nawet gdyby Longbottomowie jakimś cudem chcieli pub, to by Woody’ego mogli pocałować w nos. Rejwach zostanie w nokturnowych rękach. Asena na Nokturnie się urodziła, a mimo to nie miała tam swojego miejsca poza jego dziuplą. Nie wyobrażał sobie zatem Tarpaulin, żeby jego śmierć miała być powodem, dla którego i to miejsce będzie jej odebrane. Jeśliby stary dzielił dziś Rejwach, to Greyback dostałaby się część największa — z tytułu zasługi lat, które razem tam spędzili.
— Jak nam się uda kiedyś zadusić wiwerniarza, ubić mu ten biznes, zaorać — zaczął z pasją — to wykupimy lokal za bezcen i otworzymy w Wiwernie filię Rejwachu. Co ty na to? — Puścił jej oczko pochylony nad zupą, a oczy mu się chichrały chytrze, jak dawniej, przed Spaloną Nocą. — Wtedy się Białego Wiwerna podzieli w testamencie między chłopaków, ale Rejwach… zawsze twój. — Siorbnął, mlasnął. Dobre, ale nie takie jak u nich, domowe-lewisowe. — Ale-ale. Jeszcze się długo nie wybieram na tamten świat — zastrzegł.
A jednak odkąd się wojna zaczęła, o testamencie myślał coraz poważniej.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (5596), Alastor Moody (1331), Anthony Shafiq (1567), Asena Greyback (2293), Astoria Avery (1536), Atreus Bulstrode (2261), Baba Jaga (2379), Basilius Prewett (1050), Benjy Fenwick (11801), Bertie Bott (1108), Brenna Longbottom (2437), Christopher Rosier (4646), Émile Mulciber (1567), Kożuch (1361), Lorien Mulciber (4450), Lorraine Malfoy (1742), Lukas Nott (2405), Lydia Black (1505), Millie Moody (1040), Nora Figg (2764), Pan Losu (1831), Prudence Fenwick (9289), The Edge (4442), Victoria Lestrange (5450), Woody Tarpaulin (2961), Zenon Kozioł (4196)


Strony (18): « Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 … 18 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa