Kątem oka dostrzegał co wichura robi z otoczeniem wokół nich, jednak skupiał całą swoją uwagę na pochwyceniu swojej różdżki przy jednoczesnym zachowaniu równowagi. Wszystkie jego dążenia ostatecznie przekreśliła nawałnica, porywając jego różdżkę. Tym samym ona nie dostała się w ręce Moody, ale też nie wróciła do niego. Nie mógł dopełnić ostatecznego elementu planu. Znacznie poważniejsze było poczucie bezbronności, którego bardzo nie lubił. A w obliczu ministerialnego wsparcia, które nadciągnęło, to było szczególnie nieprzyjemne uczucie.
Piekący coraz bardziej mroczny znak dawał mu do zrozumienia, że Czarny Pan nie mógł już dłużej czekać. Pomimo takiego obrotu sprawy... zaplanowany przez niego atak się udał. Na rozkaz Czarnego Pana jako Śmierciożercy urządzili tutaj prawdziwą rzeź na niewinnych uczestnikach sabatu i ich obrońcach. Na bilans ofiar po ich stronie przyjdzie jeszcze czas. Zakładał pewne straty w ich szeregach, które będzie trzeba uzupełnić.
Od sięgnięcia po ukryty w jego kieszeni świstoklik powstrzymało go rzucone przez Wood zaklęcie, które skumulowało się na noszonej przez niego masce. Pęknięcie jej to kwestia czasu. Priorytetem teraz stała się ochrona swojej tożsamości przed wszystkimi wrogami i zarazem przed współpracownikami. Szybko uniósł lewą rękę celem zasłonięcia twarzy obszernym rękawem czarnej szaty, aby ich przeciwnicy nie poznali jego tożsamości w tym momencie. Nadal mogą chcieć go ująć. Gdyby poznali jego tożsamość to zapewne zapukaliby do drzwi jego posiadłości i niepokoiliby jego rodzinę. Nie wspominając o tym, że ta posiadłość stanowi bezpieczne schronienie Czarnego Pana.
Nie odsłaniając twarzy, teraz sięgnął prawą dłonią do kieszeni po to aby zacisnąć palce na spoczywającym tam świstokliku. Wyciągać go nie musiał ani nawet nie zamierzał po to aby nie kusić losu i go nie stracić w wyniku splotu następnych niesprzyjających okoliczności. Pora stanąć przed Czarnym Panem. Chciałby mieć możliwość osłonięcia twarzy zanim to uczyni. Lord Voldemort znał jego tożsamość, ale z oczywistych względów nie ufał pozostałym jego poplecznikom by ją ujawnić.
Vulturis powinien pójść w jego ślady.
Zasłaniam twarz i używam świstoklika