• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#21
08.07.2024, 14:34  ✶  
Wciąż przy Tessie i Dorze
+ przestawiłam za zgodą chronologię z posta Tessy

Ta gra nigdy nie miała długofalowej strategii. Woody szedł ku Tessie z jednym tylko celem: wkurwić ją, napsuć jej swoją obecnością humoru. Oczywiście, że ona nigdy nie doceni jego żartu, nie miała go docenić. Miał ją rozdrażnić. Tarp nie podejrzewał przecież żony o to, że wyciągnie na niego wkrótce uno reverse i kto inny skończy zirytowany.
Na bardziej podświadomym poziomie chodziło zaś tylko o to, aby dostać trochę jej uwagi. Ciągnęło go do niej i nie potrafił tak po prostu zignorować, że żona tu jest. Kwestię tę rozwiązywał jednak nie po ludzku, a po swojemu: robiąc żenujące fikołki.
Odchrząknął, po czym odpowiedział na pytanie Tessy, starając się dla niepoznaki obniżyć głos (nie żeby przesadnie wierzył w sukces tego podstępu):
— Droga pani, każdego mężczyznę pani od razu poszczuwa? — Dzielnie nie przestawał robić dobrej miny do złej gry; muszla z pewnością pomogła mu utrzymać uśmiech. Jakoś to będzie. — Jesteśmy na zabawie, niechże się tak pani nie napina. — Bo ci żyłka pęknie, przejrzała latawico.
Wtedy to na horyzoncie pojawiła się powracająca z napojami i lodem Dora. Szybko, za szybko. Myślał, że ma więcej czasu. Spróbował złapać spojrzenie dziewczyny, wymrugał w jej stronę z pół alfabetu Morse'a ostrzeżeń i błagań, lecz… cóż, albo nie widziała z daleka, albo właśnie zaczęła podejrzewać u niego zespół Tourette’a.
Woody załapał się tym sposobem na urywek ich rozmowy. Zapewnienia Tessy o tym, że ona by rozwiązała problem Crawley, wytrąciły go z iście mistrzowskiej roli.
— O przepraszam — wstał z prychnięciem, mierząc ją oceniającym spojrzeniem — ty pójdziesz do Ministerstwa? I co tam zrobicie? Spiszecie zeznanie i powiecie, że to bardzo przykro? — Teraz żadna z nich nie mogła już mieć cienia wątpliwości co do tego, z kim mają do czynienia. Nawet nie próbował udawać. — Gdyby ją kiedy z sukcesem okradli, to bym poszedł za takim na Nokturn i przyniósł portmonetkę z całym złodziejem. Przepraszającym na kolanach. Co ty na to, młoda? — Uśmiechnął się porozumiewawczo do dziewczyny, licząc, że ta wybierze stronę fajnego wujka, nie starej nudziary. Nawet jeśli nie potrzebowała wcale pomocy żadnego z nich, bo doskonale poradziła sobie sama.
Warto też odnotować, że Woody był bardzo pewny siebie i zuchwały w tych deklaracjach jak na kogoś, kogo dwa tygodnie temu okradli w biały dzień i do tej pory nie udało mu się dokonać zemsty.


piw0 to moje paliwo
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#22
08.07.2024, 15:32  ✶  
Ogrywam Atreusa w karty na kocyku

Prawdę mówiąc to na początku trochę nie chciało m się przychodzić. Nie, że nie lubił zaproszonych tutaj osób, czy tego rodzaju imprez. Po prostu ostatnim razem, gdy spotkali się w podobnym, chociaż mniejszym, towarzystwie, skończyło się totalnym chaosem, na który absolutnie nie miał ochoty, zwłaszcza w pobliżu morza. Całe szczęście gra w karty i popijane piwo szybko zmienilo jego nastawienie, do całej zabawy.
– Szczęście – mruknął rozbawiony, szykując sie na drobną złośliwość. Ubrany był zdecydowanie mniej formalnie, niż zazwyczaj, w przewiewną granatową koszulę i jeansy, pozwalając swoim włosom na kontrolowany falowy chaos. – To nie szczęście, a zdolności. Zrozumiesz jak dorośniesz – odgryzł się kuzynowi i sam wziął łyka ze swojej butelki piwa, na chwilę odkładając karty na koc tylko po to, by zaraz ponownie zacząć je tasować. – Mam nadzieje, że nie będziesz próbował na niej wracać po pijaku – rzucił, skinieniem głowy wskazując na stojącą przy namiocie miotłę. Przy tym samym namiocie stała również, taktycznie ustawiona jego torba do łatania ludzi w razie, jakby co.
– Możemy iść na tor — Do kasyna przecież mogli się udać zawsze. – Dam ci potem znać, co i jak, bo na początku września mam trochę spraw zawodowych. – Na przykład najwyraźniej wyjazd do Kambodży.

!zaklętamuszla
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#23
08.07.2024, 15:32  ✶  
Biała muszla w różowe cętki napełnia cię energią. Tego wieczora trudno ci usiedzieć w miejscu i prawie wcale się nie męczysz.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#24
08.07.2024, 21:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2024, 21:36 przez The Overseer.)  
Przy ognisku z Alastorem

Miło ze strony Bren, że mnie zaprosiła - tak sobie pomyślałem, zaskoczony, że właściwie wciąż o mnie pamiętała. Pewnie dzięki - albo przez - ostatnią wizytację BUMu w cyrku, kiedy to okazała się być panią kontrolerką standardów przepisowych na naszym nowym miejscu w Londynie, a przy okazji również właśnie funkcjonariuszka BUMu. Niebywałe, że miałem takie znajomości! I właściwie chwała, że to na nią trafiło, a nie jakiegoś służbistę, bo pewnie byłoby teraz z nami gorzej, o wiele gorzej.
Starałem się o tym nie myśleć. Ostatnimi czasy miałem naprawdę sporo trosk, a nie chciałem ludziom smęcić przy ognisku, więc siedziałem sobie grzecznie i piekłem kiełbasę. Chciałem siedzieć sobie grzecznie, wolny od wszelkich negatywnych uczuć i piec kiełbasę, ale się nie dało, bo tuż nieopodal stała Norka od tej Nory Nory, Słodka Nora, ale czy taka słodka to już może bym nie orzekał tak szybko, bo jej obecności z kolei przywiała wraz z miłym, chłodnym powietrzem gorzki posmak porażki i pustki, i pustki, a także porażki. Była z kimś. Ewidentnie szczęśliwa. Najwyraźniej zbyt ostro oceniałem Flynna w ramach romansów ze wszystkimi, ale... ale to i tak nie zmieniłoby nic.
E tam! Uparcie odwróciłem się do gościa, który siedział gdzieś po mojej prawej stronie i też zajmował się kiełbasą. Skinąłem, chcąc się... przywitać? Czy to już kiedyś nastąpiło?
- Co sądzisz o tych mugolskich samolotach pasażerskich...? Na co dzień podróżuję mugolskimi samochodami, ale samoloty... Ciekawe, jak to działa - zagaiłem, zastanawiając się przy okazji, czy nie weźmie mnie za wariata? Choć to nie byłby pierwszy ani ostatni raz.
Ale, tak na dobrą sprawę, nie mogłem sobie tego wyobrazić... W jaki sposób to się wzbijało w powietrze, skoro nie miało ptasich skrzydeł, ani szczypty magii? Statkami czy promami pływałem na niewielkie dystanse, ale samoloty... Chyba bym się obawiał. Na dobrą sprawę, nawet nie potrafiłem latać na miotle, więc o czym to ja w ogóle mówiłem?
- Cóż... Jesteś z rodziny Bren? - zapytałem po chwili, starając się zmienić ten skomplikowany temat. Nie zawsze to, co pierwsze nasuwało się na myśl, było najodpowiedniejszym. Spojrzałem na trzymaną w dłoni muszę i z ciekawości zarzuciłem ją sobie na szyję. Znając życie, to nie była tylko i wyłącznie ozdóbka.

!zaklętamuszla
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#25
08.07.2024, 21:23  ✶  
Biała muszla w różowe cętki napełnia cię energią. Tego wieczora trudno ci usiedzieć w miejscu i prawie wcale się nie męczysz.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#26
08.07.2024, 21:46  ✶  
uciekam z kocyków i idę do namiotu

Wracając do Tessy niekoniecznie przejęła się, że pojawił się przy niej jakiś nieznajomy mężczyzna, który prowokacyjnie eksponował roznegliżowane łydki. Dora niby spojrzała na niego przelotnie, ale pomijając wesoły, chociaż nieco ugrzeczniony uśmiech, nie próbowała wejść z nim w dalszą interakcję, troszkę chyba zbita z tropu jego szybkim mruganiem.
- Tak, tak. Dałam radę - pokiwała głową, bo koniec końców jej własność na nowo znalazła się w jej rękach i mogła wrócić do domu z lekkim sercem.

Crawley miała plan. Chciała usiąść sobie spokojnie i zająć się swoimi lodami, podczas gdy Tessa sączyłaby swoje wino i obie zwyczajnie cieszyłyby się towarzystwem. Mogły dalej rozmawiać jak i równie dobrze patrzeć na rozbijające się o piasek fale - jej było wszystko jedno. Ale zamiast tego, zapewnienia ciotki spotkały się z równie gorliwymi słowami od strony jej nowego amanta.

Dora zrobiła oczy jak galeony, nie będąc pewną czego się od niej teraz właściwie wymaga. Ewidentnie znalazła się bowiem w sytuacji w której absolutnie nie chciała być, najlepiej nigdy. Wybieranie, by opowiedzieć się za jedną lub drugą osobą nigdy specjalnie dobrze jej nie leżało, szczególnie kiedy te osoby były jej relatywnie bliskie, bo kiedy tak patrzyła, albo raczej słuchała mężczyzny, zaczęła mieć coraz wyraźniejsze wrażenie, że go zna. A potem zapaliła się w jej głowie przysłowiowa lampka.

Lody, które wcześniej próbowała sobie wpakować do buzi, teraz powoli zaczęły zmieniać się pistacjową zupę, szczególnie te na uniesionej w gotowości łyżeczce. W końcu jednak sztuciec zadzwonił o naczynie, kiedy dziewczyna złapała miskę w obie ręce i stanęła na równe nogi, prostując się niczym struna.
- Pójdę znaleźć Teddiego bo chyba... hahah... słyszałam jak mnie woła, haha tak, dokładnie tak - odwróciła się i pognała do namiotu z jedzeniem, chowając się przed tą dwójką, a przede wszystkim ich konfliktem.

- Teddie. Teddie, Teddie... Co robisz? - zapytała, niekoniecznie oczekując od niego teraz odpowiedzi. Na moment obejrzała się za siebie, spoglądając czy przypadkiem Woody albo Tessa nie postanowili jej ścigać, a potem uśmiechnęła się do chłopaka wesoło, wpakowując sobie do ust porcję jeszcze nieroztopionych lodów. - Powiedz, co takiego ciekawego dodajesz do drinków? Co one robią?


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#27
08.07.2024, 21:50  ✶  
Przy stołach z Morpheusem

Jonathan jak na dość nerwowy z pewnych względów sierpień, miał dzisiaj naprawdę wyśmienity humor. Zjawił się całkiem wcześnie, chociaż rozważał przez chwilę gustowne spóźnienie się, witał się wesoło z każdym i oczywiście jak zwykle wyglądał doskonale, specjalnie kupując nowe okulary przeciwsłoneczne na tę okazję. Problemy? Jakie problemy? Dzisiaj nie było żadnych problemów. Dzisiaj była zabawa na plaży.
– Wiesz, muszę przyznać, Brenna naprawdę nieźle to wszystko dzisiaj urządziła. Może nasze kolejne urodziny też powinniśmy zrobić na plaży? Najlepiej z
jakimś motywem przewodnim. Co powiesz na bajkowe syrenki?
– rzucił wesoło do Morpheusa, trochę żartując, a trochę nie, bo ostatnio widział pewną szatę, której błyszczenie i kolory nadawałby się świetnie na taką imprezę, ale na żadną inną już absolutnie nie. A że i tak ją kupił, to miłoby było ją kiedyś założyć.
Stali akurat przy stole, do którego Jonathan zaciągnął przyjaciela i teraz z gracją nakładał sobie na talerz, to na co miał ochotę.
– A właśnie... – zaczął, częstując się jednym makaronikiem, a potem obrzucając spojrzeniem całe zgromedzenie. – Tak sobie pomyślałem, czy... – Tu zamarł i westchnął głośno, a potem rzucił Morpheusowi pełne bólu spojrzenie, którego źródło siedziało na kocu nieco dalej z jednym z najbardziej paskudnych wąsów, jakie przyszło oglądać temu światu. Selwyn miał tę nieprzyjemność, by dowiedzieć się już kim była ta "nieznana" mu twarz, co sprawiało, że nie miał żadnej wyrozumiałości do tego stroju. A tyle razy mu tłumaczył!
– Morphy powiedz mi... Czy on mi to robi specjalnie? No wiesz, tak na złość mi? Czy on mnie nienawidzi. Zrobiłem mu coś? To jakaś zemsta? A może to bogowie Morphy? Proszę, powiedz mi, czy bogowie mnie nienawidzą, że tak mnie każą? A może sama Matka? Wiem, że nie jestem jakoś szalenie religijny, ale bez przesady. Wiesz co? Ja już nie pamiętam, co chciałem powiedzieć. Chodźmy się po prostu napić.




!zaklętamuszla
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#28
08.07.2024, 21:50  ✶  
Czerwona muszelka w kształcie serca sprawia, że twoje emocje stają się trochę bardziej intensywne. Radość, smutek, miłość, fascynacja i złość - każde z tych uczuć przeżywasz bardziej intensywnie.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#29
08.07.2024, 22:22  ✶  
Nadal w towarzystwie Sama przy ognisku

Norka miała wrażenie, że czuję się dzisiaj nieco inaczej, jakby chciała się skupić na swoim szczęściu, nic więcej się nie liczyło, pierwszy raz to ona, ona i Samuel byli najważniejsi. Dotknęła ręką zielonej muszelki którą miała zawieszoną na siły, nie wiedziała, że to dzięki temu drobnemu przedmiotowi nastąpiła w niej taka delikatna zmiana. Nie przejmowała się zupełnie wszystkimi osobami, które znajdowały się wokół nich, liczyło się tylko ich wspólne szczęście.

Miała wrażenie, że mylnie założyła, że Sam będzie się czuł tutaj nieswojo. Wydawał się bez mniejszego problemu odnajdywać w tej sytuacji, co ją uszczęśliwiło, nie chciała bowiem, żeby robił cokolwiek wbrew swojej woli tylko po to, żeby ona była zadowolona. Razem musieli patrzeć w jednym kierunku, szukać kompromisów, znaleźć jakąś swoją ścieżkę. Wiedziała, że to wymaga czasu i pracy, aby wszystko nabrało sensu. Wcale jej to nie przerażało, wręcz przeciwnie, była ogromnie szczęśliwa, że stał się tak ważną częścią jej życia.

To prawie, które powiedział trochę ją zastanawiało. Na pewno były tutaj jakieś niedociągnięcia, w końcu nie było idealnych przyjęć, jednak nie spodziewała się, że nie spełnią jego oczekiwań. Bardzo szybko jednak miała się dowiedzieć, o co konkretnie mu chodziło.

Och. To o to chodziło. Nie było jednak dla niej istotne to, czy nić nadal zdobiła jej palec, czy w tym miejscu znalazło się coś innego. Najważniejsze były przecież jego zapewnienia, to, że chciał z nią spędzić całe swoje życie. Nic więcej, żadne przedmioty nie mogły temu dorównać. - Nie muszę mieć jej na palcu Sam. - Uniosła delikatnie głowę, aby spojrzeć na niego. Zawsze się wszystkim martwił, zupełnie niepotrzebnie, chociaż mogła zrozumieć, że zależy mu na tym, aby było widoczne, że podjęli pewne decyzje, nie zamierzała tego negować.

Poczuła, że jego dłoń zacisnęła się mocniej, twarz zanurzyła w jej obojczyku, znajdowali się bardzo blisko siebie, odezwał się do niej ponownie, nie spodziewała się zupełnie, że będzie miał dla niej taką niespodziankę.

Sięgnęła w końcu po pudełeczko, które przysunął w jej stronę. Oczy jej błyszczały, bo faktycznie nie miała pojęcia, że coś dla niej naszykował, że postanowił po raz kolejny ją zaskoczyć. Otworzyła je z ogromną ciekawością, dłuższą chwilę przyglądała się zawartości pudełka. Pierścionek był cudowny, zupełnie nieoczywisty, czym zasłużyła sobie na to, żeby dostawać takie dzieła sztuki? Nie miała pojęcia. Uśmiech gościł na jej twarzy, zupełnie szczery, naprawdę podobał jej się ten prezent.

- Wiesz, że nie musiałeś, prawda? - Nie była przyzwyczajona do dostawania takich podarunków.

Słuchała uważnie tego, co do niej mówił. Oczywiście, że nie był to byle jaki, pierwszy, lepszy pierścionek. Samuel jak zawsze przygotował wszystko bardzo dokładnie, była zachwycona tym, jak mocno się angażował, jak bardzo pokazywał, że mu na niej zależy. Czasem miała wrażenie, że ona nie okazuje mu swoich uczuć odpowiednio.

- Brak mi słów, nie wiem jak udało ci się zorganizować coś takiego, to jest niesamowite. - Oczywiście, że materiał, z którego był wykonany nie był przypadkowy, powinna się tego spodziewać, Sam ciągle ją zaskakiwał takim przywiązaniem do detali.

- Chyba tak, znaczy tak, dziesiąte są chyba najważniejsze. - Powiedziała jeszcze cicho nie odrywając wzroku od błyskotki. Nie spodziewała się, że biżuteria może być, aż tak bardzo dopracowana.

- Czy mógłbyś? - Wysunęła przed niego swoją dłoń, aby wsunął jej na palec ten piękny pierścionek, teraz to już nikomu nie umknie to, że zostali sobie przeznaczeni.

Była tak bardzo zaaferowana tym wszystkim, że nie zauważyła, że jej brat się im przygląda, na całe szczęście, bo na pewno nie omieszkałaby tego skomentować.

constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#30
09.07.2024, 01:41  ✶  
Przy ognisku z Alexandrem

Zaproszony na kolejne już z rzędu, zakonowe przyjęcie, w przeciwieństwie do Bella nie czuł się tutaj ani trochę spięty. Tak, był niemiłą zrzędą i wcale nie tak łatwo było go oswoić, a wydobycie spod szorstkiego człowieka ciepła, jakie oferował bliskim, stanowiło jeszcze twardszy orzech do zgryzienia, ale większość zebranych tu osób już do niego przywykła, tak jak i on przywykł do nich. W miarę dobrze rozumiał też społeczne konstrukty, a więc i sytuacje, w które nie powinien się wpierdzielać. Siedząc przy ognisku z nowo poznanym mężczyzną, zdawał się całkowicie ignorować Norę i Samuela, ponieważ rozmowa pomiędzy nimi wydawała się... intymna, bardzo (!) intymna i uznał, że jeżeli panna Figg potrzebowała czegoś z jego strony, to była to właśnie cisza. Pewnie w imię kwitnącej miłości pobawiłby się z Mabel, gdyby znajdowała się w zasięgu wzroku, ale nigdzie jej tutaj nie wyłapał...

Devon było pięknym miejscem, a nadmorskie klimaty naprawdę dobrze działały na jego samopoczucie. On jednak do pełnego odpoczynku potrzebowałby krzaków, ciszy i wędki... Oczywiście nie narzekał wcale na to przyjęcie, ale prawdę mówiąc, to lato wymęczyło go tak bardzo, że akurat dzisiaj pojawił się tutaj głównie ze względu na siostrę. Nie chciał jej niańczyć ani ograniczać, nie potrafił jednak ukryć przed samym sobą, jak bardzo panikował, kiedy nie wiedział, co się z nią działo i nie mógł zareagować na jakieś potencjalnie katastrofalne w skutkach nieszczęście. Byli tu wśród przyjaciół. Co takiego miałoby się stać...? Ale jednak się bał.

- ...również miło poznać? - Moody uniósł w górę brew, przełykając kawałek jedzonego przez siebie szaszłyka. Tak, Bell od razu wypadł w jego oczach na kompletnego dziwaka, ale zyskanie na czole tej naklejki wcale nie znaczyło najgorszego. - Nie. Pracujemy razem i przyjaźnimy się od lat. - Odłożył szaszłyk na papierowy talerzyk, wytarł palce w serwetkę i podał Alexandrowi i tak tłustą rękę. - Alastor Moody - przedstawił się, z przyzwyczajenia omal nie dodając Biuro Aurorów, ale czy w ogóle musiał to robić? Nie. Rodzina Moodych była znana z nieustannej walki z czarnoksięstwem nie od wczoraj. Alastorowi nie udało się uciec od tego stereotypu - wdał się w ojca aż za bardzo. Nie wyglądał na szczególnie zadbanego - włosy miał rozwiane, koszulę nieco nieuprasowaną, w dodatku nie ogolił się dzisiaj, a powinien już. Szorstkie oblicze, szorstki charakter, szorstkie życie. - Absolutnie nic o nich nie sądzę - przyznał, wracając do tematu brzmiącego jakby wypluła go jakaś cholerna losowarka. - I nie mam pojęcia, jak to działa. - Stanął w obronie mugoli i mugolaków od razu, został zwerbowany w dzień wybuchu wojny, ale... Nie znał się na tym za dobrze. Miał jakieś swoje gadżeciarskie przebłyski i lubił pić piwo w jednym z mugolskich lokali, niewiele poza tym.

Rozejrzał się wokół, poszukując wzrokiem siostry i Botta. Nie wstał jednak, chciał się tylko upewnić, że tu byli. Nie sprawiał też wrażenia, jakby oczekiwał od Alexandra, żeby się przymknął, nawet jeżeli jego twarz nie wyrażała większych emocji.

!zaklętamuszla


fear is the mind-killer.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa