Aaach, Victoria potrafiła być absolutnie słodka! To i na jej przeprosiny lekko uniósł kąciki ust, ale to był specyficzny uśmiech, bo zawierał w sobie małą kroplę melancholii. Przy aroganckiej pozie, jaką wykazywał, zapatrzony w tą pomiętą paczkę, mieszanka była całkiem... Saurielowa. Mógłby się na nią gniewać, do niedawna wybuchy złości były jedyną odpowiedzią, jaką miał na wszystko. Teraz już sam nie wiedział, jaką powinien mieć odpowiedź. Powinien się smucić? Gniewać dalej? A może mieć wyjebane i udawać, że rozwój emocjonalny to tylko bajka jak wszystkie te fałszywe fundusze wspierające hodowle smoków. Nie każdy musiał wiedzieć, że są fałszywe. On też nie musiał przed samym sobą próbować rozróżnić prawdy od fałszu.
- Daj spokój. - Machnął lekko ręką, po czym położył dłoń na jej ramieniu - zanim to ramię jej zaproponował, żeby poprowadzić ją do ogrodów. - Nic się nie stało. - Pomyślał o tym, że Victoria mogła sama zwątpić o co chodzi, a na pewno mogła poczuć się w jakiś sposób winna, skoro przepraszała. A może przepraszała tak po prostu? Już tego zagadnienia nie rozgrzebywał na czynniki pierwsze. Ale... fajnie było wtedy, kiedy wszyscy się fajnie bawili. Jakkolwiek banalnie to nie brzmiało. I on miał się tym przejmować? Czasami nawet potrafił. W chwilach jakichś refleksji. Ewentualnie jak wypił wystarczająco dużo i wszedł w odpowiedni nastrój z tym alkoholem, który nie był nastawiony na emocjonalne wypranie. Łatwo w końcu ranić wszystkich wokół, kiedy twoja empatia leżała i kwiczała. Gorzej, kiedy zastanawiasz się, co ta druga osoba czuje, nawet jeśli nie do końca empatyzujesz z tą jednostką. Skomplikowane? Naah. Nie do końca. To zawsze były chęć i pytanie: na czym ci zależy bardziej? Niekiedy szczęście drugiej osoby potrafiło stać się twoim szczęściem.
- W burdelach wiecznie krążą używki, wszyscy chleją, a potem ruchają się po kątach. Cokolwiek ich bawi. Kurwa, nawet znalazł się pojeb, co założył burdel z trupami. - Wzruszył ramionami, mrucząc te informacje bez jakiegoś większego entuzjazmu, ale nie to, że był nudny. Był... tak samo codzienny jak omawiany smak ciasta przy popołudniowej herbatce w wyższych sferach. Coś, co on widział na co dzień i być może Victoria też w pracy już się zetknęła, a być może nie - w końcu długo nie pracowała. - Na Ścieżkach zawsze coś gotują. I chuja mnie obchodzi, co sprzedają, póki trupy się nie sypią, a psy trzymają z dala. Ale jak odpalają u mnie, to mają też odpalać kasę. Chuja mnie obchodzi, czy na ulicy, czy w burdelu, czy wyżej na Nokturnie pod kamienicą numer sześć. - Dziwki, alkohol, koks - wszystko to było jedno pudełko. Haracze. Codzienne życie i codzienna praca, która ściągała go coraz mocniej, ale bujanie się do Ministerstwa było czymś, z czego chyba jednak by nie zrezygnował. Choć nad tym myślał. Więc tak, sam nie brał. Człowiek czuł się po tym koniec końców gorzej... i może byłoby z tego trudno wyjść, ale wciągnięcie się w cug nie-życia... cóż. Opanowanie swojego głodu - to na pewno pomagało. - Nad melodią. - Chociaż jedno z drugim płynnie się ze sobą zgrywało... - I nad krokami. - Dodał więc zaraz.
- Bo nie ćpam. - Zatrzymał się przy ławkach i zaciągnął dymem, robiąc kroczek na bok od Victorii, żeby klapnąć sobie na ławeczce. Uniósł na nią spojrzenie. Siedział pochylony, opierając łokcie na kolanach - niechlujnie, jak to on. Nawet w tym garniturze przy rozchełstanej koszuli nie sprawiał wrażenia grzecznego panicza z grzecznego domu. - Wooo... to brzmi... brzmi... - wspaniale. Każde kolejne słowo mówił ciszej. Automatycznie spojrzał na niebo. Na migoczące gwiazdy, które były w Londynie słabo widoczne, albo nie widać ich było wcale. Dzień. Testowanie wychodzenia na słońce... - To... mogę potestować. - Strzepnął popiół z papierosa.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.